Rządzili w Europie, teraz uratować musi ich legenda. "Jest jedyną nadzieją na przetrwanie"

Rządzili w Europie, teraz uratować musi ich legenda. "Jest jedyną nadzieją na przetrwanie"
Cordon Press / pressfocus
Piotrek - Przyborowski
Piotrek PrzyborowskiDzisiaj · 10:00
Zimą w Hiszpanii mówiło się, że jeszcze raz przywdzieje koszulkę Sevilli i spróbuje jej pomóc na boisku. Sergio Ramos rzeczywiście może powrócić na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan, ale w zupełnie innej roli. 39-latek negocjuje przejęcie klubu, co dla “Los Nervionenses” stanowi jedną z ostatnich szans na przetrwanie.
Jeszcze trzy lata temu na hasło “Sevilla FC” naturalnym skojarzeniem musiała być Liga Europy. Klub z południa Hiszpanii zdominował te rozgrywki w XXI wieku, a łącznie sięgnął w nim po aż osiem europejskich trofeów. W tym czasie więcej kontynentalnych laurów do swojej gabloty włożył tylko Real Madryt (12). Nic dziwnego, że fani zaczęli mówić o “Sevilla League” i wróżyli, że ich ekipa wkrótce przełamie rządzący od lat na krajowym rynku duopol “Los Blancos” i Barcelony. Andaluzyjczycy nie potrafili jednak w pełni wykorzystać sukcesów. Targani wewnętrznymi konfliktami, pogrążyli się w długach i teraz muszą drżeć o ligowy byt. A nawet jeśli sportowo utrzymają się w La Lidze, wcale nie jest tak pewne, że zobaczymy ich w niej również w przyszłym sezonie. Chyba że do gry wejdzie prawdziwa klubowa legenda.
Dalsza część tekstu pod wideo

Napełniają własne kieszenie

To nie jest historia o klubie, który brylował na Starym Kontynencie jedynie w zamierzchłej przeszłości. Przecież Sevilla po raz ostatni wygrała Ligę Europy w 2023 roku, kiedy to w finale w Budapeszcie pokonała po rzutach karnych prowadzoną przez Jose Mourinho Romę. Z perspektywy czasu można uznać, że radość andaluzyjskich kibiców wobec sukcesu ekipy dowodzonej przez Jose Luisa Mendilibara przyćmiła kryzys, w jakim już wtedy coraz mocniej pogrążał się klub z dzielnicy Nervion. Przecież Bask został zatrudniony ledwie dwa miesiące wcześniej, aby ugasić pożar po drugiej kadencji Jorge Sampaoliego i utrzymać drużynę w Primera Division. Zadanie wykonał z nawiązką, a ekipa, która jeszcze w połowie stycznia znajdowała się w strefie spadkowej, ostatecznie zakończyła rozgrywki na 11. miejscu.
Dla Sevilli tamten sezon na arenie krajowej i tak był najgorszy od lat. Tak nisko w lidze nie finiszowała od 2000 roku, kiedy zajęła ostatnią lokatę i po raz ostatni spadła z elity. Sęk w tym, że rozgrywki 2022/2023 były tylko preludium do dalszego kryzysu. Mendilibar został zwolniony już po pięciu miesiącach od triumfu w LE. Jego następca, Diego Alonso, wytrwał na stanowisku 67 dni, a Quique Sanchez Flores, który dokończył sezon, zostawił Sevillę na 13. lokacie, przez co ta po dwóch dekadach zniknęła z europejskich pucharów. W minionych rozgrywkach Xavier Garcia Pimienta dostał z kolei dużo czasu, ale niewiele narzędzi. Na siedem ostatnich kolejek młodą i niedoświadczoną drużynę przejął legendarny Joaquin Caparros, ale wystarczyło to jedynie na 17. miejsce. Fani za tę degrengoladę obwiniają jednak nie trenerów, ale przede wszystkim władze “SFC”.
- Kibice nie akceptują tego, co wydarzyło się w klubie od lata 2023 roku. To wtedy Sevilla po raz ostatni wygrała Ligę Europy i lada chwila miała szykować się do gry w Lidze Mistrzów. Tyle że władze zdecydowały się nagle zwolnić Monchiego. Od momentu jego odejścia z Estadio Ramon Sanchez Pizjuan dosłownie wszystko poszło nie tak, jak miało. W ciągu zaledwie trzech lat Sevilla przeistoczyła się z uczestnika LM w drużynę, która musi patrzeć w dół ligowej tabeli i walczyć o utrzymanie się w Primera Division. Zarząd popełnił wiele błędów, dokonał nietrafionych transferów, a jedyne, co go naprawdę interesuje, to napełnienie własnych kieszeni kosztem klubu - mówi nam Jose Maria Lopez, korespondent Diario AS w Sewilli.

