Przyszedł Polak i są rewelacją sezonu. Sensacyjne mistrzostwo realne, hegemon w strachu

Przyszedł Polak i są rewelacją sezonu. Sensacyjne mistrzostwo realne, hegemon w strachu
IMAGO / pressfocus
Piotrek - Przyborowski
Piotrek PrzyborowskiWczoraj · 06:50
Kiedy latem Tymoteusz Puchacz zdecydował się na przeprowadzkę do Azerbejdżanu, padało wiele głosów, że będzie tam już tylko odcinał kupony. Sabah FK jawił się wielu kibicom jako klub zupełnie anonimowy. Tymczasem okazuje się, że Polak może wraz z tym zespołem napisać przepiękną historię i… zdetronizować prawdziwego hegemona.
Azerska Premyer Liqa to od wielu lat jedne z najbardziej “zabetonowanych” rozgrywek w całej strefie UEFA. Dość powiedzieć, że w przeciągu ostatnich 12 lat tylko raz zdarzyło się, aby po mistrzostwo Azerbejdżanu sięgnął inny zespół niż Karabach Agdam. Udało się to jedynie Neftci Baku w sezonie 2020/2021. Liga została w pełni zdominowana przez zespół prowadzony nieprzerwanie od 2008 przez legendarnego Gurbana Gurbanowa. Już niedługo może się to jednak zmienić. Wszystko za sprawą Sabah FC, czyli klubu, który jeszcze niecałą dekadę temu w ogóle nie istniał. Teraz “Sowy” robią wiele, aby strącić z tronu ligowego dominatora i nie chcą, żeby był to tylko jednorazowy wyskok.
Dalsza część tekstu pod wideo

Różowi jak woda

Masazir to miasteczko oddalone o mniej więcej 20 minut drogi autem od centrum Baku. Jeszcze do niedawna było w gruncie rzeczy jedną z wielu wiosek okalających stolicę Azerbejdżanu. Jeśli już ktoś zapędzał się w te rejony, to głównie ze względu na pobliskie jezioro o tej samej nazwie. Z uwagi na duże zasolenie jego woda może bowiem przybierać charakterystyczne różowe zabarwienie. To właśnie od niego swoje barwy wziął też Sabah FK. Powstały w zaledwie 2017 roku klub - którego nawiasem mówiąc nie należy mylić z malezyjskim Sabah FC - stał się w ostatnich latach prawdziwą wizytówką coraz większego miasta. A za sprawą Jaquba Husejnowa już niedługo pod względem rozpoznawalności może nawet przebić słynny zbiornik wodny.
Urodzony w Baku biznesmen naukę pobierał m.in. na Harvardzie, a dorobił się na kilku biznesach skupionych wokół branży budowlanej, hotelarskiej, logistycznej czy rolniczej, zanim przekształcił je w konglomerat o nazwie Bridge Group of Companies. Husejnow pieczę nad klubem powierzył Magsudowi Adigozalovi. To właśnie ten duet oraz dyrektor sportowy, Igor Ponomaryov, a więc były piłkarz CSKA Moskwa i selekcjoner reprezentacji Azerbejdżanu, w dużej mierze odpowiadają za sukcesy Sabah. Pomogły oczywiście też pieniądze od Banku Respublika, który aktualnie jest jednym z głównych sponsorów klubu, a jego imieniem nazwany jest też stadion “Sów”.
Nie zmienia to faktu, że otrzymane wsparcie też trzeba umieć wykorzystać i w przypadku Sabah tak też się stało. Klub do najwyższej klasy rozgrywkowej awansował już po zaledwie roku istnienia, choć dokonał tego jako dopiero piąta ekipa zaplecza azerskiej ekstraklasy, gdyż wyżej znajdujący się rywale nie chcieli lub nie mogli ubiegać się o licencję na grę w elicie. W niej klub z Masaziru szybko się zadomowił. W sezonie 2022/2023 został wicemistrzem kraju, a w ubiegłym roku wywalczył historyczny pierwszy tytuł - Puchar Azerbejdżanu - po który sięgnął dzięki wygranej 3:2 w szalonym finale z Karabachem. To wtedy Sabah po raz pierwszy wyraźnie pokazał, że może liczyć się w starciach z wyżej notowanym rywalem na niwie sportowej. W innych obszarach działania już wcześniej dał się bowiem poznać jako bardzo konkurencyjny projekt.
- Sabah FC w mądry sposób połączył stabilne wsparcie finansowe z inteligentną strategią pozaboiskową. Klub jest również mocny od strony marketingowej, w bardzo kreatywny sposób prowadzi swoje media społecznościowe. Pod tym względem jest obok Neftci jednym z dwóch wyraźnych liderów w całym Azerbejdżanie. Profesjonalne podejście okazało się dużym magnesem dla piłkarzy, którzy zdecydowali się na grę dla Sabah. W tym gronie jest również Tymoteusz Puchacz. Poza tym zawodnicy, którzy trafiają do tego zespołu, mogą korzystać z uroków Baku. Uwielbiają to miasto ze względu na panującą tu wysoką jakość życia i kierunek, w którym się rozwija - opowiada nam azerski dziennikarz, Fuad Alakbarov.

