Przełom ws. Złotej Piłki. To teraz trójka faworytów! "Wyglądają kosmicznie"

Na przestrzeni ostatnich lat widzieliśmy w europejskiej piłce fantastyczne tercety. Leo Messi kapitalnie uzupełniał się z Neymarem i Luis Suarezem, potem znakomicie wyglądało pamiętne trio BBC, a więc Gareth Bale - Karim Benzema - Cristiano Ronaldo. Teraz natomiast furorę robi ofensywny trójkąt z Bawarii. Coraz więcej wskazuje na to, że to jeden z jego przedstawicieli wywalczy w tym roku Złotą Piłkę.
Rewanżowy mecz ćwierćfinałowy Ligi Mistrzów, w którym Bayern Monachium rywalizował z Realem Madryt, miał w sobie niemal wszystko. Piękne gole, dramatyczne zwroty akcji, fatalne błędy czy sędziowskie kontrowersje. Ostatecznie jednak świętować po ostatnim gwizdku mogli mistrzowie Niemiec. Wygrali 4:3, a w całym dwumeczu 6:4. Triumf wyrwali w samej końcówce, gdy coraz mocniej pachniało już dogrywką. Wyrwali, bo mają w swojej ofensywie genialnych piłkarzy.
Szaleństwo przed przerwą
Po takim meczu trudno chwalić bramkarzy czy obrońców. Świetny tydzień wcześniej Manuel Neuer tym razem podarował rywalom gola. I to jeszcze w pierwszej minucie. Na jego szczęście niedługo później nie popisał się też Andrij Łunin, dość absurdalnie interweniujący po dośrodkowaniu gospodarzy z rzutu rożnego. Zanim więc kibice na dobre rozsiedli się na trybunach i przed telewizorami, było już 1:1. Do siatki trafiali Arda Guler i Aleksandar Pavlović.
Pierwsze minuty miały niespodziewanych bohaterów i antybohaterów. Turecki pomocnik, który otworzył wynik meczu, ewidentnie miał natomiast chrapkę na to, by wtorkowy wieczór w stolicy Bawarii zakończyć jako MVP. Kapitalnie przymierzył więc z rzutu wolnego i w ten sposób skompletował dublet. Co ciekawe - były to jego pierwsze trafienia w karierze na gruncie Ligi Mistrzów. Od razu w liczbie mnogiej.
Dopiero w końcówce pierwszej połowy uaktywniać zaczęły się te największe gwiazdy. Zobaczyliśmy wówczas pojedynek kandydatów do Złotej Piłki, o której w dalszej części tego tekstu wspomnimy nieco szerzej. Na gola Harry’ego Kane’a odpowiedział Kylian Mbappe. Obaj pokazali, że choć repertuar zagrań mają szeroki, to przede wszystkim w polu karnym rywali czują się znakomicie. Strzelali kolejno swoje gole numer 12 i 15 w tej edycji Ligi Mistrzów.
Zabójczy finisz
Po pierwszej połowie, zakończonej wynikiem 3:2 dla Realu, można było mówić o prawdziwym “meczychu”. W drugiej części gry obie ekipy spuściły już nieco z tonu. Po szalonej wymianie ciosów przeszły do gry bardziej stonowanej, bo i wynik, a był on wówczas w dwumeczu remisowy, kazał mieć z tyłu głowy rozsądek. Nikt nie chciał wychylić się za mocno, wszak im późniejsza minuta na zegarze, tym bardziej stracony gol mógł zaboleć.
I w końcu zabolał. Bardzo mocno. Zanim jednak Bayern zadał dwa śmiertelne ciosy, przypomniał o sobie sędzia, o którym my jako Polacy nie za bardzo chcemy pamiętać. Slavko Vincić, niedawno prowadzący mecz Szwecji z Polską na poziomie - ujmijmy to delikatnie - wątpliwym, znów rozwścieczył jedną ze stron. W bardzo niepozornej sytuacji pokazał drugą żółtą kartkę Eduardo Camavindze. Obserwując zachowanie arbitra można było odnieść wrażenie, jakby nie zdawał sobie sprawy z faktu, że Francuz ma już na swoim koncie jedno napomnienie. Gdy już to do niego dotarło, musiał wyrzucić 23-latka, który na murawę wszedł zaledwie 25 minut wcześniej.
Bayern, jakby uskrzydlony świadomością gry w przewadze, od razu ruszył odważniej do przodu. I zebrał tego owoce. Najpierw kapitalnym strzałem z dystansu popisał się Luis Diaz, potem “Królewskich” chyba jeszcze ładniejszym uderzeniem dobił Michael Olise.
Ofensywny tercet “Die Roten” w komplecie zapisał się zatem na liście strzelców. I znacząco zwiększył swoje szanse na zdobycie w tym roku Złotej Piłki. Nie dość, że każdy z nich ma w rękach spore argumenty, to jeszcze praktycznie pozbyli się oni konkurencji w postaci Kyliana Mbappe czy Viniciusa Juniora. Francuz i Brazylijczyk na pewno nie wygrają już Ligi Mistrzów i jeśli marzą o wyróżnieniu od France Football, muszą “ratować się” sukcesem na mundialu. Podobnie zresztą jak Lamine Yamal, który za burtę Champions League wypadł we wtorek.
Faworyci do Złotej Piłki
Kane, Olise i Diaz. Chyba nawet w takiej kolejności. Tak powinien przedstawiać się dziś ranking faworytów do najcenniejszej nagrody indywidualnej. Ich liczby z tego sezonu wyglądają kosmicznie:
- Kane - 50 goli, 6 asyst,
- Olise - 17 goli, 29 asyst,
- Diaz - 24 gole, 18 asyst.
Jeśli “Die Roten” zrobią dwa ostatnie kroki w drodze po końcowy triumf w Lidze Mistrzów, ich ofensywne maszyny będą mogły celować w nagrodę. Wtedy być może kluczowy stanie się mundial. I tu Anglik oraz Francuz mają pewną przewagę. Grają bowiem, przynajmniej w teorii, w mocniejszych reprezentacjach niż ich kolega z Kolumbii, czyli Diaz.
Póki co nikt z Bawarczyków nie wybiega jednak pewnie tak daleko w przyszłość. Swoje trzeba zrobić w końcówce tego sezonu. Mistrzostwo Niemiec to już formalność, ale walka w Lidze Mistrzów będzie zacięta. Na etapie półfinału czeka rozkręcające się z tygodnia na tydzień PSG. W ewentualnym finale ktoś z pary Arsenal - Atletico. Będzie się działo.