Sensacyjny mistrz?! Przez 120 lat nie zdobyli trofeum. Teraz rządzą po 18 kolejkach

Sensacyjny mistrz?! Przez 120 lat nie zdobyli trofeum. Teraz rządzą po 18 kolejkach
Berggrens Foto / shutterstock
Piotrek - Przyborowski
Piotrek PrzyborowskiDzisiaj · 12:00
Wydawało się, że po zeszłorocznym, sensacyjnym mistrzostwie Mjallby, teraz szwedzcy potentaci nie dadzą sobie po raz drugi z rzędu wyrwać tytułu. IK Sirius za nic ma jednak jakiekolwiek konwenanse. Klub z Uppsali notuje historyczny sezon i choć właśnie stracił swojego lidera, nie zamierza rezygnować z marzeń.
Ostatni sezon piłkarski na Starym Kontynencie obfitował w sensacyjne rozstrzygnięcia i pokazał światu kilku niespodziewanych mistrzów. Jednym z nich było Mjallby, którego to wyjątkowa historia rozpaliła serce niejednego piłkarskiego romantyka. Po tym, jak po tytuł najlepszej drużyny w Szwecji sięgnął zespół z maleńkiej wioski, również w tym roku może tam dojść do sensacyjnego rozstrzygnięcia. Bo jak inaczej nazwać ewentualne mistrzostwo dla drużyny, która przez blisko 120 lat istnienia nie wygrała jeszcze niczego poważnego? Poznajcie IK Sirius.
Dalsza część tekstu pod wideo

Pomnik w półtora roku

Klub ten powstał w 1907 roku, więc niedługo będzie świętował 120. urodziny. Dotąd po największe sukcesy sięgał nie w piłce nożnej, tylko w bandy, sporcie przypominającym hokej, w którym jest pięciokrotnym mistrzem kraju. Choć obecnie prowadzi już jedynie cztery sekcje, w czasach świetności można było w nim trenować nawet skoki narciarskie. Wśród osiągnięć w futbolu tym największym wciąż pozostaje finał Svenska Masterskapet, turnieju będącego protoplastą dla obecnych rozgrywek ligowych, którego jednak zwycięzcy do dziś nie są oficjalnie uznawani za mistrzów kraju. Poza tym przed dekady pozostawał na peryferiach poważnego futbolu, a w 2016 roku powrócił do Allsvenskan po 42 latach przerwy. Od tego czasu ustabilizował swoją pozycję w szwedzkiej elicie, aż wreszcie postanowił pójść o krok dalej.
- Chociaż może nie było tego widać po miejscu w tabeli, już w poprzednim sezonie Sirius wysyłał sygnały, że jego potencjał może być spory. W tamtych rozgrywkach szwankowała defensywa i taka stabilność w osiąganiu wyników. Przed startem nowego sezonu można było ich typować w okolicach ligowego podium, ale nikt nie pomyślałby o tym, że będą bić się o mistrzostwo. Kluczowe okazało się pozostanie jeszcze przez to pół roku Robbiego Ure, wystrzał formy reszty zawodników oraz świetna praca trenera Andreasa Engelmarka, który wcale nie był takim oczywistym wyborem dla tego klubu - opowiada nam Marek Wadas, autor twitterowego konta "Szwedzki Futbol".
Ure, rocznik ‘04, to już teraz postać wręcz pomnikowa dla całej społeczności skupionej wokół “Niebiesko-Czarnych”. Mimo że spędził tam w sumie tylko półtora roku, na zawsze zapisał się w historii klubu. Szkot, który niechciany był najpierw w Rangersach, a później w Anderlechcie, w barwach Siriusa rozegrał 50 meczów, zdobył w nich łącznie 31 bramek, a do tego dorzucił siedem asyst. Potem natomiast dał zarobić Szwedom rekordowe pieniądze, bo 6,5 mln euro wyłożyła za niego w połowie sierpnia Sevilla. Utrata tak ważnej postaci mogłoby podłamać niejeden zespół, ale nie ekipę z Uppsali. Działacze sprowadzili w jego miejsce Otso Liimatta, młodzieżowego reprezentanta Finlandii, który w dwóch pierwszych meczach strzelił dwa gole.
- Sirius trochę tak jak Mjallby potrafi sięgnąć po nieoczywiste nazwiska. Najlepszym tego przykładem jest wspomniany Ure, który nie przebił się ani w Rangersach, ani w Anderlechcie i jego zatrudnienie stanowiło pewne ryzyko. Ostatecznie okazało się strzałem w dziesiątkę. Podobnie było choćby z Mohamedem Soumahem, który wcześniej zanotował tylko epizod w pierwszym zespole Gent. Nawet o Isaku Bjerkebo przed przyjściem do Siriusa nikt nie myślał w Szwecji jako o potencjalnej gwieździe całej ligi. Akurat w Uppsali między nimi coś zatrybiło i widać tego efekty - dodaje nasz rozmówca.

