Przejęła męski zespół w topowej lidze. I dała radę. Wiadomo, kogo teraz poprowadzi

Przejęła męski zespół w topowej lidze. I dała radę. Wiadomo, kogo teraz poprowadzi
IMAGO / pressfocus
Adam - Kowalczyk
Adam KowalczykDzisiaj · 20:00
Pierwsza w historii trenerka klubu Bundesligi - tym dumnym mianem okrzyknięta została Marie-Louise Eta, która w kwietniu przejęła stery nad męską drużyną Unionu Berlin. I choć w następnym sezonie na ławce trenerskiej “Żelaznych” jej nie zobaczymy, to ze swojego zadania wywiązała się po profesorsku.
34-letnia Marie-Louise Eta poprowadziła Union łącznie w pięciu spotkaniach ligowych. Mimo to, na temat jej pracy można wyciągnąć już pewne wnioski.
Dalsza część tekstu pod wideo

Pionierka? Nie do końca

Marie-Louise Eta nie jest pierwszą trenerką męskiego klubu piłkarskiego w dziejach niemieckiego futbolu. Na krajowym podwórku już jakiś czas temu “wyprzedziła ją” jej rówieśniczka, Sabrina Wittmann, która od dwóch lat prowadzi trzecioligowe Ingolstadt. To właśnie działacze tego klubu jako pierwsi podjęli rewolucyjną decyzję, zatrudniając kobietę na stanowisko głównego szkoleniowca. 2026 rok póki co jest dla Wittmann owocny - w styczniu odebrała licencję UEFA Pro, a dwa miesiące później oficjalnie przedłużyła kontrakt z obecnym pracodawcą do końca sezonu 2027/28. Jej Ingolstadt ostatnią kampanię ligową zakończyło na przyzwoitym, 12. miejscu w tabeli.
Nie jest więc przypadkiem, że to akurat w Bundeslidze, jako pierwszej z czołowych lig europejskich, zdecydowano się na zatrudnienie kobiety w roli trenerki dorosłej drużyny mężczyzn. Eta, która wcześniej pracowała z zespołem do lat 19 Unionu Berlin, zastąpiła w roli szkoleniowca pierwszego zespołu Steffena Baumgarta. Sympatyczny pan z kaszkietem nie radził sobie najlepiej podczas drugiego roku swojej kadencji w stolicy, a FCU pod jego wodzą wpadł w poważny kryzys na kluczowym etapie sezonu. W ciągu dwóch tygodni zanotował dwie bardzo wysokie porażki (1:4 z Werderem i 0:4 z Bayernem), lecz czarę goryczy przelały spotkania z St. Pauli i Heidenheim. Zamiast oczekiwanych sześciu punktów, które powinny być obowiązkiem w starciach z drużynami walczącymi o utrzymanie, udało się zdobyć raptem jeden. Baumgart został zwolniony, a Eta zajęła jego miejsce.
Ta zmiana na ławce trenerskiej wzbudziła wiele skrajnych opinii - sam fakt, że mieliśmy do czynienia z kobietą osadzoną w tak odpowiedzialnej roli, stał się łatwym chwytem dla mediów, które szybko zrobiły z jej zatrudnienia sensację. Prawda jest jednak taka, że decyzja o powołaniu 34-latki na stanowisko była wyborem zupełnie naturalnym. Znała zespół od środka, miała okazję pracować m.in. jako asystentka seniorskiej drużyny. Nie każdy może pamiętać końcowkę sezonu 2023/24, kiedy to jako “prawa ręka” Marco Grote pomogła uratować Union przed spadkiem. Tym razem jej zadaniem było tymczasowe wypełnienie luki w końcowej fazie sezonu. Ryzyko? Owszem. Ale nie tak duże, jak na pierwszy rzut oka mogło się wydawać.

“Ale jak to tak z kobietą?”

