Gwiazdor wrócił po kontuzji i... zaszokował sylwetką. "To nieprofesjonalne"

Gwiazdor wrócił po kontuzji i... zaszokował sylwetką. "To nieprofesjonalne"
IMAGO / pressfocus
Adam - Kowalczyk
Adam KowalczykDzisiaj · 12:50
Wrócił. Victor Boniface wreszcie pojawił się na treningu. Trzy miesiące po operacji kolana napastnik Werderu Brema zmaga się z poważnym problemem - waży zdecydowanie za dużo, a jego sylwetka jest, delikatnie mówiąc, daleka od tej, jaką powinien mieć profesjonalny piłkarz. Patrząc na początki Nigeryjczyka w Bundeslidze oraz wkład, jaki miał w historyczne mistrzostwo Bayeru Leverkusen, po prostu szkoda, że tak to się potoczyło.
- Oczywiście nie da się ukryć, że waży gram lub dwa za dużo - przyznał trener Werderu Brema Daniel Thioune, w odpowiedzi na pytanie o formę Victora Boniface’a. Inni nie przebierali już tak w słowach. - Kiedy dołączam do treningów drużynowych, muszę być w jak najlepszej formie, a on pomylił formę z otyłością - brutalnie stwierdził Martin Harnik. - Boniface wraca po kontuzji w bardzo złej kondycji, to nieprofesjonalne. Jeśli naprawdę chce kontynuować grę w piłkę nożną, musi schudnąć, żeby odciążyć kolana. Masa mięśniowa też nie pomoże. To po prostu nie zadziała - tłumaczył dalej były reprezentant Austrii w jednym z odcinków autorskiego podcastu Flatterball.
Dalsza część tekstu pod wideo
Po świętach wielkanocnych 25-letni napastnik pojawił się na treningu po raz pierwszy od ponad trzech miesięcy, a jego zdjęcia obiegły internet. Nie dlatego, że wrócił po długiej przerwie spowodowanej operacją, ale dlatego, że wrócił w bardzo złej formie. Jest to wymowne tym bardziej, bo sam Boniface zachowuje się tak, jakby był zmuszony do gry w klubie, do którego nigdy nie chciał trafić.

Napastnik-czołg

Uporządkujmy całą tę historię. Piłkarski “boom” na Boniface’a zaczął się na początku 2023 roku, a swój szczyt osiągnął pod jego koniec. Innymi słowy: od udanych występów w belgijskim Royale Union Saint-Gilloise na arenie Ligi Europy, aż do gry w mistrzowskim Bayerze Leverkusen Xabiego Alonso. Warto zaznaczyć, że Nigeryjczyk był uznawany za duży talent jeszcze zanim trafił do Belgii. W latach 2019-2022 występował bowiem w Bodo/Glimt, które mimo braku silnej reputacji w Europie już wtedy potrafiło sprowadzać naprawdę utalentowanych zawodników za grosze. Nigeryjczyk miał jednak spory problem z przebiciem się w szeregach rosnącego norweskiego giganta. Powód? Dwukrotnie zerwane więzadła krzyżowe w wieku zaledwie 20 lat. Gdy Bodo grało więc w ćwierćfinale Ligi Konferencji, gdzie stawiało czoła Romie, Boniface nie był nawet jego podstawowym zawodnikiem. Zwykle pojawiał się z ławki na ostatnie 20-30 minut meczu, zmieniając nieco bardziej ówcześnie cenionego Runara Espejorda.
Sytuacja zmieniła się dopiero na wiosnę 2022 roku, po odpadnięciu norweskiej drużyny z europejskich pucharów. Boniface wygryzł Espejorda ze składu i zaczął strzelać coraz więcej goli w ligowych meczach. To właśnie wtedy przykuł uwagę wspomnianego Unionu, który w sierpniu pozyskał go za dwa miliony euro. Była to inwestycja wręcz genialna - rosły, silny, taranujący obrońców snajper idealnie odnalazł się w tak fizycznej lidze jak belgijska, dzięki czemu bardzo szybko zwrócił uwagę skautów topowych klubów. Stworzył świetny duet z iworyjskim skrzydłowym Simonem Adingrą, dziś broniącym barw AS Monaco. Obaj zanotowali łącznie 37 bramek i 25 asyst we wszystkich rozgrywkach w sezonie 2022/23.
Choć dziś ten tytuł brzmi bardzo niefortunnie, to w tamtym czasie Boniface był prawdziwym czołgiem. Jeszcze więcej potencjału wycisnął z niego Xabi Alonso, który sprowadził Nigeryjczyka do Bayeru Leverkusen po ćwierćfinałowym dwumeczu z Royale Unionem w Lidze Europy. Później przyszła runda jesienna sezonu 2023/24, która w wykonaniu napastnika okazała się wręcz wyborna. W debiutanckim meczu pierwszej kolejki Bundesligi z Lipskiem zanotował asystę, później zaś zaczął strzelać na zawołanie. I to dosłownie - praktycznie w każdym meczu bombardował bramkarzy rywali strzałami. W zaledwie czterech spotkaniach zrobił to aż 29 razy. Dla porównania, Harry Kane próbował dwa razy rzadziej. Na koniec sezonu Anglik i tak stanął na czele tej klasyfikacji z 145 próbami (co przełożyło się oczywiście na tytuł króla strzelców Bundesligi), ale Boniface był piąty (83). Kto wie, co by było, gdyby nie stracił trzech miesięcy gry przez kontuzję.
Same próby to jednak nie wszystko - wyjątkowo imponujące było to, z jaką łatwością 22-letni wówczas snajper w ogóle dochodził do sytuacji bramkowych. W ligowej kampanii udało mu się strzelić 14 goli. “Tylko”, bo przy lepszej skuteczności spokojnie mógłby mieć ich więcej. Choć trzeba jednak brać poprawkę na to, że był zaledwie częścią świetnie naoliwionej maszyny, która uzależniając się od jednego zawodnika mogłaby nie wywalczyć historycznego mistrzostwa Niemiec i tytułu niepokonanych.

