Kiedyś Ekstraklasa, dziś... czwarta liga. Znany polski klub chce odbić się od dna

Kiedyś Ekstraklasa, dziś... czwarta liga. Znany polski klub chce odbić się od dna
Krzysztof Dzierzawa / pressfocus
Piotrek - Przyborowski
Piotrek PrzyborowskiDzisiaj · 15:45
Dziś Warmia i Mazury to jedna z największych piłkarskich pustyń w kraju. W drugiej połowie lat 90. i na początku XXI wieku sytuacja była zgoła odmienna. Stomil Olsztyn przez osiem lat dumnie reprezentował ten region w piłkarskiej elicie. Kiedy ją opuścił, wszystko się posypało. Teraz ma wreszcie doczekać się stadionu. I wrócić na szczyt.
W historii polskiej piłki jedynym województwem, które nigdy nie doczekało się swojego przedstawiciela w najwyżej klasie rozgrywkowej, jest lubuskie. W tej klasyfikacji tuż nad nim plasuje się warmińsko-mazurskie. Rodzynek to w tym przypadku właśnie Stomil Olsztyn. U progu nowego tysiąclecia “Duma Warmii” miała naprawdę ambitne plany, które w pewnym momencie sięgały nawet europejskich pucharów. Po tamtym złotym okresie pozostały już tylko wspomnienia. Aktualnie spośród 20 największych miast pod względem ludności na Ekstraklasę dłużej od Olsztyna czekają jedynie Toruń i Rzeszów. A biorąc pod uwagę, że klub z ul. Piłsudskiego obecnie występuje zaledwie w czwartej lidze, kibice nad Łyną muszą się chyba uzbroić w pokaźne pokłady cierpliwości.
Dalsza część tekstu pod wideo

Fiaty, węgiel i charakter

Kiedy w 1945 roku Olsztyn po 173 latach pruskiego i niemieckiego panowania powrócił w granice Rzeczypospolitej, rozpoczęła się polonizacja tego miasta. Dotyczyło to też futbolu, bo przed wojną najważniejszym klubem piłkarskim był tam SV Allenstein, który przez trzy sezony występował nawet w Gaulidze, wtedy najwyższej klasie rozgrywkowej w Niemczech. Na kanwie przemian powstał Olsztyński Klub Sportowy, który po objęciu patronatem przez Olsztyńskie Zakłady Opon Samochodowych przyjął nazwę Stomil. Na pierwsze poważne sukcesy kibice musieli poczekać aż do lat 90. W sezonie 1993/1994 roku pod wodzą trenera Bogusława Kaczmarka zespół po raz pierwszy w historii awansował do I ligi, jak wówczas nazywano Ekstraklasę. Za ten sukces piłkarze otrzymali Fiaty 126p, a przede wszystkim wieczne uwielbienie miejscowej publiczności.
- Tamten Stomil był w dużej mierze oparty na wychowankach i piłkarzach z regionu. Oni nie zarabiali tu za dużo, ale dzięki temu warmińskiemu charakterowi umieli odnieść sukces. Do dziś pamiętam swój pierwszy mecz na żywo w I lidze. Nie pojawiłem się na debiutanckim starciu z Zagłębiem Lubin (2:2), ale było to starcie z wówczas naprawdę mocną Legią, które skończyło się remisem 3:3. Prowadziliśmy 1:0 po golu Tomasza Sokołowskiego, później wszystko się posypało i zrobiło się 1:3, ale najpierw Adam Zejer strzelił gola kontaktowego, a w samej końcówce Dariusz Jackiewicz popisał się strzałem z 40 metrów prosto w okienko bramki rywali i w ten sposób doprowadził do wyrównania. To taki mecz, który wspomina się do dzisiaj. Tamta ekipa miała w sobie to coś, ale później wszystko zaczęło się rozpływać - opowiada w rozmowie z nami Emil Marecki, redaktor naczelny stomil.olsztyn.pl.
Stomil w premierowym sezonie w elicie cudem uratował się przed spadkiem. Zmagania zakończył na 14. pozycji, ostatniej bezpiecznej, a Petrochemię Płock wyprzedził tylko dzięki lepszemu bilansowi bramkowemu. Za to w kolejnych rozgrywkach zespół wciąż w dużej mierze oparty o piłkarzy, którzy wcześniej zapewnili mu awans, otarł się o kwalifikację do europejskich pucharów. Przez moment znajdował się nawet na podium, ale słabsza wiosna sprawiła, że ostatecznie musiał zadowolić się szóstym, do dziś najwyższym miejscem w historii. Wśród zawodników, którzy brylowali w ekipie z Olsztyna, byli wspomniany już Sokołowski czy Sylwester Czereszewski, którzy jako gracze Stomilu trafili nawet do reprezentacji Polski.
- Był jeszcze drugi taki moment, kiedy Stomil miał mocarstwowe plany i chciał naprawdę rozdawać karty. Pod koniec lat 90. świętej pamięci Roman Niemyjski, który sprowadzał węgiel z Rosji, chciał zbudować tu silną drużynę, z perspektywą sięgającą nawet europejskich pucharów. Do zespołu trafili wtedy m.in. Cezary Kucharski, który przecież niedługo przedtem grał jeszcze w Hiszpanii, a także Maciej Bykowski. Tamta paka ze spokojem mogłaby grać w Europie. Problem pojawił się, kiedy import węgla z Rosji został zablokowany, firma Niemyjskiego upadła, a wraz z nią również wizja wielkiego Stomilu. Pozostały już tylko długi, które oznaczały dla klubu ogromne kłopoty - przypomina Marecki.

