Rewolucja w klubie Ekstraklasy! 12 piłkarzy odeszło, gwiazda chce do nich dołączyć

Motor utrzymał się w Ekstraklasie względnie komfortowo, nie musiał do samego końca drżeć o ligowy byt. Skończyło się na pięciu punktach zapasu nad strefą spadkową i pięciu punktach straty do środka tabeli. Średniak z potencjałem, gdyby dokonano nieco większych inwestycji. A mimo tego Zbigniew Jakubas postawił na twardy reset.
Motor gra w Ekstraklasie od niedawna, awansował w 2024 roku. Mimo tego w zespole nie ma już niemal nikogo, kto przyczynił się do tego sukcesu. Po fali odejść zawodników, zmianach na ławce i w gabinetach, ostali się jedynie Mbaye Ndiaye i Filip Luberecki. To znamienne o tyle, że akurat tę dwójkę typowano do szybkiej sprzedaży. Niewykluczone, że do takich ruchów ostatecznie dojdzie - skrzydłowy naciska na transfer, obrońca ma dość atrakcyjną klauzulę wykupu - trzeba zapłacić około 1,5 mln euro. Zainteresowane jest między innymi QPR, ale na ruch Anglików trzeba poczekać prawdopodobnie aż do zakończenia mundialowego szaleństwa. Stosunkowo mało klubów decyduje się na konkretniejsze inwestycje w trakcie mistrzostw świata.
- Na ten moment nie dostałem żadnej oferty za zawodników, którzy mają ważne kontrakty - powiedział nam dyrektor sportowy Motoru.
Za Ndiaye bardzo dobry sezon, okraszony ośmioma golami i dwiema asystami. 22-latek szczególnie dobrze wyglądał w drugiej połowie rozgrywek, kiedy uporał się już z kontuzją i dłuższą nieobecnością w kadrze meczowej. Senegalczyk już w końcówce maja deklarował, że przyszedł czas na zmianę barw.
- Jednym z argumentów, który skłonił mnie do podpisania kontraktu w Lublinie, była obietnica pana prezesa i trenera, że nie będą utrudniać mi transferu do jednej z topowych lig w Europie. Oczywiście rozumiem, że oferta musi być satysfakcjonująca dla klubu, ale chciałbym przypomnieć, że gram w Motorze już dwa i pół roku. Uważam, że nadszedł czas, by spróbować sił w jednej z najsilniejszych lig w Europie i pokazać się na arenie międzynarodowej - powiedział Ndiaye w rozmowie z TVP Sport. Zimą pojawiła się propozycja z Francji, ale dwa miliony euro nie przekonały włodarzy Motoru. Teraz, wobec lepszych liczb skrzydłowego, można liczyć na więcej.
A pieniądze się w Motorze przydadzą. Bo chociaż Zbigniew Jakubas jest majętnym człowiekiem i z lubością wbija szpile w transferowe szaleństwa Widzewa, sam bardzo oszczędnie podchodzi do tematu transferów. Od momentu awansu klub wydał tylko 1,5 mln euro. Wobec zauważalnego exodusu trudno o przekonanie, że taka kwota wystarczy, aby szybko i skutecznie przebudować Motor. Na starcie okresu przygotowawczego zostało kilku zawodników na krzyż.
Budowa od podstaw
Klub postanowił się odciąć od przeszłości bardzo grubą kreską. Już w trakcie sezonu podjęto decyzję o zakończeniu współpracy z dotychczasowym dyrektorem sportowym, Pawła Golańskiego pożegnano jeszcze w grudniu. Następnie Motor szybko dogadał się z Veljko Nikitoviciem, chociaż ten pozostawał związany z Arką Gdynia. Między ligowymi rywalami doszło do krótkiego sporu, ostatecznie Nikitović rozpoczął swoje lublińskie rządy po zakończeniu sezonu.
Stoi przed nim zadanie trudne, ale do takich doświadczony działacz wydaje się przyzwyczajony. Wcześniej pracował przecież w Górniku Łęczna i Arce, czyli klubach z bardzo ograniczonymi budżetami. Motor pieniędzy ma więcej, nie mówiąc już o możliwościach. Jednocześnie, jako się rzekło, nie ulega wątpliwości, że właściciel pozostaje niezbyt wylewny w kwestii kwot transferowych, a przecież trzeba będzie obsadzić kilka pozycji.
- O większości z tych zawodników, którzy odeszli, rozmawialiśmy już z poprzednim sztabem szkoleniowym. Miał swoją ocenę części zawodników. Ja, jako człowiek, który przyszedł do klubu miesiąc wcześniej, dostałem informację, że z konkretnymi piłkarzami nie chcemy przedłużyć umowy. Nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło - tłumaczy Nikitović.
Na ten moment w zespole pozostali wspomniani Ndiaye oraz Luberecki, ale nikt nie da gwarancji, że taki stan rzeczy utrzyma się choćby do zimowego okienka. Niezależnie zaś od losu duetu, Motor kilku liderów stracił. Przede wszystkim nie ma Bartosza Wolskiego, bo kapitana za raptem 100 tysięcy euro kupił GKS Katowice. Ivan Brkić zaś na zasadzie wolnego transferu przeszedł do Legii Warszawa. Poza tym podziękowano dziesięciu innym zawodnikom. Wśród nich znaleźli się Sergi Samper i Jakub Łabojko - Hiszpanowi przedstawiono ofertę prolongaty, według Nikitovicia bardzo atrakcyjną, ale nie zdecydował się na przedłużenie. Łabojko znalazł już zatrudnienie w Piaście, Samper, gracz bardzo uzdolniony technicznie, też nie będzie narzekać na brak opcji.
