Polski klub ma przechlapane. Rywal wydał 80 mln euro na transfery. Sprowadził wielkie gwiazdy

Polski klub ma przechlapane. Rywal wydał 80 mln euro na transfery. Sprowadził wielkie gwiazdy
IMAGO / pressfocus
Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł
Dodaj do źródeł Google
Górnik rozpoczyna walkę o awans do Ligi Mistrzów od gigantycznego wyzwania. Na drodze Zabrzan stoi turecki gigant, który chce podnieść się z letargu. Nowy trener, wielkie transfery, głośne nazwiska i powrót do “właściwych” fundamentów. Starcie z wicemistrzem Polski to dla nich otwarcie wędrówki w - jak mają nadzieję - właściwym kierunku.
Polska po raz pierwszy w historii ma dwa zespoły w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. Od razu jednak możemy przekonać się, że wicemistrzowi kraju nie będzie łatwo o miejsce w europejskiej elicie. Górnik Zabrze musi stanąć w szranki z rywalem walczącym w zupełnie innej kategorii wagowej. Fenerbahce co prawda zawodzi od lat i nie może znaleźć recepty na sukces od ponad dekady, ale wysłało na mundial aż 13 zawodników, a tylko tego lata wydało na wzmocnienia ponad 80 milionów euro. Zabrzanie przystępują do tego starcia w roli bezdyskusyjnego kopciuszka. “Górnik to zespół, który trzeba koniecznie przejść” - mówi nam Krzysztof Gerlak, znawca tureckiego futbolu, prywatnie fan “Fener”.
Dalsza część tekstu pod wideo

Finansowa i personalna deklasacja

“Koszmarne losowanie”. “Gorzej być nie mogło”. To tylko kilka z nagłówków, które widzieliśmy w polskich mediach po tym, jak Górnik Zabrze wylosował Fenerbahce w drugiej rundzie kwalifikacji do Ligi Mistrzów. I trudno polemizować z taką oceną. Mowa bowiem o klubie ze zdecydowanie większymi możliwościami finansowymi, z głośniejszymi nazwiskami i nieporównywalnym doświadczeniem, jeśli chodzi o rywalizację w europejskich rozgrywkach.
- Górnik to zespół, który trzeba koniecznie przejść. I takie jest założenie. Najważniejszy piłkarz oraz zawodnik sezonu Superlig - Marco Asensio - powiedział, że cel to Liga Mistrzów i aktualnie skupiają się tylko na Górniku - mówi nam Gerlak, gdy pytamy go o nastroje w tureckiej drużynie po losowaniu.
Pewność siebie nie jest nieuzasadniona, bo liczby dobrze pokazują dysproporcję między drużynami. Według portalu Transfermarkt - Fenerbahce tylko tego lata wydało na nowych zawodników - m.in. Masona Greenwooda, Vedata Muriqiego czy Nathana Ake - ponad 80 milionów euro. Tyle samo co… cała polska Ekstraklasa od startu poprzedniego sezonu. Jeśli chodzi o porównanie z samym Górnikiem, różnica wygląda naprawdę przytłaczająco. W aktualnym, rekordowym okienku, Zabrzanie przeznaczyli na nowych graczy niespełna 2,5 miliona euro, a zgodnie z danymi portali Salary Sport i Capology, na pensje wydają ponad 45 razy mniejsze kwoty (2,9 mln do 134,6 mln euro) niż rywale.
W kadrze “Fener” znajdziemy nazwiska świetnie znane fanom czołowych europejskich lig. Bramki strzeże eks-zawodnik Manchesteru City, Ederson. W drużynie, poza jego wspomnianym kolegą z Etihad (Ake) i innymi letnimi wzmocnieniami znajdziemy m.in. Milana Skriniara (dawniej Inter Mediolan, PSG), Nelsona Semedo (FC Barcelona). N’Golo Kante (Chelsea), Matteo Guendouziego (Arsenal, Olympique Marsylia, Lazio), Freda, Sofyana Amrabata (obaj Manchester United) oraz Marco Asensio (Real Madryt, PSG). Co prawda nie wszyscy z nich znajdują się na liście zgłoszonej do spotkania - przykładowo Kante dopiero co siedział na ławce Francuzów w spotkaniach fazy medalowej mundialu - ale wicemistrzowie Turcji i tak mają ogromny potencjał ludzki. Mówi się jednak często, że nazwiska nie grają. I ostatnie lata na stadionie Sukru Saracoglu zdają się potwierdzać ten piłkarski truizm.