Dość mocno we znaki niektórym wdała się aktywność administratora konta Unionu Berlin w mediach społecznościowych, nieskromnie udzielającego się pod wpisami internautów. Komentarze jakkolwiek krytykujące decyzję klubu o zatrudnieniu kobiety na stanowisko trenerki (których, szczególnie na początku, było pełno) dość często spotykały się z odpowiedziami słusznie wytykającymi seksizm czy dyskryminację. Nierzadko w sposób, delikatnie rzecz ujmując, bardzo bezpośredni.
Na początku odpowiedzi rzeczywiście były adresowane do tych, którzy posuwali się za daleko. Później jednak prowadzący konto Unionu zaczął reagować w podobny sposób nawet na wpisy, które nie miały żadnego podłoża seksistowskiego. W pewnych momentach można było się zastanawiać, czy aby na pewno agresywne odpowiedzi zza gardy na “fizycznym” portalu nie stały się agresywne zupełnie bez przyczyny. Lub z czystej chęci wzniecenia ognia w socialach.
Aktywność oficjalnego konta klubu można było odnotować nawet pod wpisem o takiej treści:
- Nie ma nic, co obchodziłoby mnie mniej niż piłka nożna. Ale komentarze na temat trenerki w Bundeslidze są po prostu oburzające. „Wolę przegrać 10:0 niż z kobietą!”. A tak przy okazji, kiedy mówicie coś takiego, kobiety doskonale wiedzą, jak uprawiacie seks - napisał jeden z użytkowników portalu X. Odpowiedź social mediów Unionu? - Wątpię, żeby oni w ogóle kiedykolwiek się ruc**li.
Inny przykład: podczas gdy Union przegrywał 0:2 z Wolfsburgiem, jeden z popularnych profili informacyjnych określił debiut Ety jako “fatalny”.
- Szczerze, zamknijcie się k**wa - taki wpis, oczywiście w języku niemieckim, powędrował w odpowiedzi z konta Unionu. Tu już zaczęto dostrzegać, że reakcja ta była zupełnie przesadzona i niepotrzebna. Cały czas mówimy tu o oficjalnym profilu klubu w social mediach, które rządzą się własnymi prawami. Przede wszystkim takimi, że obrywa się tam absolutnie każdemu, z innymi trenerami włącznie. Często gorzej niż na poniższym obrazku.

Start trudny, ale wyszło dobrze

Powiedzieć, że zatrudnienie Ety było medialne, to jak nic powiedzieć. Ale jak poradziła sobie pod względem czysto sportowym? Cóż, debiut rzeczywiście nie wyszedł jej idealnie - na dzień dobry przegrała 1:2 z Wolfsburgiem, a jej podopieczni zdobyli bramkę kontaktową dopiero w 85. minucie spotkania. W statystykach Union miał jednak zdecydowaną przewagę. Oddał aż 25 strzałów, w tym siedem celnych, podczas gdy Wolfsburg przetestował bramkarza rywali zaledwie cztery razy. To bez wątpienia mógł być zwycięski debiut.
Następna porażka, z Lipskiem (1:3), już tak obiecująco w liczbach nie wyglądała. “Byki” całkowicie zdominowały Union, zdobywając zasłużone trzy punkty. Niestety, później nie było lepiej - w domowym starciu z Koeln po godzinie gry było już 2:0 dla “Koziołków”. A zaznaczmy, że gdyby i tu ekipa z Berlina nie zdobyła żadnych punktów, to na dwie kolejki przed końcem sezonu zajmowałaby 15. miejsce w tabeli (z sześcioma “oczkami” przewagi nad 16. Wolfsburgiem). Na szczęście tak się nie skończyło i podopieczni Ety pokazali charakter, odrabiając straty. Schodzili z murawy po remisie 2:2, a decydującą bramkę w 89. minucie zdobył Livan Burcu.
Dzięki remisowi Union spełnił plan minimum i zapewnił sobie utrzymanie w elicie. Później natomiast Eta zaliczyła najlepsze dwa mecze w swojej krótkiej kadencji. Union pod jej wodzą najpierw pokonał Mainz 3:1, a później rozbił Augsburg 4:0 w meczu ostatniej kolejki Bundesligi. Sezon udało się skończyć z przytupem.
Jaka przyszłość czeka 34-letnią trenerkę, skoro wiadomo już, że nie zostanie w męskiej drużynie? Proste - wraz z początkiem lipca rozpocznie ona pracę z drużyną kobiet, której rozwój jest dla władz klubu równie ważny. Taki scenariusz zaplanowany był już od ponad miesiąca, a zdaniem prezesa Unionu, Dirka Zinglera, inna opcja zupełnie nie wchodziła w grę.
- Że jeśli jest dobra, to powinna zostać w męskiej drużynie, a jeśli nie, to powinna przejść do żeńskiej? Nie zamierzam w ogóle o tym dyskutować. Jeśli ugrzęźniemy w takiej debacie, zaszkodzimy jej i kobiecej piłce nożnej - wyznał.

