Poważne kłopoty Łukasza Piszczka. "Fajna drużyna, tylko wyników nie ma"

Sześć meczów i żadnego zwycięstwa. Falstart Łukasza Piszczka to mało powiedziane - jego GKS Tychy nie tylko nie wygrywa, ale i nie wygląda jak zespół, który zaraz “odpali”. A sytuacja w tabeli jest fatalna; widmo spadku realnie zajrzało Tyszanom w oczy.
Można było sporo sobie obiecać po odświeżonej wersji GKS-u Tychy. Łukasz Piszczek, który objął w listopadzie stanowisko pierwszego trenera, dostał planowane wzmocnienia od bramki po atak. Pojawiło się dziewięć nowych nazwisk, w większości zaprawionych w ligowych bojach. “Piszczu” miał też trochę czasu, by wkomponować je w zespół, nie były to transfery last minute. Przepracował z drużyną zimowy okres przygotowawczy, układał puzzle po swojemu. Za kiepski start pod koniec rundy (remis i dwie porażki) trudno było go winić - teraz jednak Tyszanie mieli “odpalić”. Na tyle, by zacząć punktować i wysłać rywalom sygnał w walce o utrzymanie.
Jak na razie nie odpalili. Symptomów nie brakowało - na otwarcie rundy z przemocną Wisłą Kraków mimo porażki 1:3 GKS nie miał się czego wstydzić. Z Odrą Opole zgarnęli jeden punkt po raczej optymistycznej drugiej połowie. Wydawało się, że klasyczny mecz “za sześć punktów” z bezpośrednim rywalem ze strefy spadkowej, Górnikiem Łęczna, będzie kolejnym krokiem naprzód. Nic bardziej mylnego. Do przerwy GKS wyglądał dramatycznie, po przerwie nieco lepiej, jednak koniec końców wrócił z Łęcznej na tarczy. Bez punktu, bez gola (0:1), za to z coraz głośniej wyjącym czerwonym alarmem.
- W takim momencie, jakim jesteśmy, przytrafia nam się 1. połowa, gdzie przegrywamy większość pojedynków indywidualnych i nie zbieramy drugich piłek - to napędzało Górnika. (...) Tak że dla nas to na pewno trudna sytuacja, ale musimy się otrząsnąć i na pewno dać [od siebie] w kolejnym meczu więcej, niż to, co daliśmy tutaj w 1. połowie, bo tak to nie może wyglądać - mówił Łukasz Piszczek.
Olbrzymi problem
Bolesny jest jak na razie trenerski start legendy Borussii Dortmund na szczeblu centralnym. Oczywiście, sześć meczów bez wygranej nie świadczy o tym, że “Piszczu” sobie nie poradzi. Trzy miesiące, w tym półtora z wymienioną połową składu, to dalej dość mała próba. Sezon się nie kończy jutro. Trzeba więcej czasu - to jasne, kłopot w tym, że broniący się przed spadkiem z I ligi piłkarze GKS-u tego czasu za wiele nie mają. A czy rękę Piszczka widać? Z Wisłą i Odrą były optymistyczne fragmenty gry, momenty, z Górnikiem - niespecjalnie.
- Wyniki odzwierciedlają to, co dzieje się na boisku. Gdybyśmy nie wiedzieli, kto obecnie jest trenerem GKS-u, to byśmy powiedzieli, że chyba ten sam trener, co w całej poprzedniej rundzie. Nieodpowiedzialnego zachowania w linii obrony jest tak samo dużo. Z Wisłą GKS miał sporo momentów, gdzie wyglądał całkiem nieźle, brakowało trochę pewności siebie. Natomiast później, w kolejnych meczach - mnóstwo chaosu. Wciąż nie widać diametralnej zmiany, jeśli chodzi o sposób gry - stwierdził Krystian Pieczara, ekspert I Liga Raport na kanale Meczyki.
Proste błędy w defensywie wykonywane przez cały zespół, złe ustawienie w polu karnym, dezorganizacja w kryciu (tzw. krycie powietrza), pożar przy wrzutkach rywala - to nie jest nic nowego. Tyszanie zmagają się z tymi problemami od początku sezonu. Zmienił się trener, zmienił się skład, ale litania pomyłek wciąż ta sama. Co gorsza, w Łęcznej ekipa Piszczka wyglądała bardzo blado w ofensywie. Skuteczny Daniel Rumin robi co może, natomiast sam sobie nie poda, nie wykreuje akcji bramkowej, by ją następnie wykończyć. Brakowało energii, odwagi, konkretu, też szczypty ryzyka. Czegoś, co można byłoby określić planem, stylem, powtarzalną koncepcją. A jeśli nie działa i przód, i tył, to efektem najczęściej są porażki. Dlatego właśnie nie tyle sam wynik (bo Górnik potrafi pograć), ile przebieg ostatniego meczu może niepokoić trenera Piszczka.
