Sensacyjny powrót do Widzewa Łódź? "Nie jest taki naiwny"

Sensacyjny powrót do Widzewa Łódź? "Nie jest taki naiwny"
brunocoelho / shutterstock
Janusz - Basałaj
Janusz Basałaj07 Sep · 13:30
O "fenomenie" Goncalo Feio, potencjalnym zaangażowaniu Zbigniewa Bońka w działalność Widzewa, a także wielkości Legii Warszawa, która świętuje 110 lat swojego istnienia - pisze Janusz Basałaj w kolejnym artykule ze swojego cyklu na Meczyki.pl.
Kroniki Piłkarskie Janusza Basałaja to zbiór felietonów, w których doświadczony dziennikarz Meczyki.pl komentuje bieżące wydarzenia ze świata futbolu.
Dalsza część tekstu pod wideo

"Fenomen" Feio

Czy polska piłka jest skazana na trenera Feio? Wszyscy wiedzą, co to za człowiek i jak trudno z nim się pracuje i w ogóle przebywa się w jego towarzystwie: w biurze, w szatni, na stadionie i centrum treningowym. Powiedzieć o nim: trudny człowiek o wielce skomplikowanym charakterze, to nic nie powiedzieć (a nawet napisać). Idą później w polski futbolowy świat wieści mniej lub bardziej sensacyjnie brzmiące - jak Portugalczyk traktuje piłkarzy, podwładnych, a nawet przełożonych. Przy takiej reputacji polski szkoleniowiec nie mógłby nawet trenować klubu LZS w Pajęczewie, albo innej poważnej miejscowości.
Mało kto ma o nim dobre zdanie, ale kiedy rozmawiamy o jego tzw. warsztacie, podejściu do futbolu, ludzie zarządzającymi polski klubami przymykają oczy z ukontentowania: “Ach, jaki warsztatowiec, jaki analityk, mobilizator, taktyk, po prostu mag piłki nożnej!”. Nasi prezesi, właściciele, udziałowcy piłkarskich firm po prostu kupują złudzenia: “Jak wspaniale budował zespół w Lublinie, jak postawił Legię na nogi w kryzysie…”. Słyszeliście to? To zapamiętajcie! A po kilku tygodniach (nawet miesiącach) jego roboty następuje pożegnanie po jakimś skandalu. Czasami jakiś polski trener pisknie po cichu, że urodzony nad Wisłą szkoleniowiec z taką reputacją już dawno funkcjonowałby z wilczym biletem w krajowym futbolu. Nawet do prowadzenia lekcji WF-u nikt rozsądny by go nie zaproponował, bo są jednak granice szaleństwa.
Cóż mogę powiedzieć naszym trenerom? Trzeba się było urodzić Portugalczykiem i korzystać z tego na całego. I krążyć między Bugiem a Odrą, Tatrami a Bałtykiem, nabierać kolejnych naiwnych na budowanie wielkiego klubu, może drużyny w oparach szaleństwa, bez tzw. etyki pracy i szanowania ludzi wokół. Wystarczy jednak tego smrodku dydaktycznego, jak pisał bardzo dawno temu Melchior Wańkowicz. Wychodzi na to, że polska klubowa piłka jednak nie może się obyć bez pana Feio, choć jeszcze nie tym razem, bo ostatecznie Raków postawił na innego szkoleniowca.
Do następnego razu, senhor Goncalo!

Boniek w Widzewie?