Legenda może pogodzić rodzinę

W stolicy Andaluzji ryba psuje się od głowy. Klub jest wewnętrznie skonfliktowany, czemu nie sprzyja jego struktura właścicielska, poszatkowana między kilka rodzin i grup inwestorskich. Na pierwszym planie pozostaje przede wszystkim spór Jose Marii del Nido Benavente, czyli byłego prezydenta, z jego synem Jose Marią del Nido Carrasco, który stoi aktualnie na czele Sevilli. Obaj zaciekle walczą o władzę, ale już niedługo pogodzić może ich Sergio Ramos. 39-letni wychowanek “SFC” jeszcze niedawno był łączony z powrotem do klubu, lecze w roli zawodnika. Choć na początku stycznia rozstał się z Monterrey, mówiło się, że wcale nie zamierza jeszcze zawieszać butów na kołku. Tymczasem w styczniu świat obiegła informacja: Ramos może pójść o krok dalej i… przejąć cały klub.
- Doniesienia, że Sergio Ramos jest zainteresowany zakupem Sevilli, są jak najbardziej prawdziwe. To on jest twarzą i udziałowcem amerykańskiego holdingu Five Elven Capital, który planuje stworzyć duży konglomerat sportowy z klubami z Brazylii, Portugalii, Włoch i Hiszpanii, gdzie ich zespołem ma być właśnie Sevilla. Aktualnie trwa dokładana analiza jej sytuacji finansowej, a przede wszystkim zadłużenia oraz posiadanych przez nią aktywów. Dopiero później potencjalny inwestor zamierza przedstawić ofertę wykupu udziałów aktualnym właścicielom. Póki co kwestia takiej oferty jest jeszcze sondowana - tłumaczy hiszpański dziennikarz.
Five Elven Capital mieli już nawet podpisać list intencyjny zapewniający im wyłączność na negocjacje w sprawie przejęcia klubu przez najbliższe miesiące. Aktualnie kluczowy wydaje się audyt, który wykaże, ile w rzeczywistości wynoszą długi Sevilli. Choć sam Carrasco we wrześniu twierdził, że dług netto to już jedynie 66 milionów euro, do tej kwoty należy też doliczyć kredyty zaciągnięte w banku Goldman Sachs na pokrycie bieżącej działalności czy pieniądze pozyskane od funduszu CVC. Łącznie aktualne zadłużenie może wynosić nawet 200 milionów euro. Fani nie rozumieją, jak kierownictwo mogło doprowadzić klub na skraj upadku. Od miesięcy trwają protesty, a niektórzy dyrektorzy mieli nawet otrzymać pogróżki, przez co zmuszeni byli do wynajęcia całodobowej ochrony.
- Bez wątpienia Sergio Ramos mógłby wnieść do klubu spory powiew świeżości, ale przede wszystkim stanąłby przed szansą na usunięcie z gabinetów wszystkich dyrektorów, których kibice Sevilli obecnie po prostu nienawidzą. W tej chwili nie ma znaczenia, kto tak naprawdę zostanie prezesem - dla kibiców najważniejsze, aby nie był to nikt z obecnie rządzącej ekipy. Ramos to wybitny sportowiec, urodzony zwycięzca. Chociaż część fanów wciąż nie potrafi mu wybaczyć, że dwie dekady temu opuścił Sevillę, aby dołączyć do Realu Madryt, w obecnej sytuacji postrzegany jest jako najlepsze możliwe rozwiązanie wszystkich problemów klubu - mówi Jose Maria Lopez.

