Szok, na kim Real Madryt zarobił 122 mln euro. Geniusz "Królewskich"

Szok, na kim Real Madryt zarobił 122 mln euro. Geniusz "Królewskich"
SOPA Images / pressfocus
Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł
Dodaj do źródeł Google
Florentino Perez może rozsiąść się wygodnie w skórzanym fotelu, skosztować ulubionej substancji, a w głowie przeliczać grube miliony. Real Madryt stworzył transferowe perpetuum mobile, które co roku przynosi kolosalne zyski. Jedynym zmartwieniem “Los Blancos” jest znalezienie odpowiednio pojemnego sejfu.
Patrząc powierzchownie, Real Madryt nie zainkasował zbyt wiele podczas trwającego okienka. Bezpośrednio sprzedał jedynie Frana Garcię i Mario Martina za łączną kwotę 7,5 mln euro. Dla tak potężnej instytucji to jest prawie nic, grosiki. Prawdziwa kasa leży jednak gdzie indziej. “Królewscy” regularnie spieniężają wychowanków za w miarę niskie kwoty, zachowując połowę wpływów z kolejnych transferów. Ten niepozorny zapis pozwala kolekcjonować dziesiątki, a nawet setki milionów.
Dalsza część tekstu pod wideo
Tego lata Real zarobił już 122,5 mln euro na zawodnikach, którzy w poprzednim sezonie nie rozegrali ani minuty w barwach “Los Blancos”. Nico Paz, Alvaro Rodriguez czy Victor Munoz może nie podbili osobiście Santiago Bernabeu, ale zapewnili klubowi spektakularne przychody. Wicemistrzowie Hiszpanii, nie kiwając palcem, urządzili sobie finansowe żniwa.

Wychowaj i sprzedaj

Kluby mają różne podejście do swoich akademii, co doskonale widać choćby na przykładzie hiszpańskich hegemonów. Barcelona od lat stara się budować skład w oparciu o wychowanków. Historia pokazuje, że Katalończycy lepiej radzą sobie, stawiając na canteranos pokroju kiedyś Messiego, Iniesty, Xaviego czy Busquetsa, a obecnie Yamala, Cubarsiego, Fermina, Gaviego etc. niż w momencie wydawania potężnych sum na zawodników pokroju Philippe Coutinho i Antoine’a Griezmanna. Tak już jest w mieście Gaudiego, że prędzej odpali anonimowy młokos niż pozorna gwiazda, którą kreowano na zbawcę drużyny.
Real działa inaczej. Na Bernabeu wychowankowie zwykle stanowią jedynie uzupełnienie. Oczywiście, że zdarzają się wybitne jednostki, jak Dani Carvajal, który spokojnie zasługuje na miano jednego z najlepszych bocznych obrońców w historii piłki. Najczęściej jednak zawodnicy wychowani w La Fabrice pozostają w cieniu większych nazwisk. Nacho spędził 13 lat w pierwszej drużynie “Królewskich” i przez większość tego czasu był jedynie luksusowym rezerwowym. Gonzalo Garcia udowodnił już, że dysponuje ogromnym talentem, rok temu został przecież królem strzelców Klubowych Mistrzostw Świata. Ale wszyscy wiedzą, że przy Kylianie Mbappe nie ma szans na regularną grę. Albo zaakceptuje rolę wiecznego zmiennika, albo odejdzie w poszukiwaniu minut, co najprawdopodobniej przyniesie klubowi konkretny przychód.
- Mamy najlepszą akademię na świecie. Tam wpaja się wartości Realu Madryt, tam tkwi istota całego klubu. W ten sposób budujemy naszą tożsamość i kształtujemy przyszłość. Obecnie 199 zawodników, którzy przeszli przez akademię Realu, gra w profesjonalnych ligach. 83% hiszpańskich klubów zawodowych ma w kadrze co najmniej jednego z naszych wychowanków. Jesteśmy dumni z owoców, które powstają w naszej szkółce - mówił Florentino Perez podczas ubiegłorocznego Walnego Zgromadzenia. - W akademii Realu wpaja się takie wartości jak szacunek, pracowitość i zaangażowanie w imię barw. O skuteczności pracy najlepiej świadczy konkurencyjność zawodników, którzy wychowali się w Valdebebas - dodał legendarny Emilio Butragueno w rozmowie z The Athletic.
Można preferować styl Barcelony, która wychowuje piłkarzy i zapewnia im możliwość rozwoju w seniorskim zespole, a można być zwolennikiem Realu, podchodzącego do tematu akademii w sposób czysto biznesowy. Madrytczycy wiedzą, że kształtują piłkarzy dobrych, ale często nie na tyle, aby mogli w nastoletnim wieku stanowić o sile pierwszej drużyny. Dlatego wychodzą z założenia, że lepiej odesłać nieoszlifowane diamenty gdzie indziej, zachowując dużą kontrolę nad ich dalszymi losami. W ten sposób stworzono model generujący ogromny zysk.

