Spektakularne wzmocnienie Barcelony. "Skandalicznie dobry. Ekscytuje Camp Nou"

Spektakularne wzmocnienie Barcelony. "Skandalicznie dobry. Ekscytuje Camp Nou"
Kamil Zajączkowski / shutterstock
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 17:00
Zawodnicy z rocznika 2007 są prawdziwą kopalnią złota dla FC Barcelony. Już w poprzednich sezonach młodziutcy Lamine Yamal i Pau Cubarsi oczarowali piłkarski świat. Teraz nowym bohaterem Camp Nou staje się Marc Bernal.
To historia jak z filmu. Trzech chłopców w młodym wieku łączy przyjaźń i przynależność klubowa. Obrońca, pomocnik i skrzydłowy wspólnie przemierzają kolejne szczeble piłki juniorskiej, wyróżniając się spektakularnym talentem. Są praktycznie nierozłączni, chociaż na ich drodze pojawiają się oczywiście różne przeszkody. A to problemy zdrowotne, a to oferty z innych klubów. Skutecznie omijają jednak wszelkie wertepy, zmierzając we wspólnym celu. Sęk w tym, że niczym u Artura Rojka “to nie był film”. W stolicy Katalonii scenariusz napisało życie.
Dalsza część tekstu pod wideo
Pau Cubarsi, Marc Bernal i Lamine Yamal faktycznie przeszli razem wiele, chociaż mają dopiero po 18-19 lat. Dwóch z nich nie trzeba nikomu przedstawiać. Są reprezentantami Hiszpanii, mają na koncie ponad 100 meczów w barwach Barcelony, prowadzili ją już do zdobycia konkretnych trofeów. Pomocnik nie miał tyle szczęścia, jego kariera została wstrzymana na kilkanaście miesięcy. Chociaż zabrzmi to prozaicznie, Bernal faktycznie wrócił silniejszy niż przed doznaniem poważnej kontuzji. Dziś nic nie stoi na przeszkodzie, aby też stał się filarem “Dumy Katalonii”.

Rok wyjęty z życia

Bernal rozpoczął seniorską karierę jako defensywny pomocnik, hiszpańska “szóstka”, która głównie ma odpowiadać za rozegranie i stawianie stempla na każdej akcji. Czai się w nim jednak dusza rasowego snajpera. Katalońskie media podawały, że w piłce młodzieżowej rozegrał 286 meczów, notując w nich aż 280 bramek. Jego lewa noga siała postrach wśród rywali poszczególnych ekip z La Masii. Włodarze Barcelony od kilku ładnych lat wiedzieli, że dysponują diamentem, który trzeba jedynie oszlifować.
- Marc od zawsze wyróżniał się sylwetką i warunkami fizycznymi. Dzięki temu praktycznie od początku kariery mógł grać ze starszymi rocznikami. W kategorii U-8 występował w ekipie Nastic de Manresa, która docierała do finałów, pokonując Barcelonę czy Espanyol - opowiedział dla Diari Ara Albert Puig, były trener w La Masii, obecnie dyrektor Girony. - Po przejściu do La Masii nadal strzelał mnóstwo goli. W piłce siedmioosobowej grał jako ofensywny pomocnik, ale też skrzydłowy. Chociaż był bardzo wysoki, to miał dobrą koordynację, zawsze ustawiał się we właściwym miejscu. Wiedział, kiedy podać, a kiedy dryblować - dodał.
Hansi Flick dość szybko zakochał się w umiejętnościach Bernala. Przypomnijmy, że pomocnik rozpoczął poprzedni sezon od trzech kolejnych występów w podstawowej jedenastce. Kompletny debiutant właściwie z miejsca stał się członkiem once de gala. I już wtedy nie widać było po nim śladu niepewności.
- Wiem, że nie jest tak łatwo dać zadebiutować 17-letniemu zawodnikowi. Nie spodziewałem się, że tak szybko dostanę szansę. To dla mnie wyjątkowy moment. Trener powiedział mi tylko, żebym był sobą na boisku. Całe życie marzyłem o tym, aby zagrać w pierwszej drużynie Barcelony. To wspólne marzenie wszystkich piłkarzy w La Masii - mówił tuż po debiucie.
Rozwój tego piłkarza brutalnie wstrzymało zerwanie więzadła krzyżowego, którego doznał 27 sierpnia 2024 roku w wyjazdowym meczu z Rayo. Okres rehabilitacji był długi i bolesny, pomocnik wrócił do gry dopiero w połowie września ubiegłego roku. Wystarczyło mu wówczas parę minut, aby zaliczyć asystę do Roberta Lewandowskiego w wygranym 6:0 starciu z Valencią. Na pierwszy rzut oka nie wyglądał jak piłkarz, który stracił ponad rok. Flick wiedział jednak, że pozory mogą mylić, a podejmowanie jakiegokolwiek ryzyka byłoby skrajną głupotą.
W rundzie jesiennej trener bardzo ostrożnie wprowadzał rekonwalescenta. Od początku sezonu do końca grudnia Bernal rozegrał tylko 189 minut. Mało. W hierarchii pomocników zajmował odległe miejsce, raz na kilka tygodni wychodził w pierwszym składzie. W spotkaniach z Guadalajarą czy Alaves kończyło się to szybkimi zmianami w przerwie ze względu na żółte kartki i ryzyko wykluczenia. Czuć było, że potrzeba czasu, aby kibice mogli obejrzeć najlepszą wersję tego piłkarza. Cierpliwość popłaciła.
- Wiemy, że Marc ma doskonałą technikę i umiejętność kontrolowania gry. Spisał się dobrze z Kopenhagą. Musi jeszcze poprawić się fizycznie - ocenił Flick w styczniu.

