Rośnie potęga? Obrzydliwie bogaci właściciele, wsparcie Kloppa. A teraz transfer gwiazdy
Wielkie pieniądze od rodziny miliarderów, pomocna dłoń Juergena Kloppa oraz siedziba w stolicy pełnej piłkarskich talentów. Na papierze Paris FC ma wszystko, by z biegiem czasu stać się godnym rywalem dla PSG na długie dekady. Kolejnym krokiem w tę stronę ma być stawianie na wielkie nazwiska. 1 lutego zawodnikiem Paryżan oficjalnie został Ciro Immobile.
Zdania kibiców na temat Ciro Immobile są podzielone. Dla jednych to napastnik niedoceniany, który w szczytowym momencie kariery stał na tej samej półce, co najlepsi na świecie. Inni zaś twierdzą, że gdyby nie skrupulatnie budowany od ośmiu lat w Lazio pomnik, 35-latek popadłby w zapomnienie jako kolejny przeciętny snajper. Jakakolwiek nie byłaby prawda, to wciąż mówimy tu o graczu, który przez ponad pół dekady był gwiazdą Serie A, gdzie aż cztery razy wygrywał tytuł króla strzelców. W barwach Lazio strzelił łącznie 207 goli w 340 rozegranych meczach, co czyni go absolutną legendą “Biancocelestich”.
Gwiazda jednego podwórka
Nie można oczywiście zapomnieć o roku 2020, kiedy to Immobile rzutem na taśmę wyprzedził Roberta Lewandowskiego w rywalizacji o nagrodę Europejskiego Złotego Buta. Bez dwóch zdań oglądaliśmy wtedy najlepszą wersję Włocha, bo rok później - mimo wygranego z Italią mistrzostwa Europy - nie było już tak kolorowo. Na samym EURO ówczesny napastnik Lazio zdobył tylko dwie bramki i był jednym z najgorzej prezentujących się zawodników w drużynie prowadzonej przez Roberto Manciniego. W fazie pucharowej kompletnie zawodził, lecz “La Squadra Azzurra” stanowiła na tyle silną całość, że udało jej się wygrać cały turniej.
Na mistrzostwa Europy do Niemiec trzy lata później napastnik już nie pojechał, i to nie tylko ze względu na kolejne niezadowalające występy w kadrze, ale i znaczący spadek formy klubowej. Sezon 2023/24 był jego ostatnim w barwach Lazio i już od pierwszych tygodni widać było, że pewna era dobiega końca. W samej Serie A trafił do siatki tylko siedem razy, a łącznie strzelił zaledwie 11 goli w 43 rozegranych meczach. Oczywistym było więc, że to czas na zmianę klubu. 34-letni już Immobile został sprzedany za dwa miliony euro do Besiktasu Stambuł, gdzie musiał odkryć swój strzelecki instynkt na nowo. Udało mu się. W pierwszym sezonie w barwach “Czarnych Orłów” trafił do siatki 15 razy w lidze, a także pomógł swojej nowej drużynie wygrać Superpuchar Turcji. W sierpniu 2024 jego Besiktas zmiażdżył Galatasaray aż 5:0, a sam Ciro popisał się dubletem.
Mimo że snajper podpisał z klubem ze Stambułu kontrakt na dwa lata, to zaledwie po roku spędzonym nad Bosforem dopinał już kolejny transfer. Tego lata dość niespodziewanie potwierdził się jego powrót do Włoch, a zainteresowanie piłkarzem wykazał klub o dużych ambicjach - Bologna. “Rossoblu” bardzo rozwinęli się pod okiem Thiago Motty, który awansował z nimi do Ligi Mistrzów w sezonie 2023/24. Następnie drużynę przejął Vincenzo Italiano, który w kolejnej kampanii doprowadził swoich podopiecznych do triumfu w Pucharze Włoch. Immobile został więc częścią bardzo ciekawego projektu, i choć po jego transferze obiecywano sobie sporo, to pierwsze rozczarowanie przyszło już w debiucie. Po 30 minutach na boisku w pierwszym meczu sezonu przeciwko Romie, doświadczony snajper został zmuszony do przedwczesnego opuszczenia placu gry. Powód? Kontuzja uda. Jak się później okazało, poważna, bo były gwiazdor Lazio wrócił na murawę dopiero w grudniu.
Przystanek: Paryż
Pech nie oszczędzał Włocha, bo w Bolonii przez pół roku rozegrał ostatecznie tylko dziewięć meczów, w których nie udało mu się strzelić żadnego gola. Kibiców przyprawił o radość jedynie raz, kiedy to wykorzystał decydujący rzut karny na wagę awansu do finału Superpucharu Włoch. Całościowo był to zdecydowanie jeden z gorszych okresów w karierze napastnika. I to właśnie podczas tego okresu zgłosił się po niego Paris FC, które nowej, doświadczonej “dziewiątki” poszukiwało.
