Sensacyjny transfer Barcelony. Flick musi widzieć coś więcej
Jeszcze nie zadebiutował w seniorskiej piłce, a Barcelona już płaci za niego miliony. Jeśli spełni oczekiwania, może stać się jednym z najbardziej ekscytujących skrzydłowych w Europie. Jeśli zawiedzie, “Blaugrana” będzie miała problem. Katalończycy sporo ryzykują, sprowadzając Jesse’ego Bisiwu.
Niektóre kluby można stawiać za wzór zarządzania. Do tego grona trzeba zaliczyć Club Brugge, który świętuje sukcesy na krajowym podwórku, regularnie gra w Europie i zarabia kokosy na transferach. W poprzednim roku Belgowie zainkasowali prawie 100 mln euro za takich zawodników, jak Ardon Jashari, Maxim De Cuyper czy Chemsdine Talbi. W tym okienku zebrali już 63 mln euro ze sprzedaży Christosa Tzolisa do Arsenalu i Aleksandara Stankovicia do Interu.
Na tym nie koniec. Następni w kolejce są Nicolo Tresoldi, 21-letni napastnik, którym interesują się AS Roma czy Atletico, a także Joel Ordonez, piekielnie uzdolniony 22-letni stoper. Tymczasem teraz do klubowej kasy wpłynęło aż 8,5 mln euro za piłkarza, który nie rozegrał ani jednego meczu w pierwszym zespole. 18-letni Jesse Bisiwu dotychczas występował jedynie w Club NXT, czyli rezerwach ekipy z Brugii. Zaimponował tam tak bardzo, że aż skusił Deco, Hansiego Flicka i pozostałych działaczy Barcelony.
Trochę Dembele, szczypta Doku
Skąd wziął się Bisiwu? Belg pochodzenia ghańskiego stawiał pierwsze piłkarskie kroki w OH Leuven, skąd w wieku 12 lat trafił do akademii Club Brugge. Szybko dał się poznać jako przebojowy skrzydłowy, który potrafi z łatwością zrobić przewagą szybkością i dryblingiem. W Belgii nadano mu przydomek “człowiek-wąż” ze względu na zwinność, z jaką porusza się po boisku. Jego znakiem rozpoznawczym stały się rajdy lewą flanką, po których schodził na wiodącą prawą nogę. Problemem był dość niski poziom skuteczności oraz brak wrodzonych chęci do poświęcenia się na rzecz drużyny. Jesse jest najlepszy, kiedy dostaje piłkę do nogi. ale ze znacznie większym trudem przychodzi mu powalczenie o nią w pressingu. Tu wciąż jest spore pole do rozwoju.
- Jesse to niezwykły talent. Bywał uparty, czasami zbyt mało myślał o zespole i tracił sporo piłek, ale potrafił zrobić różnicę. Prawie zawsze grał z rok starszymi zawodnikami, bo przerastał swoich rówieśników. Musi twardo stąpać po ziemi, największym wyzwaniem dla niego będzie utrzymanie regularności - mówił dla Nieuwsblad Dwight Waeytens, który prowadził piłkarza w młodzieżówkach Brugge. - Profil Bisiwu idealnie pasuje do współczesnej piłki. Pod względem stylu gry przypomina Lamine’a Yamala z czasów gry w La Masii. To urodzony drybler, który potrafi czarować z piłką przy nodze - opowiedział portalowi dhnet.be Vinyl Tonga, ghański agent piłkarski.
- Wszyscy, którzy go widzieli, wiedzą, że uwielbia dryblować. Będzie musiał nauczyć się traktować priorytetowo drużynę, ponieważ praca w obronie nie jest jego ulubionym elementem gry. Można porównać go do Doku, który jest bardziej eksplozywny na pierwszych metrach, ale całościowo Bisiwu może wyrosnąć na lepszego piłkarza. W Belgii od dawna uważa się go za jeden z największych talentów. Jeśli chce cię Barcelona, musisz mieć w sobie coś wyjątkowego - stwierdził na łamach Transfermarkt Bart Tamsyn, były skaut Club NXT.