Cierpliwość i jakość

Na początku lutego nastąpił przełom. W 23. kolejce 18-latek zdobył premierową bramkę w seniorskiej piłce. I trzeba mu oddać, że dokonał tego w naprawdę efektownym stylu. Przeciwko Mallorce urwał się obrońcom, położył na murawie Pablo Maffeo, po czym lewą nogą z pomocą rykoszetu posłał piłkę do siatki. To była akcja, której nie powstydziłby się żaden rasowy napastnik. Takiego Bernala przez lata podziwiali kolejni trenerzy w La Masii.
- Kiedy strzeliłem pierwszego gola, dużo myślałem o tym, jak bardzo cierpiałem w poprzednim sezonie. Nauczyłem się, jak radzić sobie w sytuacjach, kiedy nie wszystko idzie po twojej myśli. W trakcie kontuzji bywały momenty, kiedy chciałem zostać w domu i przespać cały dzień. Teraz czuję się wspaniale. Dziękuję mojej rodzinie, na którą zawsze mogłem liczyć. Jeśli chodzi o moją formę, to czuję, że się rozwijam, z tygodnia na tydzień gram coraz lepiej. Dostaję więcej minut i staram się je wykorzystywać - ocenił.
Niedługo potem Frenkie de Jong doznał kontuzji, która eliminuje go z gry co najmniej do końca marca. Flick musiał awaryjnie znaleźć klasowego partnera do gry u boku Pedriego. Do środka pola mógł zostać przesunięty Eric Garcia, ale wtedy nie byłoby kogo wystawić w obronie. Marc Casado sam wypisał się z walki o skład, prezentując dość niską formę. Wybór padł zatem na Bernala, który perfekcyjnie skorzystał z okazji.
18-latek w ostatnich tygodniach wskoczył na pułap, który sprawia, że kibice nie muszą tęsknić za De Jongiem. Hiszpan wniósł do drugiej linii jakość, warunki fizyczne i bramkostrzelność. W czterech ostatnich meczach na Camp Nou strzelił cztery gole. Prawdziwym popisem jego umiejętności był występ w rewanżowej potyczce z Atletico. Skompletował wówczas dublet, zanotował trzy odbiory, trzy skuteczne przerzuty, utrzymał celność zagrań na poziomie 88%. Zagrał tak, że ręce same składały się do oklasków.
- Bernal ekscytuje Camp Nou. Dubletem przeciwko Atletico potwierdził, że jest gotowy na największe wyzwania. Umocnił swoją pozycję w składzie wobec nieobecności De Jonga. Barcelona odpadła z Pucharu Króla, ale klub zyskał przekonanie, że ma pomocnika na długie lata - stwierdził Ferran Martinez z dziennika Mundo Deportivo. - Barcelona ma giganta w swoich szeregach. Camp Nou jest świadkiem narodzin kolejnego znakomitego pomocnika. Flick starannie pielęgnował Bernala po wyleczeniu kontuzji. Teraz udowadnia, że jest urodzony do gry w środku pola “Blaugrany” - wtórował Sergi de Juan z katalońskiego Sportu.

