Rośnie nowa gwiazda Ekstraklasy? Asystował Haalandowi, teraz bryluje w Polsce

Rośnie nowa gwiazda Ekstraklasy? Asystował Haalandowi, teraz bryluje w Polsce
Ireneusz Wnuk / pressfocus
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiDzisiaj · 17:30
Jeszcze trzy tygodnie temu był zmiennikiem, który nie cieszył się wielkim zaufaniem trenera. Ostatnio jednak można przecierać oczy ze zdumienia, obserwując jego poczynania. Eman Marković z GKS-u Katowice złapał pewność siebie i gra po prostu kapitalnie.
Do Polski przeprowadził się pod koniec sierpnia 2025 roku. Ominęło go więc pierwsze siedem kolejek sezonu, a to nigdy nie jest dla piłkarza łatwe. Trudno z miejsca, bez obozu przygotowawczego z nową drużyną, nagle stać się jej istotnym punktem. Zazwyczaj potrzeba czasu. I tak było też w przypadku Emana Markovicia, który zamienił IFK Goeteborg na GKS Katowice.
Dalsza część tekstu pod wideo
Nie przychodził znikąd. W piłkarskim CV miał już wówczas łącznie ponad 100 spotkań w norweskiej i szwedzkiej elicie, a jako młokos uchodził w swojej ojczyźnie za bardzo duży talent. Dla młodzieżowych reprezentacji Norwegii, od U15 po U21, rozegrał aż 50 meczów. Bywał w nich naprawdę skuteczny. W 2018 roku potrafił strzelać gole na mistrzostwach Europy do lat 19, grając przeciwko Portugali czy Anglii. Wcześniej, w eliminacjach, karcił Szkocję, Albanię i Czarnogórę.

Trudna jesień

Całkiem szybko Marković dostał też szansę od Rafała Góraka. Debiut w ósmej kolejce zaliczył co prawda bardzo symboliczny, wchodząc na murawę w doliczonym czasie gry starcia z Lechią Gdańsk, po czym niecały kwadrans rozegrał przeciwko Cracovii, ale już w trzecim występie mógł pokazać się jako gracz podstawowej jedenastki.
Ofensywny pomocnik urodzony w Norwegii, mający też bośniackie korzenie, z miejsca nie zaczął jednak robić furory na polskich boiskach. Rundę jesienną kończył z bilansem 12 rozegranych spotkań, w których strzelił dwa gole i nie zaliczył żadnej asysty. Błysnął w zasadzie tylko podczas meczu z najgorszym w stawce Bruk-Betem. Rozpoczął go na ławce, a kończył z dubletem. Mogło się wówczas wydawać, że będzie to dla 26-latka moment przełomowy. Nic bardziej mylnego.
Eman Marković
Transfermarkt
Losów Markovicia nie odmieniła też przerwa zimowa. Ba, sytuacja początkowo wyglądała na jeszcze trudniejszą, bo GKS przed startem wiosny ściągnął do siebie Mateusza Wdowiaka, który z miejsca wskoczył do pierwszej jedenastki. To on zajął miejsce jako drugi ofensywny pomocnik obok absolutnie nietykalnego Bartosza Nowaka.
Marković musiał więc uzbroić się w cierpliwość. Biorąc pod uwagę system gry GKS-u, trudno było znaleźć mu w składzie inne miejsce niż to, które zapewnił sobie wspomniany Wdowiak. Norweg stał się jego zmiennikiem, czasami wchodząc na minutę, innym razem na 20, ale bywało i tak, jak w meczach z Radomiakiem i Lechią, że w ogóle nie podnosił się z ławki.

