Ranking sił przed startem Ekstraklasy! Oto pięciu faworytów. "Są najmocniejsi"

Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł
Dodaj do źródeł Google
Nowy sezon Ekstraklasy, stary mistrz?! Trudno wskazać klub, który miałby większe szanse na zdobycie mistrzostwa Polski niż Lech Poznań. Zapraszamy na ranking sił przed startem rozgrywek.
Ostatecznie zdecydowaliśmy się na wyróżnienie pięciu klubów, niekoniecznie tych najbardziej oczywistych. Ekstraklasa choćby w poprzednim sezonie pokazała nam przecież, że zespoły z teoretycznie drugiego szeregu też potrafią namieszać w czołówce. Tym razem zabrakło wyróżnienia choćby dla osłabionej Jagiellonii czy Widzewa, który mimo wielkich ambicji musi jeszcze udowodnić swoją wartość.
5. Górnik Zabrze
Górnik nie zakończył jeszcze rewolucji, co pokazał mecz o Superpuchar Polski. W spotkaniu z Lechem Zabrzanie byli wyraźnie słabsi, a najdotkliwszy wydaje się brak środka pola. Patrik Hellebrand przeszedł do Korony, Lukas Ambros do Anderlechtu, a na domiar złego Jarosław Kubicki złamał rękę i nie będzie go przez kilka tygodni. Kacper Urbański zaliczył wprawdzie udany debiut, ale sam nie weźmie na barki całej drużyny. Potrzebuje kolegów do grania, a tych po prostu brakuje. Mimo sprowadzenia Maximiliana Dietza, druga linia wygląda niewyraźnie niczym hałda w listopadowy poranek. Jeśli jednak w Górniku wezmą się za tę kwestię - a dlaczego miałoby być inaczej - ten zespół ma wystarczająco dużo jakości, aby ponownie powalczyć o najważniejsze cele.
W klubie wciąż są tak znakomici piłkarze jak Maksym Chłań czy Rafał Janicki, a Philipp Schulze zanotował koniec końców udany występ w Fenerbahce. Pamiętać wypada, że nad wszystkim wciąż czuwa Michal Gasparik. Nie wierzono, że Słowak wykręci wynik lepszy niż Jan Urban, tymczasem nowoprzybyły trener zdeklasował dokonania obecnego selekcjonera reprezentacji Polski. Pierwszy mecz w eliminacjach Ligi Mistrzów udowodnił, że taktycznie jest się w stanie przygotować niemal na każdego. Może również liczyć na wsparcie poważniejszych właścicieli, a to rzecz w piłce nie do przecenienia.
4. GKS Katowice
Przed zespołem Rafała Góraka trudne zadanie połączenia Ekstraklasy z europejskimi pucharami, a starcie z Żiliną tylko napędziło obawy, zwłaszcza w związku z katastrofalną prezencją w środku pola. Ale skoro GKS zaskoczył piłkarską Polskę w poprzednim sezonie, to dlaczego miałby nie powalczyć o powtórzenie tego sukcesu? W Katowicach nie czekano na cud, ale szybko ściągnięto pięciu piłkarzy. Największe wrażenie robią oczywiście Pau Resta i Bartosz Wolski. Pierwszy był liderem defensywy Korony Kielce, drugi kapitanem Motoru Lublin i jednym z najbardziej kreatywnych zawodników całej ligi (trzecie miejsce pod względem kluczowych podań), a w środę zanotował cokolwiek obiecujący występ. Poza tym GKS, przynajmniej na obecnym etapie, nie naruszył kręgosłupa drużyny. Odeszli wprawdzie Marten Kuusk czy Maciej Rosołek, ale trudno uznać ich za postaci znaczące.
Sparingi, jako się rzekło, nie są szczególnie relewantne, ale żal, że GKS nie spróbował sił z żadną ekipą zagraniczną. Ogólnie postawiono raczej na zespoły słabsze lub poziomem równe Katowiczanom. W eliminacjach, a także sezonie zasadniczym, tak łatwo nie będzie. Niemniej, po podopiecznych Góraka można spodziewać się sporo, a na tym etapie pracy szkoleniowca należy już oczekiwań pewnych wyników. Niewykluczone, że GKS nie powtórzy swojego osiągnięcia sprzed roku, ale jeśli nawet nie powalczy, będzie to srogie rozczarowanie.
3. Raków Częstochowa
Po okresie kolejnych zawirowań Raków łaknie spokoju. W końcówce sezonu Łukasza Tomczyka zastąpił Dawid Kroczek, który zrealizował postawiony przed nim cel - dał zespołowi miejsce gwarantujące eliminacje do Ligi Konferencji. Początek rywalizacji był dramatyczny, domowej porażki z ekipą z Malty nie zakładał chyba nikt, a wcale nie musiało się skończyć na jednym golu dla przyjezdnych. Ostatecznie jednak Częstochowianie się otrząsnęli i wygrali 3:1.