Wszystko zgodnie z planem

Trudno pozbyć się wrażenia, że kadencja Ety w Unionie Berlin była eksperymentem. Eksperymentem odważnym, ale i dobrze zaplanowanym, który przy okazji rozwiał niektóre oparte na stereotypach mity - udowodnił bowiem, że kobieta-trener jak najbardziej może odnaleźć się w męskiej szatni, a także (przynajmniej w krótkiej perspektywie) poprawić wyniki i grę zespołu. Jednocześnie warto mieć na uwadze, że nie była to raczej kadencja na tyle przełomowa, by wprawić w ruch lawinę zatrudniania trenerek przez inne, podobne rangą kluby - tym bardziej, że sam Union działał dość przezornie.
Niemniej zdaje się, że klub ze wschodniego Berlina dobrze wie, co robi. Wybrał już bowiem następcę Ety. Zostanie nim Mauro Lustrinelli - szkoleniowiec, który dokonał w tym roku cudu jako trener FC Thun, zdobywając sensacyjne mistrzostwo Szwajcarii z ligowym beniaminkiem. Jego drużyna nie oddała pozycji lidera od ósmej kolejki sezonu zasadniczego - punktowo miała taką przewagę nad resztą stawki, że w grupie mistrzowskiej mogła sobie pozwolić na przegranie prawie wszystkich meczów. W ostatnim, szóstym, zanotowała remis, co oznacza, że przez całą kluczową rundę sezonu zdobyła tylko jeden punkt.
Mistrzostwo FC Thun było też sukcesem o tyle wyjątkowym, że klub wygrał pierwsze trofeum w całej swojej 128-letniej historii. Lustrinelli poukładał zespół w znakomity sposób. Sama kadra FCT to w zdecydowanej większości gracze przeciętni lub niedoszlifowani, co tym bardziej świadczy o klasie 50-letniego szkoleniowca.
O tym wszystkim warto wspomnieć, bo Lustrinelliego w Unionie Berlin czekają bardzo podobne warunki pracy, co w Thun. Znów będzie prowadził drużynę z jednym z najmniejszych budżetów w całych rozgrywkach. Co istotne, drużynę, której realnym celem na przyszły sezon będzie ustabilizowanie swojej pozycji w elicie, choć wcześniej pokazała ona, że potrafi osiągać wyniki ponad stan. W Niemczech były trener FCT też będzie musiał wycisnąć potencjał ze wszystkich swoich zawodników jak cytrynę. Marie-Louise Eta w tym samym czasie ruszy po sukcesy z klubową drużyną kobiet, która dopiero od roku gra w żeńskiej Bundeslidze. W dużym skrócie można powiedzieć, że we wschodnim Berlinie nadchodzą bardzo ciekawe czasy.

Dyskusja

Przeczytaj również