Rewolucja w klubie Piszczka. "Nie siedzimy i nie mówimy sobie, jak jest źle"

Rewolucja w klubie Piszczka. "Nie siedzimy i nie mówimy sobie, jak jest źle"
Michal Kedzierski / pressfocus
Mateusz - Hawrot
Mateusz HawrotDzisiaj · 08:00
GKS Tychy to ostatnio jedno z najgorętszych miejsc w I lidze. Zainteresowanie klubem naturalnie wzrosło, odkąd stery pierwszej drużyny przejął Łukasz Piszczek. Po zimowej rewolucji warto spoglądać na ekipę “Piszcza” ze szczególną uwagą. Pokazał to już mecz z Wisłą Kraków.
21 sierpnia 2025, czyli blisko pół roku temu. To data ostatniej wygranej GKS-u Tychy na zapleczu PKO BP Ekstraklasy. Tyszanie w pierwszych sześciu kolejkach obecnego sezonu zgarnęli trzy wygrane, dwa remisy i jedną porażkę, na “noże”, 3:4 z Wisłą Kraków. Teraz, po rewanżowym meczu z Wisłą (1:3) na otwarcie rundy wiosennej, mają zaledwie dwa punkty więcej. Jeden z nich zdobył Łukasz Piszczek, który w listopadzie objął stanowisko głównego trenera. GKS zyskał tym ruchem marketingowo, ale sportowo pierwsza praca legendy Borussii Dortmund na szczeblu centralnym to wciąż duża niewiadoma. Są jednak przesłanki, by z optymizmem patrzeć w przyszłość. Także tę najbliższą, najważniejszą, podczas której Tychy muszą się przede wszystkim utrzymać w lidze. Sytuacja w tabeli jest bowiem niezmiennie alarmująca.
Dalsza część tekstu pod wideo

Prezenty dla Wisły

18. minuta meczu Wisła Kraków - GKS Tychy z piątku 6 lutego. Wiślacy tradycyjnie próbują rozpocząć akcję od własnej bramki - to ich znak firmowy. Patryk Letkiewicz zagrywa do cofającego się w pole karne pomocnika Marca Carbo. Ten, naciskany przez świetnie reagującego Marcina Listkowskiego, traci piłkę. Dopada do niej Bartłomiej Barański i powoli, ale skutecznie kieruje do siatki. Jest 0:1.
GKS agresywnie ruszył na Wisłę wysokim pressingiem, a zdobyty gol nie wziął się znikąd. Łukasz Piszczek przedstawił drużynie odważne założenia taktyczne, momentami ta tłumnie rzucała się na faworyta, bramka wypracowana przez Listkowskiego tego dowodem. Widoczny był pomysł. Problem w tym, że jeśli chcesz wyjść otwarcie na tak klasowy zespół jak Wisła, to musisz być nie tylko intensywny, zorganizowany i konsekwentny, ale właściwie bezbłędny w tyłach. Tu tego zabrakło. Dwukrotnie duet Frederico Duarte - Maciej Kuziemka skarcił piłkarzy Piszczka, potem wynik na 3:1 ustalił Wiktor Biedrzycki. GKS nie miał się czego wstydzić, jednak skończył bez punktów. Marne to pocieszenie, że dopuścił wiślaków tylko do sześciu strzałów, a znakomity Angel Rodado został dość skutecznie wyłączony z gry.
- To był dla nas na pewno ciężki mecz, bo wiemy jaką Wisła ma jakość. Ale wydaje mi się, że przegraliśmy go sami ze względu na to, że te bramki padały po naszych głupich błędach, po naszych stratach. Na następny mecz musimy się tego wyzbyć - mówił kapitan Tyszan Igor Łasicki, gość ostatniego I Liga Raport na kanale Meczyki.
- Myślę, że oprócz straconych bramek zagraliśmy solidny mecz w defensywie. W ataku zaś zabrakło nam spokoju z piłką, rozegrania, na pewno stwarzania sobie więcej sytuacji. W analizie trener pokazał nam, dlaczego to tak wyglądało. Wiele akcji mogliśmy rozwiązać inaczej. Było na to miejsce, kiedy zabieraliśmy wiślakom piłkę w strefie średniej, by przegrać ją na drugą stronę, by wejść pod ich pole karne, stworzyć zagrożenie. A tego nie robiliśmy z powodu albo głupiej straty, albo złego przyjęcia. W ofensywie też nie poruszaliśmy się właściwie, co nam nie pomagało - tłumaczył obrońca.
Łasicki zwrócił uwagę na słuszną rzecz, bo faktycznie; odkąd Wisła wyszła na prowadzenie 2:1, GKS właściwie nie potrafił jej zagrozić. Nawet jak pojawiał się na połowie rywala, szwankowała decyzyjność, czasem brakowało tempa, dynamiki. Oczywiście, spora w tym zasługa “Białej Gwiazdy”, nie sposób jednak nie odnieść wrażenia, że zawodnikom Łukasza Piszczka brakowało chłodnej głowy w kluczowych sytuacjach, ich rozegraniu. Tu jest jeszcze solidne pole do poprawy, chociaż rękę nowego trenera już widać w zachowaniach drużyny. W Krakowie ujrzeliśmy jej odmienioną wersję, mimo że stare demony dały o sobie znać. Na przykład krycie powietrza w polu karnym i hektary miejsca dla przeciwników, na przykład błyskawicznie stracony gol tuż po tym strzelonym. Ale, jak mówił sam kapitan, “były zalążki naprawdę dobrej gry”. Grunt, by przekuć te zalążki w coś większego i przede wszystkim punktować.