Spora w tym zasługa nowych nabytków. Raków z odpowiedzialnością potraktował letnie okienko. Za wzmocnienia zabrano się szybko i chociaż sprowadzeni zawodnicy na pierwszy rzut oka nie robią może takiego wrażenia jak w przypadku Lecha, trudno odmówić "Medalikom" wyraźnego planu oraz konsekwencji. Z sześciu nowych graczy tylko dwóch ma więcej niż 22 lata, a Oliwier Kwiatkowski i Jakub Jendryka są młodymi Polakami, wreszcie mającymi szansę na zaistnienie w Częstochowie. Tego drugiego przymierza się zresztą do obsadzenia pozycji wahadłowego, bo ta wciąż uchodzi za problematyczną w zespole Kroczka. "Pomógł" w tym uciekinier Adriano Amorim, Brazylijczyk nie chce wrócić do klubu. Niemniej, kadra wygląda dobrze, chociaż wciąż nie jest pewne, jak zespół zareaguje na nadchodzącą sprzedaż Jonatana Brauta Brunesa i odejście Iviego Lopeza. Kontrakt Hiszpana nie został przedłużony, 32-latek pozostaje wolnym zawodnikiem i jego nieobecność stanowi największe osłabienie Rakowa. Budżet na to, aby go godnie zastąpić, powinien się jednak znaleźć. Bo chociaż Raków wydał już ponad 1,5 mln euro na same kwoty odstępnego, to przecież za ponad milion sprzedał regularnie odsuwanego Leonardo Rochę, a Brunes przyniesie aż sześć. W ostatnich latach Raków stał się synonimem solidności i mało prawdopodobne, aby miał to nagle zatracić.
2. Legia Warszawa
Legia musi spróbować powalczyć o mistrzostwo Polski. Warunki, jakkolwiek na to nie spojrzeć, wydają się przyzwoite. Przynajmniej część poważnych rywali zaangażuje się w europejskie puchary, a Legia - która jeszcze nie zakończyła aktywności na rynku - dysponuje niezłą kadrą. Marek Papszun nie zdołał wprawdzie wywalczyć nowego kontraktu dla Jeana-Pierre'a Nsame, ale ma Łukasza Zjawińskiego do duetu z Rafałem Adamskim. Ten drugi zaliczył znakomite wejście do zespołu w poprzednim sezonie, a obecnie ma pozycję tak silną, że trudno wyobrazić sobie wyjściowy skład bez jego obecności. Adamskiego wyciągnięto za małe pieniądze z I ligi, wyszło znakomicie, a teraz klub liczy, że ten sam manewr uda się powtórzyć ze Zjawińskim. Jednocześnie Papszun wciąż ma nadzieję na sprowadzenie kolejnej "dziewiątki", co, jak sam przyznał, pozwoli mu na rotacje dostosowane do przeciwnika.
Poza nowym snajperem na Łazienkowską ściągnięto Ivana Brkicia, Michala Sevcika czy Zorana Arsenicia. Za nikogo nie zapłacono, bo Legia transferów gotówkowych dokonywać nie będzie. Szuka opcji innych, tańszych, a zarazem pasujących do taktyki aktualnego szkoleniowca. Podejście tym rozsądniejsze, że już kilka miesięcy temu Papszun wycisnął niemal maksimum potencjału z kadry nieskrojonej pod niego. Nikt nie zakłada, że stołeczni zaprezentują futbol porywający. Papszuna trzeba przyjąć z całym dobrodziejstwem inwentarza - zerojedynkową taktyką i ograniczonymi szansami dla młodych zawodników. To wciąż niewielka cena za to, ile trener może dać klubowi pogrążonemu w kryzysie. Kolejny sezon bez pucharów byłby katastrofą, a chyba nikt nie minimalizuje tego ryzyka tak mocno jak Papszun.
1. Lech Poznań
Bez wątpienia najmocniejsza kadra w Polsce, która gotowa jest do rywalizacji na trzech frontach. Lech odnalazł własną tożsamość, a zarazem pojął prawdę ogólną, że za jakość trzeba płacić. Wzmocnienia przeprowadzono w tempie ekspresowym - zarówno w sferze przedłużania umów, jak i ściągania nowych zawodników, którzy już zdali pierwsze testy. Zabezpieczono się na wypadek odejścia liderów, przy czym żadnego nie wypuszczono przed rozpoczęciem eliminacji Ligi Mistrzów. W ostatnich latach nie było mistrza Polski tak gotowego na przyszłość.
W Poznaniu trudno znaleźć słaby punkt, coś dyskwalifikującego, działającego na korzyść ligowych rywali. Być może tylko zbytnia pewność siebie, ale to nie rzecz, która charakteryzowałaby Lecha. Dominuje przekonanie, że ten klub fundamentalnie się zmienił. Przeszedł długą drogę - od oglądania każdej złotówki z dwóch stron i odkładania transferów w czasie, do bicia rekordów i budowania zespołu gotowego do rywalizacji od pierwszego gwizdka. Lech rozpoczął sezon idealnie, sięgnął już po pierwsze trofeum, a z Aarhus zagrał tak dobrze, że stał się w zasadzie pewny udziału przynajmniej w Lidze Konferencji. Zrealizowano plan absolutnego minimum i to w momencie, gdy większość klubów dopiero zabiera się za wyznaczanie konkretnych celów. Trudno nie pokiwać z uznaniem na to, co dzieje się przy Bułgarskiej. Równie trudno nie traktować Lecha jako najpoważniejszego kandydata do zdobycia mistrzostwa Polski. Ma ambicję, aby ugruntować dominację na polskim rynku, a co najważniejsze - ma też bardzo mocne argumenty. Lech nie ma może jeszcze dwóch równorzędnych "jedenastek", ale wymiana czterech zawodników w pierwszym składzie nie powoduje większego dramatu. Kto jeszcze w Ekstraklasie jest w stanie to powiedzieć?
Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł
Dodaj do źródeł Google