Plan B? Gra na czas

Ramos, który w operację przejęcia klubu zaangażował też m.in. Martina Inka, znanego z innych projektów w Hiszpanii, w tym muzeum piłkarskiego Legends w Madrycie, osobiście nadzoruje cały proces. Mistrz świata z 2010 roku nie jest też pierwszym, który w ostatnich miesiącach próbuje przejąć Sevillę. Sporo mówiło się o zainteresowaniu innych inwestorów zza Oceanu, którzy po przyjrzeniu się dokumentom zrezygnowali z dalszych rozmów. W grze długo pozostawali też Antonio Lappi i Federico Quintero, ale andaluzyjscy biznesmeni nie byli skłonni zapłacić kwoty, której domagają się aktualni właściciele. Jeśli audyt nie nie odstraszy Ramosa i spółki, ci są w stanie wyłożyć na stół 400 milionów euro.
Ta cena może spaść o połowę, jeśli Sevilla nie zdoła utrzymać się w La Lidze. Latem władze poszły trochę “va banque” i postawiły na Matiasa Almeydę. Argentyńczyk, który jako piłkarz spędził sezon na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan, przed przejęciem sterów w Sevilli w roli szkoleniowca pracował w dużej mierze za Oceanem, a jego doświadczenie w Europie ograniczało się do trzech sezonów w AEK-u Ateny. I mimo że przed sezonem z zespołu ubyło mu dwóch dotychczasowych liderów - Dodi Lukebakio i Loic Bade - 52-latek do pewnego stopnia był w stanie ogarnąć ten bałagan. 29 punktów i 12. miejsce po 25 kolejkach bez wątpienia nie jest dorobkiem, którego oczekiwaliby “Sevillistas”, lecz biorąc pod uwagę aktualne możliwości klubu - to wynik całkiem przyzwoity.
Takie usytuowanie w tabeli daje przede wszystkim nadzieję, że przynajmniej pod względem sportowym Sevilli uda się utrzymać w obecnym sezonie Primera Division. Klub w dłuższej perspektywie nie jest już w stanie funkcjonować w swej obecnej formie. Pozostanie w ligowej elicie powinno znacząco przybliżyć Ramosa i jego amerykańskich partnerów do finalizacji transakcji, co oznaczać będzie nie tyle podłączenie kroplówki, co w zasadzie da “Nervionenses” zupełnie nowe życie. Dla jednego z najbardziej utytułowanych piłkarzy w historii byłoby to też swoiste odkupienie win wśród tych andaluzyjskich fanów, którzy nadal nie wybaczyli mu transferu do Realu. Zresztą teraz to właśnie on pozostaje ich główną, by nie powiedzieć jedyną szansą na uratowanie klubu.
- Plan B Sevilli polega na oczekiwaniu na pojawienie się potencjalnych innych nabywców udziałów w klubie, a ponoć takowi istnieją. Niektórzy czekają, jak obecni dyrektorzy obniżą swoje wymagania i cena za klub spadnie. Musimy pamiętać, że cokolwiek się wydarzy, Sevilla ma i ma mieć swoją siedzibę w stolicy Andaluzji. Obecnie znajduje się w krytycznej sytuacji i coraz bardziej prawdopodobny jest scenariusz, w który spadnie do Segunda Division. Drużyna jest bardzo słaba, nawet trener popełnia wiele błędów, a ten sezon jest bardzo, ale to bardzo skomplikowany - podsumowuje nasz rozmówca.

Dyskusja

Przeczytaj również