"Sabotaż". Brutalna prawda przed półfinałem mundialu. Selekcjoner szokuje

"Sabotaż". Brutalna prawda przed półfinałem mundialu. Selekcjoner szokuje
Lan Hongguang / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 18:00
Argentyna nie tyle awansowała, co doczłapała się do półfinału mistrzostw świata. Ojcem sukcesu “Albicelestes” tradycyjnie jest Leo Messi, który na tym mundialu zaliczał gola lub asystę w każdym meczu. Problem obrońców tytułu polega na tym, że drugi Lionel, ten z ławki trenerskiej, zaczyna częściej przeszkadzać niż pomagać drużynie.
Zwycięzców teoretycznie się nie sądzi. Gdyby tak było, Lionel Scaloni po ostatnich tygodniach musiałby przyjmować jedynie pochwały. W końcu stał się dopiero drugim po Carlosie Bilardo selekcjonerem, który na dwóch kolejnych mundialach wprowadził Argentynę do półfinału. Wynik nie może jednak determinować wszystkiego. “Albicelestes” na razie wygrywają, ale robią to w brzydkim stylu, niegodnym mistrza. Można odnieść wrażenie, że w najtrudniejszych momentach piłkarze są pozostawieni nieco sami sobie. Próżno szukać wsparcia u trenera.
Dalsza część tekstu pod wideo
Scaloni stał się niewolnikiem nazwisk, które już nie gwarantują wystarczającej jakości, a także taktyki opartej w większym stopniu na chęci przetrwania niż kontroli. W kadrze brakuje świeżości, największe młode talenty nie podnoszą się z ławki rezerwowych, a drapieżne lwy z mundialu w Katarze powoli przemieniają się w syte kociaki. Na polskim profilu Argentyński Futbol działania selekcjonera nazwano sabotażem. Michał Borowy, ekspert od “Albicelestes”, napisał, że “nawet znak STOP nie jest tak czytelny jak zmiany Scaloniego”. Takie opinie są w pełni zrozumiałe, patrząc na poczynania mistrzów świata.

Droga przez mękę

Thiago Almada i Leandro Paredes po wymęczonym boju ze Szwajcarią powiedzieli, że zwycięstwa muszą rodzić się w cierpieniach. Ale czy naprawdę tak jest? Każdy zespół będzie cierpiał, jeśli naprawdę tego chce. A Argentyna przypomina drużynę, która nawet nie prosi, a wręcz błaga o kłopoty. W praktycznie wszystkich spotkaniach fazy pucharowej “Albicelestes” oddawali inicjatywę, byli wolni, przewidywalni w działaniach ofensywnych. Przeciwko Szwajcarom w pewnym momencie po prostu postawili autobus i po każdym odbiorze wykopywali piłkę byle dalej od własnej bramki. To był futbol prymitywny i niezrozumiały.
- Musimy być autokrytyczni. Trzeba przyznać, że nie zagraliśmy dobrze. Kolejny awans do półfinału to coś historycznego, ale teraz musimy odzyskać formę i zagrać lepiej w następnym spotkaniu - zaznaczył Scaloni. - Mecz ze Szwajcarią był trudny. Rywale naciskali nas, nie zostawiali przestrzeni, my po strzelonym golu cofnęliśmy się trochę zbyt głęboko. Mieliśmy problemy z wyprowadzeniem futbolówki, przez co było zbyt wiele dalekich piłek. Najważniejsze, że awansowaliśmy - ocenił Messi na antenie DSports.
Scaloni zatracił coś, czym imponował na poprzednich wielkich turniejach - umiejętność skutecznej reakcji. Przypomnijmy, że na MŚ w Katarze błyskawicznie wprowadził korekty po sensacyjnej porażce z Arabią Saudyjską. Z wyjściowego składu wylecieli wtedy Leandro Paredes i “Papu” Gomez, których zastąpili niedoświadczeni wówczas Enzo Fernandez oraz Alexis Mac Allister. Kiedy Lautaro Martinez irytował nieskutecznością, stracił miejsce w jedenastce na rzecz Juliana Alvareza. W tamtym zespole rządziła zasada merytokracji. Teraz selekcjoner wciąż robi to samo i oczekuje innych rezultatów. Przy czym pod słowem “rezultaty” mamy na myśli poprawę stylu, a nie suche wyniki i przepchnięte kolanem zwycięstwa z Egiptem czy grającą w osłabieniu Szwajcarią.

