Sensacyjny wybór legendy! Prowadzi kopciuszka do Ligi Mistrzów
Jeszcze nigdy w historii afrykański szkoleniowiec nie prowadził klubu w fazie grupowej lub ligowej Ligi Mistrzów UEFA. Teraz może się to zmienić - coraz bliżej osiągnięcia tego sukcesu jest Yaya Toure, który notuje absolutnie wymarzony start w Slovanie Bratysława. Byłemu gwiazdorowi Manchesteru City wróży się obiecującą karierę trenerską.
Pięć zwycięstw, jeden remis, zero porażek, 14 goli strzelonych i dwa stracone - tak wygląda dotychczasowy bilans Yayi Toure w roli trenera Slovanu Bratysława. Biorąc pod uwagę, że tylko dwa z sześciu spotkań nie odbyły się w europejskich pucharach, jest to naprawdę dobry wynik. Choć to dopiero pierwsza praca 43-latka na takim stanowisku, to portfolio budował on sobie już wcześniej. I to w sposób dość niecodzienny.
Niełatwy start
Jako piłkarz Yaya Toure osiągnął prawie wszystko. Prawie, bo oczywiście mundialu z kadrą Wybrzeża Kości Słoniowej nie wygrał. Jedynie raz, w 2015 roku, świętował mistrzostwo Afryki. Jak wiadomo, znacznie lepiej wyglądało to w piłce klubowej, gdzie zdominował aż trzy europejskie ligi w barwach trzech różnych drużyn. 2006 - podwójna korona z Olympiakosem. 2009 - potrójna korona z FC Barceloną, zwieńczona triumfem w Lidze Mistrzów. I wreszcie, 2014 i 2018 - dwie podwójne korony z Manchesterem City. Nie każdy zawodnik z topu może się pochwalić takimi osiągnięciami na koniec kariery, tymczasem Yaya odwiesił buty na kołek z 18 trofeami na koncie.
Z piłki jednak nie zamierzał rezygnować i w wieku 37 lat postanowił rozpocząć karierę trenera. W przeciwieństwie do wielu legendarnych graczy, nie chciał od razu rzucać się na głęboką wodę i świadomie rozwijał się w cieniu. Najpierw podpatrywał pracę szkoleniowców Queen’s Park Rangers i Blackburn Rovers, później zaś dostał pracę jako asystent trenera w ukraińskim Olimpiku Donieck. Kierunek wbrew pozorom nieprzypadkowy - doniecki Metalurg był pierwszym europejskim klubem, z którym młody Toure podpisał kontrakt jako piłkarz.
- Zacząłem profesjonalną karierę w Doniecku i tu chcę zacząć moją trenerską podróż. Oczywiście wiem, że Olimpik to nie Metalurg, ale pamiętam doskonale jak przyjaźni i otwarci są tutejsi ludzie. Mój agent był zaskoczony, gdy przedstawiłem mu ten pomysł, ale nie jest łatwo znaleźć miejsce, w którym możesz spokojnie, bez zbędnej presji, uczyć się zawodu i być akceptowany jak przyjaciel - przyznał.
Pech chciał, że praca Toure w ukraińskim ekstraklasowiczu potrwała raptem cztery miesiące. W tle trwał bowiem konflikt między prezesem i właścicielem Olimpika Władysławem Helzinem, a Ukraińskim Związkiem Piłki Nożnej (UAF). Rozchodził się on o domniemaną korupcję sędziowską w federacji. Wszystko zaczęło się od 17. kolejki sezonu 2020/21 i ligowych derbów Doniecka z Szachtarem, podczas których sędzia nie uznał gola strzelonego przez Olimpik. Decyzja wzbudziła bardzo duże kontrowersje, czego świadectwem była pomeczowa reakcja samego Helzina. Gdy ówczesny trener klubu udzielał pomeczowego wywiadu, prezes wszedł w kadr i rzucił wiązankę pełną obelg, nie stroniąc od przekleństw. Na początku zwrócił się do szkoleniowca, później zaś zaczął atakować między innymi zarządcę ukraińskich struktur sędziowskich, Luciano Luciego.
