Flick naprawdę powiedział to po blamażu Barcelony. Aż trudno uwierzyć

Flick naprawdę powiedział to po blamażu Barcelony. Aż trudno uwierzyć
Mateusz Porzucek / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 06:50
Jaka piękna katastrofa - mogli pomyśleć kibice Barcelony, obserwując czwartkową porażkę 0:4 z Atletico. Katalończycy nie tyle zostali pokonani, ale zdeklasowani w pierwszym półfinale Copa del Rey. Diego Simeone ograł Hansiego Flicka jak dziecko.
Teoretycznie żaden dwumecz nie rozstrzyga się po pierwszych 90 minutach. W końcu sama Barcelona w sezonie 2016/17 pokazała, że da się odrobić 0:4 w plecy. Tylko najwięksi optymiści w Katalonii mogą jednak wierzyć, że “Blaugrana” powtórzy z Atletico remontadę, której dokonała przeciwko PSG. Spotkanie na Metropolitano właściwie wyłoniło finalistę Pucharu Króla, którym zasłużenie będzie “banda” Diego Simeone. “Los Colchoneros” przez większą część sezonu grali w kratkę, potrafili gubić punkty z pozornie łatwymi rywalami. Ale kibice dzielnie znosili wpadki z Bodo/Glimt czy Levante. Czekali na ten jeden wieczór, kiedy trybuny na Metropolitano zapłoną, a “topowy” rywal zostanie pożarty. Topowy w cudzysłowie, ponieważ obecna “Barca” może być tak nazywana głównie z powodu historii, a niekoniecznie obecnej klasy.
Dalsza część tekstu pod wideo

Zderzenie z towarowym

Bywają takie mecze, kiedy jednej drużynie wychodzi wszystko, a drugiej nic. Czwartkowe spotkanie wbrew pozorom wcale takim nie było. Atletico rozbiło Barcelonę 4:0, chociaż wynik mógł być jeszcze wyższy. Jeszcze w pierwszej połowie dobrych sytuacji nie wykorzystali przecież Giuliano Simeone czy Antoine Griezmann, po przerwie Alexander Sorloth nie dobił rywali. Aczkolwiek to nie miało większego znaczenia, biorąc pod uwagę, że madrytczycy z porażającą łatwością i regularnością tworzyli kolejne sytuacje. Raz za razem szatkowali defensywę “Barcy” na kawałeczki.
W wielu fragmentach czwartkowy półfinał wyglądał tak, jakby tylko gospodarze wiedzieli, o co toczy się gra. “Atleti” walczyło o awans, a Barcelona wyszła jak na letni mecz o Puchar Gampera. O podejściu Katalończyków wiele mówiły sytuacje, w których mieli problemy z przyczepnością. Stan murawy na Metropolitano faktycznie jest daleki od ideału, o czym wspominał nawet Koke po poprzednim starciu z Betisem. Obie ekipy grały jednak na identycznej nawierzchni. Kiedy Yamal, Fermin czy Cubarsi tracili równowagę, przestawali interesować się akcją, machali rękami, znajdowali wymówkę, którą mogli wytłumaczyć kolejną nieudaną akcję. Tymczasem Giuliano, Llorente czy Lookman do każdej piłki szli jak do pożaru. Mogli się potykać, przewracać, ale nic nie było w stanie zatrzymać ich morderczej chęci zwycięstwa. Samym nastawieniem do rywalizacji wypracowali sobie co najmniej dwubramkową przewagę.
Trzeba też zwrócić uwagę na to, że “Blaugrana” po raz kolejny pokazała się z naiwnej strony. To naprawdę abstrakcyjne, że teoretycznie czołowy zespół na każdy mecz wychodzi z dosłownie jednym planem gry. Nie ma żadnej alternatywy czy nawet próby dostosowania się do panujących warunków. “Cholo” przeczytał Flicka jak otwartą książkę, opracował odpowiednią taktykę, a Niemiec nawet nie silił się na poszukanie kontrargumentu. Tak oto prawie każdy ofensywny zryw “Los Colchoneros” wyglądał następująco: prostopadłe podanie na skrzydło do Giuliano lub Lookmana, zwrotna piłka w okolice 16. metra i strzał albo dodatkowe zgranie i finalizacja. Jedna akcja bramkowa, druga, kolejna. “Rojiblancos” bawili się w najlepsze, a Barcelona niekoniecznie chciała przeszkadzać.
- Barcelona rozegrała prawdopodobnie najgorszy mecz pod wodzą Hansiego Flicka. Porażka na Metropolitano była bardzo dotkliwa. Praktycznie żaden z piłkarzy “Barcy” nie zaliczył nawet przyzwoitego występu - oceniła na gorąco Marca. - Barcelona została zmiażdżona. Kompletny występ podopiecznych “Cholo”, którzy całkowicie zdominowali mistrzów Hiszpanii. Atletico nie pozwoliło rywalowi na oddech, każde prostopadłe podanie było kolejną żyłą złotą. Niesamowity występ “Rojiblancos” i fatalny “Barcy” - wtórował AS. - Historyczna katastrofa Barcelony. Problemem był każdy element gry. Katalończycy dali przeciwnikowi mnóstwo prezentów, popełniając błędy i łatwo tracąc piłki. Nie dali sobie szansy na przeżycie w dwumeczu - dodał kataloński Sport.