Następca legendy?

Wysoki defensywny pomocnik wychowany w La Masii, który potrafi dyrygować drugą linią Barcelony. Przez lata ten opis idealnie pasował do Sergio Busquetsa. Po przejściu legendy do Interu Miami “Blaugrana” cierpiała na niedobór klasowej “szóstki”. Oriol Romeu okazał się kompletnym niewypałem. Eksperyment z Andreasem Christensenem w środku pola też nie był remedium. W poprzednim sezonie Flick kompletnie zrezygnował z klasycznego pivota, powierzając odpowiedzialność za grę duetowi Pedri - Frenkie. Niedługo jednak może dojść do naprawdę ciekawej rywalizacji Holendra ze wschodzącą gwiazdą.
Sam Bernal stara się tonować nastroje. Przyznał, że porównania do Busquetsa mu schlebiają, ale chciałby kroczyć własną ścieżką. On najlepiej rozumie, że jest za wcześnie, aby zestawiać go z zawodnikiem, który przez ponad dekadę nie schodził poniżej pewnego poziomu. Dodatkowo warto też zwrócić uwagę na wyraźne różnice między tą dwójką. “Busi” nie był bramkostrzelnym piłkarzem, nigdy nie strzelił w jednym sezonie więcej niż trzech goli. 18-latek już teraz ma cztery, chociaż dopiero niedawno wskoczył do pierwszego składu. Jego ofensywna smykałka może być efektem inspirowania się grą Paula Pogby, innego wybitnego pomocnika.
- Bernal to piłkarz, który przez 15 lat będzie podstawowym elementem Barcelony. To świetny pomocnik, już w akademii udowadniał, że ma talent do strzelania goli, co teraz potwierdza. Zawsze mówimy, że Pedri sprawia, że inni zawodnicy na boisku wyglądają lepiej. Z kolei Bernal ułatwia grę Pedriemu - ocenił Lluis Flaquer, dziennikarz Cadena Ser. - Bernal jest skandalicznie dobry. Ale chyba zgodzimy się, że więcej w nim Yayi Toure niż Busquetsa? - przyznał Pol Ballus z The Athletic. - Cudownie oglądało się dziś grę Cubarsiego i Bernala - to już słowa Flicka z konferencji po meczu z Atletico.
Może to zabrzmieć jak tani slogan, ale Barcelona naprawdę nigdy nie zginie dzięki La Masii. To wręcz niesamowite, jak regularnie akademia dostarcza tak wielkiemu klubowi tylu piłkarzy niemal z miejsca gotowych do seniorskiej piłki. To nie przypadek, że minął rok lub maksymalnie dwa lata pomiędzy pożegnaniami Messiego, Pique i Busquetsa, a debiutami Yamala, Cubarsiego oraz Bernala. Pewnie, że żaden z nich nie osiągnął jeszcze poziomu legendarnych poprzedników. Być może nawet nigdy tego nie zrobią, ponieważ sami podkreślają, że chcą pisać swoją historię. Chodzi jedynie o umiejętność kształtowania piłkarzy, którzy w bardzo młodym wieku są w stanie wytrzymać presję w zespole walczącym o wysokie cele.
Wielu kibiców emocjonuje się doniesieniami transferowymi, co jest absolutnie naturalnym zjawiskiem. W Barcelonie te największe wzmocnienia nie pochodzą jednak z rynku, a ze szkółki. Marc Bernal jest tego najświeższym przykładem.

Dyskusja

Przeczytaj również