- Powiedz im, że ten pieprzony sędzia urwał nam łeb, czego się k**wa wstydzisz? Czemu, k**wa, wciąż milczysz? [...] Co wy tu gadacie? Co gadają ci pieprzeni eksperci? Prawidłowo strzelony gol został nieuznany. Po co, k**wa, ten włoski ch** dalej jest w naszym kraju? - wypalił.
Sprawa natychmiast trafiła do UAF. Wiadomo było, że Helzinowi za te słowa mogła grozić długa dyskwalifikacja, ale 48-latek tylko pogorszył swoją sytuację, idąc na wojnę z federacją. Ostatecznie doczekał się kary w postaci pięcioletniego zakazu działalności, która we wrześniu została złagodzona do trzech lat. W międzyczasie jednak zdążyło się to odbić na samym Olimpiku Donieck, który najpierw wycofał się z ukraińskich rozgrywek, a później przestał istnieć. Już wcześniej klub borykał się z finansowymi problemami, a odcięcie go od prywatnego właściciela było gwoździem do trumny. Tym sposobem Yaya Toure w lipcu 2021 roku musiał szukać sobie nowego miejsca pracy.
Przez Rosję, Tottenham i… Arabię Saudyjską
I znalazł je dość szybko. Wybrał rosyjski Achmat Grozny. Jak zadeklarował, nie motywowały go do tego kwestie finansowe - podczas gdy przygodę w Olimpiku traktował jak bezpłatny trenerski staż, to pracując w Achmacie zamierzał zrzec się z pensji, przekazując jej równowartość na cele charytatywne. Chciał też przyczynić się do popularyzacji futbolu w Republice Czeczeńskiej, o czym otwarcie mówił po przybyciu do klubu.
- Nie przyjechałem tu dla pieniędzy. Moim celem jest rozwój futbolu i pomaganie ludziom. Myślę, że mogę przyczynić się do rozwoju futbolu w Republice Czeczeńskiej. Chcę pomagać dzieciom, chcę pokazać, że pasja do piłki nożnej może zaprowadzić ludzi w dalekie miejsca. Jako że sam jestem muzułmaninem, dla mnie to naprawdę bardzo ważne - mówił, cytowany przez rosyjski Sport24.
Niestety, jest też druga strona medalu. Bo choć same intencje Toure rzeczywiście mogły być szczere i wynikać z czystej dobroci, to obrany przez niego kierunek był mocno kontrowersyjny. Achmat to klub, którego honorowym prezesem jest Ramzan Kadyrow - obecny prezydent Czeczenii, oskarżany m.in. o popełnianie zbrodni wojennych w Ukrainie. Sama nazwa drużyny jest zresztą hołdem oddanym Achmatowi Kadyrowowi, pierwszemu przywódcy Czeczenii i ojcu Ramzana. Kadyrow bierze udział w kluczowych decyzjach klubu, między innymi finansowych. Zatrudnia i zwalnia trenerów oraz innych pracowników. Nie jest tajemnicą, że jego głównym celem jest sportswashing - piłkę nożną oraz relacje z ludźmi sportu wykorzystuje do poprawy wizerunku politycznego. Podczas MŚ 2018 skorzystał chociażby z tego, że swoją bazę treningową w Groznym miała reprezentacja Egiptu i odwiedził w hotelu Mohameda Salaha. Gwiazdor Liverpoolu był nawet osobiście eskortowany przez niego na stadion przed tysiącami kibiców.
Co więcej, według rosyjskich mediów to właśnie rozmowa Toure z Salahem miała wpłynąć na to, że Iworyjczyk wybrał Achmat jako kolejne miejsce pracy. Wiadomo natomiast, jak wyglądają rosyjskie media - gdy spojrzymy sobie na wspomniany wywiad udzielony przez byłą gwiazdę “The Citizens”, widać jak na dłoni, że wątek dobroczynności piłkarza został wykorzystany pod narrację. Znacznie bardziej prawdopodobne jest, że Salah nie miał w tej historii realnego udziału.
