Powstał z popiołów! Poprzedni sezon fatalny, a teraz wymiata. Warto było zmienić klub
W zalewie wszystkich gigantycznych transferów letniego okienka, mogło umknąć sprowadzenie niezbyt skutecznego napastnika Evertonu przez Leeds United, które było świeżo po powrocie do Premier League. Przez pierwsze miesiące sezonu nic nie w tej kwestii nie zmieniło. Aż nadeszła końcówka listopada i Dominic Calvert-Lewin podbił całą Anglię.
Anglik jest postacią dobrze znaną sympatykom brytyjskich rozgrywek. Na najwyższym poziomie gra od 2016 roku, kiedy strzelał pierwsze gole dla Evertonu. Jednocześnie pozostawał przede wszystkim zawodnikiem charakterystycznym, a napastnikiem w najlepszym razie porządnym - w zaledwie dwóch sezonach zdobył dwucyfrową liczbę bramek, przy czym tylko raz miał ich ponad 15. To otworzyło drogę do kadry, ale jedynie na moment. Od kilku lat nie było tematu powrotu Dominica Calverta-Lewina do reprezentacji "Synów Albionu".
Wydawało się, że przeprowadzka do Leeds United tylko oddali 28-latka od drużyny Thomasa Tuchela. Dołączał w końcu do mniej stabilnego niż Everton Leeds United, a w dodatku po naprawdę słabym okresie. Ostatnie trzy sezony przyniosły mu raptem 12 trafień w Premier League oraz regularne przerwy spowodowane kontuzjami. Przed rozpoczęciem bieżących rozgrywek spodziewano się więc, że "Pawie" ciągnąć będzie raczej Lukas Nmecha, może skuteczny w Championship Joel Piroe, a do tego pomstowano na rozstanie się z Patrickiem Bamfordem. Ale całą tę trójkę przyćmił piłkarz oddany przez "The Toffees" bez żadnego żalu.
Bo chociaż Calvert-Lewin przespał początek sezonu, do końcówki listopada miał na koncie tylko jednego gola, to obecnie jest najskuteczniejszym Anglikiem w lidze, a także gonił absolutne legendy. W siedmiu ostatnich meczach zdobył siedem bramek i sposobność powołania przez selekcjonera stała się rzeczą absolutnie poważną. Jak do tego doszło?
Władca pola karnego
Calvert-Lewin pozostaje napastnikiem z ograniczeniami. Nigdy nie czuł się dobrze w rozgrywaniu, konstruowaniu akcji, nie oddawał też strzałów z dystansu, miewał spore problemy ze skutecznością. Charakteryzowały go natomiast warunki fizyczne predestynujące do skutecznej walki w powietrzu oraz umiejętność znajdowania się w polu karnym rywala. W tym sezonie udało mu się zniwelować kłopoty z wykorzystywaniem sytuacji i... to wystarczyło. W warunkach Leeds United Anglik okazał się absolutnie na wagę złota.
Styl gry beniaminka sprzyja 28-latkowi. Żeby jego walory zostały wyeksponowane, potrzeba piłek posyłanych w "szesnastkę". Drużyna Daniela Farke takowe dostarcza. Pod względem kontaktów w polu karnym rywala balansuje blisko środka stawki, w dośrodkowaniach zajmuje siódme miejsce w Premier League, podobnie jak w kwestii uderzeń oddanych z "szesnastki". "Pawie" mają ich na koncie średnio 7,2 na spotkanie, przy czym sam Calvert-Lewin podejmuje 1,5 próby. Najważniejsze zaś, że są to próby bardzo jakościowe.
FBRef podaje, że Anglik ma xG na poziomie 6,8. Przed ostatnią kolejką był to piąty najlepszy wynik w Premier League, przy czym z zawodników ulokowanych wyżej jedynie Igor Thiago z Brentfordu oddał mniej strzałów. Jeśli zaś chodzi o skuteczność uderzeń, Calvert-Lewin jest dziewiąty wśród napastników, ale sześciu z nich ma na koncie mniejszą liczbę bramek. Wreszcie zaś warto zwrócić uwagę na przeciętną odległość, z której strzela podopieczny Niemca. To raptem 10,8 metra. Z czołowych "dziewiątek" Premier League tylko Nick Woltemade bije z podobnej odległości, a Erling Haaland, dla porównania, z 11,2 m.