Niespełniona obietnica

Z perspektywy Katalończyków alarmujące musi być to, że po raz kolejny w tym sezonie zostali upokorzeni. Już jesienią przegrali 1:4 z Sevillą i 0:3 z Chelsea. Limit wysokich porażek powoli się wyczerpuje. Zwłaszcza, że Flick po klęsce z “The Blues” zapowiedział, że niedługo ujrzymy inną wersję Barcelony. W ostatnich dniach w mediach społecznościowych wielokrotnie przypominano te słowa w kontekście późniejszych wydarzeń. Od momentu lania na Stamford Bridge zespół wygrał 17 z 18 meczów, co mogło imponować. Teoretycznie w mieście Gaudiego nie było powodów do niepokoju.
Czy Barcelona faktycznie poczyniła jednak jakiś spektakularny postęp względem formy z listopada? Patrząc bliżej, można raczej dojść do wniosku, że seria zwycięstw w dużej mierze wynikała z naprawdę przyjemnego terminarza. W trakcie udanej passy trzeba było pokonać tylko dwóch rywali wagi ciężkiej, czyli Atletico w lidze (3:1) i Real w Superpucharze Hiszpanii (3:2). Przypomnijmy jednak, że w starciu na Camp Nou końcówka była dość nerwowa i choćby koszmarne pudło Thiago Almady uniemożliwiło “Rojiblancos” wywiezienie punktu. Z kolei finałowe El Clasico stanowiło epitafium projektu Xabiego Alonso. “Barca” trafiła wówczas na “Królewskich” w miernej dyspozycji, którzy zresztą dzień po porażce zmienili trenera. Nawet w derbach miasta Gaudiego podopieczni Flicka tańczyli na linach i tylko wybitny wówczas występ Joana Garcii pozwolił zgarnąć komplet punktów. Liczba wygranych meczów w ostatnich tygodniach mogła zatem imponować, ale problemy trapiące drużynę nie zostały rozwiązane, a co najwyżej zatuszowane. I nie był to makijaż permanentny, a raczej niezbyt drogi podkład.
A wspomnianych problemów jest cała masa. Linia defensywy nie ma lidera, który potrafiłby, brzydko mówiąc, złapać kolegów za twarze i poprowadzić w odpowiednim kierunku. Pau Cubarsi i Eric Garcia największe pochwały zbierają po meczach ze średniakami ligi hiszpańskiej. To nie są stoperzy, których wystawiasz na np. PSG, Bayern czy właśnie Atletico i czujesz spokój. Transfer środkowego obrońcy zdaje się być priorytetem “Barcy”, ale trzeba też napomknąć o katastrofalnej dyspozycji bocznych defensorów. Jules Kounde i Alejandro Balde w wielu spotkaniach tego sezonu sabotowali zespół. W czwartek Ademola Lookman oraz Giuliano Simeone mieli swobodę, o której pomarzyć mogą wszyscy skrzydłowi świata.
Idąc dalej, Robert Lewandowski i Ferran Torres walczą o pierwszy skład, chociaż żaden obecnie nie prezentuje poziomu, którego należałoby oczekiwać od podstawowego snajpera z Camp Nou. Polak już jest po okresie życiowej formy, a u Hiszpana nawet nie wiadomo, czy taka hossa kiedyś się pojawi. Środek pola? Bez Pedriego pozostali pomocnicy kompletnie nie wiedzą, co mają robić. Struktura pressingu działa prawidłowo tylko z Raphinhą na murawie. Bez tej dwójki projekt Flicka to kolos nawet nie na glinianych, a tekturowych nogach. Oczywiście, że każdy klub odczuje brak kluczowych piłkarzy. Ale nie wszyscy są tak bardzo uzależnieni od pojedynczych liderów. Atletico wyszło na Barcelonę bez Pablo Barriosa, swojego najlepszego pomocnika w tym sezonie, po czym rozegrało najlepszy mecz od lat. A “Blaugrana” od wielu miesięcy przegrywa właściwie każde trudniejsze spotkanie, w którym brakuje Raphinhi lub Pedriego. Nie widać nawet żadnej próby ukrycia ich nieobecności. Wczorajszy plan z Olmo bliżej lewego skrzydła i Casado w duecie pivotów z De Jongiem okazał się kompletną klapą. Szybka zmiana defensywnego pomocnika na Lewandowskiego też nie odmieniła losów spotkania.

