Cud w Barcelonie. Nie było tak od wielu lat. "Zadziałali błyskawicznie"

Cud w Barcelonie. Nie było tak od wielu lat. "Zadziałali błyskawicznie"
Christian Bertrand / shutterstock
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 15:40
Anthony Gordon piłkarzem Barcelony. Jeszcze tydzień temu takie słowa brzmiałyby jak szaleństwo, a teraz stają się rzeczywistością. Dlaczego “Duma Katalonii” wydaje ponad 70 mln euro na skrzydłowego Newcastle?
Takich cudów na Camp Nou nie było od lat. Barcelona w ostatnim czasie poruszała się na rynku wolno, żeby nie powiedzieć ślamazarnie. Jakiekolwiek działania, jeśli w ogóle takie nastąpiły, musiały zostać poprzedzone przez milion doniesień katalońskich mediów, z których większość nie mogła znaleźć potwierdzenia w faktach. Dobrym przykładem jest Alessandro Bastoni, o którego “Blaugrana” przez kilka tygodni miała zabiegać. Rzekomo. Prezes Giuseppe Marotta mówił wówczas wprost, że jeśli Katalończycy chcą obrońcę, to niech po prostu nawiążą kontakt i rozpoczną rozmowy. Ostatecznie temat ucichł, po czym właściwie upadł. Transferowa opera mydlana zakończyła się na pierwszym akcie. I nikogo nie mogło to szczególnie dziwić.
Dalsza część tekstu pod wideo
Szokiem było zatem tempo działań “Barcy” w sprawie Anthony’ego Gordona. We wtorek Deco poleciał do Londynu, aby odbyć kilka spotkań z agentami różnych piłkarzy. Początkowo informowano, że priorytetem miała być kwestia potencjalnej walki o Joao Pedro z Chelsea. W środę spłynęła jednak lawina doniesień na temat negocjacji z Newcastle. Mistrzowie Hiszpanii błyskawicznie doszli do porozumienia z Gordonem i “Srokami”, dopinając transfer w wysokości ok. 70 mln euro kwoty stałej i 10 mln w bonusach. Anglik już w czwartek zameldował się w mieście Gaudiego, gdzie podpisze pięcioletni kontrakt. Nim cules się obejrzeli, do ich ulubionej drużyny dołączyła nowa gwiazda.

Brakujący profil

Dlaczego Barcelona w ogóle zainteresowała się Gordonem? 25-latek na papierze idealnie pasuje do filozofii Hansiego Flicka. Niemiec opiera swój styl gry na morderczym pressingu, uwielbia zawodników, którzy nie znają biegu wstecznego i są równie aktywni z piłką przy nodze, jak i bez niej. Właśnie dlatego trener przy paru okazjach sugerował, że jego najlepszym piłkarzem jest Raphinha, chociaż dysponuje on przecież wyraźnie mniejszym talentem niż choćby Lamine Yamal. Brazylijczyk stał się jednak obliczem Barcelony, która o każdą piłkę chce walczyć do ostatniej kropli krwi lub potu.
W Barcelonie nie wystarczy jedynie strzelać i dogrywać. Przekonał się o tym Marcus Rashford, który w mijającym sezonie dowiózł liczby (14 goli i 14 asyst w 49 meczach), ale regularnie zawodził, jeśli chodzi o poziom pracowitości. Zdarzało mu się, kolokwialnie mówiąc, obijać w pressingu. Dreptać, kiedy powinien wykonywać sprint, magazynować siły, gdy zespół potrzebował wysiłku w obronie. Gordon pod tym względem jest przeciwieństwem starszego kolegi z kadry. Wychowanek Evertonu znajduje się w czołówce skrzydłowych, patrząc na statystyki związane z pressingiem i wysokimi odbiorami. W hiszpańskich mediach padło już stwierdzenie, że “Blaugrana” za jednym zamachem wzmacnia atak, ale też obronę. Ściąga bowiem maszynę do wywierania presji na rywalach.
- Wszyscy chcą dobrze wyglądać z piłką przy nodze, ale dla mnie podstawą jest praca w obronie. Wiem, że dysponuję talentem, więc jeśli go nie wykorzystam, to będzie wyłącznie moja wina. Jestem świadomy swojej roli, także kiedy drużyna nie jest w posiadaniu piłki. Moim celem jest, aby obrońcy rywala schodzili z boiska i myśleli o mnie: “Trudno się grało przeciwko niemu”. Tak, żeby nie chcieli już więcej ze mną rywalizować - mówił Gordon w rozmowie z The Overlap.
Portal DataMB podał, że w ostatnim sezonie Gordon był najlepszym skrzydłowym w Premier League pod względem wygranych pojedynków (57%). Wyraźnie pokonał nawet drugiego w tej klasyfikacji Bukayo Sakę (49%). Czy nowy nabytek Barcelony jest lepszy od gwiazdy Arsenalu? No nie. Chodzi natomiast o pokazanie, że na Camp Nou przenosi się zawodnik gwarantujący skuteczność i maksymalny poziom zaangażowania. A to już dobra baza do dalszej pracy pod czujnym okiem Flicka.