Mogą uprzedzić “przeklętych”

Nieoczywiste nazwiska to jeden z kluczy do sukcesu drużyny prowadzonej przez Andreasa Engelmarka. Zresztą on sam zalicza się do tej grupy. Urodzony w Pakistanie, adoptowany jako niemowlę przez szwedzkich rodziców, pracował w roli trenera zarówno młodych piłkarek, jak i piłkarzy, a po drodze do Allsvenskan trenował także m.in. w akademii Columbus Crew. Przetarcie w dorosłej piłce zanotował po raz pierwszy w 2023 roku, kiedy do spółki z Olofem Mellbergiem, byłym reprezentantem Szwecji, podjął się pracy w Brommapojkarnie. Wytrwali tam dwa lata, po czym Engelmark przyjął propozycję z Siriusa. I mimo że w Uppsali wcale nie dysponuje najlepszą kadrą w lidze, potrafił stworzyć z niej krajowego potentata.
- Na Bjerkebo nie poznali się ani w akademii Malmo, ani później w Kalmar. To bardzo ciekawy skrzydłowy, którym interesowała się już m.in. Fiorentina. Chyba sam już wie, czego chce, bo w jednym z wywiadów przyznał, że odrzucił kilka ofert, co pokazuje, że czeka na tę jedną konkretną, która będzie dobra i dla niego, i dla klubu. Mniej oczywistą postacią jest również wspomniany Soumah. Defensor, który zdaje się być idealnie skrojonym pod wymagania nowoczesnego futbolu. Dobrze wygląda też Marcus Lindberg. Tak w zasadzie to większość z obecnej kadry Siriusa spisuje się naprawdę dobrze. I duża w tym zasługa sztabu szkoleniowego, który w obecnym sezonie wyciąga z tych zawodników chyba ze 120 procent - podkreśla Wadas.
Na przestrzeni ostatnich lat Sirius dokonał kilku świetnych ruchów personalnych, ale mocno sprzyja mu też koniunktura panująca w szwedzkiej piłce. Po okresie zdominowanym w głównej mierze przez Malmoe (w latach 2013-2024 roku sięgnęło w sumie po osiem mistrzostw) w ostatnim czasie notujemy tam narodziny nowej “elity” lub przynajmniej “wyższej klasy średniej”. Przetarciem był historyczny tytuł dla Hacken w 2022 roku, sukces Mjallby wręcz idealnie wpisał się w ten trend, a ewentualny triumf Siriusa może go już tylko uwypuklić. Drużyny, które zwyczajowo znajdowały się w gronie faworytów do najwyższych laurów, po prostu dołują.
- Engelmark i spółka potrafią świetnie wykorzystać słabość rywali. To już kolejny rok, kiedy potentaci szwedzkiej piłki zawodzą. Wydawało się, że to Hammarby może być zespołem, który przejmie tron w szwedzkiej piłce. Potrafią wydać spore pieniądze na wzmocnienia, ale wciąż brakuje im odpowiedniego mentalu. To jest trochę taki przeklęty klub, który mimo sporych tradycji wywalczył w swojej historii zaledwie jedno mistrzostwo. Malmo, a więc ten najbardziej utytułowany klub ostatnich lat, cały czas przechodzi przez fazę przebudowy i na razie niewiele wskazuje, aby ta zmierzała ku końcowi. Inni potencjalni pretendenci tacy jak AIK, Djurgardens, Elfsborg grają o puchary, ale raczej o nic więcej - dodaje.