Bezkrólewie nie sprzyjało

Niemyjski i jego firma Halex byli ostatnim tchnieniem ekstraklasowej piłki w Olsztynie. Wraz z jego wycofaniem się z klubu, Stomil zaczął popadać w coraz większe tarapaty finansowe, a w krytycznym momencie jego długi miały sięgać nawet 10 milionów złotych. Ostatecznie spadek przypieczętowany został w sezonie 2001/2002. W kolejnej kampanii zespół przystąpił do gry na zapleczu elity, ale zderzenie z drugoligową rzeczywistością było brutalne. Ostatnie miejsce przypieczętowało upadek. Najgorsze potwierdziło się kilka tygodni później, kiedy klub nie przystąpił już do jakichkolwiek rozgrywek. Do rywalizacji powrócił dopiero sezon później, przez kilka lat występował na czwartym i trzecim poziomie jako OKS 1945 Olsztyn, a nazwę Stomil ponownie przyjął dopiero na początku 2012 roku. Niedługo później znów zameldował się na zapleczu Ekstraklasy.
- To były ciężkie czasy. Jako kibice wciąż wspieraliśmy wtedy klub, a ten koniec końców się z tego wszystkiego wygrzebał. Stomil znów postawił na wychowanków i zawodników z regionu. Pamiętajmy, że kilkanaście lat temu przepaść pomiędzy naszym województwem a resztą regionu nie była aż tak duża jak obecnie. Szkoda, że przez te kolejne 10 lat w I lidze nie udało się nigdy zbliżyć do Ekstraklasy. O tym zadecydowała kwestia pieniędzy, a przede wszystkim sposób ich wydawania. Kiedy w sezonie 2014/2015 prezesem klubu był Robert Kiłdanowicz, klub miał ambicje sięgające awansu. Nagle wycofał się jednak główny sponsor, nie było wsparcia miasta, a cały projekt się posypał. Pieniądze do klubu powróciły, kiedy zainwestował je Michał Brański. Tyle że wówczas również nie były one odpowiednio wydatkowane - opowiada Marecki.
Przez dekadę w “nowej” I lidze Stomil zdołał zyskać wielu kibiców, ale niestety nie udało mu się zbudować struktur, które pozwoliłby na stałe egzystować przynajmniej na tym poziomie. Przecież jeszcze w 2019 roku wieszczono kolejne wielkie plany, kiedy do klubu jako większościowy akcjonariusz wszedł Michał Brański, współwłaściciel Wirtualnej Polski. Po trzech latach wskutek braku porozumienia z urzędem inwestor zrezygnował z dalszego finansowania “Dumy Warmii”. Akcjonariat klubu stał się mocno rozdrobniony, a targany kolejnymi zmianami wizji projekt po prostu przestał mieć rację bytu. W sezonie 2021/2022 Stomil, mający już wtedy najdłuższy ciągły staż w I lidze po jej reorganizacji w 2008 roku, opuścił szeregi zaplecza elity. Dwa lata później spadł natomiast do trzeciej ligi. Teraz jest już w czwartej.
- Po spadku do trzeciej ligi zabrakło jakiegokolwiek sensownego inwestora. W klubie panowało bezkrólewie, a w pewnym momencie wydawało się, że długi są aż tak duże, że zaraz dojdzie do likwidacji spółki akcyjnej, a Stomil rozpocznie odbudowę od B klasy. Ostatecznie misja ratunkowa się powiodła, tyle że w rzeczywistości niewiele zabrakło, aby Marek Maleszka, nowy główny udziałowiec, przejął klub nie w czwartej, tylko w trzeciej lidze. Nowy właściciel nie należy do krezusów finansowych, a musimy pamiętać, że zobowiązania z przeszłości wciąż nie zostały wyzerowane. Teraz kadra jest mocna i w teorii powinna sobie na tym poziomie rozgrywkowym poradzić, ale ostatnio sami widzieliśmy, że tak do końca nie jest - przyznaje nasz rozmówca.

