Reprezentant Polski tonie w zachwytach. Bardzo zasłużonych. "Rozbił bank"

Reprezentant Polski tonie w zachwytach. Bardzo zasłużonych. "Rozbił bank"
Marcin Karczewski / pressfocus
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiDzisiaj · 16:00
Robert Lewandowski i Piotr Zieliński zdobyli w meczu z Albanią kluczowe bramki, ale w perspektywie całego meczu na murawie najlepszy był Sebastian Szymański. 26-latek pozbywa się łatki piłkarza, który mimo dużych możliwości zawodzi w kadrze. To już nieaktualne. Dziś to motor napędowy biało-czerwonych.
Przez lata pozycja Sebastiana Szymańskiego w kadrze była kwestionowana. Nawet gdy znakomicie spisywał się w klubie, po założeniu koszulki z orzełkiem na piersi zazwyczaj spuszczał z tonu. Był rzucany po pozycjach, początkowo często męczył się na skrzydle, praktycznie nie notował liczb. Długo nie potrafił zabetonować miejsca w podstawowej jedenastce. Schemat był dość podobny. Dostawał szansę, nie przekonywał, spadał w hierarchii. I tak w kółko.
Dalsza część tekstu pod wideo

Przełom

W końcu jednak coś - nazwijmy to - kliknęło. Kiedy? Trudno wskazać jeden moment czy jeden mecz, ale zaczęło się chyba za kadencji Michała Probierza. W debiucie byłego już selekcjonera Szymański zagrał bardzo dobrze z Wyspami Owczymi. Strzelił wtedy nawet otwierającego wynik gola. Od tamtej pory niezwykle rzadko wypadał już z podstawowego składu. A gdy takie pojedyncze przypadki się zdarzały, jak przeciwko Austriakom na EURO 2024, to reprezentacja grała po prostu źle.
Przede wszystkim Szymański zaczął być bardziej konkretny. Do niezwykłego wybiegania, cennej pomocy w pressingu i odbiorze, coraz częściej dokłada gole, asysty, kluczowe podania. Nieśmiałą poprawę w tym względzie widzieliśmy już w 2024 roku, gdy karcił Chorwację, Szkocję i Estonią, a ostatnio jest jeszcze lepiej.
Pomińmy listopadowe zgrupowanie, bo niestety podczas niego Szymański nabawił się kontuzji już w 13. minucie meczu z Holandią, przez co kilka dni później nie zagrał też z Maltą. Zostawiając na boku ten epizod, były gracz Legii dwa ostatnie występy w dłuższym wymiarze (przeciwko Litwie i Albanii, kolejno 82 minuty i 90 minut na murawie), zakończył z łącznym dorobkiem gola i trzech asyst. W tych dwóch spotkaniach brał bezpośredni udział przy WSZYSTKICH czterech golach biało-czerwonych.

Znów MVP

Po meczu na Litwie dostał od nas “ósemkę” (najwyższą notę w zespole), a pisaliśmy wówczas tak:
- Najlepszy zawodnik ofensywny w naszej drużynie. Nie tylko strzelił gola bezpośrednio z rzutu rożnego, ale też posłał wyborne podanie do Kamińskiego, który wychodził sam na sam z bramkarzem. Ładnie zachował się też tuż przed przerwą, uruchamiając po chwili groźnie uderzającego Casha, a w końcu idealnie dośrodkował na głowę strzelca drugiego gola - Roberta Lewandowskiego. Znakomity występ Szymańskiego.
Po wczorajszym spotkaniu z Albanią znów zasłużył na miano MVP. Na świecznik trafili oczywiście strzelcy goli, czyli Lewandowski i Zieliński, ale na szczęście wiele osób dostrzegło też znakomitą postawę bohatera z cienia, czyli właśnie Szymańskiego. Przy obu bramkach zaliczył on asysty, co w pierwszej kolejności rzuca się w oczy, ale dał drużynie znacznie więcej. Imponował grą w obu kierunkach. Zaliczał ważne odbiory, pomagał w grze defensywnej, pressował, a jednocześnie napędzał akcje ofensywne i stwarzał sytuacje.
- Pamiętamy słowa Mourinho, że chciałby mieć w składzie jedenastu Szymańskich. To nie były wtedy słowa na wyrost, bo myślę, że bywały takie okresy, że był najlepszym piłkarzem Fenerbahce. (…) Teraz ma świetne wejście do Stade Rennes. Z Albanią zagrał tak, jak my wszyscy od niego oczekiwaliśmy już bardzo dawno temu, czyli znając jego klasę, wiedząc, że jest to piłkarz europejskiego formatu, chcieliśmy, żeby w taki sposób grał w reprezentacji. Nie zawsze się to udawało, bo ten czas w kadrze jest słodko-gorzki. W tym meczu udźwignął presję - mówił po meczu na kanale Meczyki dziennikarz Eleven Sports, Mateusz Święcicki.

Znakomite statystyki

- Ten pan piłkarz rozbił wczoraj bank, zaliczając dwie asysty i pięć kluczowych podań, czyli takich, które przełożyły się bezpośrednio na strzał. A do tego wykonał sześć odbiorów i wygrał siedem na 14 pojedynków w obronie. Zdecydowanie man of the match. Jest to też o tyle ciekawa statystyka, że nasze "półdziesiątki", czyli Kamiński, Rózga i Pietuszewski nie wykręcili takich liczb razem, łącznie tylko dwa razy organizując akcję zakończoną strzałem kolegi – a jakoś nie widzę lawiny wpisów o fantastycznym Szymańskim, bo optyka widza potrafi mylić - zauważył z kolei na X użytkownik Piotr U.
Szymański potwierdza, że jest w świetnej formie i na szczęście przenosi ją z klubu także na reprezentację. Pozostaje trzymać kciuki, by równie dobrze (a może i lepiej) wypadł w najbliższy wtorek przeciwko Szwecji.

Dyskusja

Przeczytaj również