Punkt zwrotny

Kluczowy moment przyszedł 9 kwietnia. Co prawda Norweg nie znalazł się wówczas w podstawowym składzie na półfinał Pucharu Polski, ale w 63. minucie wyjazdowego starcia z Rakowem wszedł na plac gry. I dwukrotnie ratował drużynę. Najpierw w doliczonym czasie gry znakomicie dośrodkował do Adama Zrelaka, notując asystę, a potem - już w dogrywce - popisał się kapitalnym strzałem z dystansu. Jego bramka zmieniła wynik rywalizacji na 4:4, dzięki czemu Katowiczanie doprowadzili do konkursu rzutów karnych. Niestety dla nich przegranego.
Mecz pod Jasną Górą najwidoczniej odblokował Markovicia, który nie tylko zyskał w oczach trenera i kibiców, ale chyba sam dostał niezbędnego zastrzyku pewności siebie. Bo już kilka dni później znów pokazał się fenomenalnie. I to nie byle gdzie. W Poznaniu, na boisku aktualnego mistrza i jednocześnie także lidera. W starciu z “Kolejorzem” norweski pomocnik ustrzelił dublet. Najpierw trafił głową na 1:0, potem nogą na 3:2. Pierwszy raz od momentu transferu rozegrał też pełne 90 minut.
Nic zatem dziwnego, że Marković miejsce w składzie utrzymał też na ostatni jak do tej pory mecz, a ten GKS rozgrywał u siebie z Motorem Lublin. I co? I Norweg znów strzelił dwa gole. Najpierw ładnie złożył się do strzału z powietrza, a potem jak rasowy snajper dopadł do futbolówki i z kilku metrów wpakował ją do siatki. Jeśli więc Norweg w Ekstraklasie strzela, to póki tylko dubletami. Na koncie ma już takie trzy.
Bardziej imponująco wyglądają jednak liczby Markovicia, jakie zgromadził w ciągu zaledwie ośmiu dni. To pięć goli i asysta. W trzech meczach. Nawet w niepełnym wymiarze czasu. Przeciwko mistrzowi i wicemistrzowi Polski, a także w starciu z rewelacją tego sezonu. To musi robić wrażenie.

Górak czekał cierpliwie

O taki wystrzał formy swojego podopiecznego naturalnie pytany jest teraz szkoleniowiec GKS-u.
- Każdy z nas przygotowywał raport na temat Emana. Byłem przekonany, że jest to zawodnik niezwykle mocny w ofensywie, ale wyraźnie w raporcie zaznaczyłem, że broni inaczej w defensywie, niż pracuje nasz model obrony. Wiedziałem, że od razu nie będzie zamiatał naszej ligi, bo najpierw musiał nauczyć się bronić - mówił ostatnio Rafał Górak w rozmowie z TVP Sport.
- On gra na pozycji nr 10 i często ten pressing zaczyna. Jak on nie zacznie, to my leżymy, jesteśmy gapami, a nie zawodnikami pracującymi w pressingu. W przypadku Emana ten proces, żeby intensywnie szedł do pressingu troszkę trwał, dlatego nie zaczynał gry w pierwszym składzie, ale gdy już było widać na treningach, że zaczyna to łapać, to w połączeniu z jego umiejętnościami technicznymi, mamy zawodnika, który rokuje bardzo dobrze. Jeszcze nie jest idealny w defensywie, ale mam nadzieję, że cały czas będzie się rozwijał. Błysnął w ofensywie, co mnie bardzo cieszy - dodał.

Kumpel Haalanda

Co ciekawe, prywatnie Marković to przyjaciel… Erlinga Haalanda. Wspólnie występowali w młodzieżowych reprezentacjach Norwegii i w rezerwach Molde. Dwukrotnie zdarzało się nawet, że jeden trafiał po asyście drugiego. Ich kariery jak widać potoczyły się nieco inaczej, ale mimo to napastnik i pomocnik pozostają w regularnym kontakcie. Zapewne gwiazdor Manchesteru City jest więc na bieżąco z tym, co dzieje się na boiskach PKO BP Ekstraklasy.
- Codziennie wymieniamy wiadomości, jesteśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi. Nic się nie zmieniło od czasów, gdy każdy z nas poszedł swoją ścieżką - mówił Marković niedługo po transferze do GKS-u w rozmowie z TVP Sport.
Miesiąc miodowy Markovicia trwa, choć trzeba było trochę na niego poczekać. Teraz Norweg musi jednak potwierdzić jakość w dłuższej perspektywie. Jeśli wraz z kolegami nie spuści z tonu, być może GKS nie tylko zakończy sezon w czubie tabeli, ale i wywalczy przepustkę do gry w Europie.

Dyskusja

Przeczytaj również