Zimowa rewolucja

Pomóc w tym mają zimowe wzmocnienia, których w Tychach było co niemiara. Piszczek dostał aż dziewięć nowych nazwisk do składu. Bez zaskoczenia, bo gdy obejmował zespół, wydawało się pewne, że nie przyjąłby tej oferty bez gwarancji zmian w kadrze. Co istotne - jakościowych zmian. Latem bowiem też doszło do wymiany ogniw, odeszło wielu liderów (tych na boisku i poza nim), ale pomysł na ich zastąpienie nie wypalił. Od bramki po atak, gdzie poniżej oczekiwań wyglądał Damian Kądzior. GKS poszedł w tryb oszczędzania, nie podjął ryzyka i znów zanotował fatalną jesień. Na tyle fatalną, że po drodze pracę stracił Artur Skowronek, któremu trudno było zazdrościć warunków pracy. Jego następca funkcjonuje w innej rzeczywistości.
Klub postanowił bowiem naprawić letnie błędy i załatać rozmaite dziury. W tyłach pojawił się nowy bramkarz (Jakub Mądrzyk z Rakowa) i dwóch stoperów - poza Łasickim także Luis da Silva, znany na polskim podwórku z niezłej gry w Widzewie. Drugą linię wzmocnili: wspomniany Listkowski, piłkarz do odbudowy, ale na pewno z odpowiednią na tym poziomie jakością, a także zaufany żołnierz trenera z Goczałkowic, Jacek Wuwer. Ponadto dodano paliwa do ofensywy - z Lecha wypożyczono Barańskiego, z Wieczystej przyszedł duet Paweł Łysiak - Dani Sandoval, z Płocka sprawdzony w I lidze napastnik Piotr Krawczyk. Na papierze każdy z tych ruchów się broni, jest logiczny. Zestaw “naprawczy” i pod to, co Piszczek chce grać (z tego powodu pożegnano np. niezłego Mamina Sanyanga, typowego skrzydłowego, bo GKS gra bez skrzydłowych). Dużo, ciekawie, wielowymiarowo, charakternie.
Charakter to istotna kwestia, bo jesienią, gdy Tyszanie kolekcjonowali następne porażki, wyraźnie widoczny był kłopot ze sferą mentalną. Trener Skowronek szukał wielu rozwiązań na odwrócenie złej karty, dostał kredyt zaufania, jednak w końcu klub postawił na zmianę. Ale nie “zmianę dla zmiany”, widać, że i władze GKS-u, i sam nowo zatrudniony Łukasz Piszczek właściwie zdiagnozowali problem - nie tyle czysto sportowy, ile w głowach zawodników. W pierwszej rundzie często widzieliśmy paraliżujący strach, prowadzący do prostych błędów, niemal zerową pewność siebie. Brak naturalnych liderów przy spirali przegranych nie pomagał. Stąd właśnie ściągnięcie i mianowanie kapitanem Łasickiego. Bez Piszczka ten transfer raczej by się nie zmaterializował.
- Łukasz Piszczek odegrał bardzo dużą rolę w tym transferze. Byliśmy w stałym kontakcie - potwierdził Łasicki. - Rozmowy trochę trwały, bo - jak zawsze mówiłem - zostawiłem w Wiśle niedokończoną robotę, moim celem był awans, którego nie udało się zrobić. Wybrałem jednak GKS ze względu na projekt i także właśnie na trenera Piszczka, który mnie do tego przekonał. Porozmawiałem też z prezesem Jarkiem Królewskim i doszliśmy do wniosku, że to będzie dla mnie najlepsza droga. Nie rozważałem odejścia, ale ze względu na to, że GKS naprawdę był bardzo konkretny i bardzo mnie chciał, to skorzystałem z tej oferty - podkreślił doświadczony defensor.

