Sensacyjne wzmocnienie Wisły Kraków. Chyba nikt się tego nie spodziewał

Stracił niemal cały poprzedni sezon, w trakcie którego rozegrał zaledwie 62 minuty. Według wielu komentarzy był już za słaby, nawet jak na standardy zaplecza Ekstraklasy. Tymczasem po awansie do niej stał się pewniakiem do gry i, przynajmniej według statystyk, jednym z czołowych obrońców całej ligi. Alan Uryga pokazuje, że nadal ma wiele do zaoferowania.
To jedyny piłkarz w obecnej kadrze Wisły Kraków, który przeżył z nią zarówno spadek z Ekstraklasy w sezonie 2021/22, jak i powrót do elity cztery lata później. W tym okresie los zdecydowanie go nie oszczędzał. Gdy “Biała Gwiazda” zlatywała z ligi, nie mógł pomóc jej na murawie, bo leczył najpoważniejszy dla piłkarza uraz - zerwanie więzadeł krzyżowych w kolanie. A potem przez taką samą kontuzję stracił ponad połowę sezonu 2025/26, zakończonego przez klub z Reymonta wyczekiwanym awansem.
Stracony sezon i zaskakujący powrót
Uryga, wychowanek Wisły, nie miał wielkiego wkładu w wygranie pierwszoligowych zmagań. Był dobrym duchem szatni, kapitanem tej drużyny, ale na murawie w rozgrywkach 2025/26 pojawił się tylko trzykrotnie. I to za każdym razem z ławki. Łącznie rozegrał zaledwie 62 minuty. Chyba sam nie liczył więc na to, że po okresie przygotowawczym i powrocie na ekstraklasowe boiska nagle będzie pierwszym wyborem trenera. A niespodziewanie tak właśnie się stało.
Pomogły poniekąd, nie ma co ukrywać, kłopoty Wiktora Biedrzyckiego i Darijo Grujcicia, którzy sezon temu byli zazwyczaj podstawową parą stoperów, a tego lata mieli trochę problemów zdrowotnych. Ale nawet mimo to Uryga musiał swoje wywalczyć. W hierarchii przeskoczył choćby Mariusza Kutwę, którego bardzo cenią kibice Wisły, ale niekoniecznie ceni Mariusz Jop, o czym na przestrzeni ostatnich miesięcy, a może już nawet lat, przekonywaliśmy się wielokrotnie. Dodając do tego fakt, że z klubu odszedł Joseph Colley, Uryga błyskawicznie stał się pewniakiem trenera do gry w podstawowej jedenastce.
Entuzjastami takiego stanu rzeczy nie byli raczej kibice, drżąc o to, czy będący po przejściach 32-latek, który stracił w zasadzie cały poprzedni sezon, a i wcześniej nie był szczególnie chwalony, da sobie radę na poziomie Ekstraklasy. Póki co natomiast Uryga nie zawodzi. Nawet jeśli Wisła jako zespół w defensywie ma sporo problemów (żadnego czystego konta w czterech meczach, osiem straconych bramek), to akurat do jej kapitana trudno mieć pretensje. Nie popełnia większych błędów, notuje wiele udanych interwencji, jest też groźny pod bramką rywala, co może stanowić pewien bonus.
Z tyłu solidnie, z przodu efektywnie
To Uryga wywalczył rzut karny, który pozwolił “Białej Gwieździe” objąć prowadzenie w pierwszym, wygranym ostatecznie meczu z GKS-em Katowice. Stoper Wisły przyczynił się też potem do drugiego zwycięstwa, asystując przy trafieniu Jordiego Sancheza w starciu przeciwko Wiśle Płock. Może jedynie żałować, że w ostatni weekend nie miał trochę lepiej nastawionego celownika, bo pod koniec spotkania po świetnym zagraniu Juliana Lelievelda stanął przed szansą strzelenia gola na wagę remisu z Górnikiem Zabrze. Tym razem zawiódł - uderzył nad poprzeczką.
Wkład w poczynania ofensywne można docenić, ale zdecydowanie więcej emocji wzbudza dyskusja na temat dyspozycji defensywnej Urygi. Jedni zwracają uwagę, że jest już za wolny, dopisują mu też (czasami absurdalnie) winę za niektóre ze straconych goli. Inni stoją natomiast w opozycji, wyciągając na światło dzienne choćby statystyki.
Jak zauważył Karol Michalak w platformie X, Uryga po czterech kolejkach jest najlepszy w całej Ekstraklasie pod względem skuteczności pojedynków w obronie (73%) i celności podań (95%). Zajmuje ponadto dziewiątą lokatę w liczbie wybić (24). Po pierwszej i trzeciej kolejce lądował w różnego rodzaju jedenastkach danej serii gier - czy to oficjalnej od Ekstraklasy, czy poszczególnych mediów. Według danych SofaScore nie przyczynił się bezpośrednio do żadnego ze straconych w tym sezonie goli. Nawet na tle mocnego Górnika Zabrze wyglądał naprawdę nieźle. Miał siedem wybić, sześć odbiorów, wygrał pięć z siedmiu pojedynków, faulował tylko raz, zachowywał przy tym wysoką celność podań.
Początek sezonu jest więc dla Urygi chyba lepszy niż można byłoby się spodziewać. Nawet na tle partnera ze środka obrony - sprowadzonego latem Maxence’a Maisonneuve’a - wygląda pewniej. Jeśli więc w najbliższym czasie dojdzie na tej pozycji do jakichkolwiek roszad (a takich niektórzy się domagają), to raczej nie kosztem kapitana ekipy z Reymonta. O ile utrzyma on oczywiście tak solidną dyspozycję. Najbliższy test już niedzielę. “Biała Gwiazda” na wyjeździe spotka się z Pogonią Szczecin.