Real Madryt stracił cierpliwość. Mocna weryfikacja "następcy Messiego i Maradony"

Real Madryt stracił cierpliwość. Mocna weryfikacja "następcy Messiego i Maradony"
IMAGO / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 16:56
Został obwołany drugim wcieleniem Leo Messiego, miał grać pierwsze skrzypce w Realu Madryt. Wszystko wskazuje jednak na to, że już po roku wyfrunie z Santiago Bernabeu. “Królewscy” dość szybko stracili cierpliwość do Franco Mastantuono.
Real Madryt wpadł w szał zakupowy. Najpierw skupił się na obronie, ściągając Marca Cucurellę, Ibrahimę Konate i Denzela Dumfriesa, w międzyczasie zakontraktował jeszcze Bernardo Silvę. Po zakończeniu mundialu nastąpiła druga fala wzmocnień. “Los Blancos” negocjują zakup Rodriego oraz dopinają transfer Yana Diomande. Na papierze ruchy te prezentują się co najmniej okazale, kadra wicemistrzów Hiszpanii będzie opływać w jakość, talent, doświadczenie, potencjał i wszystko inne, czego potrzebuje topowy klub. Jest jedno “ale”.
Dalsza część tekstu pod wideo
Hurtowa liczba ruchów przychodzących wymusza na klubie przewietrzenie składu. Dość powiedzieć, że po transferach Rodriego i Diomande “Królewscy” mieliby więcej piłkarzy w seniorskim zespole niż wynosi limit La Liga (25). Jeden z kandydatów do odejścia został już wytypowany. Franco Mastantuono najprawdopodobniej nie pozostanie w stolicy Hiszpanii na kolejny sezon. Zawodnik, któremu wróżono chyba aż zbyt świetlaną przyszłość, będzie musiał wykonać jeden lub dwa kroki w tył, aby wrócić na właściwą ścieżkę rozwoju.

Przesadzone oczekiwania

Rok temu panował boom na Mastantuono. Błyszczał w River, chciało go PSG, ale Juni Calafat i Santiago Solari ostatecznie dopięli transfer do Realu. Klub nie bawił się w żadne negocjacje i aktywował klauzulę wykupu w wysokości 45 mln euro. Angel Di Maria mówił wówczas, że Franco ma potencjał, aby stać się lepszym piłkarzem od niego. We wrześniu skrzydłowy pod nieobecność Messiego zagrał przeciwko Wenezueli z numerem 10 na plecach. W argentyńskich mediach już zwiastowano nadejście następcy Leo i Diego Maradony.
Początki w Realu też nie były najgorsze. Alonso błyskawicznie zakochał się w jego umiejętnościach. Piłkarz ledwo co rozpoczął treningi z nowym zespołem, a już był częścią once de gala. Dziewięć z pierwszych dwunastu meczów za kadencji Xabiego rozpoczynał w wyjściowym składzie. Potrafił wówczas zaprezentować próbkę umiejętności, parę ładnych dryblingów pod kompilacje. Brakowało produktu końcowego, czyli goli i asyst, ale wszyscy w Madrycie powtarzali jedno słowo - cierpliwość. Oczekiwano, że po obiecującym starcie nastąpi jeszcze lepsza kontynuacja.
W końcu pojawiły się komplikacje. Najpierw zdrowotne, na przełomie października i listopada opuścił kilka spotkań z powodu pubalgii, czyli przepukliny w okolicach kości łonowej. Kiedy wrócił do zdrowia, projekt pod nazwą “Alonso trenerem Realu” był już zwinięty w kulkę i czekał na wyrzucenie do kosza. W styczniu Alvaro Arbeloa przejął stery, a niedługo potem Mastantuono wyszedł do mediów i przyznał wprost, że stać go na jeszcze więcej niż dotychczas pokazał.
- Pierwsze półrocze nie było dla mnie łatwe, nawet nie zbliżyłem się do pełni swoich możliwości. Traktuję to jako naukę i okazję, aby zebrać doświadczenie. Ciężko pracuję i dam z siebie wszystko, aby pokazać swoją najlepszę wersję. Czasami nie wszystko idzie zgodnie z planem, ale trzeba to zaakceptować. Krytyka? Ludzie mówią różne rzeczy. Ja nie wierzę ani w to, że jestem nowym Messim, ani w to, że jestem najgorszym transferem Realu. Taki jest futbol, każdy ma swoje opinie - mówił Argentyńczyk, cytowany przez Cope.

