Smutny koniec legendy. Selekcjoner go upokorzył. "To jak przestępstwo"

Smutny koniec legendy. Selekcjoner go upokorzył. "To jak przestępstwo"
Icon Sport / pressfocus
Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł
Dodaj do źródeł Google
Mundial w USA był końcem epoki dla wielu dawnych gwiazd, ale przykład N’Golo Kante jest szczególny. Francuz przemknął przez turniej jak duch, nie zagrał ani minuty, choć jeszcze wiosną miał pełne zaufanie Didiera Deschampsa. Andres Iniesta i inne legendy nazwały to “przestępstwem”. Selekcjoner tak zapatrzył się w swój znakomity atak, że niepostrzeżenie upokorzył jednego z najbardziej lubianych zawodników świata.
Po szalonym meczu z Anglią podszedł do niego i uściskał go z całych sił. Scena zaczęła krążyć we francuskich mediach, ale nie był to pozytywny kontekst, tylko pytanie: na co te przytulanki, skoro Kante nawet przez moment nie powąchał murawy. Swój ostatni taniec na wielkiej scenie mieli Cristiano Ronaldo, Luka Modrić czy Kevin de Bruyne. Kante na ich tle wygląda, jakby ktoś zamknął go w klatce. Nie pożegnał się tak, jak na to zasługiwał. Na kolejnym mundialu będzie miał 39 lat. Już teraz mówi się, że nowy selekcjoner Zinedine Zidane nie będzie na niego stawiał.
Dalsza część tekstu pod wideo

Lew w klatce

Deschamps w przerwie meczu o trzecie miejsce zrobił aż cztery zmiany, ale nie wpuścił na murawę Kante. Pomijając bramkarzy, jedynie on i Lucas Hernandez z PSG nie dostali na tym mundialu jakichkolwiek minut. Kante wiosną był podstawowym graczem Fenerbahce. Nie narzekał na uraz, tak jak działo się to w Katarze w 2022 roku, a mimo to Deschamps nie pozwolił mu godnie pożegnać się z kadrą. 35-latek zajmował piąte miejsce w hierarchii środkowych pomocników. Najbliżej wejścia był w trzecim spotkaniu grupowym z Norwegią, kiedy już rozgrzewał się przy linii. Ostatecznie wszedł Jean-Philippe Mateta. Kante nigdy publicznie nie wyraził rozgoryczenia. Zawsze był zawodnikiem, który milczenie poza boiskiem rekompensuje niebywałą energią na boisku.
Z Deschampsem przez ostatnie 10 lat przeżyli niesamowite chwile. To u “DeDe” debiutował w 2016 roku, kiedy świat zachwycał się wspaniałą historią Leicester. Kante był wtedy silnikiem mistrzowskiej drużyny, a wkrótce też zaczął być podstawowym graczem reprezentacji. Francuzi z nim w składzie w regulaminowym czasie gry nie przegrali w 15 spotkaniach z rzędu. Zaraz potem doszedł fenomenalny występ na mundialu w 2018 roku - Kante zagrał tam w każdym spotkaniu, partnerując w środku Paulowi Pogbie. Hugo Lloris, bramkarz “Trójkolorowych”, powiedział po latach: - N’Golo był naszym najważniejszym zawodnikiem. To on ograniczył Messiego. Był głównym powodem, dlaczego wygraliśmy mundial.