Kręcąc się w kółko

Hansi Flick zaskoczył podsumowaniem meczu na konferencji. Trener praktycznie nie szukał bowiem negatywów związanych z, powiedzmy to wprost, skandalicznie słabym występem. Może Niemiec nie chciał dobijać własnej drużyny, ale jednak tak wysoka porażka zwykle spotyka się z nieco inną reakcją.
- Jestem dumny z mojego zespołu. Może nie z tego, jak zagrał w pierwszej połowie, ale z całego sezonu. Mamy mnóstwo kontuzji, musimy wyciągnąć wnioski. Wrócimy. Musimy zacząć od zera, jak zrobili to piłkarze Atletico. W pierwszej połowie graliśmy źle, nie pressowaliśmy, były za duże odległości między formacjami. W drugiej połowie wyglądało to lepiej. Mamy przed sobą rewanż, jesteśmy w stanie wygrać po 2:0 w każdej połowie - ocenił Flick, cytowany przez Jijantes. - Nie mam żadnych wątpliwości, że możemy odwrócić wynik - stwierdził Eric Garcia. - Pierwsza połowa była trudna, ale ta drużyna pokazała już, że potrafi się podnieść - dodał Deco na antenie Esport3.
Trudno nie odnieść wrażenia, że przedstawiciele Barcelony próbują pudrować rzeczywistość. Teraz przez miesiąc można budować narrację o nadchodzącej remontadzie, heroicznych powrotach z przeszłości i grze do ostatniego gwizdka Ale tak naprawdę nie ma żadnych przesłanek sugerujących, że Atletico może wypuścić awans. Wręcz przeciwnie, przy tak grającej obronie Katalończyków należy jedynie zastanawiać się, czy przypadkiem “Rojiblancos” nie wyprowadzą kilku kontrataków, które uciszą Camp Nou.
Barcelona w tym sezonie na pewno odniesie jeszcze wiele zwycięstw. Dysponując tak jakościową kadrą, trudno byłoby nie nastukać sporej liczby punktów w samej lidze. Zwłaszcza, że rozgrywki w Hiszpanii stają się z roku na rok coraz słabsze. Jednak patrząc całościowo, ta drużyna zdaje się dreptać w miejscu. Z rywalami z niższej półki jej mankamenty jeszcze mogą ujść na sucho, ale starcia z klasowymi przeciwnikami stanowią brutalną weryfikację. Jesienne porażki z PSG, Realem i Chelsea uwypukliły błędy zespołu, który najwidoczniej nieszczególnie zamierza wyciągnąć jakiekolwiek wnioski. Nadal stosuje samobójcze ustawienie linii obrony, bazuje w ofensywie wyłącznie na indywidualnych zrywach i praktycznie nie istnieje bez wkładu Raphinhi oraz Pedriego.
W piłce niczego nie można być pewnym. Ale obecna Barcelona naprawdę nie wygląda jak ekipa, która mogłaby powalczyć o triumf w Pucharze Króla i Lidze Mistrzów. Szansa na odrobienie strat z “Atleti” jest mikroskopijna, a ryzyko kolejnej porażki z mocnym rywalem w Europie bardzo wysokie. Katalończycy powinni skupić się na lidze, gdzie targany kryzysami Real traci tylko jeden punkt w tabeli. Jeśli jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz, to “Barca” jest bardzo, ale to bardzo słaba.

Przeczytaj również