Kadencja Toure w roli asystenta trenera Achmatu trwała nieco ponad pięć miesięcy. W sierpniu 2022 roku były pomocnik po raz pierwszy stanął za linią boczną jako trener główny, jednak nie w piłce seniorskiej, a młodzieżowej - prowadził bowiem drużynę Tottenhamu do lat 16. Tak naprawdę w klubie pojawił się już wcześniej, natomiast przed długoterminowym zatrudnieniem musiał do końca wyrobić sobie licencję UEFA A. Z kolei po niecałym roku spędzonym w Spurs został asystentem trenera w Standardzie Liege, gdzie spędził cztery miesiące. Najciekawsze przyszło jednak dopiero później - w 2023 roku ofertę pracy Toure złożył jego dawny trener z Manchesteru City, Roberto Mancini. W ten sposób Iworyjczyk dołączył do sztabu reprezentacji Arabii Saudyjskiej, w której Włoch w tamtym momencie pracował.
Yaya towarzyszył Manciniemu przez 14 meczów. Pomagał mu także podczas ostatniego Pucharu Azji, podczas którego Saudyjczycy mocno zawiedli. Odpadli z turnieju już w 1/8 finału po konkursie jedenastek przegranym z Koreą Południową. Co ciekawe, włoski szkoleniowiec jeszcze przed finiszem rywalizacji zszedł z boiska, a klip z jego “ucieczką” do szatni stał się niezwykle popularny w internecie.
https://youtube.com/shorts/pP8VYJd1qrk?si=4phOw9kctkT7YWR5
Po ochłonięciu Mancini przeprosił za swoje zachowanie. Na stanowisku pozostał jeszcze przez kilka miesięcy, jednak rozczarowująca postawa “Zielonych Sokołów” na początku eliminacji tegorocznych MŚ sprawiła, że podał się do dymisji. Toure odszedł wraz z nim, a w następnych miesiącach wyrobił licencję UEFA Pro, wymaganą do prowadzenia klubów na najwyższym poziomie.
Wielka szansa i wejście smoka
Już na tym etapie portfolio byłego pomocnika było bogate, mimo że jeszcze ani razu nie miał on okazji prowadzić żadnego zespołu w seniorskim futbolu. Szansa przyszła dopiero w czerwcu tego roku - do Toure odezwał się bowiem Slovan Bratysława, który szukał następcy Vladimira Weissa. Dotychczasowy trener słowackiego giganta po pięciu latach zdecydował się na odejście ze względu na ofertę pracy z reprezentacji narodowej. A jednak swoje w tym klubie osiągnął - po czarnej erze lat 2015-2018 pomógł uczynić Slovan krajowym hegemonem i zdobył z nim sześć mistrzostw Słowacji na sześć możliwych. Na własnym podwórku klub jest niedościgniony od niemal dekady i nic dziwnego, że chce mierzyć wyżej. Sam fakt, że niecały rok temu pobił swój rekord transferowy, sprzedając Davida Strelca do Middlesbrough za siedem i pół miliona euro, pokazuje, że najwyższy czas zaatakować europejską scenę. Prezes klubu Ivan Kmotrik Jr. stwierdził, że Toure będzie do tego idealnym kandydatem.
- Moim celem było sprowadzenie osoby i osobowości, która doświadczyła największego światowego futbolu. Odbyłem z Yayą Toure kilka osobistych spotkań i od razu poczułem, że nadajemy na tych samych falach, a także mamy podobne podejście do tego, jak osiągnąć sukces. Od Toure bije ogromna chęć i motywacja, by odnieść sukces jako trener ze Slovanem - tłumaczył.
Ale aby europejską scenę zawojować, najpierw trzeba się na niej pojawić. Weissowi wyszło to tylko połowicznie. Co prawda pierwszy raz w historii klubu awansował z nim do Ligi Mistrzów, ale w samych rozgrywkach poradził sobie fatalnie, przegrywając wszystkie mecze. Owszem, zdarzały dobre momenty, takie jak nieznaczna porażka 2:3 z Milanem, ale całościowo wciąż było widać, że to zbyt wysoki poziom. Yaya Toure otrzymał więc jasne zadanie - nie tylko do Ligi Mistrzów wejść, ale i godnie się tam zaprezentować.
