Ryzykowny transfer Barcelony. "Mentalnie jest na poziomie amatora"

Ryzykowny transfer Barcelony. "Mentalnie jest na poziomie amatora"
IMAGO / pressfocus
Paweł - Grabowski
Paweł GrabowskiDzisiaj · 16:00
Ten transfer Barcelony przypomina ruch, który Hansi Flick wykonał rok temu z Marcusem Rashfordem. Nie brał wtedy zawodnika w szczycie formy, ale znał jego potencjał i wiedział, że wyciśnie z niego więcej. Teraz przed niemieckim trenerem kolejne wyzwanie: jak z talentu Karima Adeyemiego zrobić gwiazdę, której Borussia Dortmund nigdy nie wykreowała.
Na Signal Iduna Park ta sprzedaż jest inna niż wszystkie. Mówimy przecież o klubie, który w 2017 roku wypchnął do Barcelony Ousmane’a Dembele za 135 mln euro. Niewiele mniej kosztował Jude Bellingham, kiedy przenosił się do Realu Madryt. Na obu tych transakcjach Borussia na czysto zarobiła ponad 200 mln. A przecież spore zyski liczono też przy transferach Jadona Sancho, Erlinga Haalanda, czy Christiana Pulisica. To wtedy o BVB zaczęto mówić, że jest jednym z najbardziej obrotnych klubów świata.
Dalsza część tekstu pod wideo
Adeyemi wygląda na tym tle inaczej. Przychodził w 2022 roku z Salzburga za 30 mln euro. W wersji optymistycznej liczono, że w przyszłości uda się go sprzedać kilka razy drożej, ale nie wszystko w tej historii potoczyło się gładko. Z jednej strony, 24-latkowi za rok kończyłaby się umowa, więc 22 mln plus 7 w bonusach wzięte od Barcelony nie stanowią tragedii. Z drugiej - to jednak spore rozczarowanie, że Adeyemi nigdy nie rozbłysnął na miarę swojego talentu i de facto nie udało się na nim zarobić. Teraz tę karierę do przodu będzie chciał popchnąć Hansi Flick.

Dziecko Flicka

Był październik 2021 roku, kiedy największe kluby ustawiały się po niego w kolejce. Austriacki Salzburg miał wtedy swoje najlepsze okno wystawowe. W trzech meczach Ligi Mistrzów zgarnął siedem punktów. Adeyemi strzelał gole, a fabryka snów pracowała według prostego schematu: zasiać, podlać, sprzedać za miliony monet. Adeyemi był świeżo po wygraniu mistrzostw Europy U-21 i debiucie w dorosłej kadrze. Szansę dał mu właśnie Hansi Flick. Po 18 minutach od wejścia Karim zameldował się z pierwszą bramką.
Wówczas w Austrii i Niemczech panowała narracja, że to ktoś, kto pójdzie śladami Erlinga Haalanda. Adeyemi w meczu z Sevillą był pierwszym graczem w historii Ligi Mistrzów, który wywalczył trzy rzuty karne w 90 minut. - Przypomina mi Messiego - mówił Janusz Góra, który trenował Niemca w FC Liefering. Niestety świat tak skupił się wtedy na talencie młodego Niemca, że zapomniał o jego charakterze. Ten od zawsze komplikował mu karierę - przecież już jako 8-latek był w Bayernie Monachium, ale złe stopnie w szkole, plus problemy dyscyplinarne, wyrzuciły chłopaka na margines. Bayern stracił do niego cierpliwość.

