Robi furorę w Ekstraklasie, powoła go Urban? "Dorzuciłbym pytanie o niego"

Robi furorę w Ekstraklasie, powoła go Urban? "Dorzuciłbym pytanie o niego"
IMAGO / pressfocus
Janusz - Basałaj
Janusz BasałajDzisiaj · 15:00
O Jagiellonii powoli żegnającej się z Europą, jej trenerze, a także nadchodzących coraz większymi krokami barażach do mundialu i związanych z nimi decyzjach kadrowych - pisze Janusz Basałaj w kolejnym odcinku cyklu na Meczyki.pl.
Kroniki Piłkarskie Janusza Basałaja to zbiór felietonów, w których doświadczony dziennikarz Meczyki.pl komentuje bieżące wydarzenia ze świata futbolu.
Dalsza część tekstu pod wideo
Skoro najlepszy polski zespół, przewodzący spokojnie w tabeli Ekstraklasy, przegrywa na swoim boisku 0:3 z 18. (osiemnastym!) klubem Serie A, to czas wszcząć alarm czy lament? Stary nasz kibicowski stan. Od euforii po depresję. Porażka Jagiellonii 0:3 z Fiorentiną zabolała, bo już się wydawało, że z przeciętnym klubem z Europy nasi najlepsi spokojnie wygrywają. Może to był wypadek przy pracy, zły dzień, a może jeszcze inne przyczyny. Na przykład niemożność zastąpienia najlepszych (m.in. Pululu, Romańczuka, Nahuela, Stojinovicia) wartościowymi zastępcami. Bo przecież nie można narzekać na siarczysty mróz, zjawisko o tej porze w Białymstoku powszechne i znane, nie tak jak ludziom, którzy przyjechali na Podlasie z Toskanii… Nie tak wyobrażaliśmy sobie pożegnania "Jagi" z pucharami. Od dawna jedenastka Adriana Siemieńca rozpieszczała nas dobrą, równą formą, efektowną i skuteczną grą, a tu tak wpadka!
W związku z tym mam dwie wiadomości dla kibiców naszej ligi. Pierwsza: koniec marzeń "Jagi" o co najmniej ćwierć- lub półfinale Ligi Konferencji. Druga: uwolniona z pucharowych marzeń Jagiellonia ma więcej czasu i komfortu, by sięgnąć po mistrzostwo Polski. Bez Oskara Pietuszewskiego stać białostocki team na wygranie ligi. Tym bardziej, że pomruki o zakończeniu na koniec sezonu, pracy trenera Siemieńca w Białymstoku, są coraz głośniejsze, a takie mistrzowskie zwieńczenie roboty ładnie podsumowałoby pięć lat bytności trenera na Podlasiu.
Swoją drogą, panu Adrianowi zazdrości każdy trener w Ekstraklasie. Może wsiąść do byle taksówki i na pytanie szofera: "Dokąd jedziemy, Trenerze?" odpowiedź może być jedna: "Byle gdzie, wszędzie mnie chcą…". W Łodzi, Poznaniu, Warszawie? Gdzie nie spojrzysz dobre adresy, dobre, uznane firmy, a i wiele wyzwań czeka. Oczywiście i samolot wywożący Siemieńca gdzieś do piłkarskiej ziemi obiecanej też jest możliwy, choć tam bym się nie spieszył. Może jeszcze w Polsce nie płacą uznanym trenerem tak dobrze, jak na Zachodzie, ale lepiej być tu pierwszym niż np. w Belgii jednym z wielu. Pięć lat szkoleniowca w jednym klubie to sporo i nie u nas wieloletnie kariery u jednego pracodawcy, czego doświadczyli tak legendarni trenerzy jak Alex Ferguson (27 lat w Manchesterze United) czy Guy Roux (44 lata w AJ Auxerre). Bo opinia (raczej niesprawiedliwie przypinana), że "dobry szkoleniowiec, ale tylko w jednej drużynie" bardzo łatwo przywiera. Zapytajcie dziś kibiców Legii, rozeźlonych wyraźnym brakiem poprawy gry za czasów Marka Papszuna (wcześniej dziewięć lat w Rakowie, z roczną przerwą).
W piłce niemal zawsze oczekujemy cudów od jednego człowieka - trenera. Nie od piłkarzy, menedżerów, prezesów, właścicieli, a nawet kibiców. Przychodzi mag do klubu i to właśnie On – charyzmatyczny coach ma odczarować wszystko i dać jedenastce mistrzostwo, puchary lub uratować przed spadkiem, jak kto sobie życzy. To niesprawiedliwe stawianie sprawy wobec trenerów klubowych (reprezentacyjnych tym bardziej)? Pewno, tak, ale czy ktoś kiedyś nam mówił, że futbolowe życie jest sprawiedliwe?

