Potężny kryzys wielkich mistrzów. Prawie cały skład w rozsypce. "Nie dojeżdża poziomem"

Potężny kryzys wielkich mistrzów. Prawie cały skład w rozsypce. "Nie dojeżdża poziomem"
Insidefoto / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 17:00
W cudowny sposób wspięli się na piłkarski szczyt. Stamtąd droga zwykle prowadzi w dół. Reprezentanci Hiszpanii, którzy niecałe dwa lata temu świętowali mistrzostwo Europy, dziś w większości są pogrążeni w kryzysie.
Triumf Hiszpanii na EURO 2024 był więcej niż zasłużony. To nie było zwycięstwo nudy pokroju Grecji w 2004 czy pragmatyzmu na miarę Portugalii z 2016 roku. “La Roja” wygrała turniej w najpiękniejszym możliwym stylu. Najpierw pokonała Chorwację, Włochy i Albanię w grupie śmierci, a następnie suchą stopą przeszła przez praktycznie najtrudniejszą możliwą drabinkę. Gruzja, Niemcy, Francja i Anglia nie znalazły sposobu na perfekcyjnie naoliwioną maszynę Luisa de la Fuente.
Dalsza część tekstu pod wideo
Tyle z kronik historycznych. Architekci tamtego sukcesu obecnie zmagają się z bardzo wieloma problemami. Jedni są kontuzjowani, drudzy bezskutecznie szukają formy, a jeszcze inni nie mają ani zdrowia, ani wyników. Spójrzmy na wyjściową jedenastkę Hiszpanii z wygranego finału mistrzostw Europy. Jej członkowie w większości mogą pomarzyć o dyspozycji, którą prezentowali dwa lata temu.

Unai Simon - dziurawe ręce

“Ręcznik” to dość brzydkie określenie w stosunku do bramkarza. Po wielu meczach Athletiku właśnie to słowo cisnęło się jednak na usta, patrząc na popisy Unaia Simona. 28-latek od dłuższego czasu jest pod formą. W tym sezonie stracił aż 59 bramek w 37 meczach. W Lidze Mistrzów wpuścił ponad dwa gole więcej niż powinien według wskaźnika expected goals against. Średnio broni 2,8 strzału na mecz, co stanowi dopiero 13. wynik w lidze hiszpańskiej. Najmocniej zawodził w prestiżowych starciach z Realem Madryt i Barceloną.
Simon rozgrywa znacznie słabszy sezon w porównaniu z Davidem Rayą czy Joanem Garcią. Bramkarz Barcelony po raz pierwszy został powołany do seniorskiej kadry, ale mimo wszystko jego szanse na grę są niewielkie. Wychowanek Athletiku to bowiem żelazny żołnierz De la Fuente. Był “jedynką” u tego selekcjonera zarówno w młodzieżówce, jak i dorosłej reprezentacji. Wydaje się, że nawet obniżka dyspozycji nie poskutkuje odsunięciem mistrza Europy.

Dani Carvajal - podupadłe zdrowie

Prawy obrońca był murem w trakcie EURO 2024. Od tego czasu więcej czasu spędził w gabinetach lekarskich niż na murawie. Przez większą część poprzedniego sezonu pauzował z powodu zerwania więzadła krzyżowego. W trakcie rundy jesiennej odnowiły się problemy z kolanem. Od stycznia weteran teoretycznie jest gotowy do gry, ale zajmuje dość niskie miejsce w hierarchii. Alvaro Arbeloa woli wystawiać na tej pozycji Trenta Alexandra-Arnolda czy Fede Valverde. Kiedy Carvajal dostał szansę od pierwszej minuty z Osasuną, to został wrzucony na karuzelę przez Victora Munoza.
W tym roku kapitan Realu rozegrał zaledwie 331 minut. Podczas przerwy reprezentacyjnej nie poprawi tego dorobku, ponieważ nie został powołany. De la Fuente widzi, że 34-latek zdaje się być już po drugiej stronie piłkarskiej rzeki. Jego kontrakt wygaśnie 30 czerwca i coraz więcej wskazuje na to, że pożegna się z “Królewskimi”. Doświadczony defensor oczywiście nie zamierza się poddać, ale wydaje się, że stoi na straconej pozycji.
- Mistrzostwa świata to obsesja Carvajala. Wie, że końcówka sezonu to dla niego ostatnia szansa na przekonanie selekcjonera. Mijają jednak tygodnie, a on wciąż nie znalazł odpowiedniej formy, która pozwoliłaby otworzyć mu drzwi do kadry. Piłkarz chciałby regularnie grać, ale nie dostaje minut. Czasu jest coraz mniej - podkreślił dziennik Marca.