Trener z teleturnieju

Te atuty Sabah mogły odegrać ważną rolę również w ściągnięciu Valdasa Dambrauskasa. Litwin zasłynął tym, że dzięki wygranej w jego rodzimej wersji “Milionerów” sfinansował sobie podróż do Wielkiej Brytanii, gdzie postanowił zrealizować marzenie o zostaniu trenerem. Po udanym pobycie na Wyspach był trenerem młodzieżowych reprezentacji w swojej ojczyźnie, nazbierał też osiem trofeów z Żalgirisem Wilno i ruszył na zagraniczne podboje. Pracował na Łotwie, Cyprze, Węgrzech, a także w Chorwacji, Bułgarii czy Grecji. Kilkukrotnie sondowały go też polskie kluby, w tym Śląsk Wrocław czy Wisła Kraków. Do Azerbejdżanu trafił latem i zastąpił Wasilija Bieriezuckiego, który po wywalczeniu pucharu przejął Urał Jekaterynburg. Za sprawą niezwykle udanego wejścia do klubu fani Sabah szybko zapomnieli o jego rosyjskim poprzedniku.
- W obecnym sezonie najmocniejszą stroną Sabah jest defensywa. Może to zadziwiać, ale na półmetku rozgrywek to Karabach stracił więcej goli - dziesięć, podczas gdy “Sowy” przepuściły tylko dziewięć bramek. Między słupkami pewnym punktem jest doświadczony reprezentant Kazachstanu, Stas Pokatiłow. Do tego świetnie z przodu funkcjonuje duet Joy-Lance Mickels i Veljko Simic. Pierwszy strzelił dziewięć goli, drugi siedem. To dwaj najlepsi strzelcy nie tylko Sabahu, ale i całej ligi. Ważną postacią klubu jest też Dambrauskas. To zdolny trener, który swoje dotychczasowe, międzynarodowe doświadczenie z czasem zaczął coraz bardziej przekuwać na zespół - opowiada nam Łukasz Bobruk, autor fanpage’a “Piłką w okno na Wschód”.
Dambrauskas potrafił odnaleźć się w wielu różnych środowiskach. Sukcesy święcił bowiem nie tylko w ojczyźnie, ale również jako szkoleniowiec Hajduka Split, z którym wywalczył pierwsze od blisko dekady trofeum - Puchar Chorwacji, a także z RFS (Puchar Łotwy) czy Łudogorcem Razgrad (mistrzostwo Bułgarii). Ostatnio kariera Litwina trochę wyhamowała - jego kadencje w Omonii Nikozja oraz Diosgyori trwały ledwie po kilka miesięcy, więc oferta z Sabah była okazją na odbudowę swojej reputacji. To udało się w dość zaskakująco szybkim tempie, a 49-latek udanie wykorzystał fakt, że Karabach jesienią musiał skupiać się nie tylko na grze w lidze azerskiej, ale także w Lidze Mistrzów.
- Od czasu przybycia Dambrauskasa Sabah stał się jedną z najbardziej atrakcyjnych drużyn do oglądania. Litwin jest sprytnym strategiem, który potrafi zorganizować szczególnie silną defensywę. Do tego w składzie nie brakuje też wysokiej jakości w przodzie. Karabach, choć notuje imponujące wyniki w Lidze Mistrzów, na krajowych boiskach nie potrafi utrzymać tej samej siły rażenia, a jego napastnicy nie są w stanie regularnie zdobywać bramek zarówno w europejskich pucharach, jak i w lidze - dodaje Alakbarov.