Stabilizacja zamiast romantyzmu

Tymczasem “Niebiesko-czarni” walczą o pełną pulę. Atmosfera wokół zespołu jest wręcz fenomenalna, ale to nie może dziwić, jeśli na półmetku rozgrywek jego przewaga nad drugim w tabeli Hammarby wynosiła aż 14 punktów. Po potknięciach w ostatnich meczach stopniała do sześciu oczek, ale to wciąż dość sporo. Owszem - w zanadrzu jest jeszcze bezpośredni pojedynek pomiędzy tymi zespołami, ale perspektywy na powtórzenie scenariusza Mjallby wciąż są dość spore. Choć może nie do końca w aż takiej skali.
- Nie ukrywam, że miałem już nieco dość tych nagłówków o romantycznym Mjallby, bo tego było już w pewnym momencie za wiele, ale fakt jest taki, że to była wyjątkowa historia. Kiedy nawet przy okazji eliminacji Ligi Mistrzów kibice tej ekipy jeździli po okolicy z flagami UCL, to dało się poczuć ten swojski klimat. Sirius jest z Uppsali, czyli jednego z największych miast w kraju, dobrze znanego nam choćby z uwagi na to, że to właśnie tam trafiła spora część łupów z potopu szwedzkiego. Pod kątem romantyczności te historie nie mogą się więc równać, ale już pod aspektem czysto sportowym jak najbardziej. Przy czym Sirius wygląda póki co znacznie lepiej niż Mjallby w ubiegłym sezonie - zaznacza Wadas.
Mjallby w ubiegłym sezonie zostało mistrzem z aż 13-punktową przewagą - oczywiście nad Hammarby. Sirius takiego wyczynu już raczej nie powtórzy, ale wciąż ma szansę napisać przepiękną historię. W Uppsali jednocześnie może nie dojść do takiego scenariusza jak w przypadku wciąż aktualnego mistrza kraju, u którego po spektakularnym sezonie doszło do sporego przetrzebienia składu. Na Studenternasie już po poprzednich, całkiem obiecujących rozgrywkach, udało się uniknąć wyprzedaży najlepszych. I jeśli do końca obecnego okna z klubu nie wyfrunie już żaden z kluczowych zawodników, perspektywa wielkiej fety pod koniec listopada może nabrać realnych kształtów.
- Mimo ostatnich potknięć Sirius wciąż ma realne szanse, aby dowieźć to mistrzostwo. Kluczowe będzie, w jaki sposób zastąpiony zostanie Robbie Ure. Do zespołu dołączył już nowy zawodnik, Otso Liimatta, młodzieżowy reprezentant Finlandii, którego mieliśmy okazję oglądać na szwedzkich boiskach. 22-latek z miejsca zaczął notować liczby i choć nie jest to taki typowy napastnik jak Ure, to jest w stanie go w pewnym stopniu zastąpić. Klub na pewno nie może sobie pozwolić na sprzedaż Bjerkebo, bo strata dwóch liderów w jednym oknie to może być za dużo. Piłkarze Engelmarka wciąż mają wszystko we własnych nogach, a sam trener stara się z nich trochę zdjąć presję. A ta faktycznie istnieje, bo jeśli nie teraz, to być może już nigdy Sirius nie będzie tak blisko tytułu - podsumowuje nasz rozmówca.

Dyskusja

Przeczytaj również