Robin Le Normand - spadek w hierarchii

Nieco podobna sytuacja do Carvajala. W listopadzie Le Normand pauzował z powodu kontuzji kolana, a pod jego nieobecność Diego Simeone znalazł lepiej funkcjonującą parę stoperów. Od kilku miesięcy “Cholo” chętnie stawia na środku obrony na Davida Hancko i Marca Pubilla. Obaj gwarantują siłę, pewność i skuteczność w pojedynkach. W efekcie bliżej wyjazdu na mundial może być właśnie 22-letni Pubill, który doskonale zadomowił się na Metropolitano. Latem ubiegłego roku Atletico wydało na niego 16 mln euro, co można uznać za prawdziwą okazję. Le Normandowi pozostaje cierpliwe czekanie na okazję. W tym roku tylko w trzech meczach ligowych znalazł się w wyjściowym składzie. Hiszpańskie Gotham już nie potrzebuje Robina.
- Regres Le Normanda w Atletico wpłynął na jego pozycję w kadrze. Przeszedł u De la Fuente drogę od niekwestionowanego do zapomnianego piłkarza. Selekcjoner wolał po raz pierwszy powołać Cristhiana Mosquerę, który sprawdza się w Arsenalu. Niewiele wskazuje też na to, aby Le Normand miał wygrać w klubie rywalizację z parą Hancko - Pubill, która jest nie do ruszenia. W wyścigu o miejsce na mundialu został w tyle - opisał Isaac Suarez.

Aymeric Laporte - bez fajerwerków

Ten lepszy z hiszpańskich stoperów pochodzących z Francji. Laporte już podczas wygranych mistrzostw Europy wyróżniał się na tle Le Normanda. Obecnie dostosowuje się jednak do przeciętności cechującej większość piłkarzy Athletiku. “Los Leones” zdecydowanie zbyt łatwo zadomowili się w środku ligowej tabeli. W pucharach było jeszcze gorzej. Na fazie ligowej zakończyli udział w Lidze Mistrzów, a w półfinale Copa del Rey przegrali z odwiecznym rywalem, czyli Realem Sociedad. Laporte może nie zawala goli, ale też nie robi wystarczająco wiele, aby Baskowie nie tracili ich tak wiele. Można mówić o doświadczeniu, ale na dziś młodzi Pau Cubarsi i Dean Huijsen dostarczają więcej argumentów, aby tworzyć trzon defensywy w reprezentacji.

Marc Cucurella - mistrz w swoim fachu

Rodzynek w defensywie. Cucurella to jedyny filar mistrzowskiej kadry, który utrzymał wysoki poziom, a może nawet jeszcze go podniósł. Trudno bowiem znaleźć skrzydłowego, którego nie potrafiłby schować do kieszeni. W Premier League wygrywa ponad 50% pojedynków, w Lidze Mistrzów spisywał się kapitalnie na tle Lamine’a Yamala. Hiszpania ma wielu ciekawych lewych obrońców, ale Grimaldo, Alejandro Balde czy Alvaro Carreras nie mogą obecnie równać się z ostoją Chelsea.

