Red Bull przejmie kolejny klub? Zaskakujący wybór. "Wyjątkowy w skali Europy"
Już sam rzut okiem na nazwę FC Sudtirol daje do myślenia. Klub o niemieckiej nazwie od czterech sezonów walczy na boiskach Serie B. W kraju, w którym calcio ogarnięte jest przez wszechobecny chaos, Tyrolczycy jawią się jako organizacyjna elita. I do niej chcieliby też awansować na boisku. W tym może im niedługo pomóc światowy gigant.
Południowy Tyrol to region rdzennie niemieckojęzyczny, ale po I wojnie światowej trafił pod jurysdykcję włoską. Taką etniczną mieszanką jest zresztą do dziś. Nieco parafrazując słowa słynnej niegdyś reklamy, niemiecka precyzja miesza się, tyle że w tym przypadku z włoskim temperamentem. Jedna z najbogatszych prowincji w kraju od lat przyciąga do siebie turystów pięknymi alpejskimi krajobrazami czy wyśmienitą infrastrukturą narciarską. Ostatnio coraz głośniej jest o niej również z uwagi na piłkę nożną. A wszystko to za sprawą FC Sudtirol, którego wyjątkowość zauważają już nie tylko kibice z różnych zakątków Europy, ale również taki gigant jak Red Bull.
Egzotyczniej niż osiedlowa pizza
Pomysł zbudowania tyrolskiej piłki na wysokim poziomie pojawił się już w latach 70., kiedy powstał SV Milland Fussball. Czasy prosperity nadeszły jednak dopiero w połowie ostatniej dekady XX wieku, kiedy klub przemianowano na FC Sudtirol-Alto Adige. Kluczowy okazał się rok 2000. To właśnie wtedy “Biancorossi” wywalczyli historyczny awans do Serie C2, przenieśli się do Bolzano, a z nazwy usunęli drugi człon, który stanowi włoskie określenie na Południowy Tyrol. I chociaż ta ostatnia zmiana spotkała się z oporem niektórych kibiców, obecnie klub traktowany jest jako dobro całego regionu. W tym niezwykle newralgicznym skrawku Europy to właśnie futbol potrafi zjednoczyć zamieszkujące go grupy etniczne.
- Nasz klub rzeczywiście jest wyjątkowy, nie tylko w skali włoskiej, ale również europejskiej. Reprezentujemy cały Południowy Tyrol, a nie konkretne miasto. Nasz region jest domem dla trzech społeczności językowych - włoskiej, niemieckiej i ladyńskiej. Klub świadomie stara się odzwierciedlać tę różnorodność. Futbol sam w sobie jest niezwykle skutecznym narzędziem zbliżającym do siebie ludzi. Widać to doskonale w naszym przypadku. Na naszych meczach spotykają się ze sobą kibice, partnerzy i sponsorzy z najróżniejszych środowisk kulturowych i językowych, których łączy przywiązanie do tych samych barw i ten sam cel. FC Sudtirol nie tylko wspiera spójność lokalnej społeczności, ale pełni również funkcję ambasadora całego regionu na arenie zarówno krajowej, jak i międzynarodowej - mówi nam Manuel Insam z biura prasowego “Biancorossich”.
Pewnie tak ważna rola klubu nie byłaby możliwa bez jego rozwoju sportowego, który w ostatnich latach jest naprawdę imponujący. Kamieniem milowym było wskoczenie na poziom Serie C w 2010 roku. Dzięki temu FC Sudtirol mógł wzmocnić swoją strukturę organizacyjną oraz rozbudować infrastrukturę. Kluczowym krokiem w tej drugiej kwestii okazała się budowa FCS Center, nowoczesnego ośrodka treningowego. O jego klasie niech najlepiej świadczy fakt, że to właśnie tam na zgrupowanie przed mundialem w Rosji udała się reprezentacja Niemiec. W międzyczasie zmodernizowano też bajecznie położony Stadio Druso, a wreszcie przyszedł i upragniony awans do Serie B, gdzie alpejski zespół zadebiutował w sezonie 2022/2023.
