Sensacyjne odrodzenie Polaka. Mogliście o nim zapomnieć, gra w el. LM. "Nikt się nie spodziewał"

Sensacyjne odrodzenie Polaka. Mogliście o nim zapomnieć, gra w el. LM. "Nikt się nie spodziewał"
IMAGO / pressfocus
Piotrek - Przyborowski
Piotrek PrzyborowskiDzisiaj · 12:00
Wielu kibicom i ekspertom wydawało się, że Szymon Włodarczyk kariery w Sturmie Graz już nie zrobi. A tu niespodzianka! Po dwóch niezbyt udanych wypożyczeniach Polak powrócił latem do Austrii i nowy sezon rozpoczął w wyjściowym składzie.
W lipcu minęły już trzy lata od transferu Szymona Włodarczyka z Górnika Zabrze do Sturmu Graz. Latem 2023 roku Austriacy zapłacili za polskiego napastnika ponad dwa miliony euro i liczyli, że ta inwestycja niedługo zwróci im się z nawiązką. Przesłanki ku temu były, bo Polak do tamtejszej Bundesligi trafił z łatką sporego talentu i jako młodzieżowy reprezentant kraju. Sęk w tym, że po początkowym świetnym wrażeniu i skuteczności, później kompletnie się zaciął. Z czasem grał w Sturmie coraz mniej, aż wreszcie trafił na dwa średnio udane wypożyczenia. I kiedy wydawało się, że teraz definitywnie opuści ekipę z Grazu, nagle wskoczył do pierwszego składu i - ku zaskoczeniu chyba wszystkich - ponownie odpalił.
Dalsza część tekstu pod wideo

Inaczej niż Hojlund

Włodarczyk w pierwszych tygodniach po transferze do Sturmu prezentował się rewelacyjnie. Na koniec sierpnia 2023 r. mógł pochwalić się już czterema ligowymi trafieniami. Do końca tamtego sezonu w austriackiej Bundeslidze dołożył jednak tylko jedną bramkę. Nie potrafił się do końca odnaleźć w systemie gry preferowanym przez ówczesnego trenera Christiana Ilzera. Ostatecznie kolejne dwa lata spędził na wypożyczeniach, ale nie podbił ani Serie B w barwach Salernitany, ani Eredivisie jako zawodnik Excelsioru. Mając wciąż ważny kontrakt ze Sturmem, tego lata powrócił więc do macierzystego klubu, gdzie zastał nowego trenera. Fabio Ingolitsch postanowił mu się lepiej przyjrzeć.
- Ingolitsch przejął Sturm dopiero zimą i dotąd nie miał okazji współpracować z Szymonem, więc chciał zobaczyć, na co jest go stać. Trener postanowił dać mu uczciwą szansę. Mam takie poczucie, że nikt w Sturmie nie spodziewał się, że Włodarczyk odegra tu jeszcze jakąś znaczącą rolę. Oczekiwania wobec niego od początku były chyba trochę za duże. W Grazu wcześniej wychowało się kilku świetnych napastników, takich jak Rasmus Hojlund czy Emmanuel Emegha, i wszyscy myśleli, że Polak pójdzie w ich ślady. Tyle że on potrzebował po prostu więcej czasu, aby się rozwinąć - mówi nam Peter Altmann, dziennikarz zajmujący się ekipą “Die Schwoazn”, czyli “Czarnymi”, w gazecie Kleine Zeitung.
Włodarczyk prezentował się dobrze nie tylko na treningach, ale też w letnich sparingach, w których łącznie zdobył dwie bramki. Ingolitsch postawił więc na Polaka w inauguracyjnym meczu eliminacji Ligi Mistrzów przeciwko Heart of Midlothian. I chociaż w nim 23-latek nie znalazł drogi do bramki, jego zespół wygrał aż 4:0 i znalazł się na fali. Napastnik trafił za to do siatki kilka dni później w meczu Pucharu Austrii z SV Seekirchen, rozegrał bardzo dobry rewanż z wicemistrzami Szkocji i strzelił też gola w pierwszej kolejce Bundesligi z WSG Tirol. W tym sezonie każdy mecz rozpoczął w wyjściowym składzie “Czarnych”, a jego postawa jest na ogół chwalona przez tamtejszych fanów.
- Przyjście Ingolitscha zmieniło układ sił w drużynie. Było niemal oczywiste, że Włodarczyk dostanie swoją szansę i fakt, że zagrał we wszystkich meczach w pierwszym składzie, może świadczyć o tym, że na dłużej pozostanie w zespole. Kibice Sturmu są obecnie bardzo zadowoleni, że mogą liczyć na Polaka w okresie, w którym drużyna wciąż próbuje znaleźć swój rytm. Ale panuje powszechne przekonanie, że może to być jedynie faza przejściowa, dopóki na dobre nie zadomowi się w klubie sprowadzony tego lata w ramach wypożyczenia z Mainz Nelson Weiper. Już podczas wczorajszego wyjazdowego meczu z Fenerbahce pojawiły się oznaki, że to Niemiec może być lepiej przystosowany do gry na wyższym poziomie - ostrzega Daniel Mandl, analityk piłkarski i CEO platformy Overlyzer.