Rodri - cień

Po zawodniku, który wygrał Złotą Piłkę, pozostało wspomnienie. Rodri w tym sezonie praktycznie ani razu nie wspiął się na poziom, do którego przyzwyczaił w kampanii 2023/24. Zerwane więzadło krzyżowe i późniejsze nawroty problemów z kolanem nie ułatwiają powrotu na szczyt. Pep Guardiola konsekwentnie stawia na 29-latka, jednak ten coraz rzadziej odpłaca się udanymi występami. W niedawnym dwumeczu z Realem Madryt więcej pozytywów można było znaleźć w grze Thiago Pitarcha, Ardy Gulera i przede wszystkim dopiero Fede Valverde. Manchester City, który niegdyś umiał zdominować każdego rywala, tym razem przegrał rywalizację o środek pola.
De la Fuente powołał gracza “The Citizens”, ale nie wiadomo, czy ten zdoła utrzymać miejsce w pierwszym składzie. W ostatnich miesiącach lepiej prezentuje się Martin Zubimendi, który jest filarem Arsenalu zmierzającego pewnym krokiem po mistrzostwo Anglii. Przypomnijmy, że w przerwie finału EURO 2024 wychowanek Realu Sociedad zastąpił Rodriego, który zgłosił uraz. Zmiennik rozegrał wówczas bardzo udane zawody przeciwko Anglii. Można uznać, że był to moment przekazania pałeczki.

Fabian Ruiz - zagadka

Kalka. Kolejny mistrz Europy, którego dopadły problemy z kolanem. Znakomity pomocnik po raz ostatni pojawił się na murawie 20 stycznia. Według francuskich mediów Ruiz powinien być gotowy do gry po przerwie reprezentacyjnej, ale Luis Enrique z pewnością zachowa ostrożność. Trudno wyobrazić sobie, aby rekonwalescent z miejsca miał zagrać np. w ćwierćfinale Ligi Mistrzów z Liverpoolem.
Występ Fabiana na mundialu też stoi obecnie pod znakiem zapytania. Przykłady Carvajala i Rodriego pokazują, że uszkodzone kolano może odbić się na dyspozycji sportowej nawet po pozornym dojściu do pełnej sprawności. Pewnie, że w optymalnej formie wychowanek Betisu jest murowanym kandydatem do gry. W końcu to pomocnik, który właściwie jest dobry we wszystkim - broni, atakuje, potrafi wiązać krawaty lewą nogą. Ale nie wiemy, jak duża cząstka jego geniuszu pozostała nienaruszona.

Dani Olmo - kruchość serca

Piłkarz, o którym nie można powiedzieć nic złego, kiedy już jest na boisku. To prawdziwy artysta w grze na małej przestrzeni, idealna “dziesiątka” dla Barcelony. W tym sezonie zanotował osiem bramek i siedem asyst, co należy uznać za solidny dorobek. Problem jest jeden. Olmo dał się poznać jako człowiek o bardzo kruchym zdrowiu. Właściwie nie było sezonu, w którym nie pauzował co najmniej kilka tygodni z powodu “mięśniówek”. Ostatnio to się poprawiło, jedynie w grudniu ominął trzy mecze przez uraz barku, którego nabawił się przy strzeleniu gola z Atletico. Jeśli faktycznie zostawił już za sobą problemy zdrowotne, to De la Fuente nie będzie miał problemu z obsadą linii pomocy. Jeśli.

Lamine Yamal - stała klasa

Tutaj nie ma żadnych ale, żadnych wątpliwości czy niedomówień. Lamine Yamal to piłkarski geniusz, co nie zmieniło się od czasów EURO 2024. Po prostu wtedy czarował jako 16-latek, a teraz bryluje już po przekroczeniu progu pełnoletności. Jeśli Hiszpania marzy o kolejnych sukcesach na arenie międzynarodowej, to musi liczyć na to, że koledzy spróbują dostosować się do “dziesiątki” Barcelony.

