Syn legendy wychodzi z cienia. Zaszokował decyzją, ale się opłaciło. Robi furorę

Nie ma łysiny, ani drygu do dryblingu. Nie strzeli też pięknego gola wolejem, przekładanką również przeciwnika nie zaskoczy. Piłkarz o nazwisku Zidane strzegący bramki, w dodatku Algierii, a nie Francji, to niezwykłe zjawisko. Luca robi furorę w mistrzostwach Czarnego Lądu.
Najmłodszy syn jednego z najwybitniejszych piłkarzy w historii Francji i idol fanów Realu Madryt zadebiutował w Pucharze Narodów Afryki w wyjściowym składzie dwa tygodnie temu. I już w tym pierwszym spotkaniu pokazał się na tyle dobrze, że szkoleniowiec Algierczyków - Bośniak Vladimir Petković - przestał mieć ból głowy w związku z obsadzeniem bramki swojej drużyny. Luca na oczach Zinedine’a i swojej matki Veronique wniósł niebagatelny wkład w wygraną 3:0 nad Sudanem. Ale dziś jego ambicje sięgają znacznie dalej.
“Młody na bramkę”
Bramkarzem był od dzieciaka, kiedy jego ojciec i starszy brat Enzo ustawiali go na tej pozycji w trakcie rodzinnych boiskowych potyczek.
- Z bratem często graliśmy razem, a ponieważ on jest starszy, zawsze mówił mi: szoruj na bramkę. No to szedłem - zwierza się 27-latek. - Później tata uznał, że całkiem nieźle się spisuję, więc tak już zostało. W wieku 15-16 lat zagrałem sparingowy mecz jako junior Realu Madryt. W pierwszej połowie jako bramkarz, w drugiej - jako “dziesiątka”. Wszyscy zgodnie ocenili, żebym już więcej nie wychodził z pola karnego - śmieje się Luca.
Trenował w Akademii “Królewskich” od szóstego roku życia i przeszedł przez wszystkie kategorie wiekowe. To normalne, “Zizou” jeszcze wtedy był czynnym piłkarzem “Los Blancos”, a potem pozostał w klubie pełniąc różne role, od asystenta po stanowisko pierwszego trenera. Luca i jego trzej inni bracia zawsze mogli liczyć na wsparcie klubu oraz dobrą szkołę “La Fabriki”.
Ponadto na ścianie nad łóżkiem mógł zawiesić sobie medal za zdobycie Ligi Mistrzów, dwa krążki za klubowe mundiale oraz po jednym za Superpuchar Hiszpanii i Europy. Wszystkie te trofea wpadły w jego ręce, gdy w zespole prowadzonym przez ojca pełnił funkcję trzeciego golkipera. W przeciwieństwie jednak do rodzeństwa, on przynajmniej wystąpił w oficjalnych spotkaniach pierwszej drużyny Realu.
W maju 2018 roku po dwóch latach reprezentowania rezerw wybiegł na boisko w starciu przeciwko Villarrealowi w ostatniej kolejce La Liga. Do końca nie wykorzystał szansy danej od ojca, bronił niepewnie, chociaż przy dwóch straconych golach nie miał wiele do powiedzenia. Następna okazja przyszła rok później, gdy bronił dostępu do bramki w meczu z Huescą. Również wtedy puścił dwie piłki, ale “Królewscy” zdołali zdobyć trzy punkty i na młodego bramkarza nie spadła wówczas zbyt duża krytyka.
- Nie wystawiłem swojego syna, wystawiłem piłkarza Realu Madryt - tłumaczył się wtedy “Zizou”.

Wyrobnik z drugiej ligi
W akademii chwalono jego niezłą grę nogami, co nie mogło nikogo zaskakiwać ze względu na przeszłość rodziciela. W początkowych latach kariery uznawano go za szybkiego i zwinnego. Z dobrym refleksem. Niestety, nie miał prawa przebić się w pierwszym zespole, nawet nie tyle ze względu na konkurencję (najpierw Keylor Navas, później Thibaut Courtois), co z powodu słabych warunków fizycznych. Wszyscy trenerzy Realu preferowali wysokiego bramkarza, a Luca mierzący 183 centymetry miał problemy z grą w powietrzu.