W Paryżu od lat nieprzerwanie rządzi PSG, jednak we francuskiej stolicy swoją siedzibę ma jeszcze inna drużyna z Ligue 1. Paris FC od zawsze miało przypiętą łatkę “tych mniejszych”, lecz wydarzenia z ostatnich lat pokazują, że w przyszłości wiele może się zmienić. W listopadzie 2024 roku drugi paryski klub trafił pod rękę właścicielską Bernarda Arnaulta - najbogatszego ówcześnie człowieka świata według magazynu Forbes. Człowieka, którego rodzinny majątek jest wart około 178 miliardów dolarów. To właśnie za jego sprawą Paris FC przeniosło się na Stade Jean Bouin - wielofunkcyjny stadion znajdujący się raptem 44 metry od Parc des Princes. Do niedawna swoje mecze rozgrywała na nim tylko drużyna rugby Stade Francais, jednak po awansie PFC do francuskiej ekstraklasy realna stała się wizja “najbliższych derbów w Europie”. Warto dodać, że część udziałów w klubie ma też Red Bull, a co za tym idzie, Paris FC może liczyć na wsparcie Juergena Kloppa. Niemiec pełni w klubach spod szyldu giganta z branży napojów energetycznych funkcję dyrektora współpracy międzynarodowej. Pojawiał się już nawet na meczach klubu ze stolicy Francji w towarzystwie właścicieli.
Na horyzoncie w ostatnim czasie pojawiły się zaś naprawdę ciekawe derby Paryża. W tym roku doszło do nich już dwukrotnie. Najpierw w lidze, a później w pucharze kraju. I choć te pierwsze zakończyły się spodziewanym zwycięstwem Paris Saint-Germain (2:1), to w tych drugich doszło do sensacji. Po golu Jonathana Ikone w 74. minucie Paris FC wygrało 1:0, wyrzucając lokalnych rywali za burtę już w 1/16 finału. Co jeszcze bardziej wymowne, sam zdobywca bramki to wychowanek PSG, który opuścił tamtejszą akademię jeszcze przed zaistnieniem na dobre w pierwszej drużynie.
Transferowa gorączka beniaminka
Warto zaznaczyć, że ten mecz można na obecnym etapie uznać za jedną z niewielu nagród pocieszenia w tym trudnym dla Paris FC sezonie po powrocie do elity. Gdy zerkniemy bowiem na tabelę Ligue 1, zobaczymy beniaminka dopiero na 14. miejsce po 20 rozegranych meczach. Mimo że do strefy spadkowej mu daleko (póki co ma nad nią siedem “oczek” przewagi), to po tak intensywnym letnim oknie transferowym kibice bez wątpienia oczekiwali nieco więcej. Do Paryża przed sezonem przybyli bardzo solidni ligowcy, tacy jak Moses Simon, Hamari Traore czy Pierre Lees-Melou, a sama drużyna jeszcze przed awansem składała się z piłkarzy spokojnie mogących występować na poziomie Ligue 1 (Kebbal, Lopez, Nkambadio).
Widząc, że oczekiwania rozmijają się z rzeczywistością, pion sportowy postanowił postarać się o jeszcze ambitniejsze ruchy zimą. Dopięto wypożyczenie Marshalla Munetsiego - wybieganego pomocnika Wolverhampton, który za czasów gry we Francji był kluczowym elementem układanki Willa Stilla w Stade de Reims. Za rekordowe 15 milionów euro pozyskano 17-letni talent z Auxerre, Rudy’ego Matondo, a wypożyczony na pół roku z Brighton został włoski stoper Diego Coppola.
Do szczęścia brakowało tylko transferu napastnika. Zarówno sprowadzony przed sezonem Willem Geubells, jak i wicekról strzelców Ligue 2 - Jean-Philippe Krasso - nie przełożyli swojej dobrej formy na poziom francuskiej ekstraklasy. Ale czy łatanie tej dziury Immobile na pewno jest dobrym pomysłem? Włoch będzie najważniejszą ostoją doświadczenia w linii ofensywnej zespołu, to na pewno. Wciąż mówimy jednak o piłkarzu po przejściach, który półtora roku po odejściu z Lazio uśmiecha się na prezentacji już w trzecim klubie, gorączkowo szukając swojego nowego domu.
Czy 35-letni przygasający napastnik, który najlepsze lata swojej kariery spędził w jednym klubie, ma szansę jeszcze odpalić? Cóż, pewne jest, że we Francji takich postaci jak on się nie wyklucza. Dziś dobijający do 40-stki Olivier Giroud gra i strzela w Lille, 36-letni Pierre-Emerick Aubameyang zaliczył wielki powrót do Marsylii z Bliskiego Wschodu, a 35-letniego Remy’ego Cabellę FC Nantes zaprosiło do przeżycia trzeciej młodości. Różnica między Ciro a tą trójką jest taka, że Włoch jeszcze nigdy we Francji nie grał. I niestety nie wiemy, czy po pół roku gry nie postanowi znowu spakować walizek, gdy okaże się, że system gry nie będzie układany pod niego.