Baraże coraz bliżej

Za miesiąc baraże. Bez hamletyzowania ("być albo nie być naszej reprezentacji"), bez dramatycznych tez ("bez udziału biało-czerwonych w finałach mistrzostw świata nasz futbol zanotuje regres") trzeba spojrzeć spokojnie i z wiarą w selekcjonera i samych piłkarzy. Jan Urban zdaje się zachowuje spokój, choć z trudem przychodzi mu odpowiadać na pytania (nawet postulaty!) w sprawie powołania do kadry Oskara Pietuszewskiego. Ja bym dorzucił pytania o Oskara Wójcika, Antoniego Kozubala, Mateusza Żukowskiego… Bo taka jest rola i kibica, i dziennikarza, i nie ma co się tym przejmować, po podejmując się takiej roboty selekcjoner musi wiedzieć, że ma 38 milionów asystentów i podpowiadaczy. Dobrze życzących szefowi kadry narodowej, ale mających jednocześnie straszna chęć pomajstrowania w składzie reprezentacji, a nawet w koncepcjach personalnych powołań do kadry. Jak z tym żyć, panie Selekcjonerze?
Dwie szkoły w polskiej piłce są dość znane i były (będą?) praktykowane. Szkoła Andrzeja Strejlaua, polegająca na cierpliwym tłumaczeniu, wyjaśnianiu, stawianiu rzeczowych argumentów. I druga szkoła Adama Nawałki. Czyli wymowne milczenie, ostrożne kontakty z dziennikarzami i cisza wokół reprezentacji przed ważnymi meczami. Którą szkołę bym wybrał? Pierwszą, bo rad bym pogadać z Janem Urbanem w Dwóch Fotelach (zapraszam na kanał Meczyki) a i Nawałkę też starałem się zrozumieć, bo argumenty Adama o niepotrzebnych dywagacjach kadrowych źle wpływały na resztę ekipy. Jednak 10 lat temu rozwój mediów społecznościowych nie był tak znaczny jak dziś. I nie wiem, czy dałby Adam radę w tych zwariowanych medialnie czasach…
Cieszmy się więc tercetem z Porto (Jan Bednarek, Jakub Kiwior, Pietuszewski), grą Nicoli Zalewskiego, Sebastiana Szymańskiego, Kuby Kamińskiego, Matty’ego Casha, o "Grande Pietro" Zielińskim nie wspominając. Jeszcze zostaje w odwodzie (a może przede wszystkim na pierwszym planie) nasz kapitan Robert Lewandowski, który wyraźnie zbiera i oszczędza siły na barażowe boje, nie przemęczając się w Barcelonie. Jest więc optymistycznie, nieźle i tylko pozostaje westchnienie do niebios, by kontuzje omijały naszych Orłów, a forma z lutego dała się odtworzyć pod koniec marca.
Niewinne, grzeczne marzenia kibica reprezentacji Polski, tym bardziej, że śniegi puściły i wiosna wprasza się pod koniec lutego bez pardonu. Jak nie być więc optymistą?

Dyskusja

Przeczytaj również