Wielka dekada

Oczywiście potem w jego karierze nie wszystko było już jak w bajce. W pewnym momencie miał 12 kontuzji w ciągu trzech lat. We Francji głośno było o zatargach z bandytami, którzy chcieli wykorzystać jego dobroć i mocno pobrudzili mu w życiu prywatnym. Kiedy w 2018 roku wygrał mundial, był jedynym, który nie wrócił do ojczyzny, bo chciał chronić swój spokój. Dawni koledzy z dzieciństwa pragnęli wyciskać go jak cytrynę, a on mimo to nigdy się nie zmienił. Znany jest przykład z Football Leaks, która kiedyś przejrzała papiery Kante i nie znalazła niczego. Mało tego, Francuz sprzeciwił się swoim agentom, by lokować pieniądze w rajach podatkowych, czym jeszcze bardziej zyskał przychylność fanów. Na zawsze będzie kojarzył się z gościem, który na treningi przyjeżdża Mini Cooperem, a czas między meczami spędza w meczecie.
Adil Rami, mistrz świata z 2018 roku opowiadał kiedyś pewną anegdotę - gdy jako pierwszy zdradził koledze z kadry, że można zamówić do domu panią, która zajmuje się sprzątaniem, piłkarzowi Chelsea nie mieściło się to w głowie. Nie potrafił pojąć, że można się wyręczać w tak prostych sprawach. Thomas Tuchel w Chelsea nazwał go kiedyś swoim “Supermanem”. Bo Kante przez lata był złotą rączką trenerów, potrafił rozwiązać każdy problem, ugasić wiele pożarów naraz, a przy okazji nigdy nie narzekał. Jego klasa nie wygasła wraz z transferem do Arabii Saudyjskiej w 2023 roku. Już wtedy wielu pisało, że Kante wypisuje się z poważnej piłki, a on rok później na EURO stał się podstawowym zawodnikiem Deschampsa.

Reaktywacja po Arabii

Tamten turniej przypomniał, że ciągle może dać wiele kadrze. W ćwierćfinale z Portugalią, który Francja wygrała w karnych, rozegrał aż 120 minut. Obok niego grali Tchouameni i Camavinga. Deschamps stosował trochę inne ustawienie niż dzisiaj. Kante pokazał jednak, że świetnie adaptuje się w nowej grupie. Stara gwardia z 2018 roku powoli się kruszyła, a on wyglądał jakby zatrzymał czas. Co ciekawe, wracał wtedy do reprezentacji po długiej przerwie. Zaraz po powołaniu L’Equipe zapytał go wprost: “Czy myślałeś, że to już koniec?”, a Kante nie lukrował rzeczywistości, odpowiadając: “Oczywiście, że tak”. Kolejne mecze przypomniały jednak jego aurę. To był cały on: najukochańszy piłkarz świata, gość z globalną sympatią, którego skromność i szczerość uśmiechu kradnie serca.
Tym bardziej trudno zrozumieć niedawną decyzję Deschampsa. On sam odchodzi z kadry po 14 latach, mecz z Anglią był jego ostatnim przystankiem. Kante mógłby dodać w tym spotkaniu nieco więcej energii i zabezpieczyć tyły, które tego wieczoru były otwarte na oścież. A mimo to Deschamps tak jakby totalnie o nim zapomniał. Magazyn So Foot napisał, że wyglądało to jak letnie kolonie, na których jeden zawodnik przyjechał jako ojciec pilnujący grupy.
Kante był niestety maskotką bez realnego wpływu na grę. W social mediach czasem pojawiają się spekulacje o jego specyficznych relacjach z Kylianem Mbappe. Często we fragmentach wideo wyglądają, jakby “Dyktator” ignorował N’Golo, ale są to tylko obrazki wybrane pod tezę. Nie ma żadnych konkretnych informacji, jakoby coś w tym duecie zgrzytało.
Kante ma w tym momencie jeszcze dwa lata umowy z Fenerbahce. Cały czas interesują się nim francuskie kluby, m.in. Paris FC, które chciałoby sprowadzić go z powrotem do ojczyzny. Na razie nie ma jednak konkretnych informacji o jego przyszłości. Kante nie opublikował też żadnego oświadczenia, że kończy z kadrą na dobre. Jeśli Zinedine Zidane będzie widział w nim opcję, to być może jeszcze go w niebieskiej koszulce zobaczymy. Trudno jednak wyobrazić sobie Francuza na kolejnym wielkim turnieju, bo przecież mówimy o najbardziej konkurencyjnej reprezentacji świata. Ta szansa odpłynęła wraz z meczem o trzecie miejsce na stadionie w Miami.
Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł
Dodaj do źródeł Google

Dyskusja

Przeczytaj również