Rok temu podium, teraz spadek z ligi? "Nikt nie rozumie tego, co się stało"

Rok temu podium, teraz spadek z ligi? "Nikt nie rozumie tego, co się stało"
IMAGO / pressfocus
Piotrek - Przyborowski
Piotrek PrzyborowskiDzisiaj · 08:44
W ubiegłym sezonie do końca walczyli o grę w Lidze Mistrzów. Latem pokazali się w europejskich pucharach, a teraz muszą drżeć o ligowym byt. Banik Ostrawa uratował się od bezpośredniego upadku w przedziwnych okolicznościach, ale to wcale nie oznacza końca kłopotów.
Rozgrywki 2024/25 były dla nich niezwykłe. Kibice Banika Ostrawa znani są jako jedna z najlepszych grup w kraju, a w tym przypadku ręce same składały się im do oklasków. Podopieczni dobrze znanego w Polsce Pavla Hapala do ostatniej kolejki rywalizowali o wicemistrzostwo, które dałoby im prawo gry w eliminacjach Ligi Mistrzów, a ostatecznie jako trzeci zespół w stawce wyprzedzili choćby słynną Spartę Praga. Poza tym otarli się o finał krajowego pucharu, odpadając w półfinale. O tym wszystkim dziś w Ostrawie nikt już za bardzo nie pamięta. Hapala w klubie nie ma, a “Górnicy” owszem - w “Poharze” znowu byli o krok od decydującego o trofeum spotkania - za to w lidze spisują się fatalnie. Nikt nie potrafi zrozumieć, co takiego wydarzyło się na przestrzeni zaledwie kilku miesięcy. Banik na razie uniknął jeszcze najczarniejszego scenariusza, ale rozdział tej historii wcale nie jest zakończony.
Dalsza część tekstu pod wideo

Na nic sto milionów

Jeszcze latem nic nie wskazywało na aż tak spektakularną katastrofę. Banik w nowy sezon wszedł co prawda ze średnimi wynikami, ale fani “Chachari”, czyli w wolnym tłumaczeniu “Łobuzów”, potrafili się z tym pogodzić. Ich ulubieńcy uparcie walczyli o jesienną grę w europejskich pucharach. Najpierw w eliminacjach Ligi Europy napsuli sporo krwi kibicom Legii, remisując w Ostrawie 2:2 i minimalnie przegrywając w Warszawie 1:2, marnując przy tym rzut karny w 90. minucie. Później odprawili w walce o Ligę Konferencji Austrię Wiedeń i dopiero w decydującej rundzie marzeń pozbawiło ich Celje.
Po pożegnaniu się z grą w Europie, trudno było jednak dalej tłumaczyć słabą formę. Do połowy października, kiedy z klubu odszedł Hapal, twórca jego sukcesów w ostatnich trzech latach, zespół odniósł tylko dwa zwycięstwa. Były trener Zagłębia zamienił ławkę w Ostrawie na gabinet dyrektorski w Ołomuńcu. W Baniku postawili zaś na swoich. Tyle że ani Tomas Galasek, jako piłkarz związany z m.in. Ajaksem, ani urodzony w Witkowicach - czyli części Ostrawy - Ondrej Smetana nie podołali wyzwaniu. Jeden wytrzymał 12 meczów, drugi 10.
- Nikt nie rozumie tego, co stało się w Ostrawie. Na pewno sporym problemem było to, że poprzedniego lata zespół stracił swoje cztery filary - Ewertona, Mateja Sina, Tomasa Rigo i Erika Prekopa. Jak przyznał właściciel Vaclav Brabec, Banik nie był w stanie ich u siebie zatrzymać ze względu na oferty, które za nich otrzymał. Klub obiecał piłkarzom, że pozwoli na ich odejście, jeśli drużyna nie awansuje do fazy ligowej europejskich pucharów. Dużą część sezonu z uwagi na zdrowie stracili Michal Kohut oraz Srdjan Plavsić. Wreszcie wielu piłkarzy po prostu straciło formę - tłumaczy w rozmowie z nami Jiri Seidl, korespondent gazety Mlada fronta Dnes w Ostrawie.