Zakopany na ławce

Zmienił się trener, ale schemat pozostał ten sam. Początkowo Franco cieszył się zaufaniem Arbeloi, który wystawił go od pierwszej minuty w pięciu z sześciu początkowych spotkań na stanowisku. W Realu nic nie jest jednak dane raz na zawsze. Jeśli nie zapewniasz konkretów, nie bronisz się boiskową formą, to wypadasz z obiegu. A Argentyńczyk niestety zbyt często pokazywał jedynie próbki talentu, drobne przebłyski, które niekoniecznie przekładały się na zdobycze w klasyfikacji kanadyjskiej. Od zawodnika z formacji ofensywnej “Los Blancos” należy oczekiwać więcej niż kiwki, zejścia na lewą nogę i zagrania byle gdzie.
W decydującej fazie sezonu 18-latek został odstawiony na boczny tor. W fazie pucharowej Ligi Mistrzów rozegrał zaledwie 28 minut. Pod wodzą Arbeloi w La Liga spędził na murawie 473 minuty w 19 kolejkach, średnio 25 na mecz. Być może byłoby ich więcej, gdyby nie aż zbyt krewki temperament. Na początku marca skrzydłowy dostał czerwoną kartkę z Getafe za wulgarne odzywki w kierunku sędziego. Zawieszono go na dwa mecze, a po powrocie do gry dostał “żółtko” przeciwko Mallorce, przez co znów musiał pauzować. Real w tym czasie rywalizował w Lidze Mistrzów z Manchesterem City i Bayernem, zatem trener raczej rotowałby w lidze, co otwierało przed nastolatkiem szansę na zyskanie większej roli. Osobiście ją zaprzepaścił.
- Mastantuono zniknął. Ten proces był tak szybki, że niemal niezauważalny. Jedno mrugnięcie okiem i go nie ma. Argentyńczyk w ostatnich dwóch miesiącach spędził na murawie tylko 60 minut, stracił na znaczeniu względem pierwszej połowy sezony. Kiedy przychodził do klubu, miał być głównym solistą, a skończył jako jeden z wielu w chórze rezerwowych. Arbeloa stopniowo traci do niego zaufanie. Kiedy dostawał szanse, nie notował bramek, nie notował asyst. Nie budzi on takiego zaufania, jak Brahim Diaz - pisał w marcu AS. - Franco musi być odważniejszy i bardziej pewny siebie. Ze względu na te atuty Real ściągnął go z River. Jeśli nie wykorzysta ich na swoją korzyść, może mieć problemy w Madrycie. Sam talent nie wystarczy, musi pokazać go na boisku - ostrzegał Mario Kempes, cytowany przez dziennik Marca.
Mastantuono w sumie rozegrał w Realu 1484 minuty, notując w tym czasie trzy gole i jedną asystę. Brał udział przy bramce średnio co sześć boiskowych godzin z hakiem. Bez owijania w bawełnę, jest to lichy bilans. Szczególnie, że jak już zaliczał G/A, to raczej przeciwko rywalom z niższej półki. Jedyną asystę posłał z Kajratem, a do siatki trafiał z Levante (16. miejsce w poprzednim sezonie), Albacete (trzecioligowcem) i AS Monaco w meczu wygranym 6:1. Miał kłopoty ze skutecznością, w samej lidze wykręcił ponad trzy oczekiwane gole, z których padła tylko jedna bramka. 23% jego strzałów było celnych, dryblował na skuteczności 44%. Trener stawał za nim murem, ale wszyscy widzieli, co oferuje na boisku, a czego nie.
- Jestem absolutnie przekonany do Franco czy Deana Huijsena. Piłkarze w ich wieku grają w Juvenilu A, w Castilli, a oni są w Realu Madryt. Pamiętam, co mówiono, kiedy zaczynał Vinicius i zobaczcie, gdzie jest teraz. Musimy być cierpliwi. Nie ma klubu z większymi wymaganiami niż Real - zaznaczał Arbeloa w końcówke minionych rozgrywek.

Życie jak poza Madrytem

Znakiem rozpoznawczym Realu staje się krótki termin przydatności kolejnych projektów. Sukcesy albo przychodzą natychmiast, albo nie ma ich wcale, co skłania włodarzy do nowego rozdania. Wystarczy przypomnieć, że rok temu na Bernabeu trafili nowy trener (Alonso), prawy obrońca (Trent), lewy (Carreras), stoper (Huijsen) i prawoskrzydłowy (Mastantuono). Przenosimy się do teraźniejszości, gdzie w tym okienku “Królewscy” ściągnęli Mourinho, Dumfriesa, Cucurellę, Konate i za chwilę Diomande. Przekaz do trenerów i piłkarzy jest jasny - gwarantujesz jakość lub zaraz ściągniemy twojego następcę.
Taka polityka transferowa sprawia, że Franco raczej już w najbliższych tygodniach pożegna się z Madrytem i zdecydowanie nie może narzekać na brak chętnych. Javier Gil Navarro z ESPN informował, że River Plate mocno zabiega o powrót wychowanka. Dziennik AS pisał o zakusach Fulham, ponieważ Arbeloa znów chciałby z nim współpracować. Nicolo Schira donosił o zainteresowaniu Fiorentiny, a w mediach przewijały się jeszcze takie potencjalne kierunki, jak Inter czy Benfica. Opcji jest sporo, a waga nadchodzącej decyzji ogromna. Może ona mieć kluczowy wpływ na całą karierę reprezentanta “Albicelestes”.
- Trudno powiedzieć “nie” Realowi. Kiedy młodzi piłkarze dobrze się zapowiadają i przychodzą kluby z najwyższej półki, to nie możesz ich zatrzymać. Talenty z Ameryki Ameryki Południowej są jednak bardziej surowe, potrzebują czasu. Myślę, że Franco powinien iść w ślady Nico Paza i odejść, być może na wypożyczenie - powiedział David Trezeguet, legendarny napastnik, a obecnie współpracownik River, w rozmowie z Aritzem Gabilondo. - Myślę, że Franco nie ma problemów z adaptacją. Real to po prostu inny futbol. Ale tutaj znów powitalibyśmy go z otwartymi ramionami - dodał Eduardo Coudet, trener River Plate.
Mastantuono ma dopiero 18 lat, zatem przed nim jeszcze lata gry na potencjalnie wysokim poziomie. Trudno jednak przewidywać, czy dostanie drugą szansę w Realu. Jeśli Diomande spełni oczekiwania, zabezpieczy prawe skrzydło na długie sezonu. Jeśli zaś Iworyjczyk nie odpali, to klub za rok, maksymalnie za dwa lata pewnie znów wkroczy na rynek z walizką wypełnioną po brzegi. Argentyńczyk w innym klubie musiałby wspiąć się na naprawdę najwyższy poziom, aby po powrocie z wypożyczenia ponownie zapracować na pierwszy skład “Królewskich”. Czy go na to stać? Od zawodnika, któremu wróżono karierę na miarę Messiego i Maradony, trzeba wymagać wiele. A czy spełni oczekiwania, nawet te najbardziej wygórowane, to już zupełnie inna kwestia.

Przeczytaj również