Sprzedawał koszulki reprezentacji, teraz jest jej bohaterem! Wyrzucił z mundialu giganta
Był kompletnie spłukany, omal nie stracił swoich najbliższych, a tuż przed startem mundialu skrytykował go jego idol i bramkarska legenda Paragwaju. Dziś Orlando Gill jest bohaterem całego kraju i po wyrzuceniu z turnieju Niemców marzy o powtórce w starciu z Francuzami.
Widok wściekłego Juliana Nagelsmanna i załamanych reprezentantów Niemiec na długo pozostanie w głowach naszych zachodnich sąsiadów. “Die Mannschaft” w meczu 1/16 finału mistrzostw świata przeciwko Paragwajowi mieli przewagę, posłali w pole karne mnóstwo dośrodkowań, ale to wszystko wystarczyło na zaledwie jednego gola, który i tak był tylko odpowiedzą na trafienie przeciwników. Przed rzutami karnymi wydawało się, że to wciąż Niemcy mają lekką przewagę w osobie powracającego do kadry Manuela Neuera.
Ostatecznie bohaterem meczu z Foxborough został jednak jego vis-a-vis z “Los Guaranies”. Orlando Gill obronił dwie jedenastki, trzecią zaś zmarnował Jonathan Tah i tak oto sensacja stała się faktem. W naznaczonej dramatami historii 26-latka wreszcie pojawił się pozytywny wątek.
Na ratunek rodzinie
Właściwie od małego Gill związany jest z San Lorenzo. Urodził się bowiem w paragwajskim mieście o tej nazwie i to w tamtejszym Club Sportivo rozpoczął przygodę z piłką. W jego rodzinnych stronach nie do końca się na nim poznali. Choć w 2019 roku z reprezentacją U-20 zagrał na mistrzostwach Ameryki Południowej, a rok później zadebiutował w seniorach, to kiedy pod koniec 2022 roku wraz ze swoją żoną, Melissą Avalos, wyczekiwali pierwszego dziecka, miał na swoim koncie zaledwie dwa występy w zespole seniorów. Najgorsze miało jednak dopiero nastąpić. Ich syn, Lautaro, urodził się jako wcześniak i trafił na oddział intensywnej terapii. W dodatku w wyniku komplikacji przy porodzie poważnej operacji poddała się także Melissa. Ostatecznie udało się uratować życie obojga, ale Gill musiał walczyć dalej.
Aby pokryć wszelkie wydatki związane z leczeniem, Orlando sprzedał wszystko, co miał, łącznie ze sprzętem bramkarskim czy nawet koszulką z młodzieżowej reprezentacji. Jego kariera wciąż nie mogła nabrać rozpędu i nie wiadomo, czy kiedykolwiek ruszyłaby jeszcze do przodu, gdyby pod koniec 2023 roku pomocnej dłoni nie wyciągnęło do niego to nieco bardziej znane San Lorenzo z Buenos Aires. Do Argentyny początkowo trafił na zasadzie wypożyczenia i występował jedynie w rezerwach. Swoją dobrą postawą przekonał jednak trenerów “Los Santos”, aby dać mu szansę w “jedynce”. W ubiegłym roku wskoczył do wyjściowego składu i miejsca w nim już nie oddał. Dodatkowo zwrócił na siebie uwagę selekcjonera dorosłej reprezentacji Paragwaju, Gustavo Alfaro.
- Gill należy do tych piłkarzy, którzy przez długi czas pozostawali poza zasięgiem uwagi kibiców, ponieważ nie grał w żadnym z czołowych klubów w Paragwaju. To właśnie dobre występy w San Lorenzo, w którym pobił rekord liczby meczów bez straty bramki w historii argentyńskiej piłki, sprawiły, że po prostu nie można było go nie powołać do kadry. Alfaro miał już co prawda doświadczonego bramkarza na eliminacje w osobie Gatito Fernandeza, ale kiedy ten stracił miejsce w składzie Cerro Porteno, otworzyło to drogę do powołań dla znacznie młodszego kolegi po fachu. W marcu wystąpił w meczach towarzyskich i wydaje się, że to w tamtym momencie Alfaro przekonał się, że to Gill może być numerem jeden również na mundialu - opowiada nam Ralph Hannah, autor podcastu “Guarani Vision” na temat paragwajskiego futbolu.
Nie przestraszył się legendy
Alfaro, notabene Argentyńczyk i były trener San Lorenzo, po raz pierwszy powołał Gilla do kadry w czerwcu ubiegłego roku, ale zadebiutować dał mu dopiero we wrześniu, w meczu z Peru, kiedy Paragwaj był już pewny wyjazdu na MŚ. Tamto spotkanie, rozegrane na samym finiszu mundialowych eliminacji, aż do czerwca było zresztą dla 26-latka jedynym meczem o punkty w narodowych barwach. Wiosną Alfaro postawił na niego w meczach towarzyskich i podtrzymał swoją decyzję również na starcie mistrzostw świata. I to pomimo krytyki, która spadła na Gilla ze strony Jose Luisa Chilaverta. Bramkarska legenda tego kraju narzekała, że jego młodszy kolega po fachu jest na boisku za cicho i nie komunikuje się ze swoimi kolegami z zespołu, co szczególnie na pozycji bramkarza jest dość istotne.