Nico Williams - bolesny zastój

Dwa lata temu Nico Williams nie odstawał w kadrze od Yamala. Teraz 23-latek znajduje się w znacznie gorszym położeniu. Od dłuższego czasu walczy z pubalgią, czyli przepukliną w okolicy kości łonowej. Skrzydłowy od połowy lutego nie gra, próbując uporać się z bolesną dolegliwością. Sęk w tym, że w tym sezonie nawet kiedy już pojawiał się na murawie, to raczej nie przekonywał. Bilans czterech trafień i sześciu asyst w 26 występach nie rzuca na kolana, skoro mówimy o kimś, kto miał być liderem ofensywy Athletiku.
- Nico ma problemy ze zdrowiem i to wpływa na jego grę. Przyzwyczailiśmy się do tego, że na dziesięć akcji ma osiem udanych. Teraz to bardziej trzy. Jednak wciąż stara się stwarzać zagrożenie, pomagać drużynie. Bezgranicznie w niego wierzymy. To zawodnik, który nigdy się nie podda - bronił kolegi Unai Simon.

Alvaro Morata - koniec mistrzostw, do widzenia

Napastnik ten nigdy nie był synonimem skuteczności. W latach świetności wynagradzał jednak ewentualne braki ciężką pracą, którą wykonywał na rzecz drużyny. Po przejściu do Como w jego grze nie da się już znaleźć żadnych pozytywów. 33-latek najzwyczajniej w świecie nie dojeżdża poziomem do rywalizacji w topowej lidze. Zerowy dorobek bramkowy w 18 meczach Serie A stanowi najlepsze podsumowanie Moraty. A okazji nie brakowało, ponieważ choćby z Napoli zmarnował rzut karny. Como ma trzecią najlepszą ofensywę w lidze włoskiej, zatem jako “dziewiątka” naprawdę trzeba się postarać, aby nie trafić ani razu.
Morata w tym roku przypomniał o sobie jedynie przy okazji czerwonej kartki, którą zarobił z Fiorentiną. Wdał się w sprzeczkę z Lucą Ranierim, co zaowocowało odesłaniem do szatni. Como przegrało wtedy 1:2, a trener nie zamierzał akceptować błędu swojego rodaka.
- To doświadczony zawodnik i oczekuję od niego więcej w takich sytuacjach. Prowokacje są na porządku dziennym w futbolu. Granica między zwycięstwem i przegraną jest bardzo cienka. Ja nie lubię wymówek. Trzeba grać swoją piłkę i nie skupiać się na niepotrzebnych rzeczach - podkreślał Fabregas po porażce z “Violą”.
***
Przykład Hiszpanii pokazuje, że wielkie triumfy wiążą się z jeszcze większymi obciążeniami. Osiągnięcie maksimum możliwości prędzej czy później wpływa negatywnie na zdrowie wielu piłkarzy. Nie przez przypadek prawie połowa wyjściowego składu z finału EURO (Carvajal, Le Normand, Ruiz, Williams, Morata) nie została powołana, a kolejna grupka (Simon, Laporte, Rodri) może delikatnie drżeć o miejsce w once de gala. Kontuzje i wahania formy stały się smutną codziennością mistrzów Europy.
Szczęście Hiszpanii polega na tym, że w kolejce czeka nowe pokolenie potencjalnych gwiazd. Joan Garcia ma papiery na bycie “jedynką”. Cubarsi i Huijsen łącznie mają 39 lat, ale już dysponują sporym doświadczeniem na topowym poziomie. Victor Munoz to dynamiczny skrzydłowy, który na trwającym zgrupowaniu spróbuje wykorzystać nieobecność Nico na lewej flance.
Z “La Roją” generalnie nie powinno być źle. Wciąż stać ją na wygrywanie turniejów, chociaż w zupełnie innym składzie personalnym. Mistrzowska ekipa z 2024 roku nie wróci. To już minęło, te czasy, ten luz.

Dyskusja

Przeczytaj również