- Po narodowej tragedii, jaką była we Włoszech barażowa porażka z Bośnią i Hercegowiną, przez tamtejsze media przewinęła się wielka dyskusja o przyczynach kryzysu, w jaki wpadła włoska piłka. Wśród najważniejszych powodów wskazywano brak stabilności organizacyjnej w klubach czy niedostatek odpowiednich inwestycji w szkolenie młodzieży. FC Sudtirol wydaje się być wolny przynajmniej od części chorób trawiących calcio. W Serie B, pełnej nazw, które brzmią jak wyjęte z menu osiedlowej pizzerii albo katalogu Alfy Romeo, „Sudtirol” wygląda dość egzotycznie, ale już nie tylko to jest jego wyróżnikiem. To klub, który posiada świetny ośrodek treningowy, sprawnie funkcjonującą akademię, a jego organizacja i finanse znajdują się na stabilnym poziomie - opowiada nam Michał Marchlewski z łódzkiego Radia Żak, który badał temat FC Sudtirol dla Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej.
Idealny poligon doświadczalny
A już niedługo może się okazać, że “Biancorossi” wskoczą na jeszcze wyższą półkę. Na początku kwietnia włoskie media obiegła informacja, jakoby przejęciem klubu poważnie był zainteresowany Red Bull. Austriacki producent napojów energetycznych posiada obecnie w swoim piłkarskim portfolio kluby z siedmiu różnych krajów, choć w przypadku Leeds United i Paris FC mowa tu o pakietach mniejszościowych. RB już od pewnego czasu przygląda się też Półwyspowi Apenińskiemu. W 2024 roku spekulowano, że zainwestuje w Torino lub Genoę, ale wtedy do żadnej transakcji nie doszło. Teraz może być inaczej, szczególnie że w samym Bolzano chętnie zapatrują się na dodatkowe wsparcie.
- Oczywiście, że jako FC Sudtirol dążymy do dalszego rozwoju i dlatego jesteśmy otwarci na poszerzenie swoich horyzontów poprzez międzynarodowe partnerstwa. Na naszą korzyść gra w tym przypadku kilka czynników - mamy swoją siedzibę w ścisłym centrum Europy, pochodzimy z wielojęzycznego regionu, a Południowy Tyrol sam w sobie jest też bardzo atrakcyjnym kierunkiem turystycznym. Do tego możemy pochwalić się nowoczesną bazą i nie mamy żadnych zobowiązań finansowych. Ważnym aspektem pozostaje też sam sport. Gramy na dobrym poziomie, a doskonale wiemy, jak wielkie znaczenie ma piłka nożna we Włoszech - podkreśla Insam.
Przedstawiciel Serie B idealnie wpisuje się w schemat działania Red Bulla. Nie ciąży na nim gigantyczna presja medialna, jest dobrze zorganizowany, na plus działa też jego bliskość do świata niemieckojęzycznego. Do tego wszystkiego może pochwalić się dobrym szkoleniem młodzieży, przez co dysponuje potencjałem do rozwoju młodych zawodników. Na włoskim rynku, wcześniej znanym ze swojego oporów wobec korporacyjnego futbolu, Sudtirol wydaje się być dla RB idealnym poligonem doświadczalnym. Zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w tym przypadku Austriacy mogliby też pewnie liczyć na większą przychylność ze strony lokalnych kibiców.