Oda do starości

Scaloni nie szuka zmian, chociaż Argentyna pilnie ich potrzebuje. Na przestrzeni turnieju jedyną roszadą było odsunięcie od składu cieniującego Thiago Almady, którego zastąpił Leandro Paredes. 32-latek indywidualnie nie prezentuje się źle, ale każdy widzi, że formacja z nim, Mac Allisterem, De Paulem i Fernandezem po prostu nie działa. Środek pola teoretycznie jest zagęszczony, a w praktyce i tak wszystko w kreacji zależy od Messiego. Leo nie może jednak zagrywać sam do siebie, a kiedy schodzi głębiej, to w ataku pozostaje jedynie Alvarez. Reszta ofensywnych opcji czeka na ławce. Czeka, czeka i się raczej nie doczeka.
- Jeśli młodsi zawodnicy będą musieli grać, to zagrają. Ja nie patrzę na wiek. Podejmujemy decyzje na podstawie tego, czego potrzebuje drużyna w danym momencie - zarzekał się Scaloni.
Liczby stoją w opozycji do słów trenera. Średnia wieku wyjściowego składu Argentyny w ostatnim meczu wyniosła 30,1 - była najwyższa spośród wszystkich ćwierćfinalistów. Nawet Belgia, z nestorami pokroju Courtois i De Bruyne, miała średnią na poziomie 28,9. Scaloni może mówić, że nie patrzy w metrykę, ale trudno w to uwierzyć, kiedy przy remisie 1:1 w dogrywce ze Szwajcarią woli wpuścić Nicolasa Otamendiego niż Giuliano Simeone, Nico Paza czy Valentina Barco.
Zarządzanie powyższą trójką jest kompletnie niezrozumiałe. Na tych mistrzostwach rozegrali łącznie 160 minut, z czego większość przeciwko Jordanii, kiedy awans z grupy był już pewny. W fazie pucharowej żaden z nich nie pojawił się na murawie, a mówimy o topowych przedstawicielach młodego pokolenia. Paz w poprzednim sezonie był najlepszym pomocnikiem Serie A, Barco rewelacyjnie spisuje się w Strasbourgu, a Giuliano to zawodnik najbardziej zbliżony profilem do Angela Di Marii, za którym tęskni cała Argentyna. Oczywiście, że to nie jest i może nigdy nie będzie poziom “El Fideo”. Ale wciąż mówimy o piekielnie dynamicznym skrzydłowym, który nie potrafi grać inaczej niż na 100%. W dodatku błyszczał już w reprezentacji, w eliminacjach strzelił ładnego gola z Brazylią.
W wielu momentach aż prosi się o to, aby Scaloni odszedł od utartych schematów. Tym bardziej, że wystawienie Giuliano czy Paza to nie jest żadne ryzyko. Ryzykiem można nazwać usilną wiarę w to, że przepisem na sukces będzie głęboko ustawiona czwórka pomocników z Messim nierzadko w roli “ósemki” i osamotnionym Alvarezem na desancie. Skoro nie działało to z Egiptem czy Szwajcarią, naprawdę trudno spodziewać się cudów przeciwko znacznie, ale to znacznie mocniejszej Anglii.

Sztuka ślizgania

- Obecna Argentyna to kompletne przeciwieństwo drużyny z Kataru. Nie podoba mi się podejście Scaloniego polegające na strzeleniu gola i głębokim cofnięciu się do obrony. Taki styl sprawia, że prawie wszyscy nasi piłkarze wyglądają gorzej, nie czują się swobodnie. Nie zobaczymy prawdziwej Argentyny w akcji, jeśli każda formacja nie wyjdzie o 15 metrów do przodu - podkreślał argentyński dziennikarz Gonzalo Ferreyra.
Starcie Argentyna - Anglia na papierze zapowiada się rewelacyjnie. Ale patrząc tylko na występy podczas tego mundialu, “Synowie Albionu” muszą być stawiani w roli murowanych faworytów. Podopieczni Thomasa Tuchela też mieli swoje problemy, jednak całościowo nie męczyli oczu tak mocno, jak zespół Scaloniego. Kibice mistrzów świata mogą upatrywać nadziei w dwóch rzeczach - geniuszu Messiego i potencjalnym przekonaniu, że “Albicelestes” w pewien sposób lekceważyli poprzednich rywali. Chcąc nie chcąc, inaczej wychodzi się na mecz z Kabowerdeńczykami, a inaczej na hitowy pojedynek z Anglią. Chociaż sama dodatkowa motywacja raczej nie wystarczy, jeśli trener nie przygotuje innego podejścia taktycznego. Obecne zostało już rozczytane przez prawie cały świat.
Niezależnie od tego, co stanie się w półfinale, Scaloni jest już absolutną legendą argentyńskiej piłki. Nikt nie odbierze mu mistrzostwa świata i dwóch tytułów Copa America. To z jego pomocą słowa słynnej przyśpiewki “Quiero ganar la tercera, quiero ser campeon mundial” przemieniły się w rzeczywistość. Ale to już historia. Wczorajsze sukcesy nie powinny mieć wpływu na ocenę dzisiejszych występów. Warto, aby selekcjoner o tym pamiętał, kiedy następnym razem wystawi Leandro Paredesa kosztem Nico Paza lub Valentina Barco.

Przeczytaj również