Prawie 100 mln euro za... niewypał? "Rynek transferowy zwariował"

Prawie 100 mln euro za... niewypał? "Rynek transferowy zwariował"
IMAGO / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 09:40
Za piłkarzy, których można nazwać dobrymi, ale niekoniecznie topowymi, coraz częściej płaci się niemal dziewięciocyfrowe kwoty. Przykład Savinho idealnie potwierdza galopującą inflację w futbolu. Rynek transferowy zwariował.
Właściciele Tottenhamu odkręcili na dobre kurek z pieniędzmi. “Spurs” wydali na wzmocnienia ponad 350 mln euro, a kwota ta jeszcze wzrośnie. Do ekipy Roberto De Zerbiego dołączył Savinho, o którego Londyńczycy zabiegali od dłuższego czasu. Rok temu Manchester City odesłał ligowego rywala z kwitkiem, w styczniu plany transferowe storpedowała kontuzja Brazylijczyka. W końcu wszystkie zainteresowane strony doszły do porozumienia, którego szczegóły mogą szokować.
Dalsza część tekstu pod wideo
Według doniesień The Athletic, Talksport i innych źródeł - wychowanek Atletico Mineiro będzie kosztował 87,5 mln euro kwoty stałej i 11,5 w bonusach. Co najmniej połowa z dodatków ma być łatwa do spełnienia. Jeśli wszystkie premie wejdą w życie, na konto “Obywateli” trafi aż 99 mln euro, co będzie stanowiło najwyższą sprzedaż w historii klubu. Dotychczasowy rekord należy do Juliana Alvareza, za którego Atletico wyłożyło 75+20. O ile Argentyńczyk udowodnił raczej, że był wart takich pieniędzy, o tyle kwota za Savinho zdaje się być brutalnie zawyżona.

Boiskowa samba

Dwa lata temu Manchester City sprowadził Savinho z Troyes za 25 mln euro. Wcześniej skrzydłowy czarował w Gironie, gdzie w sezonie 2023/24 wykręcił 11 goli i 10 asyst, pomagając drużynie zająć miejsce na ligowym podium. Był wówczas najlepszym piłkarzem La Liga pod względem oczekiwanych asyst, wygranych pojedynków i akcji zakończonych strzałami. Negocjacje w sprawie tamtego transferu nie mogły być szczególnie skomplikowane, ponieważ wszystko rozgrywało się w ramach klubów należących do City Group.
Początki Brazylijczyka w Premier League? Obłędne. W debiucie pokazał próbkę możliwości na tle Chelsea. Regularnie wchodził w dryblingi, ogrywał Marca Cucurellę, momentami bawił się na skrzydle. Efektowny styl, pozycja na boisku i numer 26 na plecach sprawiły, że kibice “The Citizens” szybko zobaczyli w nim nowe wcielenie Riyada Mahreza.
- Sam jestem dryblerem, więc lubię zawodników, którzy są odważni, podejmują ryzyko, nie boją się wejść w pojedynek. Dlatego bardzo podoba mi się styl Savinho - chwalił wówczas Jeremy Doku. - To naprawdę dobry gracz. Każdy widzi, jakimi dysponuje umiejętnościami, świetnie drybluje. Musi jeszcze troszkę podszkolić angielski i będzie idealnie - ironicznie komentował Erling Haaland. - Jego jakość w pojedynkach na skrzydle jest porażająca. Potrafi z łatwością ograć jednego, dwóch rywali i zrobić przewagę. Chcemy, aby robił to jak najczęściej - dodał Pep Guardiola.
Savinho szybko zaprezentował wachlarz zalet, a także jedną, ale bardzo poważną wadę - nieskuteczność. Nie brakowało akcji, w których spektakularnie mijał rywali, dochodził do pozycji strzeleckiej, po czym pudłował na potęgę. Drużyna znacznie mocniej korzystała w sytuacjach, kiedy nieco głębiej dostawał piłkę i wcielał się w rolę kreatora, a nie snajpera.
Pierwszy sezon w Manchesterze zakończył z dorobkiem trzech bramek i 13 asyst. W Premier League zaliczył tylko jedno trafienie, chociaż jego wskaźnik oczekiwanych goli przekraczał pięć. Nie brakowało głosów, że kiedy popracuje nad chłodną głową w polu karnym, stanie się jednym z najgroźniejszych skrzydłowych w Europie. Włodarze City wierzyli w możliwości rozwoju Brazylijczyka i rok temu nie zgodzili się na transfer do Tottenhamu. Portal Ge.globo informował, że oferta “Spurs” w wysokości 70 mln euro została odrzucona. Następnie piłkarz złożył podpis pod nowym kontraktem, który miał obowiązywać do 2031 roku. Z Etihad, co już wiemy, żegna się jednak znacznie wcześniej.