- Sudtirol dorobił się grupy wiernych kibiców, ale trudno go nazwać klubem o jakichś wielkich tradycjach. Już kilka razy zmieniał nazwy, a nawet przenosił się między miastami. Dlatego typowy dla Red Bulla całkowity rebranding w tym przypadku wywołałby pewne protesty, ale nie aż tak gwałtowne. Austriacy pewnie liczą, że ich inwestycja spotka się z życzliwym przyjęciem niemieckojęzycznej społeczności tego regionu. Bariera kulturowa i językowa byłaby tu z pewnością mniejsza niż gdyby RB zdecydowało się na przejęcie klubu z Sycylii czy Apulii. Do tego z Bolzano jest znacznie bliżej do Austrii, co ułatwiłoby logistykę. Red Bull zyskałby w ten sposób miejsce do ogrywania piłkarzy ze swojej stajni w lidze należącej do europejskiej czołówki. I to w środowisku pozbawionym raczej presji na błyskawiczny sukces czy gromadzenie trofeów - zaznacza Marchlewski.
Czas przebić ten sufit
Na razie nie wiadomo, na jakiej zasadzie Red Bull miałby wejść do FC Sudtirol. Austriacy w ostatnim czasie rozszerzyli swój model działania w biznesie piłkarskim. Nie tylko przejmują już kluby na twardo - jak w przypadku np. Austrii Salzburg - ale decydują się też na udzielenie mniej agresywnego wsparcia, bo tak było we wspomnianych Leeds czy Paris FC. Niewykluczone, że podobnie sytuacja wyglądałaby w klubie ze Stadio Drugo. Być może RB chce w ten sposób sprawdzić nastroje na rynku włoskim. Tak czy inaczej, zarówno dla klubu, jak i światowego giganta, sam pomysł współpracy wydaje się nie mieć zbyt wielu minusów.
- Pod względem wartości składu FC Sudtirol jest obecnie szóstym najsłabszym zespołem w Serie B, ma najmniejszy stadion w lidze, notuje na nim trzecią najniższą frekwencję. Jeśli chodzi o środki wydawane na pensje piłkarzy, plasuje się mniej więcej w środku ligowej tabeli. Sądzę, że klub oscyluje obecnie w okolicach swojego sufitu w obecnym modelu organizacyjno-finansowym. Ustabilizował swoją pozycję jako ligowy średniak, ale aby na stałe wybić się ponad ten poziom, a zwłaszcza zaistnieć w elicie, potrzebuje zastrzyku kapitału, który pozwoli mu wskoczyć na wyższą finansową półkę. Tylko w ten sposób “Biancorossi” będą mogli sprowadzić zawodników z lepszymi CV, przyciągnąć więcej kibiców i podjąć walkę z silniejszymi rywalami - podsumowuje Marchlewski.
Na razie podopieczni doświadczonego Fabrizio Castoriego muszą przede wszystkim bezpiecznie utrzymać się w Serie B. Po szóstym miejscu w sezonie 2022/2023, później Tyrolczycy kończyli rozgrywki na 12. i 10. pozycji. Przez dużą część obecnej kampanii wydawało się, że teraz powalczą o powrót do ligowej czołówki, ale od połowy lutego wygrali tylko jeden mecz, przez co ostatecznie będą musieli zagrać z Bari w barażowym dwumeczu o utrzymanie. A od pozostania na zapleczu włoskiej elity może w dużej mierze zależeć to, czy Red Bull ostatecznie zdecyduje się wejść do tego właśnie klubu.
- Chcemy umocnić się w Serie B, która powszechnie uważana jest za jedną z najbardziej konkurencyjnych lig na świecie. Różnice punktowe są w niej minimalne i równie łatwo jest grać w barażach, jak i znaleźć się w strefie spadkowej. Każdy sezon pokazuje, że każdy, nawet najmniejszy szczegół na boisku lub poza nim może mieć ogromny wpływ na to, jak ostatecznie ułoży się tabela. Jako FC Sudtirol pragniemy rozwijać się pod każdym względem i dlatego konsekwentnie inwestujemy również w rozwój młodzieży, piłkę nożną kobiet oraz klubową infrastrukturę. Wiemy, że za postępami na boisku musimy też ewoluować poza nim. I to robimy, zresztą niezależnie od wyników pierwszego zespołu - podsumowuje Insam.