Piszczek zagadką

Piszczek pracuje w Tychach trzy miesiące, miał zimowy okres przygotowawczy, by wprowadzić swoje porządki, zaimplementować własną wizję gry zespołu. Czas jednak nie jest jego sprzymierzeńcem, a buduje właściwie nową drużynę, na co sam zwrócił uwagę.
- Mamy praktycznie nowy zespół, doszło dziewięciu piłkarzy, przez miesiąc przygotowań zrobiliśmy bardzo dużo, by drużyna zgrała się jak najlepiej. Na pewno chciałbym mieć tego czasu trochę więcej, ale nie będę narzekał - tłumaczył przed nadchodzącym meczem z Odrą Opole. - W Krakowie dużymi fragmentami wyglądało to całkiem nieźle. Dobrze graliśmy pressingiem, skracaliśmy pole gry. Objęliśmy prowadzenie, ale przez proste błędy nie wygraliśmy. Czuliśmy niedosyt (za flashscore.pl).
Znani na pierwszoligowym szczeblu zawodnicy to jedno, złożenie z nich odpowiednio naoliwionej maszyny to drugie. Choćby po Pawle Łysiaku widzieliśmy w Krakowie, że nie jest to jego najlepsza wersja, którą pokazywał - głównie jako talizman z ławki, klasowy dżoker - w Wieczystej. Sandoval z powodów zdrowotnych jeszcze nie zadebiutował. Wygrywać natomiast trzeba jak najszybciej. Cztery punkty do bezpiecznej strefy to nie przelewki, a 15. Znicz Pruszków, choć biedny jak mysz kościelna, tanio skóry nie sprzeda. O utrzymaniu marzą także w Łęcznej i Mielcu, tymczasem w tej czwórce prawdopodobnie będą trzej spadkowicze. Zanosi się na ostrą batalię o uniknięcie spadku.
- Jeśli chcemy się utrzymać, to po prostu musimy zacząć wygrywać - innej opcji nie widzę.. Musimy dobrze grać, musimy się dobrze bronić, bronić pola karnego - mówił Łasicki. - Musimy wygrywać. Jeśli tego nie będziemy robić, to zostaniemy tam, gdzie jesteśmy. Każdy, kto dołączył do tego projektu, zdaje sobie z tego sprawę. Nie siedzimy i nie mówimy sobie, jak jest źle, tylko tym, co zrobić, by z tej sytuacji wyjść. Ale też chcemy grać w określony sposób - to już słowa trenera.
Łukasz Piszczek to wielkie nazwisko, legenda polskiej piłki, zasłużony reprezentant i szkoleniowiec z, jak się wydaje, nowoczesnym, ciekawym warsztatem. Jednocześnie nadal trener-zagadka, niezweryfikowany szerzej na poważnym poziomie, nowicjusz w tej roli. Będziemy uważnie śledzić jego misję w Tychach; czy zrealizuje cel utrzymania (spadek byłby sensacją!) i położy podwaliny pod większe cele w kolejnym sezonie. Kibice GKS-u nie wyobrażają sobie innego scenariusza. A wy macie kolejny powód, by oglądać I ligę. Kto wie, może pracuje tutaj przyszły selekcjoner reprezentacji Polski.

Oglądaj I Liga Raport na kanale Meczyki:

Przeczytaj również