Pierwsza część planu póki co idzie rewelacyjnie. Mistrzowie Słowacji w drugiej rundzie kwalifikacji przeszli gruzińską Iberię 1999 (2:0, 1:1), a w trzeciej poradzili sobie ze szwedzkim Mjallby (2:1, 2:0). Teraz od fazy ligowej dzieli ich zaledwie jeden dwumecz, który rozegrają z Celje - trzykrotnym mistrzem Słowenii. Dwa awanse do LM na przestrzeni trzech lat brzmią dla fanów Slovana jak scenariusz wymarzony, ale nie nierealny. Sam Toure może stać się jego twarzą, choć do tej pory poprowadził klub w zaledwie sześciu meczach. Jest to dość imponujące, szczególnie że dla 43-latka to pierwsza taka praca w seniorskim futbolu. Niecałe dwa miesiące na stanowisku mogą wystarczyć do tego, by stał się pierwszym afrykańskim trenerem w historii, który poprowadzi klub w Champions League.
Lepszy start trudno sobie wyobrazić, szczególnie że w drużynie kiełkują nowe gwiazdy. W obliczu kontuzji wybitnie utalentowanego Nino Marcelliego coraz jaśniej zaczyna błyszczeć Suleiman Camara - 24-letni skrzydłowy z Gambii, sprowadzony z Racingu Santander. To właśnie on został bohaterem wygranego ostatnio dwumeczu z Mjallby, w którym zdobył dwie bramki i zanotował asystę. Ciekawostką jest, że drogi Camary i Toure przecięły się już wcześniej, w zupełnie innych okolicznościach - w 2015 roku obaj wystąpili bowiem w… reklamie afrykańskiego operatora komórkowego. Toure jako gwiazda piłki promująca markę, Camara jako młody chłopiec, który dopiero marzył o zostaniu profesjonalnym graczem. Dziś pracują razem w jednej drużynie.
Nie brakuje również polskich wątków. W Slovanie możemy obecnie oglądać dwóch piłkarzy znanych z boisk naszej Ekstraklasy - Samuela Kozlovskiego (ex Widzew Łódź) i Petera Pokornego (ex Śląsk Wrocław). Ten drugi pełni w drużynie ważną rolę, bowiem jest w niej podstawowym środkowym pomocnikiem. W każdym z meczów kwalifikacji LM zagrał “od deski do deski”. Istotne to tym bardziej, że Slovan przed sezonem 2026/27 odciął się od większości doświadczonych graczy, którzy byli częścią klubu przez ostatnie lata - 35-letni Robert Mak i 36-letni Vladimir Weiss (syn Weissa seniora, trenera) pokończyli kariery, a 39-letni Guram Kaszia (przez długi czas kapitan i podstawowy pomocnik zespołu) został bez klubu. W skrócie, odkąd dla 25-letniego Pokornego zwolniło się miejsce, to naturalnie przejął on pałeczkę po odchodzących liderach, stając się nieodłącznym elementem pierwszego składu.
Slovan nie od dziś zaczął odstawiać na bok weteranów - pierwsze sygnały zmiany polityki transferowej widać było już rok temu, gdy żegnano się z Jurajem Kucką. W Bratysławie chcą ambitnego klubu, a nie przystani dla zawodników “po drugiej stronie rzeki”, którzy szukają spokojnego miejsca na koniec kariery. Zatrudnienie Yayi Toure jest ku temu bardzo ciekawym krokiem, bo pokazuje, że zarząd otwiera się na odważniejsze rozwiązania i zaczyna myśleć o przyszłości. Jeżeli 43-latek zdoła wprowadzić “Błękitnych” do Ligi Mistrzów, przekonamy się, czy zostały wyciągnięte wnioski z pierwszej, zupełnie nieudanej przygody. Potencjał na pewno widać.