W sezonie 2019/20 został wypożyczony do Racingu Santander, ale mimo poprawnych występów (33 spotkania, średnio nieco ponad jedna stracona bramka na mecz i trzy interwencje na 90 minut, co było szóstym wynikiem w rozgrywkach), spadł razem z drużyną do Segundy B. Po zakończeniu kampanii wrócił na Santiago Bernabeu, ale tylko po to, by usłyszeć, że nie będzie już dla niego miejsca w kadrze. 30 czerwca 2020 roku wygasła mu umowa i jasnym stało się, że 16-letni pobyt w Madrycie właśnie dobiegł końca. Nie mógł już dłużej liczyć na przychylność ojca. Kariera jednak wcale nie przystopowała.
Młody Zidane dołączył do Rayo Vallecano, które wówczas aspirowało do gry w Primera. Był jednym z głównych architektów awansu po tym, jak w grudniu zastąpił Macedończyka Stole Dimitrievskiego, który w meczu z Leganes otrzymał czerwoną kartkę. Już po promocji do LaLiga Luca stracił bluzę z numerem jeden i cały następny sezon przesiedział na ławce z tej samej przyczyny, dla której zyskał plac. W pierwszej kolejce zobaczył “czerwień” w 16. minucie starcia z Sevillą. Potem sporadycznie stawał między słupkami w rundzie wiosennej, ale nie był w stanie przekonać trenera Rayo. W końcu stał się jednak szanowanym bramkarzem zaplecza hiszpańskiej ekstraklasy, najpierw w Eibarze, a teraz w Granadzie.
Niepokonany na PNA
We wrześniu zeszłego roku odpalił prawdziwą bombę. Zdecydował bowiem, że będzie reprezentował barwy kraju, z którego pochodzi dziadek ze strony ojca. Kilka dni później Algierska Federacja Piłki Nożnej potwierdziła, że Zidane dołączy do kadry. Decyzja o tyle kontrowersyjna, że w latach juniorskich zbierał szlify w młodzieżowych drużynach Francji, a z ekipą U-17 w 2015 roku zdobył nawet mistrzostwo Europy.
- Mogę być dumny ze swojego nowego narodu i reprezentowania tych barw. Cała rodzina mnie wspiera - cieszył się przed debiutem z Somalią w październiku. Niedługo potem otrzymał powołanie na Puchar Narodów Afryki.
W ostatnich tygodniach kierownictwo reprezentacji Algierii chroniło Lucę przed medialnym szumem wokół jego statusu, a przede wszystkim nazwiska.
- On jest jak my wszyscy. Jak każdy piłkarz. Dobrze się zaaklimatyzował w kadrze. Nie przejmuje się zbytnio, mimo że to nowa postać drużyny. Nie sądzę, żeby zwracał uwagę na to, co o nim piszą. Ale to prawda, nazwisko może być ciężkim brzemieniem - mówił przed turniejem kapitan “Pustynnych Wojowników” Riyad Mahrez. To on wraz z Zidane’em odegrał kluczową rolę w wygranej nad Sudanem, dwa razy trafiając do bramki.
Zidane’a nie mógł się nachwalić selekcjoner.
- Zapewnił nam bezpieczeństwo w tyłach, a przy tym świetnie rozgrywał od bramki - ocenił występ podopiecznego Petković. Wtórował mu kolega z reprezentacji Jaouen Hadjam. - Uważacie, że Luca zagrał dobrze? Ok, zgadzam się z tym. Był bardzo dobry. Powinien być zadowolony z debiutu na takiej imprezie.
O wyjściowy skład rywalizuje z Anthonym Mandreą, bramkarzem Caen, klubu grającego w trzeciej lidze francuskiej, oraz z Oussamą Nebotem z USM Alger. Na razie nie musi się więc martwić o konkurencję, bo rozgrywa bezbłędny turniej. 180 minut bez straconego gola. W wywiadach twierdzi, że jego idolem od początku był Iker Casillas, ale stara się czerpać inspiracje od każdego dobrego bramkarza. Tak, by zapracować na swoje nazwisko. A dziś najbardziej z ostatnich występów wnuczka cieszy się 90-letni dziadek Smail, który w latach 40. przypłynął do Francji z Algierii zamknięty w luku bagażowym.
- Całe życie dorastaliśmy w kulturze Algierii. Czuję, że teraz oddaję mu hołd - wyznał Luca.