Odnalazł swoje miejsce

Litewski szkoleniowiec pracuje na laurkę ze strony nie tylko azerskich, ale również polskich kibiców. To pod jego okiem jesienią w wielu spotkaniach błyszczał Tymoteusz Puchacz. Decyzja 15-krotnego reprezentanta Polski o wyjeździe do Azerbejdżanu dla wielu kibiców była ogromną niespodzianką, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że ten miał być już po słowie z GKS-em Katowice. Powrót do Ekstraklasy wyglądał na słuszną drogę w celu odbudowy swojej kariery, ale okazało się, że podążający własnymi ścieżkami wychowanek Lecha Poznań miał rację. Od momentu finalizacji wypożyczenia z Holstein Kiel znalazł się w wyjściowym składzie w każdym meczu Sabah i zanotował do tego również pięć asyst.
- Jestem pozytywnie zaskoczony faktem, że Dambrauskas postawił na niego we wszystkich możliwych meczach. “Puszka” odwdzięczył się pięcioma asystami. Może i statystyka nie powala, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że jest jednym z trzech graczy, którzy mają na półmetku najwięcej asyst, to warto ją docenić. Litewski trener dał mu najpierw szansę na lewej pomocy, lecz szybko zestawił go bardziej z tyłu - na ten sam bok obrony. Polak ma tam podłączać się do akcji i rozgrywania piłki. Jak widać, wywiązuje się z tego należycie. Jak wiosną utrzyma formę, to myślę, że ponownie zawita do jakiegoś zachodniego i solidnego klubu - uważa Bobruk.
Puchacz póki co nie musiał nawet przełknąć goryczy porażki. Sabah jest niepokonany już od sierpnia i w obecnych rozgrywkach przegrał tylko raz, ale miało to miejsce jeszcze zanim Polak wzmocnił ten zespół. 26-latek należy wręcz do grupy najjaśniejszych postaci w drużynie. Obok niego liderami “Sów” są również: aktualny lider klasyfikacji najlepszych strzelców ligi - Joy-Lance Mickels, dobrze znający się z Dambrauskasem ze wspólnej pracy na Cyprze skrzydłowy - Veljko Simic, a także mający za sobą występy dla reprezentacji Jamajki boczny napastnik - Kaheem Parris. Choć oni notują lepsze liczby od Puchacza, to ten z pewnością nie powinien się wstydzić swojej postawy.
- Wpływ Puchacza na grę Sabah jest naprawdę spory. Polak prezentuje stałą formę i jest niezawodny. Nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Zauważmy, że skoro klub walczy o miejsce w europejskich pucharach, pozostanie w tej ekipie może mu przynieść jeszcze większe korzyści. Podobną ścieżkę kariery obrał przecież jego rodak, Mateusz Kochalski. Wielu kwestionowało jego przejście do Karabachu, a to okazało się strzałem w dziesiątkę. Stał się jednym z najpopularniejszych piłkarzy w kraju i nadal imponuje swoimi występami w Europie. Czasem krok w tył jest najszybszym sposobem na zrobienie postępu - uważa Alakbarov.

Wytrzymać wiosenny napór

Puchacz po swoje jedyne trofeum w karierze sięgnął jako piłkarz Trabzonsporu, z którym zdobył mistrzostwo Turcji. Być może już za kilka miesięcy będzie mógł wpisać do swojego CV podobny sukces - tylko że w Azerbejdżanie. Oczywiście do tego jeszcze długa droga, jesteśmy tak naprawdę dopiero na półmetku rozgrywek, a wiosną Sabah czekają m.in. dwa bezpośrednie pojedynki z Karabachem oraz potencjalne trzecie spotkanie, jeśli obie drużyny wpadną na siebie w Pucharze Azerbejdżanu. Warto mieć też na uwadze, że aktualny mistrz kraju na razie wciąż walczy także o punkty w Lidze Mistrzów, ale od pewnego punktu wiosny już tak zapewne nie będzie i podopieczni Gurbanowa znów będą mogli się skupić wyłącznie na krajowym podwórku.
Ta wiosna pokaże nam więc, na ile obecna pozycja Sabah wynika z siły samego klubu z Masaziru, a jak duży wpływ na aktualną sytuację ma gra na kilku frontach Karabachu. Nie ulega wątpliwości, że ten dostał już kilka znaków ostrzegawczych od swojego sąsiada. Jeśli “Sowy” nie zejdą z obranego kursu, to nawet przy ostatecznie braku mistrzostwa w obecnym sezonie, mogą stać się realnym zagrożeniem dla dotychczasowego monopolisty również w kolejnych latach.
- W aktualnych rozgrywkach dużo zależy od tego, jaką drogą podąży Sabah. Karabach ma do niego tylko punkt straty, a wiosną będzie mniej skupiony na Lidze Mistrzów, bardziej na odrabianiu strat ligowych z jesieni, co w poprzednich sezonach dobrze mu wychodziło. Jeśli Sabah będzie odpowiednio skoncentrowany i nie pogubi w głupi sposób punktów, to jest duża szansa na detronizację klubu Gurbana Gurbanowa. Nie zapominajmy, że wiosną czekają nas też dwa bezpośrednie pojedynki pomiędzy tymi ekipami. Istnieje spora szansa, że w razie awansu do fazy ligowej np. Ligi Konferencji Sabah na długie lata stanie się co najmniej drugą siłą azerskiego futbolu. Oczywiście jeśli obędzie się bez masowych wyprzedaży kluczowych piłkarzy po tym sezonie - podsumowuje Bobruk.

Przeczytaj również