Fabryka pieniędzy

Od 2005 roku Real zarobił około 560 mln euro na swoich wychowankach. Ponad połowa z tej kwoty przypada na okres po 2020 roku, kiedy szefem akademii został Manu Fernandez. To on wraz z Jose Angelem Sanchezem, dyrektorem generalnym klubu, wdrożyli stosowaną do dziś politykę sprzedaży graczy z akademii. Zasada jest prosta - “Los Blancos” w przypadku każdego piłkarza zachowują 50% wpływów z następnego transferu. Niezależnie od tego, czy mówimy o średnio uzdolnionym bramkarzu, przebojowym skrzydłowym czy napastniku, któremu wróży się wielką przyszłość. Zainteresowane drużyny muszą zaakceptować to, że kupują danego piłkarza, rozwijają, a przy kolejnego sprzedaży dostają tylko połowę. Druga idzie na konto Madrytczyków.
Efekty są piorunujące. Real w tym okienku zarobił 20 mln euro na Victorze Munozie (transfer z Osasuny do Liverpoolu za 40 mln), 15 na Mario Gili (z Lazio do Milanu), 15 na Alvaro Rodriguezie (z Elche do Bournemouth) i 12,5 na Alexie Jimenezie (z Milanu do Bournemouth). Na osobne wyróżnienie zasługuje operacja z Nico Pazem w roli głównej, która okazała się prawdziwym majstersztykiem “Królewskich”. Dwa lata temu sprzedali Argentyńczyka do Como za skromne 6 mln euro. Na Bernabeu nie było dla niego miejsca, a pod wodzą Cesca Fabregasa stał się absolutną gwiazdą.
W poprzednim sezonie Paz zanotował 13 goli i osiem asyst, wybrano go najlepszym pomocnikiem Serie A. Madrytczycy, poza słynną zasadą 50%, mieli też opcję odkupu ofensywnego pomocnika za 9 mln euro. Como u progu pierwszego w historii występu w Lidze Mistrzów nie mogło sobie pozwolić na utratę najważniejszego piłkarza. Włosi z powrotem pozyskali zatem Paza za 60 mln euro, przy czym Real nadal ma nad nim kontrolę. “Los Blancos” zapewnili sobie kolejną klauzulę w wysokości 80 mln euro. Niewykluczone, że za rok czy dwa z niej skorzystają.
- Formuła 50% stała się znakiem rozpoznawczym polityki transferowej Realu Madryt. Więcej zarabia na zawodnikach, którzy są poza klubem niż w nim. La Fabrica regularnie wypuszcza piłkarzy w świat, ale “Królewscy” kontrolują ich przyszłość, trzymają rękę na pulsie i czekają na rozwój wydarzeń. Niech inni szlifują graczy, dają szanse, płacą pensję. Kiedy młody wychowanek stanie się diamentem, Real i tak na nim zarobi. Pieniądze spadają nad Bernabeu z nieba - opisał Sergio Rodriguez z dziennika Marca. - La Fabrica stała się fabryką pieniędzy. Klub tylko w tym okienku zainkasował przychód przekraczający 120 mln euro z piłkarzy, którzy formalnie nie byli już piłkarzami Realu. “Los Blancos” stworzyli perfekcyjny model zarządzania młodzieżą, który można nazwać niemożliwą do wyczerpania żyłą złota - wtórował Carlos Forjanes z AS-a.

Kolejni w drodze

Tegoroczne transfery wychowanków Realu pozwoliły w pełni sfinansować zakupy do klubu. “Królewscy” mogli ściągnąć gotowych piłkarzy, czyli Cucurellę, Dumfriesa, Konate i Bernardo Silvę, zarabiając na wciąż młodych talentach, takich jak Paz, Munoz czy Alvaro Rodriguez. Co najlepsze, tych ruchów jest sporo, a będzie jeszcze więcej. “Los Blancos” prędzej czy później zainkasują połowę z transferów m.in. Sergio Arribasa, który w poprzednim sezonie jako “dziesiątka” strzelił 26 goli w 47 meczach Almerii, czy Chemy, defensywnego pomocnika, zbierającego bardzo dobre noty w Stuttgarcie. Do tego Jacobo Ramon, filar defensywy Como, już wzbudza zainteresowanie w Premier League, gdzie jak wiadomo płaci się najwięcej.
W ostatnich dniach Real dopiął parę innych transakcji z myślą o przyszłości. 19-letni Bruno Galassi został sprzedany do Lazio za 4 mln euro. Do Fiorentiny odeelegowano Victora Valdepenasa, który kosztował 8 mln euro. Lewy obrońca był filarem drużyny, która w poprzednim sezonie wygrała Młodzieżową Ligę Mistrzów. Występowali tam również Jorge Cestero, Daniel Yanez i Diego Aguado, którym Alvaro Arbeloa dał pojedyncze szanse w seniorach. Do tego dochodzi Thiago Pitarch, podstawowy zawodnik w rundzie wiosennej. Niektórzy widzą w nich obiecujących piłkarzy, Madrytczycy patrzą jak na biegające worki z pieniędzmi.
Czy akademia Realu, zgodnie ze słowami Florentino Pereza, jest najlepsza na świecie? Trudno powiedzieć, patrząc choćby na to, ile w ostatnich paru latach osiągnęła Barcelona, gdzie zwykle połowę składu stanowią wychowankowie. Ale pod kątem produktywności madrycka La Fabrica góruje nad właściwie wszystkimi szkółkami. Stamtąd rokrocznie wysyła się w świat tabuny wychowanków, którzy mogą rozwijać się w klubach z niższej półki. Po kilku sezonach są już gotowi, aby ponownie zmienić barwy. Jeden pójdzie za 15 milionów, drugi za 30, jeszcze inny będzie wart dwa razy więcej. A beneficjentem każdej z tych transakcji będą “Królewscy”. Ta piosenka jest pisana dla pieniędzy.
Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google?
Dodaj do źródeł
Dodaj do źródeł Google

Przeczytaj również