Jak po tylu kontuzjach można być tak dobrym?! "Wróciła skała"
Robi swoje, znika, pojawia się ponownie, kiedy jest najbardziej potrzebny. Tak wygląda kariera Ferlanda Mendy’ego na Santiago Bernabeu. Chociaż Francuz większość czasu spędza na L4, wciąż potrafi być bohaterem Realu Madryt.
Po pierwszym meczu Realu w 1/8 finału Ligi Mistrzów wszyscy kibice i eksperci chwalili Fede Valverde. Trudno było przejść obojętnie wobec spektakularnego hat-tricka, którym Urugwajczyk zapewnił triumf 3:0 nad Manchesterem City. Jak to jednak zwykle bywa, sukces ma wielu ojców, a to porażka jest sierotą. Pep Guardiola sam po ostatnim gwizdku przyznał, że kiedy wygrywa, to jest geniuszem, a w przypadku porażek wszyscy sądzą, że właściwie to do niczego się nie nadaje. Można zatem obwiniać przegranego trenera, a jednocześnie warto pochylić się nad innym zawodnikiem, który pomógł “Królewskim” w odniesieniu tak ważnego zwycięstwa.
Przeciwko “Obywatelom” Ferland Mendy po raz kolejny w karierze zrobił to, co potrafi najlepiej. Postawił szlaban na swojej stronie i wysłał jasny sygnał rywalom: “You shall not pass”. Guardiola wystawił aż trzech nominalnych skrzydłowych, licząc, że zrobią oni konkretną różnicę w ostatniej tercji boiska. O ile Jeremy Doku miał kilka zrywów, o tyle Savinho oraz Antoine Semenyo zostali całkowicie schowani do kieszeni przez lewego obrońcę Realu. Francuz zagrał tylko jedną połowę, ale jakie to były trzy kwadranse. Naznaczone siłą, charakterem i pewnością w każdym wykonanym ruchu.
Nie do przejścia
Mendy spokojnie zasługuje na miano talizmanu Realu. W ostatnich sezonach można zauważyć zależność dotyczącą jego stanu zdrowia i sukcesów “Królewskich” na arenie europejskiej. Mówiąc krótko, kiedy omijały go kontuzje, “Los Blancos” po prostu sięgali po Ligę Mistrzów. Odgrywał on bardzo ważne role w mistrzowskich kampaniach 2021/22 i 2023/24. Choćby w pierwszym z tych sezonów zaliczył absolutnie kluczową interwencję w półfinale z City. Podopieczni Guardioli prowadzili wówczas 5:3 w dwumeczu, kolejny gol byłby gwoździem do trumny. Mendy w 88. minucie wybił piłkę z linii bramkowej po strzale Jacka Grealisha. Niedługo potem Rodrygo skompletował dublet, a Real awansował po dogrywce i wygrał całą edycję.
- Ferland to najlepszy defensywny lewy obrońca świata. Z nim na boisku nasze szanse na zwycięstwo zawsze rosną - mówił kilka lat temu Carlo Ancelotti.
Wychowanek Le Havre jest specjalistą od gry jeden na jeden. Ousmane Dembele, Lamine Yamal i Nico Williams zgodnie twierdzili, że właśnie Mendy był najtrudniejszym przeciwnikiem, z którym się mierzyli. Aktualny triumfator Złotej Piłki zwracał uwagę na to, że obrońca Realu w wyjątkowy sposób łączy siłę z szybkością. Nie jest może zbudowany jak Adama Traore, ale potrafi świetnie grać ciałem, wejść w kontakt i wytrącić przeciwnika z równowagi. Aurelien Tchouameni przyznał kiedyś, że na treningach pozostali piłkarze Realu przypominają dzieci, grając przeciwko Ferlandowi.
W wielu sezonach Francuz utrzymywał średnią skuteczność wygranych pojedynków na kapitalnym poziomie 60%. Idąc za słowami Ancelottiego, sama jego obecność na murawie przybliżała zespół do zwycięstwa. Defensor potrafi bowiem jednocześnie deprymować przeciwników i wprowadzać spokój we własnych szeregach. Vinicius wie, że ma za plecami prawdziwą ścianę. Antonio Ruediger nie musi martwić się o konieczność ubezpieczania lewej flanki. Gdyby trenerzy Realu mogli, to pewnie chcieliby wystawiać Mendy’ego w każdym meczu. Ale nie mogą.
“To cud, że jeszcze gra”
Prawdziwym przekleństwem tego piłkarza jest stan zdrowia. Kibiców Realu pewnie już nie dziwi, kiedy na oficjalnym profilu klubu widzą komunikat “Parte medico: Ferland Mendy”. Kontuzje niestety stały się jego codziennością. Od sezonu 2020/21 pauzował przez ponad 600 dni, omijając w tym czasie 124 mecze “Los Blancos”. To wstrząsające liczby. Właściwie mamy do czynienia z zawodnikiem działającym na pół etatu. Nie da się zaplanować czegoś w perspektywie długoterminowej, jeśli nie wiesz, czy 30-latek wytrzyma chociaż tydzień bez złapania urazu.
Skąd tyle problemów? W hiszpańskich mediach podawano, że wynikają one z budowy Mendy’ego. Praktycznie wszystkie jego urazy dotyczą mięśni, a to dwugłowych uda, a to przywodzicieli. Nigdy nie pauzował z powodu kontuzji mechanicznych, jak np. zerwanie więzadła krzyżowego w kolanie. Po rozegraniu kilku lub rzadziej kilkunastu spotkań jego mięśnie odmawiają posłuszeństwa. Albo są naciągnięte, albo najczęściej niestety pozrywane.