Dużo wiatru, mało konkretów

Wszyscy w niebieskiej części Manchesteru liczyli na to, że Savinho dołoży gole i stanie się graczem kompletnym. Niestety jednak nie poprawił on skuteczności, notując także regres w innych aspektach gry. Na przestrzeni dwóch poprzednich sezonów pogorszyły się jego liczby w Premier League związane ze skutecznością dryblingów (z poziomu 57% do 32%), średnią wygranych pojedynków (z 51% do 42%) i liczbą kluczowych podań na mecz (z 1,6 do 0,4).
Skąd taki zjazd? Wydaje się, że 22-latek wpadł w negatywną spiralę. Nie grał regularnie, więc poziom pewności siebie spadał. Kiedy już dostawał szanse, nie potrafił zaprezentować pełni możliwości. A skoro zawodził na boisku, to jego minuty stawały się jeszcze bardziej ograniczone. I tak w kółko. Dodatkową przeszkodą były problemy zdrowotne, choćby z powodu kontuzji uda ominął 14 spotkań. W rundzie wiosennej Pep Guardiola w większości spotkań stawiał na ofensywny kwartet Haaland - Doku - Cherki - Semenyo, a Savinho musiał zadowalać się ogonami w końcówkach.
- Savinho może poprawić się w kilku aspektach, jak np. gra defensywna. Ale widzimy, jak znakomity jest w grze jeden na jeden, ma do tego naturalny dryg. Dlaczego gra rzadziej? Mamy mnóstwo świetnych piłkarzy. Antoine Semenyo zaliczył dobre wejście do zespołu, Doku to typ skrzydłowego, którego trudno znaleźć. Ale Savinho też dysponuje niesamowitym potencjałem - tłumaczył Guardiola w kwietniu.
W poprzednich rozgrywkach ligowych Savinho spędził na murawie 821 minut. W tym czasie zaliczył zaledwie jednego gola i jedną asystę. W sezonie 2025/26 aż 179 piłkarzy zdobyło od niego więcej bramek w Premier League. Chociaż okazji na grę nie było może zbyt wiele, to trzeba uczciwie przyznać, że Brazylijczyk praktycznie żadnej nie wykorzystał. Pewnie, że raz na kilka spotkań potrafił błysnąć akcją pod kompilacje zatytułowane “Best skills 2026 *Danza Kuduro*”. Manchester City nie jest jednak klubem, w którym takie wahania formy mogą ujść na sucho.
- Trudno jednoznacznie stwierdzić, która wersja Savinho jest prawdziwa. Ta z meczów ligowych, kiedy ma ogromne problemy ze skutecznością, a może ta pucharowa, kiedy potrafił w pojedynkę przejmować mecze? Sprzedając teraz, klub ryzykuje, że uzdolniony skrzydłowy zaprezentuje swój potencjał w innym miejscu. Zostawiając go, istnieje obawa, że obietnica talentu znów nie przerodzi się w konkrety - opisano na łamach portalu Cityxtra.uk.

Pieniądz robi pieniądz

Tottenham nie zapomniał o Savinho i tym razem przyszedł do Manchesteru z lepszą ofertą. W mediach od kilku tygodni informowano o negocjacjach, które zakończyły się sukcesem. Londyńczycy przygotowali pakiet o łącznej wartości 99 mln euro. Tym samym Brazylijczyk został bohaterem transferu, który zaskakuje postronnych, chociaż z wielu perspektyw jest zrozumiały. Sam piłkarz opuszcza klub w poszukiwaniu regularnej gry. Nie miałby na to szans w City, gdzie filarami powinni pozostać Semenyo i Doku.
“Obywatele” zgodzili się na transfer, bo głupio byłoby odrzucić możliwość przytulenia zysku na poziomie ponad 70 mln euro. Z kolei “Spurs” ściągnęli zawodnika o profilu, jakiego im brakowało. De Zerbi dotychczas nie miał do dyspozycji skrzydłowego z takim luzem i pokrętłem. Oczywiście, że liczba udanych dryblingów nie będzie miała większego znaczenia, jeśli Savinho nadal będzie strzelał średnio jednego gola na sezon w Premier League. Natomiast istnieje możliwość, że w miejscu, w którym otrzyma spory pakiet zaufania, nawiąże do dyspozycji z Girony, gdzie swobodnie wykręcał double-double. W debiucie zanotował gola i asystę, chociaż akurat starcie z Charlton trudno uznać za jakiś większy wyznacznik.
Wracając jeszcze do ceny, w Anglii pojawiła się teoria spiskowa dotycząca porozumienia na linii City - Tottenham. “Spurs” poza Savinho kupią jeszcze Omara Marmousha, płacąc łącznie 140-150 mln euro. Dlaczego cena za Egipcjanina ma być niższa, skoro jest raczej lepszym zawodnikiem? “Obywatele” będą musieli oddać Eintrachtowi część wpływów za napastnika - mówi się o około 15%. W przypadku Brazylijczyka nie ma tego problemu, ponieważ przychodził z Troyes, które też należy do City Group, więc wszystko zostaje w rodzinie. Naturalnie nigdy nie dowiemy się, czy działacze z Etihad faktycznie zastosowali taki manewr, aby zaoszczędzić kilka milionów. Wszystko pozostanie w sferze domysłów.
Najważniejsze jest to, że tak utalentowany gracz powinien otrzymać więcej szans na pokazanie swoich umiejętności. W City miewał przebłyski, ale brakowało mu minut, goli i regularności. W Tottenhamie ma szansę stać się absolutnie kluczowym elementem ofensywy. Jeśli Savinho może gdzieś rozwinąć skrzydła, to właśnie w bandzie “Kogutów”.

Dyskusja

Przeczytaj również