- Dwa pierwsze mecze było dużo lepsze niż ostatni. W nich widziałem taktycznie sporo rzeczy, które mogły się obronić. Z Górnikiem próżno szukać jakichkolwiek plusów. Górnik to drużyna często popełniająca błędy w defensywie prowadzące do straty gola, tymczasem tutaj był olbrzymi problem z przodu po stronie GKS-u Tychy. A patrząc na to, jakie trener Piszczek ma nazwiska w ofensywie - brakuje przebojowości, nieobliczalności, którą dawał np. pożegnany zimą Sanyang - dodał w I Liga Raport Bartłomiej Kalinkowski.
Największy wróg
Szkoleniowiec GKS-u szuka różnych rozwiązań. Rotował już na pozycji numer dziesięć, gdzie wymieniali się Kądzior i dwa nowe nabytki: Barański z Łysiakiem. Kombinował z lewym wahadłem, gdzie trzy razy postawił na inną koncepcję. Po meczu z Wisłą wrzucił do środka pola zaufanego “żołnierza” z Goczałkowic, Jacka Wuwera. Między słupkami swoje robi solidna firma, Jakub Mądrzyk. Obroną dowodzi Igor Łasicki, nowy kapitan, w drugiej linii przebłyski miał już Marcin Listkowski. Pół żartem, pół serio można rzucić, parafrazując klasyka: fajna drużyna, tylko wyników nie ma. A te są potrzebne jak tlen.
- Być może największym problemem GKS-u Tychy jest czas, którego jest bardzo mało. Mecze z najważniejszymi rywalami w walce o utrzymanie są na samym starcie. To może zazębi trochę później, gdy drużyna będzie grała z lepszymi zespołami, a wtedy efektu też może nie być widać - zauważył Tadeusz Danisz z TVP3 Katowice, który na co dzień zajmuje się śląskimi klubami.
Kwestia, jaki drużyna Piszczka obejmie kierunek, jaki wypracuje styl, a raczej - w jaki sposób zechce powalczyć o utrzymanie z trzema konkurentami (obroni się tylko jedna ekipa). Krystian Pieczara zauważył, że gdy oczekiwania zderzają się z rzeczywistością, być może warto zmienić pierwotną koncepcję, porzucić wzniosłe ideały na rzecz pragmatyzmu.
- Cały czas czegoś brakuje. W defensywie tu ktoś nie przesunie, tam ktoś nie zdąży. Nad tym trzeba pracować, szczególnie po takiej jesieni. Skupić się na obronie, może niekoniecznie próbować kreować Bóg wie jakie efektowne sytuacje z przodu, a postawić na skuteczność w tyłach. Czas? Faktycznie może zabraknąć czasu, by np. dojść do wniosku, że co może dawać punkty? Defensywa i mocny stały fragment w ofensywie. To mogłoby przynieść punkty GKS-owi - tłumaczył ekspert.
Pół roku koszmaru
W koszmarnej rundzie jesiennej w oczy rzucały się też kłopoty mentalne Tyszan, pozbawionych latem naturalnych liderów zespołu. Brak pewności siebie też przecież prowadzi do łatwych błędów, pojawia się rozkojarzenie (wielokrotnie tracone gole tuż po strzelonych), chaos. A jedna porażka napędza następną. Po zimie miało się to zmienić, stąd m.in. pozyskanie Łasickiego, natomiast przy wyraźnym dołku i tkwieniu w spirali nieszczęść, nawet doświadczona drużyna może nie zdołać wypłynąć na powierzchnię.
- Jeśli GKS Tychy nie wygrywa ani z Odrą, ani z Górnikiem Łęczna, to robi się duży problem. Głowa zaraz może być dużym obciążeniem dla tych zawodników, mimo że doświadczenie w tej ekipie jest, to terminarz i kolejne uciekające tygodnie nie będą pomagać - podkreślił Tadeusz Danisz.
Z tyłu głowy zawodników musi też siedzieć fakt, że czekają na wygraną od… końcówki sierpnia. Wówczas ograli Puszczę Niepołomice. Puszczę, z którą zagrają w najbliższej kolejce, 1 marca. Kibice mogą się łudzić, że ten zespół musi się po prostu odblokować zwycięstwem, natomiast jeśli minęło już pół roku, to sama wiara pt. “w końcu się uda, puści, a potem ruszy jak z kopyta” nie wystarczy. Potrzebne są argumenty piłkarskie, jakość, a ta wydawała się ostatnio uśpiona. I to najbardziej może martwić kibiców. Sam Łukasz Piszczek zaczyna zaś trenerską karierę od falstartu i wyzwania naprawdę ciężkiego kalibru. Ryzyko było wkalkulowane przy wzięciu tej roboty, ale jeśli Tychy się nie obudzą, może być bardzo gorąco. Przed zasłużonym reprezentantem Polski trudna misja - dostał narzędzia, by ją zrealizować, natomiast jak dotąd raczej stoi w miejscu. Czekamy na przełom.
Oglądaj I Liga Raport na kanale Meczyki:
