Real Madryt naprawia błąd sprzed lat. To była jego ostatnia słabość

Real Madryt naprawia błąd sprzed lat. To była jego ostatnia słabość
Laurent Lairys / pressfocus
Wojciech - Klimczyszyn
Wojciech KlimczyszynDzisiaj · 21:29
- Zawsze marzyłem o powrocie do Realu Madryt - tak brzmiały pierwsze słowa Alvaro Carrerasa na pierwszej konferencji prasowej po podpisaniu kontraktu z “Królewskimi” Nowy nabytek nie ma pretensji, że został przeoczony przez klubowy system jako junior. Jako senior będzie mógł udowodnić, jak bardzo się kiedyś mylili.
Nie nazywajmy tego klasyczną historią braku cierpliwości do swoich wychowanków, niewystarczającymi umiejętnościami przewidywania, złym osądem talentu. To nie do końca Real Madryt jest winny temu, że jednego dnia pozbywa się jednego z setki młodych podopiecznych, a drugiego dnia sprowadza go z powrotem, wykładając sporą sumę. W dużych klubach, które swego czasu dominowały w młodzieżowych rozgrywkach, wcale nie tak łatwo oddzielić ziarna od plew.
Dalsza część tekstu pod wideo
Nieprzypadkowo akademia “Królewskich” nosi nazwę “La Fabrica”. W istocie, to fabryka przyszłych gwiazd, świetnych piłkarzy i jeszcze większej liczby średniaków, którzy każdego roku zasilają większość klubów La Ligi, Segundy czy Tercery. Wszystkie szczeble rozgrywkowego w Hiszpanii są usiane adeptami szkółki “Los Blancos”. Do ich szerokiej kadry natomiast trafia znikomy promil tego, co sami przez lata “wyhodowali”. Na większości klub po prostu zarabia, ale są indywidualne przypadki, gdy pracownicy stwierdzają, że na pewnych graczach nie da się skasować ani eurocenta. Wtedy pozwala im się odejść za darmo. Taka polityka. I małym wycinkiem tej polityki jest Alvaro Carreras.

Chudy, wyrośnięty, bez techniki

To kolejny i być może nawet ostatni nabytek Realu Madryt obecnego letniego okienka transferowego. Całkiem możliwe, że najważniejszy, o czym za chwilę. 22-letni lewy obrońca został zaprezentowany parę tygodni po tym, jak do składu dołączyli Trent Alexander-Arnold i Dean Huijsen oraz po komunikacie dot. transferu Franco Mastantuono z River Plate. Carreras był jednym z liderów defensywy Benfiki w zeszłym sezonie, chociaż na uwagę zasługują zwłaszcza ofensywne liczby: cztery gole i pięć asyst. To one sprawiły, że 22-latek stał się obiektem pożądania nie tylko działaczy z Madrytu. Chęć na jego usługi miały też inne czołowe europejskie drużyny.
Dla samego piłkarza to niezwykły zwrot w karierze. W “La Fabrice” szkolił się przez trzy lata - do 2020 roku. Gdy pierwszy raz zameldował się w Valdebebas, ludzie odpowiedzialni za rozwój talentów omal nie przeżegnali się stopami. 14-latek już mierzył ponad 180 centymetrów, ale wyglądał tak, jakby zaraz miał go przewrócić średnio silny wiatr. Patykowate nogi, nikła masa mięśniowa, potrafił się zmęczyć podczas prostej rozgrzewki. Na szczęście błyszczał z piłką u nogi i tylko dlatego trenerzy juniorów zdecydowali się dać mu szansę. Według źródeł The Athletic Alvaro był pierwszym, który skorzystał z indywidualnych zajęć motorycznych i fizycznych.
Prawdopodobnie nigdy nie dostałby szansy na zaprezentowanie się w pierwszym składzie u Zinedine’a Zidane’a czy później Carlo Ancelottiego i możliwe, że podzieliłby losy wielu innych wychowanków cantery, ale szczęśliwie zainteresowali się nim skauci Manchesteru United. Angielski klub gotowy był zaoferować 16-latkowi spore pieniądze i mamić wizją rychłej gry w Premier League. No cóż, nigdy w niej nie zagrał, za to odwiedził dużo boisk w ramach rozgrywek angielskiej U-23, a potem sezon w sezon był wypożyczany. A to do Granady, a to do Preston, aż w końcu wylądował w Benfice. I tam wreszcie na serio poznali się na jego talencie.

Portugalska szkoła

W Lizbonie spędził półtora roku, pół na wypożyczeniu i kolejne 12 miesięcy już jako pełnoprawny gracz na kontrakcie. I właśnie ten ostatni sezon stał się przełomowym dla jego kariery. Skutecznie zastąpił Alexa Grimaldo, na pozycji, na której po odejściu Portugalczyka brakowało ekipie stabilności.
Carreras nie jest ani technicznym magikiem, ani lokomotywą, ani też sprinterem. Nie musi dominować na swojej flance. Jego rolą w Lizbonie było zapewnienie solidności na lewej stronie boiska i konsekwentnie to robił. Benfica z nim w składzie 15 razy zachowała czyste konto, a jego statystyki w obu przestrzeniach boiska windowały go w ścisłej czołówce rozgrywek. W lidze portugalskiej nie miał sobie równych, ale wyróżniał się również w Lidze Mistrzów. Jako jeden z nielicznych potrafił postawić się Michaelowi Olise i przede wszystkim Lamine’owi Yamalowi. Obrońca i skrzydłowi spotkali się dwa razy i Carreras potrafił zatrzymać gwiazdę reprezentacji Hiszpanii na tyle, że ten w dwumeczu nie zdobył bramki, ani nie zanotował asysty. Yamal raz jeden wygrał pojedynek z piłkarzem “Orłów”, a dziesięciokrotnie tracił przez niego piłkę.
Starcia z Barceloną, ale też wcześniejsze spotkania w Champions League oraz przyzwoite oceny w raportach z portugalskich boisk zwróciły uwagę sztabu sportowego Realu. “Królewscy” tym razem nie próbowali oszukać rzeczywistości i musieli stwierdzić, że największe defekty w ich kadrze występują na obu bokach obrony. Potrzeby zostały w połowie zaspokojone podpisaniem umowy z Alexandrem-Arnoldem, ale także i lewa strona wymagała natychmiastowego wzmocnienia przy nieregularnym Franie Garcii i wiecznie kontuzjowanym Ferlandzie Mendym.

Skrojony pod Xabiego

Madrytczycy nie zamierzali w związku z tym bawić się w półśrodki. Na krótkiej liście od dłuższego czasu znajdował się Miguel Gutierrez (podobnie jak Carreras - były madridista), którego można było ściągnąć z Girony za osiem milionów euro. Opcja budżetowa została jednak skreślona. Gutierrez, owszem, dodałby dużo polotu w ofensywie, ale Real najwyraźniej zabiegał o nieco bardziej zbalansowany profil. Lecąc klasykiem, piłkarza dobrego zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Miguel miewał częste “wylewy: w tyłach, Carreras wykazywał w tym obszarze większą stabilność.
50 milionów euro nie stanowiło problemu. Kłopotem był natomiast czas przeprowadzenia transferu, bo prezydent Benfiki Rui Costa bardzo chciał zatrzymać Hiszpana do Klubowych Mistrzostw Świata, które zresztą nie do końca Carrerasowi wyszły. Zagrał w dwóch meczach, gdzie obejrzał dwa kartoniki i musiał pauzować w meczu z Bayernem. Walkę o ćwierćfinał przeciwko późniejszemu triumfatorowi Chelsea także obejrzał z ławki. Myślami pewnie i tak już był gdzie indziej.
Jest piłkarzem dokładnie takim, jakiego potrzebuje Xabi Alonso. Wszechstronnym, wpływowym i młodym, co oznacza, że będzie można go łatwo ulepić na swoją modłę. Właśnie z dwudziestoparolatkami nowy trener Realu lubi pracować najchętniej. Od początku wpaja im własną filozofię: wszyscy atakujemy i wszyscy się bronimy.
Oczywiście będzie na nim ciążyć innego rodzaju presja. Znajdzie się w dużo bardziej konkurencyjnym środowisku, z prawdziwymi atletami. Powinien sprostać temu wyzwaniu. Realowi Madryt zdarza się popełniać personalne błędy, ale dwukrotnie pomylić się z tym samym graczem… To niemożliwe. Prawda?

Przeczytaj również