W czasie mundialu w Katarze Bisiwu po raz pierwszy został zaproszony na treningi z pierwszym zespołem Club Brugge. Miał wówczas zaledwie 14 lat. Dwa lata później podpisał kontrakt z adidasem, który lubi mieć w swojej stajni najlepszych lub najbardziej obiecujących piłkarzy. W ubiegłym roku skrzydłowy znalazł się w najlepszej XI mistrzostw Europy U17. Na turnieju błysnął, notując dwie asysty przeciwko Czechom. Belgia dotarła do półfinału, gdzie przegrała 1:2 z Francją. Z tamtego składu “Czerwonych Diabłów” warto wyróżnić jeszcze Nathana De Cata, rewelacyjnie spisującego się pomocnika, którego Hoffenheim niedawno wyciągnęło z Anderlechtu za 20 mln euro.
Wracając do Bisiwu, w marcu zadebiutował w kadrze U19 i od razu posłał asystę z Łotwą. Niedługo potem pomógł macierzystemu klubowi odnieść spory sukces. W ćwierćfinale Młodzieżowej Ligi Mistrzów strzelił gola z rzutu wolnego w wygranym 4:0 starciu z Atletico. Club Brugge pierwszy raz w historii awansowało do Final Four Youth Champions League. Ostatecznie dopiero w finale po serii karnych Belgowie przegrali z Realem Madryt.
Dziennik Sport opublikował raport na temat Bisiwu przygotowany przez Dirka Peetersa, skauta Genk. Najlepiej opisano w nim zarówno zalety utalentowanego zawodnika, jak i elementy, nad którymi zdecydowanie musi jeszcze popracować. Wśród mankamentów zwrócono uwagę na kłopoty z decyzyjnością.
- Jesse ma silną osobowość, gra z dużą pewnością siebie. Jest zawodnikiem, który wnosi energię do zespołu, ma dobry pierwszy kontakt z piłką, który ułatwia progresywne przenoszenie piłki bliżej groźnej strefy. W sytuacjach jeden na jeden wykorzystuje swoją szybkość i naturalne warunki fizyczne. Odpowiednio ustawia się do podań, potrafi inteligentnie wykorzystać wolną przestrzeń. Musi zwrócić uwagę na niepotrzebne straty piłki, czasami zbyt wolno podejmuje decyzje - opisał Peeters.
- Ze względu na styl gry Bisiwu jest porównywany do Ousmane’a Dembele. Jest niezwykle zwinnym skrzydłowym, który dysponuje dobrym dryblingiem, łatwo zmienia kierunek biegu, potrafi generować przewagę na skrzydle. Jego obecny etap rozwoju sugeruje, że musi najpierw sprawdzić się w rezerwach Barcelony, ale zapłacona kwota przybliża go do pierwszego zespołu. Klub bardzo mocno wierzy w uzdolnionego skrzydłowego, który ma wyjątkowy potencjał, ale też pole do poprawy w zakresie wykańczania akcji i ogólnego wkładu w grę - stwierdził zaś Jordi Cardero, dziennikarz Mundo Deportivo.
Dziesięć Deco talentu
Ktoś mógłby zapytać, dlaczego 18-latek nie zadebiutował w seniorach, skoro mówi się o nim tyle dobrego. Powodów jest kilka, a najważniejszy dotyczy konkurencji. W ostatnich latach lewa flanka w Brugii była zajęta najpierw przez Antonio Nusę, a następnie Christosa Tzolisa. Trener Ivan Leko raczej nie myślał o rotowaniu Grekiem, skoro ten na przestrzeni sezonu wykręcił 51 G/A.