Został za szybko skreślony

Weiper, z którym kibice Sturmu wiążą obecnie największe nadzieje, to nie jedyny konkurent Włodarczyka do gry w pierwszym składzie. W kadrze ekipy z Liebenauer Stadion znajduje się co najmniej czterech zawodników, którzy mogą występować na pozycji środkowego napastnika. Oprócz Niemca i Polaka są to także Axel Kayombo, Seedy Jatta oraz Belmin Beganović. Do zdrowia po kontuzji wraca jeszcze z kolei Leon Grgić. Ingolitsch preferuje system z dwoma snajperami, ale miejsca dla wszystkich nie znajdzie. I chociaż dotąd najczęściej w tym sezonie duet tworzyli Włodarczyk z Jattą, żaden z nich nie ma gwarancji gry w wyjściowej jedenastce.
- Może żyję trochę w bańce, ale jak śledzę kibiców Sturmu w mediach społecznościowych, to wielu z nich kibicowało Szymonowi i uważało, że Polak został zbyt szybko skreślony przez klub. Chyba wszyscy doskonale też jednak widzą, jakim typem napastnika jest Włodarczyk - nie można go zaliczyć do grona klasycznych snajperów, którzy wszystko wykończą, co mu się tylko wykreuje. Miewa problemy ze strzelaniem - jak choćby w rewanżowym meczu z Hearts, po którym był krytykowany za niewykorzystanie dogodnych sytuacji. Niemniej wielu fanów liczy, że Polak w końcu zagra pełny dobry sezon i jakoś się ustatkuje jako jeden z podstawowych piłkarzy Sturmu - mówi Mieszko Pugowski, obserwator austriackiego futbolu i analityk piłkarski w Moon Intelligence.
Do tego droga wciąż jest daleka. Włodarczyk ma na swoim koncie dwa trafienia, ale niektórzy nadal krytykują go z uwagi na brak skuteczności. Na razie wyniki sprzyjają, bo jedynym dotychczasowym potknięciem Sturmu była wyjazdowa porażka z Fenerbahce (0:2) w III eliminacji Ligi Mistrzów. Tyle że w tym dwumeczu to akurat Turcy są faworytami. Niemniej, jeśli Polak chce zachować miejsce w składzie, czeka go jeszcze masa pracy.
- Sturm gra na dwóch napastników i pierwszy do gry jest Jatta, tyle że to raczej nie maszyna do strzelania goli. Polak aktualnie jest drugi w hierarchii, ale prędzej czy później w jego miejsce może wskoczyć Weiper. Oczekiwania wobec Niemca są naprawdę ogromne. Włodarczyk musi walczyć, aby znaleźć się w hierarchii przed Jattą, niestety o to może być ciężko. Fakt, że nie poradził sobie ani w Salernitanie, ani w Excelsiorze, jednak o czymś świadczy. Choć życzę mu jak najlepiej i jeśli ostatecznie nie zostanie w Sturmie, może sobie poradzić w innym zespole austriackiej Bundesligi - dodaje Pugowski.

Teraz to on rozdaje karty

I tu przechodzimy do meritum obecnej sytuacji Włodarczyka. O ile rok czy dwa lata temu oferty z Salernitany i Excelsioru były dla niego wręcz wybawieniem i szansą na powrót do regularnej gry, o tyle teraz koniunktura dla Polaka jest dużo korzystniejsza. Pod pewnymi względami to on może teraz rozdawać karty. Ma rok do końca kontraktu i nadal jest jeszcze stosunkowo młodym zawodnikiem. Jeśli teraz odszedłby ze Sturmu, to uczyniłby to jako jego podstawowy zawodnik, a nie jako gracz niechciany czy zbędny.
- Na dłuższą metę system 4-4-2 chyba nie do końca pasuje pod profil Włodarczyka. Jeśli Sturm chce budować swoją grę wokół napastnika typu “target man”, to pewnie wyborem numer jeden będzie Weiper lub w dłuższej perspektywie Grgić. Polak stanął teraz pewnie przed jedną z ostatnich szans na ugruntowanie swojej pozycji w zespole. Jeśli nadal będzie strzelał, może to zrobić. Pozostała część sierpnia bez wątpienia będzie decydująca dla jego przyszłości w Grazu - przekonuje Mandl.
Nie zapominajmy, że jak na standardy Sturmu, klub przeznaczył na transfer Włodarczyka całkiem spore środki. Przez długi czas wydawało się, że nie odzyska choćby części z tej sumy. Polski napastnik zaczął regularnie grać i notować liczby w praktycznie ostatnim możliwym momencie, jeśli “Die Schwoazn” chcieliby jeszcze coś na nim zarobić. Dlatego mimo dobrej postawy Polak wcale nie może być pewny, że pozostanie na Liebenauer Stadion. Jest natomiast jeszcze zbyt wcześnie, aby wyrokować, jaka czeka go przyszłość.
- Jeśli Sturm otrzyma tego lata dobrą ofertę za Szymona, byłbym bardzo zdziwiony, gdyby zdecydowali się go zatrzymać. Jego kontrakt wygasa wraz z końcem sezonu, więc obecne okno transferowe - lub najpóźniej to zimowe - to dla klubu ostatnia szansa na to, by na nim cokolwiek zarobić. Za Sturmem nie stoi żaden potężny inwestor, więc wpływy z transferów stanowią ważną część budżetu. Jeśli działacze dostaliby ofertę za piłkarza, którego wielu już skreśliło, trudno byłoby ją odrzucić. Lecz w sytuacji, w której Włodarczyk pozostanie w klubie i nadal będzie się prezentować tak jak w pierwszych meczach tego sezonu, ma szansę, aby odegrać jeszcze ważną rolę w tej ekipie. Jestem przekonany, że przy takim scenariuszu dostanie swoje minuty - podsumowuje Altmann.

Dyskusja

Przeczytaj również