Sanchez naprawdę to zrobił. Nie tylko odejście z Wisły Kraków. "Wygląda to niepoważnie"
Czy można zrozumieć, że 31-letni Jordi Sanchez skusił się na kontrakt życia w Pogoni Szczecin i tym samym zostawia Wisłę Kraków? Jasne, że tak. Duży niesmak budzą natomiast okoliczności rozstania i kulisy sprawy.
Wisła Kraków uratowała Jordiemu Sanchezowi karierę. I nie jest to w żaden sposób przesadzone stwierdzenie. Hiszpan całkowicie przepadł w Japonii, gdzie najpierw radził sobie kiepsko, a potem w ogóle przestał grać w barwach tamtejszego drugoligowca. Był już wówczas po 31. urodzinach i nie rysowały się przed nim szczególnie przyjemne perspektywy.
A mimo to “Biała Gwiazda”, pędząca już wtedy po awans do Ekstraklasy, postanowiła Sanchezowi zaufać. Wyciągnęła go z niebytu. Potrzebowała nowego napastnika, bo do dyspozycji po wcześniejszym odejściu Łukasza Zwolińskiego miała w zasadzie tylko Angela Rodado. Jordi, który kilka lat wcześniej całkiem przyzwoicie wyglądał w Widzewie Łódź, miał być dla podstawowego snajpera Wisły back-upem o trochę innym profilu, czasami także partnerem na murawie. Sprzyjał temu fakt, że obaj dobrze się znali, w przeszłości występowali już wspólnie w UD Ibiza.
Sanchez podpisał kontrakt na niespełna pół roku i w rundzie wiosennej sezonu 2025/26 miał udowodnić swoją przydatność. Czy to zrobił? Nie do końca. Pokazywał co najwyżej przebłyski, w 11 meczach strzelił tylko dwa gole, dorzucił do tego jedną asystę. Nie był też okazem zdrowia, bo przez urazy ominął cztery spotkania. Wisła dotarła do mety na pierwszym miejscu i wywalczyła awans do Ekstraklasy, ale zrobiła to bez istotnego wkładu napastnika z Półwyspu Iberyjskiego.
Szansa na kredyt
W tamtym momencie wydawało się, że Sanchez nie dostanie nowej umowy. Bo patrząc realnie - po prostu na nią nie zasłużył. A mimo wszystko Wisła kolejny raz postanowiła dać Hiszpanowi kredyt zaufania. Swoje notowania napastnik poprawił zapewne pokazywaniem wielkiego przywiązania do klubowych barw. Dodawane zdjęcia, ckliwe opisy, wpisy w mediach społecznościowych, ogromne przejmowanie się pudłami czy porażkami. Jordi za wszelką cenę chciał pokazać wtedy, jak bardzo zależy mu na Wiśle. Jak bardzo zżył się z drużyną, kibicami. A ci okazywali mu wsparcie. Nawet wtedy, kiedy nie szło.
Najbardziej wymowny obrazek zobaczyliśmy już po tym, jak Sanchez przedłużył umowę z klubem. Na Reymonta przyjechało angielskie Wrexham, które rozegrało z Wisłą mecz jubileuszowy. Jordi przy stanie 0:0 zmarnował rzut karny, nie wykorzystał też kilku innych okazji i był tym faktem zdruzgotany. Fani Wisły nie mieli jednak zamiaru dobijać swojego napastnika. Okazali mu wsparcie.
Forma życia i… ucieczka
Nowy sezon przyniósł nieoczekiwany zwrot akcji. Sanchez wykorzystał fakt, że niegotowi do gry na sto procent byli jeszcze Rodado i sprowadzony tego lata Jérémy Guillemenot. Hiszpan rozpoczął więc rozgrywki w pierwszym składzie i coś, cytując klasyka, przeskoczyło. Złapał pewność siebie, zaczął strzelać gola za golem. Trafiał przeciwko GKS-owi Katowice, Piastowi Gliwice (dwukrotnie), Wiśle Płock, Górnikowi Zabrze, a w starciu z Koroną Kielce zaliczył asystę.
Konkretów nie dał drużynie jedynie, o ironio, w Szczecinie. Czyli mieście, do którego teraz nagle postanowił się przeprowadzić. Tuż przed zamknięciem okna transferowego w Polsce dowiedzieliśmy się, że Hiszpan chce kontynuować karierę w Pogoni, która uruchomiła klauzulę odstępnego, jaka znajdowała się w umowie Jordiego z Wisłą.
Cała sprawa, z wielu względów, rozgrzała do czerwoności piłkarską Polskę. Pogoń miała oczywiście prawo wykupić Sancheza, a Sanchez miał prawo przyjąć lukratywną ofertę. Nie jest już przecież młodzieniaszkiem, a “Portowcy” zaoferowali mu niezwykle atrakcyjny kontrakt.