Zerwać z łatką drużyny “prawie”

- Fenerbahce nigdy nie było zespołem mocnym "systemowo". Wszystko jest tam oparte na gwiazdach, na jakości indywidualnej - mówił o rywalach trener Górnika, Michal Gasparik, cytowany przez polsatsport.pl.
- Ta wypowiedź dotarła do Turcji i lekko nią “podpadł” - opowiada Gerlak. - Do tego też pośrednio odnosił się Asensio, mówiąc, że nie umiejętności są najważniejsze, ale waleczność, oddanie i pracowitość.
Słowa Gasparika mają jednak umocowanie w rzeczywistości. Fenerbahce to w ostatnich latach drużyna jednego wielkiego “prawie”. Od ostatniego mistrzostwa kraju, wywalczonego w 2014 roku, aż ośmiokrotnie finiszowała na drugim miejscu w lidze. W ostatnich pięciu sezonach zrobiła to pięć razy, w jednym z sezonów zaliczając zaledwie jedną przegraną i zbierając aż 99 oczek!
Wyniki ligowe Fenerbahce od sezonu 2013/14 (liczba spotkań - wygrane - remisy - porażki - gole strzelone - gole stracone - punkty) | Źródło: Wikipedia
- Fenerbahce co sezon walczy o tytuł mistrza kraju, ale są mistrzami drugiego miejsca - przyznaje nasz rozmówca.
W międzyczasie wygrali puchar kraju tylko raz (dwukrotnie przegrywając finał) i dorzucili dwa superpuchary. To nie były satysfakcjonujące wyniki. A Liga Mistrzów także od dawna jest “zaczarowana”. Od ostatniej przygody w Champions League minęło aż 17 lat. Naturalnie ma na to wpływ wykluczenie z europejskich pucharów z początku poprzedniej dekady za ustawianie meczów, bo gdyby nie ono, pojawiliby się na murawach tych elitarnych rozgrywek, ale ostatnie kilkanaście lat to pasmo rozczarowań i frustracji pomimo obecności naprawdę mocnych personaliów.
We wspomnianym okresie przez klub przewijali się m.in. Edin Dzeko, Mesut Oezil, Leonardo Bonucci, Robin van Persie, Simon Kjaer, Mathieu Valbuena, Dirk Kuyt, Adil Rami, Nani, Dusan Tadić, Raul Meireles, Martin Skrtel czy Kim Min-jae. Nazwiska może i często lekko przebrzmiałe, ale o dużej wadze. W rozgrywkach 2024/25 stery zespołu dzierżył z resztą Jose Mourinho. Projekt jednak od długich lat nie jest w stanie dostarczyć upragnionego tytułu. A kadencja “The Special One” dobrze to podsumowała.
- Mourinho to być może największa porażka Fenerbahce w historii. Trener, który inkasował oficjalnie około 11 milionów za sezon (nie wliczając w to hotelu, w którym mieszkał oraz całej reszty kosztów ukrytych). Przez niego zespół, który przed nim zdobył 99 punktów w lidze, totalnie zdziadział. Portugalczyk zgasił nawet blask swego ulubionego Sebastiana Szymańskiego - ocenia Gerlak. - Miał gwiazdy, ale zrobił z nich przeciętniaków poprzez styl gry, którego nie da się określić inaczej niż zwykły antyfutbol. Jose zatrudniono, by ten zrobił wymarzony awans do LM, a odpadł w eliminacjach z hukiem.
- Co do projektu - kontynuuje - głód zwycięstwa jest tak potężny, że w Fenerbahce nie istnieje taki termin jak cierpliwość czy "trust the process" - nieudany sezon lub nawet pół i następuje wymiana: trenera, piłkarzy, a często nawet i samego prezesa. Wówczas zaczynamy całą zabawę od nowa. Nie ma stabilności i to główny powód porażek zespołu - uważa Gerlak.