12 transferów wychodzących - wliczając w to wygasające kontrakty - dało Motorowi 100 tysięcy euro. W obecnym świecie futbolu to nie wystarczy na waciki, wobec czego sprzedaż Ndiaye i Lubereckiego wydaje się jeszcze bardziej oczywista. Nie wolno również zapominać o Karolu Czubaku - jeden z najlepszych napastników Ekstraklasy z pewnością przemyśli odejście w wypadku konkretnej propozycji. To jednak wciąż kwestia bliżej niesprecyzowanej przyszłości.
- Mamy swój określony budżet transferowy. Polska piłka poszła w kierunku coraz większych wydatków ze strony klubów, ostatnio nawet Korona zapłaciła kwotę odstępnego za Patrika Hellebranda. Jeśli się okaże, że jest zawodnik na rynku, pasujący do nas profilem, i trzeba za niego zapłacić, to na pewno usiądziemy i będziemy rozmawiać - podkreślił dyrektor Motoru.
Mariusz Misiura, który na stanowisku trenerskim zastąpił Mateusza Stolarskiego, nie odziedziczył niemal nic, po wejściu do szatni przywitały go biegacze pustynne. Już teraz Motor, luźno tylko szacując, potrzebuje bramkarza, prawych obrońców, środkowych pomocników, skrzydłowego, dwóch "dziesiątek" i napastnika. Dziewięć transferów, a tymczasem nie przyklepano jeszcze żadnego. Najbliżej przenosin do Lublina jest bramkarz Mihai Popa, z walki o którego zrezygnowała Wisła Kraków. Beniaminek wziął Marcela Łubika.
- Jesteśmy blisko części transferów. Nie jest natomiast powiedziane, że liczba nowych zawodników będzie równa liczbie tych, którzy odeszli. Chcemy też postawić na młodych zawodników, rozwijać ich. Nie będę deklarował teraz konkretnej liczby wzmocnień. Okienko jeszcze się nie otworzyło, jest długie, zobaczymy, co się wydarzy - dodał Nikitović.
Kto jeszcze pozostaje na orbicie zainteresowań klubu? Adam Radwański, odchodzący z Zagłębia Lubin. 28-latek, autor czterech goli w poprzednim sezonie, miałby zastąpić Wolskiego. Pytanie tylko, czy Motor będzie w stanie przekonać zawodnika, który przywykł do bardzo dobrych zarobków w ekipie "Miedziowych". Jednocześnie Radwańskiego wciąż trudno uznać za piłkarza lepszego niż Wolski. Nie ma przypadku, że pucharowicz z Katowic wolał zwrócić się do kapitana Motoru. Niebezzasadne wydaje się przekonanie kibiców Lublinian, że przygotowywana kadra ma bić się o utrzymanie, przy czym będzie to zadanie jeszcze trudniejsze niż w latach ubiegłych. Jeśli Zbigniew Jakubas nagle nie sięgnie głęboko do kieszeni, trudno wyobrazić sobie inny scenariusz.
Nowy szeryf w mieście
Koresponduje z tym nawet wybór nowego szkoleniowca. Mateusz Stolarski stracił pracę, chociaż jego umowa obowiązywała jeszcze przez rok. W klubie uznano, że również na ławce należy dokonać całkowitego przełożenia wajchy. Młodego szkoleniowca, nader chwalonego za wyniki, ale też sposób gry zespołu, zmieniono na kogoś z przeciwnego bieguna.
Mariusz Misiura nie tylko jest 12 lat starszy niż Stolarski, ale nade wszystko w Wiśle Płock pokazał, że hołduje zupełnie innej filozofii futbolowej. Być może jej efektywność - w pewnym momencie ograniczeni kadrowo i finansowo "Nafciarze" byli w ścisłym czubie tabeli - sprawiła, że Zbigniew Jakubas uznał taką drogę za najlepszą z możliwych. A skoro kadra i tak przeszła kompletną rewolucję, cóż szkodzi dopełnić ją całkowitą zmianą koncepcji gry.
W poprzednim sezonie Motor miał średnie posiadanie na poziomie 51%, Wisła 43%. Motor strzelił 12 goli więcej, ale też wpuścił 15 więcej, przy czym w pierwszej statystyce nieco zakrzywił rzeczywistość dzięki ofensywnej nadprodukcji Czubaka. Poza tym, podopieczni Stolarskiego zaliczali niespełna 98 sprintów na mecz, a ekipa Misiury 94, chociaż przebiegała znacznie więcej dystansu. Stolarski woli formację z klasycznymi skrzydłowymi, Misiura stawia na wahadła. Zupełnie inne światy, toteż wykonawcy muszą być inni.
Dość ironiczny wydaje się fakt, że polityka Motoru doprowadziła do sytuacji, gdy ten musi podążyć drogą Widzewa, punktowanego wcześniej przez Zbigniewa Jakubasa. Nie chodzi przy tym o wydawanie rekordowych pieniędzy za zawodników pokroju Osmana Bukariego, ale sprowadzanie do klubu tabunu zawodników. To, jak widać na przykładzie Łodzian, ruch obarczony bardzo dużym ryzykiem. Nie chodzi o to, że Motor szuka nowej tożsamości, lecz o to, że robi to bez używania hamulca chroniącego przed autodestrukcją. Szatnia to żywy organizm, a w polskich klubach wciąż zadaje się o tym zapominać.