Trudny charakter

Rodzicami Adeyemiego są Nigeryjczyk i Rumunka. Poznali się w Monachium. Obaj należą do stowarzyszenia Unterhaching, gdzie grał kiedyś młody Karim. Klub za sprzedaż go do Salzburga postawił nową trybunę, a prezes Manfred Schwabl żartował w Sueddeutsche Zeitung, że powinna nosić nazwę Karima. Już wtedy jednak narracja o wielkim talencie mieszała się z opowieściami o tym jak źle reaguje na zmiany i krytykę. Od zawsze był graczem, z którym trzeba obchodzić się jak z jajkiem.
Borussia Dortmund, która kupiła go w 2022 roku, nie potrafiła maksymalnie wykorzystać jego potencjału. Adeyemi tylko raz przekroczył barierę dziesięciu goli w lidze. Miał kilka przebłysków w Lidze Mistrzów, ale jednak ciążyła mu opinia, że BVB oczekiwała czegoś więcej od gracza, który dwa razy otrzymywał złoty medal Fritza Waltera dla najbardziej utalentowanego niemieckiego zawodnika. O tym, że ta kariera nigdy nie szła idealnym torem, pokazuje bilans Adeyemiego w reprezentacji. Zagrał w niej tylko 11 razy, choć debiutował już pięć lat temu.

Niewykorzystany potencjał

Julian Nagelsmann nie widział w zawodniku Borussii kogoś, kto może być wartością dodaną. Siedem razy wpuszczał go w meczach Ligi Narodów albo w eliminacjach do mundialu, ale Adeyemi nigdy nie odwdzięczył się golem lub asystą. W efekcie nie pojechał na turniej do USA. Po drodze pojawiły się zresztą urazy. Ostatni sezon w klubie, gdzie często wchodził z ławki, też pokazał regres. Z tego punktu widzenia, jego transfer do Barcelony może być zaskoczeniem. W tym momencie tłumaczy go tylko relacja z Hansim Flickiem - on doskonale pamięta, jak znakomity był Karim kilka lat wstecz i że ciągle stać go na więcej.
Dla 24-latka to nowy rozdział i odcięcie się od środowiska, w którym czuć było pomruk tego, że nigdy nie dorósł do roli lidera zespołu. Paradoksalnie to właśnie Barcelona może zdjąć z niego część presji. To jasne, że przechodzi do większego klubu, ale z drugiej strony jest to też klub, gdzie nie musi koniecznie być centralną postacią. “Blaugrana” w poprzednim sezonie strzeliła 95 goli, aż 18 więcej niż Real Madryt. Adeyemi ma dać Flickowi energię przy kontrach. Ma odciążyć Lamine’a Yamala i być takim zawodnikiem, jakim wcześniej był Rashford. On też w Barcelonie zaczął inaczej oddychać i zyskał na współpracy z Flickiem.

Ograniczenia w głowie

Atutem Adeyemiego jest wszechstronność. Z łatwością może schodzić z prawego skrzydła na lewą nogę. Można go też spokojnie wystawić po drugiej stronie boiska, albo jako środkowego ofensywnego pomocnika. Zdarzało mu się też grywać jako fałszywa “dziewiątka”. To, o czym fani ‘Barcy’ być może jeszcze nie wiedzą, to fakt, że Adeyemi ma tendencję do koncertowego marnowania sytuacji. Jego głowa nie zawsze nadąża za nogami, które w debiutanckim sezonie w Bundeslidze wykręciły prędkość 36,65 km/h. To wtedy został okrzyknięty najszybszym graczem w Niemczech. Sam zresztą z dumą podkreślał ten fakt w wywiadach.
Jego styl można opisać krótko: dążenie do nieustannego dokuczania obrońcom pojedynkami jeden na jeden oraz wbieganiem w przestrzeń za ich plecami. Flick widzi w Adeyemim kogoś, kto może grać jak Raphinha. Barca zwykle utrzymuje piłkę przez 69 procent meczu. Zapewnienie szybkości na skrzydłach i rozwinięcie kontrataku to w tym momencie priorytet. Inna sprawa, czy Flick dotrze do Adeyemiego mentalnie. Nawet w poprzednim sezonie piłkarz wściekał się po zmianach, a Markus Babbel w telewizyjnym studio powiedział wprost: “Mentalnie jest na poziomie amatora”. Innymi słowy: Flick bierze na siebie duże ryzyko, choć jeśli znowu mu odpali, to będzie to ogromna stopa zwrotu.

Dyskusja

Przeczytaj również