Nie grał przez Ronaldo. I nagle zrobił to. "Niektórzy pukali się w głowy"
Portugalia wyszarpała awans do 1/8 finału mistrzostw świata, a bohaterem ekipy z Półwyspu Iberyjskiego został piłkarz, który w fazie grupowej rozegrał… siedem minut. Goncalo Ramos pokazał, dlaczego AC Milan kilka dni temu pobił dla niego swój transferowy rekord.
To był mecz pełen zwrotów akcji, dramaturgii i nieoczywistych bohaterów. Co prawda początkowo Portugalia i Chorwacja trochę badały grunt, grając wyjątkowo ostrożnie, ale w końcu wrzuciły wyższy bieg i zaprosiły na istny rollercoaster.
O pierwszej połowie w zasadzie mogliśmy zapomnieć. Nieco lepsze wrażenie robili w jej trakcie Portugalczycy, którzy bardzo szybko próbowali objąć prowadzenie za sprawą Bruno Fernandesa, jednak im dalej w las, tym pierwsza część gry usypiała coraz bardziej. Nawet tych, którzy mimo później pory zdecydowali się wypić filiżankę espresso.
Przełom nastąpił w 53. minucie. To wtedy dał o sobie znać ten, który po prostu uwielbia wielkie turnieje i wielkie mecze. Ivan Perisić, 37-letni weteran, znakomicie odnalazł się w polu karnym i strzałem po długim rogu pokonał Diogo Costę. Zdobył tym samym swoją 39. bramkę w reprezentacji Chorwacji. Co imponujące - jego bilans na mundialach, którego już niestety pewnie nie poprawi, to siedem goli i sześć asyst w 21 spotkaniach.
Jak to często bywa, pierwszy gol otworzył mecz. Portugalia musiała jeszcze mocniej iść po swoje, a to była woda na młyn dla rozkręcających się z minuty na minutę Chorwatów. Uaktywnił się też do tej pory mocno niewidoczny Cristiano Ronaldo. Po godzinie gry kapitalnie przyjął piłkę w polu karnym i w jeszcze ładniejszy sposób posłał ją do siatki, ale na jego nieszczęście - arbiter dopatrzył się spalonego.
CR7 udowodnił natomiast, kolejny raz na tym turnieju, że jest w nim jeszcze ten instynkt killera. Nagrodę za swoje starania dostał niedługo później, bo sędzia dopatrzył się faulu w polu karnym i podyktował jedenastkę dla podopiecznych Roberto Martineza. Do piłki podszedł oczywiście Ronaldo i pewnym strzałem doprowadził do wyrównania.
Chwilę wcześniej selekcjoner Portugalczyków poszedł niemal va banque. W jednym momencie dokonał… czterech zmian. Zdjął nie byle kogo, bo m.in. Bruno Fernandesa czy Vitinhę, a po kolejnych kilkunastu minutach podziękował także bardzo niepocieszonemu Cristiano Ronaldo.
Zupełnie przemeblowana Portugalia poszła z Chorwatami na wymianę ciosów. Mecz stał się niezwykle otwarty, co rusz oglądaliśmy kolejne groźne sytuacje, których w pewnym momencie znacznie więcej zaczęli stwarzać podopieczni Zlatko Dalicia. W 81. minucie Petar Sucić trafił nawet do siatki, ale arbiter dopatrzył się spalonego.
Decydujący cios zadali jednak Portugalczycy, a nieoczywistym bohaterem został piłkarz, który do tej pory podczas tego mundialu był praktycznie przyspawany do ławki. Goncalo Ramos zagrał siedem minut w spotkaniu z Demokratyczną Republiką Konga, po czym nie wystąpił ani przeciwko Uzbekistanowi, ani Kolumbii. Nawet wówczas, gdy w tym ostatnim spotkaniu do samego końca Portugalia walczyła o gola dającego pierwszą pozycję w grupie.
Ramos nie grał, bo nietykalny na jego pozycji był Ronaldo, zbierający kolejne występy od deski do deski. Tym razem okoliczności zmusiły natomiast Martineza do tego, by ratować się właśnie 25-letnim napastnikiem. Przez prawie 20 minut grał on z CR7 w duecie, potem natomiast, już po zejściu Cristiano, był osamotnioną “dziewiątką”. I to właśnie wtedy, w czwartej minucie doliczonego czasu gry, doprowadził część stadionu do euforii. Kapitalnie wyszedł w powietrze po dośrodkowaniu Rafaela Leao i strzałem głową pokonał Dominika Livakovicia.
Ramos pokazał tym samym, że jest napastnikiem z prawdziwego zdarzenia. Gdy kilka dni temu AC Milan ogłosił, że bije na Portugalczyka swój rekord transferowy, płacąc prawie 75 mln euro, niektórzy pukali się w głowę. I choć jedna jaskółka wiosny oczywiście nie czyni, to bardzo szybko były już gracz PSG pokazał, dlaczego może być tak wiele wart.
Chorwaci po straconym golu mieli jeszcze kilka minut na ratunek. Rzutem na taśmę trafili nawet do siatki, ale po analizie VAR słusznie dopatrzono się spalonego. To był cios trudny do przetrawienia. O ile bramka Ramosa bolała i nagle zbiła rozpędzonych Chorwatów z tropu, anulowanie gola w takich okolicznościach, chwilę po dzikiej euforii, musiało boleć podwójnie. Widzieliśmy to zresztą po hektolitrach łez, jakie już po ostatnim gwizdku wylewali zdruzgotani piłkarze z Bałkanów.
Jedna z legend przedłużyła dziś swoje reprezentacyjne i turniejowe życie. Cristiano Ronaldo, choć ewidentnie bardzo zawiedziony po zejściu z murawy w trakcie meczu, po ostatnim gwizdku wyglądał na przeszczęśliwego. On wie, że to nie koniec. Nadal może zrobić na tym turnieju coś wielkiego. Nie dotyczy to niestety Luki Modricia, dla którego najprawdopodobniej był to bolesny last dance.
Chorwacja leci do domu. Portugalia gra dalej. Jeśli jednak CR7 i spółka marzą o pokonaniu w 1/8 finału Hiszpanii, muszą podkręcić tempo i zacząć grać na miarę swoich możliwości. Tym razem mieli bowiem bardzo, ale to bardzo dużo szczęścia. Patrząc na jakość kadry, ta drużyna po prostu powinna pokazywać więcej.