80 milionów, ale najcenniejszy trener

Mocne lato ma stanowić zastrzyk pozytywnej energii, która pchnie popularne “Żółte Kanarki” do przełamania serii rozczarowań. Pozyskany za niemal 40 milionów euro Mason Greenwood został drugim najdroższym piłkarzem w historii Super Lig. Oczywiście duży wpływ na jego przenosiny akurat do Turcji mają sprawy związane ze skandalem, który doprowadził do jego odejścia z Manchesteru United, ale tak czy siak Francuz powinien okazać się poważnym wzmocnieniem. Muriqi czy Ake również stanowią wartościowy zastrzyk jakości, a nastoletni Sidiki Cherif, którego wykup z Angers, wliczając kwotę za wypożyczenie zimą, opiewał na kwotę ponad 20 milionów euro, to spory talent.
“Fener” się zresztą nie zatrzymuje. Podobno udało się już osiągnąć porozumienie w sprawie kontraktu z napastnikiem Borussii Dortmund, Serhou Guirassym, a w mniej lub bardziej prawdopodobnych plotkach przewijają się też takie nazwiska jak Rafael Leao, Romelu Lukaku, Marcus Rashford czy Gabriel Jesus. Wygląda na to, że w żółto-granatowej części Stambułu chcą tego lata pójść “na grubo”. W poprzednim sezonie pierwszy raz przebili granicę 100 milionów euro przeznaczonych na wzmocnienia. 37 milionów zainwestowano jednak zimą, więc już niedługo aktualne okienko może stać się najbardziej kosztownym letnim mercato w historii klubu. Brakuje do tego zaledwie sześciu milionów euro.
Zdaniem Gerlaka transfery są oczywiście jakościowe, ale najważniejsze wzmocnienie to… zmiana na ławce trenerskiej. Niedawno stery zespołu już po raz czwarty objął bowiem Ismail Kartal. Człowiek, którego przyjęto na Sukru Saracoglu z otwartymi rękami.
- Mamy sprawdzonego trenera, więc tutaj jest nieco mniej tego czynnika chaosu i totalnego resetu - tłumaczy. - Dwa lata temu, choć nie wygrał ligi, zakończył sezon z 99 punktami. Teraz, po nieudanych zagranicznych eksperymentach, wraca i już w meczach towarzyskich pokazał, iż rozumie DNA Fenerbahce i jak ten zespół ma grać - ofensywne usposobienie, szybka, kombinacyjna gra, krótkie podania i "duszenie" rywala od pierwszej do ostatniej minuty.
- Choć, nauczony doświadczeniami z ostatnich lat, podchodzę do tego na spokojnie, to postawienie na Kartala i sprowadzenie nazwisk, które dużo znaczą w Europie, są istotne w swoich reprezentacjach, daje mi większe nadzieje na sukces, aniżeli w poprzednich sezonach. I tutaj - przy wyborze piłkarzy - kluczową rolę ma trener. To on nadaje charakteru i sposobu gry. Mogliśmy mieć wybitnych piłkarzy, którzy byli zmuszani do oddawania piłki beniaminkowi, który się z nią męczył, bo tak wyglądał plan "kołcza". Ismail idealny oczywiście nie jest, ale przynajmniej premiuje grę przyjemną dla oka, totalnie nieprzyjemną dla rywala - ocenia Gerlak.

Właściwy fundament

Podczas pierwszego spotkania z Górnikiem będziemy mogli obejrzeć kilka twarzy, które tego lata pojawiły się w Fenerbahce. Trener Kartala potwierdził, że Greenwood i Ake znajdą się w kadrze. Kontuzjowany jest z kolei Muriqi, po mundialu do kadry nie wrócili jeszcze Kante czy Sofyan Amrabat, a Asensio będzie gotów jedynie, aby zacząć na ławce. W teorii “Żółte Kanarki” są więc osłabione, ale zagraniczni zawodnicy to nie wszystko. Nie można też zapominać o graczach krajowych.
- Lokalni piłkarze, którzy przecież są sercem każdej drużyny, byli odstawiani przez zagranicznych trenerów na boczny tor. Jeden z największych plusów Kartala jest taki, że pod jego wodzą powinni oni wieść prym. Już mecze towarzyskie pokazały “powrót” Turków - zwraca uwagę Gerlak. - Cengiz Under trafiał z Admirą i Pogonią Szczecin i wypadł świetnie. Nieco mniej czasu dostali reprezentanci kraju z mundialu, ale i ci wyglądali "świeżo". Kerem Akturkoglu i Irfan Can Kahveci zdobyli po bramce w ostatnim sparingu z LASK Linz. W nich upatrywałbym nieoczywistych bohaterów, gdyż raczej każdy wie, do czego zdolny jest Asensio, jak walczyć o piłkę potrafi Guendouzi, każdy widział też pewnie choć jedno magiczne zagranie Taliski.
Powrót Turków do łask w opinii Gerlaka stanowi aspekt bardzo ważny również dla całego obecnego projektu Fenerbahce. To bowiem kwestia odpowiedniego “fundamentu” dla (potencjanie) mistrzowskiej drużyny.
- Na klub spadała spora krytyka, bo tureccy piłkarze szli w odstawkę, gdy trenował Jose czy Tedesco. Kartal, jako ich rodak, ale i eks-piłkarz Fenerbahce, ma świadomość, że lokalni piłkarze budują świadomość wśród fanów i są twarzą drużyny. Odstawiony i wysłany na wypożyczenie przez Mourinho Kahveci pod wodzą Kartala w rozgrywkach 2023/24 zagrał najlepszy sezon w karierze i był najlepszym tureckim piłkarzem, którego mogłem oglądać w lidze - dodaje.

Największa słabość? Futbol “totalny”

Większość argumentów przemawia zdecydowanie za Fenerbahce. W Stambule widzą w Górniku przeciwnika, którego należy pokonać, ale całkowicie go nie lekceważą.
- W Turcji postrzegają Górnik jako dobrze ułożoną ekipę, której najmocniejszą stroną jest trener - Gerlak przytacza opinie znad Bosforu.
Jak więc ugryźć faworyta? Według naszego rozmówcy można skarcić Fenerbahce za jego ofensywne usposobienie. Mogą pojawić się okazje, by giganta pokarać.
- Fenerbahce gra bardzo wysoko. Siadają na rywalu niczym szpaki na czereśnię w moim ogródku. Jest to pewien rodzaj futbolu totalnego, gdzie często stoperzy stają przy linii środkowej i pełną rolę cofniętych rozgrywających. Boczni obrońcy dublują rolę skrzydłowych, ci zaś zamieniają się w schodzących napastników. Następuje szybka wymiana podań i pozycji. Wtedy są do ugryzienia właśnie z kontry, gdzie wahadła są przyklejone do pola karnego rywala, a stoperzy niemal na połowie przeciwnika - analizuje Gerlak. - W ataku pozycyjnym czy próbie kontroli środka pola nie upatruję szans. Trzeba czekać na błąd, okazję i kontrę.
Ekspert uważa jednak, że szanse na sprawienie niespodzianki przez wicemistrza Polski nie są duże. W jego opinii konfrontacja z przedstawicielami Ekstraklasy ma stać się pierwszym, udanym krokiem wędrówki we właściwym kierunku. Na razie bowiem w obozie “Fener” wszystko wygląda tak, jak powinno. Wygrali wszystkie trzy sparingi - w tym ten z Pogonią aż 4:0.
- Ufam trenerowi Kartalowi oraz liderowi - Asensio. Jeśli powiedział, że skupiają się w pełni na Górniku, to tak jest. Muszą pokazać dominację, siłę, uplastycznić na boisku różnicę klas. Wygrać i zameldować się w kolejnej rundzie. Co też ważne, nawiązała się nić porozumienia między trenerem a piłkarzami. Liderzy - ufają i chwalą postęp w grze. Turcy odrodzeni. Zespół znajduje się w bardzo dobrej formie i musi pokazać to na boisku. - podsumowuje Gerlak.
Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł
Dodaj do źródeł Google

Przeczytaj również