Z kolei Bisiwu od połowy kwietnia w ogóle nie grał, ponieważ nie zgodził się na podpisanie nowej umowy. W tamtym momencie był już zdeterminowany, aby dołączyć do Barcelony. Pierwsze doniesienia o zainteresowaniu Katalończyków pojawiły się w grudniu. Deco i Joao Amaral, szef działu skautów “Blaugrany”, kilka razy osobiście odwiedzili Belgię, aby przyjrzeć się młodzianowi i przygotować grunt pod nadchodzący transfer.
Negocjacje nie należały do najłatwiejszych. Wstępne doniesienia sugerowały, że Club Brugge oczekuje za Bisiwu co najmniej 10 mln euro oraz 40% wpływów z kolejnego transferu. Barcelonie udało się ugrać delikatnie korzystniejsze warunki. Fabrizio Romano i Sacha Tavolieri zgodnie podali, że mistrzowie Hiszpanii zapłacili 8,5 mln euro, a Belgowie zachowali 20% z odsprzedaży. Wciąż mówimy o bardzo dużych pieniądzach, patrząc na doświadczenie zawodnika, a konkretnie jego brak. Stał się on trzecim najdroższym piłkarzem sprowadzonym przez “Dumę Katalonii” przed 19. urodzinami. Więcej wydała jedynie na Vitora Roque I Pedriego. Tak to już bywa z transferami młodych talentów. Jeden okaże się kompletnym niewypałem, drugi może wyrosnąć na absolutną gwiazdę. Kto nie ryzykuje, wiadomo czego nie pije.
Ryzykowna gra
Ruchy Barcelony w tym okienku mogą wywoływać zdziwienie. Jeszcze w maju raczej panowało zgodne przekonanie, że klub potrzebuje lewonożnego stopera do pary z Pau Cubarsim oraz klasowego napastnika w miejsce Roberta Lewandowskiego. Tymczasem Deco i spółka nie sprowadzili ani obrońcy, ani “dziewiątki”, za to ściągają jednego skrzydłowego za drugim. Najpierw przybył Anthony Gordon, później Karim Adeyemi, teraz Jesse Bisiwu. 18-latek prawdopodobnie zostanie zarejestrowany w rezerwach, natomiast ma dostać szansę w pierwszym zespole. Skrzydłowych ci u nas dostatek, ale i te przyjmuję jako wróżbę zwycięstwa.
Niespodzianką jest też fakt, że “Barca” mogła w podobnej cenie ściągnąć gracza, który wydaje się bardziej gotowy do gry w La Liga. Rok temu Jan Virgili opuścił Camp Nou i przeniósł się do Mallorki, gdzie w 34 występach zanotował dwa gole i sześć asyst. Ekipa z Son Moix nie utrzymała się w hiszpańskiej ekstraklasie, przez co klauzula 19-latka spadła do 12 mln euro. “Blaugrana” zachowała 40% praw do zawodnika, zatem mogła go sprowadzić za nieco ponad 7 mln euro. A jednak tego nie zrobiła i wolała postawić na Bisiwu, który może okazać się piłkarskim kocurem, ale na razie jest klasycznym przykładem kota w worku.
Flick na pewno musi widzieć w Bisiwu coś więcej. Z kolei Virgili nie zdołał przekonać do siebie niemieckiego trenera ani podczas ubiegłorocznego okresu przygotowawczego, ani teraz. Budzi to pewne zaskoczenie, ponieważ na ten moment Hiszpan bez wątpienia jest lepszym piłkarzem od Belga. Natomiast w Barcelonie najwyraźniej uznali, że wychowanek Club Brugge ma znacznie wyżej zawieszony sufit.
W serialu Breaking Bad Walter White mawiał: “Jesse, we need to cook”. Być może Bisiwu usłyszy podobne słowa po rozpoczęciu treningów na Camp Nou. Boisko zweryfikuje, co tak naprawdę ugotowali włodarze Barcelony na rynku transferowym.