Nic więc dziwnego, że każdy z ośmiu goli Calverta-Lewina został zdobyty z obrębu pola karnego rywala. Nic również dziwnego, że powszechne stało się stosowanie określenia "korytarz Calverta-Lewina". Wszystkie gole Anglika to efekt uderzeń z podobnego miejsca - niemal równa linia wytyczona od środka bramki przeciwnika. Jakby tego było mało, sześć goli padło z "szóstki". Tam, gdzie zazwyczaj królują bramkarze, teraz króluje Calvert-Lewin.
- W tym momencie nikt nie jest w stanie go zatrzymać, gra fantastycznie. Czy powrót do kadry jest możliwy? - zachwycił się Alan Shearer. - Zasługuje na wszystkie pochwały. Ma świetną formę i może ją długo utrzymać. Nie jestem zaskoczony tym, co robi teraz, postrzegam go jako jednego z najlepszych napastników w lidze. Udowadnia jakość we właściwie każdym meczu - dodał Farke.
W drodze po najlepszych
Serii sześciu meczów z rzędu z bramką na poziomie Premier League nie da się zanotować przypadkiem. Dość powiedzieć, że w całej historii ligi tylko 14 zawodników zrobiło to w siedmiu spotkaniach. Rekordzistą pozostaje Jamie Vardy z niesamowitą passą zakończoną po 11 starciach. Do legendy Leicester City Calvert-Lewin nie doszlusował, był o krok od zrównia się między innymi z Mohamedem Salahem, Haalandem, Shearerem, Thierrym Henrym, Ianem Wrightem czy Sergio Aguero (a także Joe Willockiem oraz Taiwo Awoniyim). Grono absolutnie elitarne.
Tym razem "The Reds" okazało się rywalem za trudnym w kwestii sforsowania defensywy. Na wcześniejszym etapie sezonu beniaminek znalazł sposób na mistrza, a Calvert-Lewin zdobył jedną z bramek, bez wysiłku wykorzystując rzut karny. Spokój z 11 metrów to aktualny znak firmowy dla 28-latka, natomiast nie myli się on nie tylko ze stojącej piłki. Gdy tylko futbolówka znajdzie do niego drogę w "szóstce" - a robi to nader często - Anglik wie, jak należy się zachować. Sprzyja mu wspomniana już taktyka Leeds, ale też sam zawodnik robi wiele, aby szczęściu pomóc.
Aktywnie szuka miejsca, urywa się obronie, gubi przeciwników na dystansie kilku metrów. Wcześniej zwracano uwagę, że podobnych działań nie potrafi podjąć Viktor Gyokeres, co negatywnie wpływa na sytuacje strzeleckie napastnika Arsenalu. Szwed mógłby się uczyć od rywala. Calvert-Lewin potrafił uciec między innymi Adamowi Whartonowi, Josko Gvardiolowi, a także Trevohowi Chalobahowi. Ten ostatni pozwolił rosłemu zawodnikowi na założenie pressingu i ostateczne skompromitowanie defensywy Chelsea.
Napastnik Leeds jest cały czas w ruchu, co wybija z rytmu stoperów. Trudno się go pilnuje, nie tylko ze względu na warunki fizyczne. Calvert-Lewin okazał się piłkarzem harującym. Ograniczonym w dużej mierze do pola karnego rywala, jednak wykonującego tytaniczną wręcz pracę na tym maleńkim wycinku boiska. Poza "szesnastką" Calvert-Lewin pełni marginalną rolę, ale wewnątrz niej potrafi siać zniszczenie, a z drugiej strony zdziałać rzeczy piękne. To przecież Anglik sfinalizował gola całego sezonu w starciu z Sunderlandem.
- Nie zdawałem sobie z tego sprawy w trakcie spotkania. Długo wymienialiśmy podania, utrzymywaliśmy posiadanie, a ja byłem skupiony, aby znaleźć się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie - wyznał napastnik w pomeczowej rozmowie ze Sky Sports. To chyba najlepsze podsumowanie gry 28-latka w tym sezonie. Pozostaje maksymalnie skoncentrowany na tym, co potrafi i powinien zrobić. Plony okazują się naprawdę obfite.