Przeklęte kontuzje

A jeżeli już o kontuzjach mowa, gdyby należało wskazać jeden czynnik, który najbardziej spowolnił karierę Boniface’a, to bez wątpienia byłoby to kruche zdrowie. Niezliczone są wymarzone scenariusze, przed których spełnieniem Nigeryjczyk został powstrzymany przez kłopoty z kolanem lub problemy mięśniowe. Jeszcze jako zawodnik Bodo mógł pojechać z reprezentacją U20 do Polski na młodzieżowe mistrzostwa świata, ale zamiast tego rehabilitował się po zerwanych więzadłach. Kolejny poważny uraz dotknął go już w Leverkusen - wspomniana trzymiesięczna przerwa od połowy stycznia do kwietnia spowodowana była urazem mięśni przywodzicieli. I choć nie złamała go na tyle, żeby przestał być w maszynie Alonso ważną postacią, to podcięła mu skrzydła w karierze reprezentacyjnej. Kontuzjowany Boniface nie mógł pojechać do Wybrzeża Kości Słoniowej na Puchar Narodów Afryki, a selekcjoner Nigerii był zmuszony powołać w jego miejsce Terema Moffiego. Jak na ironię, “Super Orły” dotarły do finału turnieju i wywalczyły srebrny medal.
Problemy zdrowotne nie ustąpiły w drugiej połowie roku. Listopad 2024 przyniósł kontuzję uda, a zawodnik miał kolejne kilka miesięcy przerwy. Tym razem jednak pauza od gry zaważyła na jego roli w zespole. Po powrocie nie grał już tak regularnie jak wcześniej i coraz częściej wchodził jedynie z ławki, o ile w ogóle ją opuszczał. Miejsce w pierwszym składzie na drugą połowę sezonu 2024/25 zajął lepiej dysponowany Patrik Schick. W międzyczasie nastąpiła też wielka klapa, bo w ostatniej chwili upadł transfer Boniface’a do ligi saudyjskiej.
Z perspektywy Leverkusen oferta była bardzo kusząca, dla zawodnika - również. Al-Nassr chciało dać Bayerowi aż 70 milionów euro za Boniface’a, który miałby stać się partnerem Cristiano Ronaldo w ofensywie. Ruch wysypał się na ostatniej prostej, bo saudyjski gigant finalnie zdecydował się na Jhona Durana. Bohater tekstu musiał więc w Bayerze pozostać.

