Sensacyjny bohater Hiszpanii. Znów to zrobił. "Mam wątpliwości, czy pozostanie w tym klubie"
Hiszpania staje się prawdziwym koszmarem Francji. Najpierw wyrzuciła ją za burtę EURO 2024, potem ograła w Lidze Narodów, a teraz ustrzeliła imponującego hat-tricka, całkowicie zasłużenie ogrywając “Trójkolorowych” w półfinale mundialu (2:0). To był niemal perfekcyjny występ ekipy z Półwyspu Iberyjskiego.
Takiego przebiegu meczu chyba nikt się nie spodziewał. Francja, na wcześniejszym etapie turnieju zachwycająca piekielnie mocną ofensywą, a i w tyłach grająca niezwykle pewnie (dwa stracone gole w sześciu meczach), przed pierwszym gwizdkiem uchodziła za faworyta starcia z Hiszpanią, która przez ostatnie tygodnie częściej grała w kratkę. Potrafiła zgubić punkty z Wyspami Zielonego Przylądka, męczyła się z Urugwajem czy Portugalią, nie zachwyciła też podczas starcia z Belgią.
Nic zatem dziwnego, że to Kylian Mbappe i spółka na papierze wydawali się mocniejsi. Niektórzy zdążyli okrzyknąć ich nawet najlepszą turniejową drużyną w XXI wieku po Brazylii z 2002 roku. Tymczasem wtorkowy wieczór przyniósł wyjątkowo chłodny prysznic dla wszystkich związanych z francuską kadrą. Od pierwszej do ostatniej minuty futbolu nauczała kapela Luisa de la Fuente.
Hiszpania udowodniła, że jest reprezentacją zdecydowanie lepiej zbalansowaną. Na tle Francji nie ma może wcale wielkiego gwiazdozbioru w ofensywie, ale jako drużyna potrafi funkcjonować niemal perfekcyjnie. Co ważne, w meczu o tak ogromnym ciężarze gatunkowym. Z niedowierzaniem można było obserwować, jak Kylian Mbappe, Michael Olise czy Ousmane Dembele, topowi gracze świata, bezradnie biegają za piłką, którą z wielkim spokojem wymieniają piłkarze z Półwyspu Iberyjskiego.
“La Roja” w meczu z Francją po prostu nie miała słabych stron. Unai Simon? Imponował grą na przedpolu, kilka razy ratował drużynę dalekimi wyjściami, a w końcówce, gdy Francuzi w końcu zaczęli oddawać celny strzały, obronił też kilka uderzeń. Po profesorsku zagrali stoperzy, czyli Pau Cubarsi i Aymeric Laporte, wiele kluczowych interwencji zaliczył Marc Cucurella, który tylko raz niepotrzebnie podpalił się i zobaczył żółtą kartkę za sponiewieranie Olise. Zostawiając jednak tę sytuację na boku, kapitalnie poradził sobie ze skrzydłowym Bayernu.
Nieco więcej uwagi poświęcić warto natomiast drugiemu z bocznych defensorów. Pedro Porro, bo o nim mowa, to cichy bohater tego mundialu. Zaczął go na ławce, w fazie grupowej zagrał tylko przeciwko Arabii Saudyjskiej, a potem stał się jedną z ważniejszych postaci drużyny. Nie tylko wywiązuje się z podstawowych obowiązków obrońcy, ale dokłada też swoje z przodu. Strzelił gola z Austrią w 1/16 finału, a przeciwko Francji zdobył arcyważną bramkę na 2:0. Pół żartem, pół serio można stwierdzić, że zawodnik Tottenhamu nie tylko wpisał się na listę strzelców, ale zaliczył też asystę drugiego stopnia przy swoim trafieniu. Znakomicie “klepnął” bowiem z Danim Olmo.
Idąc dalej, nie sposób pominąć środkowych pomocników. I tu brawa dla selekcjonera, który nie trzyma się kurczowo największych nazwisk (jak w ostatnim czasie choćby Lionel Scaloni). Drugi raz z rzędu De la Fuente posadził na ławce będącego pod formą Pedriego, dzięki czemu brylować mógł duet Rodri - Fabian Ruiz, wspomagany przez grającego pięterko wyżej Daniego Olmo. Wydaje się, że to właśnie w tej strefie zobaczyliśmy największy rozstrzał w obu ekipach. Adrien Rabiot i Aurelien Tchouameni, a po przerwie także Manu Kone, byli po prostu tłem.
Swoje zrobili też ci najbardziej ofensywni piłkarze “La Roja”. Kto wie, jak potoczyłby się mecz, gdyby Lamine Yamal nie poszedł odważnie na futbolówkę i nie wywalczył rzutu karnego, pewnie zamienionego na gola przez Mikela Oyarzabala. W ekipie De la Fuente półfinałowy egzamin zdał w zasadzie każdy.
Tego samego nie można powiedzieć i napisać o Francuzach. Na ile to ich dyspozycja dnia, a na ile bezradność wobec kapitalnie funkcjonującej drużyny rywala? Trudno oszacować. Jeśli jednak ekipa dysponująca tak potężną siłą rażenia pierwszy celny strzał oddaje w 65. minucie, a w pierwszej połowie wykręca xG (współczynnik goli oczekiwanych) na poziomie 0,04, to coś jest ewidentnie nie tak. Zachwycający podczas tego mundialu Mbappe, Olise, Dembele czy Barcola tym razem nie dojechali. A i koledzy z innych formacji, na czele z Lucasem Dignem, wpisali się w obraz przeciętności. Delikatnie ujmując.
Jeśli ktoś spodziewał się wymiany ciosów i meczu podobnego do tego, jaki obie drużyny rozegrały rok temu w Lidze Narodów (5:4), to mógł się srodze rozczarować. Była to raczej partia szachów, choć rozegrana na warunkach Hiszpanii, która pod względem taktycznym, organizacyjnym, ale też mimo wszystko piłkarskim - rozegrała mecz praktycznie idealny. Nawet przez chwilę nie musiała drżeć. Cały czas miała wszystko pod kontrolą.
Teraz “La Roja” musi czekać na wyłonienie jej finałowego rywala, ale jedno jest pewne - w takiej dyspozycji mistrzowie Europy będą faworytem do tego, by sięgnąć po złoto także na tegorocznym mundialu. Jeśli kompletnie zabrali argumenty tak mocnej Francji, tym bardziej powinni zrobić to Anglii czy Argentynie. Tyle teoria, bo futbol zaskakiwał nas już wielokrotnie. Także podczas wtorkowego półfinału, który przecież miał wyglądać zupełnie inaczej.