Sensacyjna strata Barcelony. Flick jest załamany. "Największe rozczarowanie w karierze"
Kadra FC Barcelony zostanie niespodziewanie osłabiona. W piątek gruchnęły informacje o odejściu Dro Fernandeza. 18-latek miał dość czekania na szansę, która być może nigdy by nie nadeszła.
Barcelona w ostatnich tygodniach znajduje się na fali. Po bolesnej porażce 0:3 z Chelsea Hansi Flick zapowiedział, że niedługo kibice zobaczą inną drużynę. Słowa zamieniły się w czyny. Od momentu lania na Stamford Bridge Katalończycy rozegrali 11 meczów, odnosząc komplet zwycięstw. To druga najlepsza seria w historii klubu. Zespół jest liderem ligi hiszpańskiej, a ostatnio awansował do ćwierćfinału Copa del Rey. Wszystko układało się po myśli niemieckiego trenera. Aż do teraz.
W piątek pojawiły się dość zaskakujące wieści o nadchodzącym transferze Dro Fernandeza. Zwykle tego typu ruchy następują stopniowo. Najpierw media piszą o zainteresowaniu, później rozmowach i dopiero potem o ewentualnym porozumieniu. Tymczasem tutaj wszystko zadziało się błyskawicznie. Carlos Monfort z katalońskiego Sportu jako pierwszy poinformował, że ofensywny pomocnik odejdzie, korzystając z klauzuli odstępnego w wysokości 6 mln euro. Patrząc na obecny staż nastolatka w seniorskiej piłce, możemy mówić o porządnych pieniądzach. Ale kto wie, czy za kilka lat “Barca” nie będzie żałowała tego ruchu.
Wychowanek jak z katalogu
Dro to modelowy przykład zawodnika ukształtowanego w La Masii. Filigranowy, znakomicie wyszkolony technicznie, kochający finezyjną grę na małej przestrzeni. Ktoś, kto najlepiej czuje się z piłką przy nodze i rywalem do okiwania przed sobą. W wieku 14 lat trafił do akademii Barcelony, po czym szturmem podbił kolejne szczeble piłki młodzieżowej.
- Spokojnie można było wystawiać go przeciwko zawodnikom o dwa lata starszym. I tak sobie radził, wszystkich zaskakiwał. Kiedy miał przed sobą silniejszego obrońcę, mijał go jak chciał, prawą czy lewą nogą. Był ciągłym źródłem frustracji dla rywali - mówił Anton Davila, trener z La Masii, cytowany przez Goal.com. - Lubię dryblować, mijać przeciwników, to sprawia mi radość. Myślę, że jestem technicznym zawodnikiem. Skupiam się na tym, aby dobrze bawić się na boisku - ocenił sam zawodnik.
W poprzednim sezonie Dro był częścią drużyny U-19, która sięgnęła po potrójną koronę. Młodzian przyłożył do tego rękę, strzelając choćby dwa gole w Młodzieżowej Lidze Mistrzów. Juliano Belletti regularnie go chwalił, ale nie mógł też nacieszyć się zbyt długo owocną współpracą. Latem zawodnik wpadł bowiem w oko Hansiemu Flickowi. Został zaproszony na treningi z pierwszą drużyną i poleciał z nią na tournee po Azji. Debiutant od razu zaznaczył swoją obecność. W sparingu z Vissel Kobe strzelił bardzo ładnego gola, demonstrując skalę możliwości.
- Dro to wielki talent i doskonały przykład fantastycznej pracy, jaką wykonuje się w La Masii. Świetnie kontroluje piłkę, chociaż wciąż ma też pole do rozwoju. W drużynie są inni pomocnicy najwyższej klasy, więc niełatwo będzie się przebić. Ale to ogromny talent - chwalił Flick w lipcu. - W Barcelonie mamy wielu utalentowanych zawodników, ale ja szczególnie lubię Dro. Jest bardzo dobry, wszystko przychodzi mu na boisku z dużą łatwością - wtórował Pedri.
W poszukiwaniu straconego czasu
Po rozpoczęciu sezonu Dro poszedł nieco w odstawkę. Na oficjalny debiut w seniorskiej piłce czekał do 28 września. Dostał wtedy szansę w pierwszym składzie przeciwko Realowi Sociedad, ale zaprezentował się średnio i w przerwie został zmieniony. Kolejny występ nadszedł 21 października. Wtedy zaprezentował światu pełen wachlarz potencjału w rywalizacji z Olympiakosem. W trakcie godziny spędzonej na murawie zaliczył asystę, dwa odbiory, zachował celność zagrań na poziomie 90%. Hiszpania była oczarowana jego grą.
- Barcelona znowu to zrobiła. Dro już w wieku 17 lat udowadnia, że drzemie w nim coś wyjątkowego. Nowy piłkarz wkroczył do drużyny Flicka i zapewnił jakość oraz nieprzewidywalność. To przyszłość klubu - pisał po meczu z Olympiakosem dziennik AS. - Bardzo obiecujący występ. Był filarem drużyny w linii ofensywy. Jego idealnie wyważone podanie zamieniło się w asystę do Fermina. Dobrze poruszał się między liniami - wtórowało wówczas Mundo Deportivo.