- Przedłużenie umowy z Mendym nastąpiło na wyraźną prośbę Carlo Ancelottiego po wygraniu Ligi Mistrzów w 2024 roku. Jednak badania medyczne sugerowały, że to błąd. Sezon 2023/24, w którym doznał tylko jednej kontuzji, maskował rzeczywistość. To zawodnik o niezwykle kruchej budowie ciała. Jeden z ekspertów, który go badał, stwierdził, że to cud, że jeszcze gra w piłkę. Real już kilka miesięcy po prolongacie żałował tej decyzji. Zlecili zaufanym osobom poszukiwanie ofert, ale klub wie, że niewielu będzie chciało piłkarza z takimi problemami mięśniowymi. Nikt nie wątpi w jego umiejętności, ale co z tego, skoro nie może rozegrać pięciu meczów z rzędu? - opisał Jorge Picon, dziennikarz specjalizujący się w doniesieniach na temat Realu.
Poprzedni rok był dla niego praktycznie do zapomnienia. W marcu doznał kontuzji w derbach z Atletico. Po miesiącu pauzy od razu wskoczył do pierwszego składu na finał Pucharu Króla. Po dziesięciu minutach rywalizacji z Barceloną usiadł na murawie i zgłosił kolejny uraz. Tym razem czekał na powrót do gry aż do listopada. Następnie Xabi Alonso i Alvaro Arbeloa chuchali i dmuchali, aby 30-latkowi nic się nie stało. W końcu nadszedł jednak moment, kiedy musiał wypełnić kolejną misję.
Człowiek od zadań specjalnych
6 marca Mendy po raz pierwszy w tym sezonie ligowym znalazł się w wyjściowym składzie Realu. Absencja Alvaro Carrerasa i nikły poziom Frana Garcii sprawiły, że Arbeloa postanowił zaryzykować. Postawił na Francuza, który ponownie zaprzeczył prawom logiki. Długie miesiące bez gry zupełnie nie wpłynęły na jego poziom sportowy. Przeciwko Celcie Vigo zagrał bez zarzutu, wygrał wszystkie pojedynki, zaliczył cztery odbiory i 81 celnych podań na 87 prób. Wywalczył tym samym skład w spotkaniu o jeszcze większym ciężarze gatunkowym.
- Wróciła skała w defensywie. Ferland Mendy w ostatnich sezonach stał się kimś w rodzaju egzotycznego wzmocnienia. Gra rzadko, ale kiedy już pojawia się na murawie, jest bardzo cennym nabytkiem. Za sprawą swojego występu na Balaidos stał się głównym kandydatem do gry od pierwszej minuty z Manchesterem City - zachwycał się Carlos Forjanes z dziennika AS.
Mendy okazał się kryptonitem na City. Savinho czy Semenyo mogli dwoić się i troić, ale nie znaleźli sposobu na wygranie pojedynku ze znakomicie dysponowanym defensorem. W ciągu trzech kwadransów zanotował sześć udanych interwencji w defensywie. Zagrał w swoim stylu, nie silił się na jakieś sztuczki, nie szalał przy linii bocznej niczym Marcelo za najlepszych czasów. Po prostu przepychał rywali, odbierał im piłki i pozwalał, aby to Valverde czy Vinicius odpowiadali za efekty specjalne. Jak to w jego przypadku bywa, problemem nie okazała się gra, a dostępność. W przerwie musiał zostać zmieniony przez Frana Garcię.
- Sytuacja Ferlanda nie wygląda dobrze. Wiedzieliśmy, że podejmujemy duże ryzyko, ale to fantastyczny zawodnik - przyznał Arbeloa dla Movistar po meczu z City.
Real w oficjalnym komunikacie potwierdził, że Mendy uszkodził mięsień dwugłowy w prawym udzie. Marca podawała, że defensor może powalczyć o występ 22 marca w derbach z Atletico, ale bardziej prawdopodobnym terminem powrotu jest początek kwietnia. I naprawdę nie powinno nikogo zdziwić, jeśli Arbeloa wystawi go w potencjalnym, a raczej prawdopodobnym ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Wyniki pierwszych meczów sugerują, że “Królewscy” powalczą o najlepszą czwórkę z Bayernem Monachium. W pojedynku takich gigantów trudno wskazać jednoznacznego faworyta, a każdy moment słabości może przesądzić o porażce. Przed takim dwumeczem uwaga mediów oczywiście byłaby skupiona wokół największych gwiazd. Ile goli strzeli Harry Kane? Czy Valverde dołoży kolejne trafienia? A może Vinicius zatańczy z Kimmichem?
Prawdziwym hitem mogłaby jednak okazać się rywalizacja Michaela Olise z Ferlandem Mendym. Czołowy prawoskrzydłowy vs najlepszy defensywny lewy obrońca. Już zacieramy rączki na samą myśl o pojedynkach Francuzów, którzy są wybitni w swoim fachu. Jeden deklasuje obrońców w większości meczów, a drugi potrafi schować do kieszeni największe ofensywne gwiazdy. Ich starcie mogłoby stanowić odpowiedź na pytanie, co się stanie, kiedy niepowstrzymana siła trafi na obiekt nie do ruszenia.