- Jordi Sanchez w Pogoni kontrakt dwa lata plus jeden [opcja przedłużenia - przyp. red.], prawie 450 tysięcy euro netto w dwa lata plus bardzo duże bonusy. Nie ma co się dziwić, że Wisła Kraków nie licytowała... Nie ma co się dziwić, że się w jego wieku na to skusił... Można dyskutować o formie załatwiania tego wszystkiego, ale tylko tyle - poinformował Bartosz Karcz z Gazety Krakowskiej.
No właśnie. Niesmak budzą przede wszystkim okoliczności sprawy. Po pierwsze - według właściciela i prezesa Wisły Kraków, Pogoń w kilku aspektach zachowała się nieetycznie lub wręcz niezgodnie z prawem. Jarosław Królewski napisał o tym w platformie X, odpowiadając Alexowi Haditaghiemu, czyli właścicielowi Pogoni.
- Dobrze. Podsumowując:
1. Jordi przyznał kilka minut temu, że negocjowałeś z jego agentem bez informowania Wisły.
2. Agent nie posiada ważnej licencji FIFA/PZPN i dlatego nie może brać udziału w transakcji.
3. Mimo braku licencji, agent złamał klauzule poufności w kontrakcie Jordiego z Wisłą.
Oceny tych spraw pozostawimy odpowiednim organom zarządzającym piłką nożną - napisał Królewski.
Ryzyko Pogoni, zyska Rodado?
Jeszcze inny temat, to zachowanie samego Sancheza. Z jednej strony można je zrozumieć, bo kto nie chciałby zarabiać dużo więcej, z drugiej jednak Wisła wyciągnęła go z piłkarskiego niebytu, dała szansę, a właściwie nawet kilka szans, gdy nie do końca na nie zasługiwał. On sam deklarował wielkie przywiązanie do klubu, po czym teraz zostawia go na finiszu okna transferowego w bardzo trudnej sytuacji. Co ciekawe, nagle znika też z platformy X (konto zawieszone lub usunięte), gdzie był całkiem aktywny i co rusz pokazywał swoje przywiązanie do “Białej Gwiazdy”. Wygląda to trochę niepoważnie, ale on naprawdę to zrobił. Ucieczka bez słowa.
Jak na takim transferze wyjdą wszystkie strony? Czas pokaże. Wydaje się natomiast, że Pogoń naprawdę dużo ryzykuje. Zapewnia dość długi i lukratywny kontrakt piłkarzowi, który za moment skończy 32 lata, a barierę 10 goli w sezonie ligowym osiągnął tylko raz, w rezerwach Valencii. Jasne, teraz jest w świetnej formie, ale czy sześć kolejek to wystarczający materiał do analizy, by rozbijać bank na wiekowego Hiszpana? Wątpliwe.
Wiśle natomiast rozwiązuje się jeden problem - jak zmieścić w składzie Rodado. Ostatnio często przesiadywał on na ławce, bo był w znacznie słabszej formie niż Sanchez, a gra Wisły dwójką napastników wyglądała przeciętnie. Teraz Angel musi zrobić to, co robił już wielokrotnie - wziąć na swoje barki ciężar odpowiedzialności za ofensywne poczynania “Białej Gwiazdy”. Z pozycji “dziesiątki” wróci na “dziewiątkę” i być może to pozwoli mu odzyskać dawny blask.
Nie zawsze warto
Niewykluczone, że Wisła sprowadzi jeszcze jakiegoś napastnika, choć jak przyznaje Królewski - nie będzie robiła tego za wszelką cenę. Okno zamyka się już jutro, potem możliwe będzie jedynie zakontraktowanie kogoś, kto nie ma klubu. Prezes Wisły zdradził, że bardziej prawdopodobne jest pozyskanie snajpera zimą. Do tego czasu poradzić będą musieli sobie Rodado i obecnie kontuzjowany, ale niedługo wracający do zdrowia i dyspozycji Guillemenot.
Swoją drogą, zachowanie Sancheza każe jeszcze bardziej docenić to, co zrobił wspomniany Rodado. Wielokrotnie mógł odejść gdzieś, gdzie zarobi więcej i będzie grał o większe cele. Kierował się jednak sercem, wybierał przywiązanie do klubu, nie stawiał na piedestale jedynie pieniędzy.
- Są w życiu rzeczy, które warto, i są takie, które się opłaca. Nie zawsze to, co warto, się opłaca, i nie zawsze to, co się opłaca, warto - mówił Jacek Walkiewicz, parafrazując słowa Władysława Bartoszewskiego.
Wie coś o tym choćby Luis Fernandez, nomen omen dziś agent Sancheza. On też odszedł z Wisły w pogoni za pieniędzmi. A potem szybko zaliczył w karierze brutalny zjazd. Czy podobnie będzie z jego podopiecznym? Dowiemy się tego za jakiś czas.