Fernandez nie został doceniony za udany występ z Grekami. W czterech następnych meczach rozegrał łącznie trzy minuty. Znalazł się w stanie limbo, ponieważ był zbyt dobry, żeby schodzić z powrotem do czwartoligowych rezerw, ale zdaniem Flicka za słaby, aby grać w pierwszym zespole. Mijały tygodnie i niewiele zmieniało się w tej materii. Ostatni raz zawodnik pochodzący z Filipin pojawił się na murawie 2 grudnia, kiedy dał naprawdę obiecującą zmianę w hitowym spotkaniu z Atletico. Wszedł przy skromnym prowadzeniu 2:1 i wytrzymał presję. Pewnie mało kto przewidywał, że będzie to jego ostatni występ przed zmianą barw.
I w tym momencie należy się zatrzymać. Od meczu z “Atleti” minęło półtora miesiąca. W tym czasie Barcelona rozegrała dziewięć spotkań, w których Dro ani razu nie pojawił się na boisku. Nie wystawiono go nawet w pucharowych potyczkach z Guadalajarą i Racingiem Santander. A to właśnie takie starcia zdają się być idealną okazją do delikatnego żonglowania składem, podjęcia ryzyka, odważniejszego postawienia na juniorów. Naprawdę trudno zrozumieć, dlaczego przeciwko ekipom z niższych lig choćby Lamine Yamal grał od deski do deski. Patrząc na pozycję, prawoskrzydłowy oczywiście nie blokował miejsca Fernandezowi. Chodzi jedynie o kwestię podejścia trenera do eksploatacji kluczowych zawodników. Trudno wyobrazić sobie lepszą okazję na zluzowanie liderów. Tymczasem z Racingiem zagrali m.in. Yamal, Dani Olmo, Pedri czy Marcus Rashford. Dro w tym czasie pakował walizki.
Rozczarowanie Flicka
Dro miał już podjąć decyzję o opuszczeniu Barcelony. Klub nie ma możliwości zareagowania ze względu na klauzulę w umowie 18-latka. Wynosi ona tylko 6 mln euro, zatem wiele klubów ustawia się w kolejce, próbując przekonać piłkarza do wybrania konkretnego projektu. Ben Jacobs początkowo informował, że w wyścigu o podpis uczestniczą Chelsea, Manchester City i Borussia Dortmund. Moises Llorens z ESPN przekazał, że faworytem może stać się PSG. Później inne źródła zgodnie podały, że zawodnik wyląduje właśnie na Parc des Princes. Negocjacje przebiegły płynnie, bowiem interesy pomocnika reprezentuje Ivan de la Pena, który jest agentem Luisa Enrique. A wiemy także, że w ostatnich latach paryżanie lubili sprowadzać graczy “Dumy Katalonii”. I to nie tylko gwiazdy pokroju Neymara, Messiego czy Dembele, ale też młodszych wychowanków, jak Xaviego Simonsa i Arnau Tenasa. Następny będzie Fernandez.
- Hansi Flick jest bardzo rozczarowany decyzją Dro. Do tego stopnia, że powiedział swoim bliskim: "To największe rozczarowanie w mojej karierze" - opisał kataloński Sport. - Powiedziano nam, że Flick był zaskoczony, kiedy Dro poprosił go o rozmowę i powiedział, że odchodzi. Źle odebrał decyzję zawodnika. Pokładał w nim duże nadzieje. Klub też widział świetlaną przyszłość - dodała Laia Tudel Prades z Catalunya Radio.
Czy Flick może być rozczarowany? Tak, ponieważ to on wprowadził tego zawodnika na seniorski poziom, dał mu możliwość debiutu i trenowania u boku gwiazd. Taka reakcja Niemca sugeruje zaś, że nie spodziewał się nagłej decyzji o odejściu. Czy na tej samej zasadzie Dro ma prawo czuć się zawiedziony? Również tak. Po udanej pretemporadzie i solidnych epizodach z Olympiakosem oraz Atletico zasłużył na nieco więcej szans niż 148 minut. Mówimy naprawdę o ogonach, wręcz ochłapach. Trudno stawiać kolejne kroki w karierze, spędzając na murawie średnio 25 minut miesięcznie. W takich okolicznościach zawodnik miał prawo postawić własny rozwój na pierwszym miejscu listy priorytetów.
W całej tej sprawie dziwić może jedynie podejście Barcelony, która chyba nie uczy się na błędach. Latem 2024 roku na podobnej zasadzie szeregi Katalończyków opuścił Marc Guiu. Napastnik okrasił debiut golem przeciwko Athletikowi, następnie spadł w hierarchii, po czym odszedł do Chelsea. Wtedy “Blaugrana” również nie miała nic do powiedzenia, ponieważ “The Blues” aktywowali klauzulę wykupu w wysokości 6 mln euro. Deja vu. Czy tamta transakcja była udana ze strony “Barcy”? Raczej nie. 20-letni Hiszpan w poprzedniej edycji Ligi Konferencji strzelił sześć goli, w bieżących rozgrywkach trafił z Ajaksem w Lidze Mistrzów. Portal Transfermarkt już teraz wycenia go na 12 mln euro. Londyńczycy wyszli na plus na tej transakcji, chociaż Guiu nawet nie stał się wielką gwiazdą na Stamford Bridge. Po prostu wciąż jest młodym, obiecującym graczem z dużym potencjałem. O takie perełki należy dbać, a nie pozwalać im na odejście w promocyjnej cenie.
Mając Daniego Olmo czy Fermina Lopeza, Barcelona pewnie nie będzie zbyt długo ronić łez za Dro Fernandezem. Co nie zmienia faktu, że jeszcze powinniśmy usłyszeć o utalentowanym 18-latku. Koniec jednej historii to tak naprawdę początek następnej, być może jeszcze piękniejszej.