Zabrakło awanturnika

Problem Banika polegał na tym, że stał się poniekąd ofiarą własnego sukcesu. Brązowy medal w poprzednim sezonie sprawił, że podczas letniego okna transferowego jego piłkarze byli chodliwym towarem. Po odpadnięciu z pucharów stało się jasne, że klub z Moraw nie zdoła utrzymać swoich wszystkich najlepszych graczy. I mimo że na wspomnianej czwórce zarobił łącznie 13,5 miliona euro, a pewną część z tych funduszy przeznaczył później na wzmocnienia, letnia przebudowa była zbyt drastyczna. Hapal dostał w zamian ciekawych piłkarzy, takich jak dwaj wychowankowie Slavii Praga: David Planka i Ondrej Kricfalusi czy młody gwiazdor Michalovców: Artur Musak. Sęk w tym, że to nie byli piłkarze na tu i teraz.
- Odpowiedzialny za pion sportowy Lydek Miklosko ujawnił, że przed tym sezonem Banik wydał na przebudowę składu sto milionów koron. Planka, Kricfalusi czy Musak to piłkarze utalentowani, ale wciąż młodzi. Zajęło im trochę czasu, aby przyzwyczaić się do nowego otoczenia. W drużynie brakuje prawdziwego awanturnika, który potrafiłby rozruszać swoich kolegów z drużyny, choć bramkarz Martin Jedlicka stara się, jak tylko może. Zimą zespół wzmocnili bardziej doświadczeni piłkarze - napastnicy Vaclav Jurecka i Abdullahi Gning, ale po strzeleniu goli w dwóch pierwszych meczach również oni utknęli w martwym punkcie. Zespół na przestrzeni całego sezonu miał problemy ze skutecznością, a do tego powtarzał te same błędy w defensywie - tłumaczy Seidl.
Żaden z piłkarzy Banika nie ustrzelił w tym sezonie dwucyfrowej liczby goli. O braku siły w ofensywie niech najlepiej świadczy fakt, że w rundzie zasadniczej ligi czeskiej ich najskuteczniejszym piłkarzem był… środkowy obrońca, Kricfaulsi. Tak słaba gra pod bramką rywali połączona z mizerną postawą w defensywie sprawiły, że ekipa z Ostrawy rundę zasadniczą zakończyła na ostatnim miejscu w tabeli. W ich szeregi zaczęło zaglądać coraz bardziej realne widmo spadku, który byłby dopiero drugim od powstania samodzielnej ligi czeskiej w 1993 roku. Niemający nic do zaryzykowania klub postawił więc na jeszcze jedną zmianę trenera. Okazało się, że miał go tuż pod nosem.

Czas na drugie życie

Szkoleniowcem, który może uratować czeską ekstraklasę dla Ostrawy, jest Josef Dvornik. Piłkarzem był solidnym, zresztą niemal dekadę występował właśnie w Baniku, z którym został mistrzem kraju i sięgnął po puchar. Trenerską karierę zaczynał w niedalekiej Opavie, w CV ma też asystenturę w Teplicach, ale przede wszystkim przez minione trzy lata był trenerem drugiej drużyny Banika. Pierwszy zespół przejął na ostatnie pięć meczów, czyli rundę spadkową. Zdobył siedem punktów, a w decydującym pojedynku na samym finiszu rozgrywek pokonał 3:0 Duklę Praga. I choć wszystkie gole padły w nim po trafieniach samobójczych, Dvornik rzutem na taśmę dał Banikowi drugie życie, a dokładniej grę w barażach przeciwko FC Silon Taborsko, drugiej najlepszej drużynie zaplecza czeskiej elity.
- Kibice przyjęli wynik z Duklą z dużą pokorą. Sami piłkarze tuż po meczu, dziękując im za wsparcie, podkreślali, że to jeszcze nie koniec. Fani wciąż wierzą w ten zespół, czego chyba najlepszym dowodem jest, że na wtorkowy mecz z Taborskiem w Ostrawie wykupili już około 13 tysięcy wejściówek. Oczywiście na trybunach nerwowość jest wyczuwalna i nikt nie zamierza godzić się z tym, że drużyna spadnie z ligi. Trener Dvornik stara się wszystkich uspokoić i dodać otuchy. Dla niego samego dodatkową motywacją jest, że drużyna rezerw Banika, którą wcześniej prowadził, zakończyła ten sezon na piątym miejscu na zapleczu czeskiej ekstraklasy. Jeśli pierwszy zespół spadłby, to rezerwy również zostałyby jednak zdegradowane - zauważa nasz rozmówca.
Taborsko nigdy nie grało jeszcze w najwyższej klasie rozgrywkowej, więc stanie teraz przed szansą na historyczne osiągnięcie. W pierwszym meczu, który zostanie rozegrany już we wtorek na Mestskym Stadionie, piłkarze z południa Czech będą musieli zmierzyć się przede wszystkim z niezwykłą atmosferą tego obiektu. Kibice “Górników” należą do jednych z najbardziej fanatycznych w całym kraju i to w dużej mierze oni “utrzymują” klub przy życiu. Nie odwrócili się od niego i już szykują szturm na rewanżowe spotkanie w sobotę, do którego dojdzie na kameralnym obiekcie w Taborze. Teraz poziomowi swoich kibiców muszą dorównać także piłkarze
- Banik musi teraz potwierdzić swoją jakość w dwumeczu z Taborskiem. Jeśli chce pozostać w najwyższej klasie rozgrywkowej, potrzebuje dużo cierpliwości. Do tego niezbędne będzie, aby wreszcie obudził się ktoś z instynktem strzeleckim, ponieważ w ostatnich dwóch meczach cztery z pięciu goli strzelili sobie sami jego przeciwnicy. Jeśli klub przetrwa baraże, to myślę, że znów się podniosą. Trener Dvornik wydaje się być gościem, który jest w stanie ustabilizować ten skład, ale będzie to wymagało lepszego wprowadzenia do drużyny młodych zawodników. W tym sezonie jego poprzednikom to się nie udało - podsumowuje nasz rozmówca.

Dyskusja

Przeczytaj również