Kibicom Widzewa to by się spodobało, a Jan Tomaszewski, choć człowiek ŁKS-u (dziś drużyna Super Expressu), wprost apeluje, by Zbigniew Boniek “wziął Widzew”. Co to znaczy “wziąć”, kiedy właściciel jest i ma wielką przyjemność, by prowadzić ten zasłużony i medialny klub. Nazywa się Robert Dobrzycki i od kilkunastu miesięcy finansuje, zarządza i kreuje widzewską rzeczywistość. Ze skutkiem na razie… średnim. Wielkie ambicje, pieniądze, karuzela zawodników i trenerów, dyrektorów sportowych i innych menedżerów oraz kierowników. Nikogo to nie porywa, a miejsce w tabeli hmm… mocno niesatysfakcjonujące.
Więc na kłopoty Boniek? Sam zainteresowany zawsze i wszędzie podkreśla, że czuje się Widzewiakiem, że kibicuje temu klubowi, że najpiękniejsze lata spędził przy łódzkiej ulicy Piłsudskiego (za jego czasów to była ulica Armii Czerwonej), ale dlaczego właśnie Zibi miałby zająć się Widzewem? Pamiętają mu, że już ratował ten klub ponad 20 lat temu, awansując do ekstraklasy, pamiętają mu też szefowanie przez prawie dziewięć lat Polskiemu Związkowi Piłki Nożnej. Widzewiak z krwi i kości, człowiek sukcesu na i poza boiskiem. Kandydat może i idealny, ale czy dziś można wyobrazić sobie duet zarządzający Widzewem w składzie Dobrzycki – Boniek? Jak ktoś ma bogatą wyobraźnię, niech sobie wyimaginuje, że ten pierwszy finansuje klub, akceptuje strategiczne decyzje, zostawiając temu drugiemu zarządzanie bieżące (operacyjne) klubem, dobór i wybór najważniejszych ludzi, nie tylko w pionie sportowym… Otóż mi takiej wyobraźnie nie staje. Bycie właścicielem to nie tylko przyjemność z zasiadania w prezesowskiej loży, udzielania wstrząsających wywiadów i goszczenia znamienitych gości na meczu swojej drużyny. Swojej! Podkreślam: swojej! To dlatego jako właściciel ma przyjemność zatrudnienia tego, a nie innego dyrektora sportowego, trenera, zaakceptowania nowego transferu. Do tego może oczywiście dochodzić radość albo ból głowy i serca, kiedy trzeba rozstać się trenerem czy gwiazdorem z boiska.
Model, że pan Robert finansuje i dyskretnie nadzoruje klub, a pan Zbyszek zasuwa w codziennej klubowej orce, prowadząc Widzew do mistrzostw i pucharowej Europy, nie wydaje się na dziś możliwy. Ten pierwszy na to nie pójdzie, a ten drugi nie jest taki naiwny. Pozostaną tylko marzenia i sentyment. Na początek niech ten Widzew zacznie grać i wygrywać. A Boniek i tak ma poczesne miejsce w historii klubu z Łodzi. Dobrzycki dopiero aplikuje do takiej roli, więc niech się stara jak może.

Jubileusz w stolicy

110 lat Legii Warszawa. Piękny jubileusz, choć dla połowy naszego piłkarskiego kraju to tylko zachęta do wzruszenia ramion i paru nieparlamentarnych określeń. Druga połowa zaduma się we wzruszeniu i wielkimi dniami Legii w historii naszej piłki. Tak, Legia budzi skrajne emocje, zwłaszcza wśród kibiców, ale to dobre i dla temperatury dyskusji, i dla piłkarskiego biznesu (popatrzcie mali ludzi i nienawistnicy, który polski klub ściąga na wasze trybuny najwięcej ludzi). Kogoś razi tzw. stołeczność Legii, ale to normalne. W Hiszpanii nie wszyscy kochają Madryt i jego Real, we Francji stołeczność PSG też uwiera kibica z Bordeaux czy Marsylii. W Polsce nie może być inaczej. Dla ludzi urodzonych w tzw. głębokiej komunie, Legia może kojarzyć się z wcielaniem do wojska (czytaj Legii – klubu wojskowego) najzdolniejszych polskich piłkarzy za "free" rzecz jasna. Jakby ktoś zapomniał, w jakich warunkach powstawała w 1916 roku Legia Warszawa (Legiony Józefa Piłsudskiego i inne chwalebne historyczne okoliczności).
W polskich warunkach to wielki klub z wielkimi zasługami i wielkimi nazwiskami. Jak ktoś tego nie dostrzega, niech zostanie w swojej chatce i dalej po cichutko albo i głośno pomstuje na Legię. Nawet najtwardsi krakowscy kibice czasami powtarzają po cichu (wiem, bo sam to słyszałem) "Legia to Legia…". Założę się, że podobnie jest i w Poznaniu, Gdańsku, Zabrzu czy Białymstoku…
I takie, i inne myśli chodziły mi po głowie, kiedy siedziałem w niedzielne popołudnie na stadionie Legii, obserwując piłkarski festyn z okazji 110-lecia powstania Legii Warszawa. Nie musisz kochać tego klubu, ale szacunek dla niego musi być!

Dyskusja

Przeczytaj również