- Gill grał już w wyjściowym składzie zeszłej jesieni, ale na stałe wskoczył do niego praktycznie dopiero w marcu, dlatego wraz ze swoimi kolegami potrzebowali nieco więcej meczów, aby poprawić komunikację i wzajemne zaufanie. Pewność siebie w powietrzu, zwłaszcza przy wysokich piłkach i dośrodkowaniach, to jeden z jego największych atutów. Nie wykorzystuje za to zbyt często gry nogami, nie stara się podawać krótko, ale to zdecydowanie pasuje do stylu paragwajskiej kadry, który opiera się raczej na długich podaniach i wygrywaniu pojedynków w powietrzu - tłumaczy Hannah.
Te umiejętności okazały się bezcenne w spotkaniu z takim rywalem jak Niemcy. Kiedy ci słali kolejne bezproduktywne dośrodkowania w pole karne Paragwajczyków, albo lądowały one na głowach obrońców “Los Guaranies”, albo przecinał je 26-latek, w czym z pewnością pomógł mu też jego pokaźny wzrost - 199 cm. W sumie zanotował w całym meczu sześć interwencji, w tym cztery w polu bramkowym. Zaliczył właściwie bezbłędny występ, co po pierwszym meczu mundialu przeciwko USA wydawało się niemożliwe. W nim podopieczni Alfaro zagrali fatalnie, przegrali aż 1:4, popełniając czasem banalne błędy w defensywie. Nie zwiesili głów i pokonali Turcję (1:0) oraz zremisowali z Australią (0:0), co oznacza, że przez ostatnie 300 minut Gill dał się pokonać tylko w spotkaniu z Niemcami.
- Po pierwszym meczu z reprezentacją USA pojawiły się nawet głosy, by na bramkę wystawić bramkarzy z Olimpii lub Cerro Porteno, którzy również znaleźli się w składzie. W miarę trwania turnieju Gill zyskiwał jednak na formie, a jego heroiczna postawa w meczu z Niemcami zapewniła mu status legendy. Myślę, że każdy w Paragwaju może w jakiś sposób utożsamić się z jego historią, która stanowi nadzieję, że nawet w tych trudnych sytuacjach w przyszłości może nadejść coś lepszego - mówi Hannah.
Czas podążyć śladem rodaków
Oczywiście Gill nie jest jedynym, który pojawia się na ustach paragwajskich kibiców. Dużo mówi się o dobrej postawie Julio Enciso, jednego z największych talentów tamtejszej piłki w całej historii, który w Europie grał już w Brighton, Ipswich, a obecnie broni barw Strasbourga. Jednym z filarów defensywy jest za to Gustavo Gomez, niegdyś zawodnik Milanu, a obecnie piłkarz Palmeiras. Nieźle prezentują się też Diego Gomez czy Miguel Almiron, obaj mający w swoim CV występy w Premier League. Na ich tle dotychczasowa kariera klubowa 26-latka jawi się blado.
To jednak właśnie Gill jest największym objawieniem Paragwaju na tym mundialu i jednym z najlepiej spisujących się bramkarzy całego turnieju. Bo chociaż Unai Simmon czy Raul Rangel mają na swoim koncie więcej czystych kont - aż po cztery - to jednak zarówno reprezentacja Hiszpanii, jak i Meksyku, mogą pochwalić się lepszymi formacjami defensywnymi niż ekipa Gilla. I to dlatego, biorąc pod uwagę wpływ bramkarza na postawę całego zespołu, to właśnie 26-latek plasuje się w ścisłej czołówce obok takich graczy jak Eloy Room z Curacao czy Vozinha z Republiki Zielonego Przylądka. W przeciwieństwie do nich ma jednak jeszcze szansę na poważną karierę w Europie.
- Jeśli weźmiemy pod uwagę jego pozycję na boisku, to mówimy tu wciąż o bardzo młodym zawodniku. Po tym, co wydarzyło się w serii rzutów karnych w spotkaniu z Niemcami, nie ma chyba wątpliwości, że wzrośnie zainteresowanie jego osobą. Wcześniej ugruntował już swoją pozycję na rynku argentyńskim, ale teraz powinien mieć znacznie więcej możliwości również w Europie. Krąży sporo plotek odnośnie Serie A i wydaje się prawdopodobne, że dostanie szansę na Starym Kontynencie - podsumowuje Hannah.