Chciany i niechciany transfer

Nie była to ostatnia taka sytuacja. Dość szybko okazało się, że Boniface jest na wylocie z klubu, o czym przed startem letniego okienka transferowego poinformował Bild. Przyczyną nie były tylko kwestie sportowe - niemiecka gazeta nazwała Nigeryjczyka “tykającą bombą na ławce rezerwowych”, bo ten zaczął wysyłać niepokojące sygnały swoim zachowaniem. Podczas meczu z Eintrachtem Frankfurt (4:1) w wybuchu złości popchnął kolegę z drużyny, Emiliano Buendię, po tym, jak ten niechcący zablokował jego strzał na bramkę.
Bayer cały czas schodził z ceny, byle swojego napastnika sprzedać. Zamiast 70 milionów oczekiwał 50, później wycenił go już na 30. Finalnie ofertę transferu złożył Milan, któremu udało się wynegocjować roczne wypożyczenie za pięć milionów euro z opcją wykupu za 24 miliony. Klub z Leverkusen dał Boniface’owi zielone światło na odejście, a piłkarz naprawdę chciał do “Rossonerich” dołączyć. Fiasko wydarzylo się na ostatniej prostej - zadecydowały testy medyczne. Kolano Nigeryjczyka znów dało o sobie znać, przez co Milan ostatecznie zrezygnował z transferu. Boniface wrócił do Leverkusen w ostatnim tygodniu sierpnia, po raz drugi bez nadziei na zmianę barw.
Dwa niedoszłe transfery na przestrzeni kilku miesięcy - po tak fatalnym okresie trudno jest się odbudować, a już szczególnie, jeśli klub chce się ciebie pozbyć za wszelką cenę. Boniface został wypchnięty z Bayeru w ostatniej chwili, już w deadline day. Wypożyczył go do siebie Werder Brema.
- Victor jest bardzo silny fizycznie, świetnie wykańcza akcje i jest szybki. W sezonie, w którym Bayer zdobył mistrzostwo, wyróżniał się jako strzelec i rozgrywający. Jestem przekonany, że w tym sezonie może odegrać bardzo ważną rolę w naszej drużynie - przekonywał ówczesny szkoleniowiec zespołu z Bremy, Horst Steffen.
Minęło pół roku i Boniface do ważnej roli w drużynie nawet się nie zbliżył. Co więcej, zaczął spadać w hierarchii napastników, mimo że początkowo przymierzany był do pierwszego składu. Sprawa zaczęła wyjaśniać się dość szybko, bo już w październiku Clemens Fritz ujawnił, że zawodnikowi przybyło kilogramów.
- Wspólnie z Victorem jasno zidentyfikowaliśmy problemy i wspieramy go ze wszystkich stron. Obejmuje to trening sportowy, fizjoterapię, a także żywienie z odpowiednimi poradami - zdradził na łamach Bilda dyrektor sportowy Werderu.
Nastawienie samego Boniface’a było zaś zupełnie inne. Jeszcze miesiąc wcześniej, na powitalnej konferencji po transferze, napastnik całkowicie spławił dziennikarza, który dopytywał się o jego formę fizyczną.
- Jeśli media mówią, że jestem "dobrym chłopcem", to wierzycie w to. Jeżeli mówią, że jestem "złym chłopcem", to też w to wierzycie. Gdybym nie był zdrowy w 100%, to byłbym w szpitalu i nie rozmawiałbym teraz z tobą - wypalił.
Później, jak to w zwyczaju, pojawiła się kolejna kontuzja. Tym razem wymagająca operacji, bowiem zawodnik uszkodził chrząstkę w kolanie. Od 14 grudnia nie grał z tego powodu w piłkę, co tylko nasiliło problemy z trzymaniem diety. Trudno sobie wyobrazić, by w obecnym stanie odzyskał rytm meczowy, ale trzeba przyznać, że jego powrót do treningów nastąpił dość szybko. W Werderze liczą na to, że jeszcze zdoła wybiec na boisko przed końcem sezonu.
Co ciekawe, jeszcze w listopadzie 2024 roku portal Transfermarkt wyceniał Nigeryjczyka na 45 mln euro. Teraz jest to zaledwie 5 mln euro.

Przeczytaj również