Długo oczekiwany przełom

Olsztyńscy piłkarze nie sprawili wielkanocnego prezentu swoim fanom. W Wielką Sobotę przegrali u siebie 2:3 ze Startem Nidzica. Chociaż nadal przewodzą tabeli w warmińsko-mazurskiej IV lidze, to druga Concordia Elbląg ma tyle samo punktów i zaległy mecz, natomiast strata ich sobotnich rywali wynosi już tylko trzy oczka. Do trzeciej ligi awansuje bezpośrednio tylko zwycięzca, druga drużyna w tabeli przystąpi z kolei do baraży. Kibice Stomilu, szczególnie ci o dłuższym stażu, w przypadku ich klubu widzieli już chyba wszystko. Nawet oni nie wyobrażają sobie jednak, aby tym razem ich pobyt na piątym poziomie rozgrywkowym miał potrwać dłużej niż rok.
- Powiedziałbym, że teraz ta frekwencja na naszych trzecioligowych meczach jest o wiele większa niż te dwie dekady temu. Stomil przez 10 lat na zapleczu Ekstraklasy wyrobił sobie kibicowską markę i wychował sobie tych fanów. Ta wiara cały czas tu istnieje. Ogólnie w Polsce coraz więcej ludzi chodzi na stadiony i to widać również w tych niższych ligach. Obecnie klub wzbudza znacznie większe zainteresowanie niż te 16 czy 17 lat temu. I to mimo faktu, że z Warmii i Mazur ucieka coraz więcej mieszkańców. Jest to taka pustynia piłkarska. Stomil tym bardziej powinien to wykorzystać i, odłączając taki Elbląg i Ełk, zostać królem całego regionu - opowiada Marecki.
Awans sportowy to jedno, finanse drugie. Natomiast trzecim niezbędnym elementem na drodze do dalszego rozwoju Stomilu jest powstanie nowego stadionu. Na niego w Olsztynie czekają już od wielu lat. W 2015 roku powstał nawet projekt, który zakładał stworzenie 12-tysięcznego obiektu. I tu - jak to często w historii “Dumy Warmii” bywało - skończyło się jedynie na planach. Na przestrzeni ostatnich miesięcy nastąpił jednak przełom. Robert Szewczyk, nowy prezydent Olsztyna, zapowiedział, że miasto zyska wreszcie stadion, na jaki zasługuje. Inwestycję ma nadzorować miejska spółka zarządzająca zmodernizowaną halą Urania, gdzie swoje mecze rozgrywają siatkarze olsztyńskiego AZS-u. To ona negocjuje warunki kredytu na poczet powstania stadionu. Trwają też poszukiwania firmy, która dokona odpowiednich zmian w ponad dziesięcioletnim już projekcie.
- Koncepcja jest sensowna i zakłada, że stadion nie będzie użytkowany tylko na mecze, ale przeniesie się tu też część miejskich urzędników. Tylko kibice słyszeli już tyle deklaracji, że dopóki nie zobaczą wbitej pierwszej łopaty, to do końca nie uwierzą. A nowy stadion jest niezbędny, jeśli znowu chcemy zobaczyć Stomil w Ekstraklasie. Potrzebny jest też ośrodek szkoleniowy, aby olsztyńskie dzieci miały gdzie kierować. Musimy zbudować klub, który będzie mógł zatrzymać u siebie tę utalentowaną młodzież. Historia lubi się powtarzać i kiedy Stomil awansował do najwyższej klasy rozgrywkowej, a potem powrócił do I ligi, zawsze ważną rolę odgrywali jego wychowankowie. To oczywiście nie ma polegać na tym, że nagle w kadrze pojawi się ich z 20, natomiast musimy stawiać na młodych. Ale aby rzeczywiście sięgnąć tu po coś znaczącego, jeszcze wiele musi się zmienić - podsumowuje nasz rozmówca.

Dyskusja

Przeczytaj również