Piekielna kuchnia Gordona

Gordon zakończył sezon z dorobkiem 17 goli i pięciu asyst w 46 meczach Newcastle. W Premier League zanotował tylko sześć bramek, z czego połowę z rzutów karnych. Za to aż 10 razy wpisywał się na listę strzelców w Lidze Mistrzów, gdzie szczególnie upodobał sobie Karabach. Potrafił czterokrotnie pokonać Mateusza Kochalskiego w jednym meczu, a poza tym trafiał z Barceloną, Unionem SG, Benfiką, Bayerem i PSV.
Powiedzmy sobie wprost, te statystyki nie są ani wybitne, ani tragiczne. Wiadomo, że gdyby Gordon uzbierał 30-40 goli, to nie kosztowałby 70 milionów, tylko pewnie 150. Przy obecnych realiach na rynku transferowym kluby muszą delikatnie przepłacać, wierząc, że dany piłkarz rozwinie się w bardziej sprzyjającym środowisku. Dobrym przykładem jest Luis Diaz, który w ostatnim sezonie na Anfield zanotował 17 bramek i osiem asyst, a to statystyki bardzo podobne do tych Gordona. Deco poważnie zabiegał o Kolumbijczyka, ale przed rokiem “Barca” miała znacznie mniejsze możliwości finansowe. Finalnie Lucho przeniósł się do Bayernu, gdzie jest absolutną gwiazdą. Jego liczby niemal się podwoiły, dziś większość klubów chciałaby mieć takiego lewoskrzydłowego w składzie. “Blaugrana” z pewnością liczy na to, że niedawny idol z St. James’ Park również zaliczy tak spektakularny progres po zmianie barw.
Do zalet Gordona należy też wszechstronność. Według danych The Athletic w poprzednich rozgrywkach spędził na murawie 57% czasu jako lewoskrzydłowy, a 42% w roli środkowego napastnika. Tym samym może rozwiązać dwa problemy Barcelony, która pożegnała już Lewandowskiego i zapewne zakończy współpracę z Rashfordem. 25-latek może być rozpatrywany głównie jako konkurent Raphinhi, ale nie zdziwi nas również ustawienie z Brazylijczykiem, Anglikiem i Yamalem. Na modłę PSG, które kroczy od jednego sukcesu do drugiego, grając zwykle bez nominalnej “dziewiątki”. Jeśli już czerpać inspirację, to od najlepszych.

All inclusive

Barcelona wzmacnia skład, a przy okazji wysyła całemu światu jasny sygnał: “Wracamy do normalności”. W ostatnich latach klub był pogrążony w finansowej depresji i sytuacja ekonomiczna pewnie wciąż jest daleka od ideału. Ale nie można mówić, że “Blaugrana” to bankrut, który musi pożyczać od sąsiada, żeby opłacić rachunki. Joan Laporta i spółka robią wiele, aby przywrócić u uśpionego giganta względną normalność. Według danych Deloitte przychody “Blaugrany” w sezonie 2024/25 wyniosły 974 mln euro. To drugi najwyższy wynik wśród klubów piłkarskich po Realu Madryt (1,1 mld euro). Nie ma jeszcze liczb za rozgrywki 2025/26, ale mogą one być nawet lepsze, biorąc pod uwagę choćby powrót zespołu na już częściowo wyremontowane Camp Nou.
Po niedawnym finale DFB Pokal Uli Hoeness wbił szpilkę Barcelonie, mówiąc, że nie kupi ona Harry’ego Kane’a, bo nie ma pieniędzy. Katalończycy, niczym Michael Jordan, odebrali to personalnie. W ciągu kilkudziesięciu godzin dopięli transfer innego Anglika, o którego Bawarczycy również zabiegali. Mistrzowie Hiszpanii nie wydali oczywiście 70 mln euro na Gordona tylko po to, aby zagrać Hoeessowi na nosie. Patrząc jednak na timing, wyszło dość zabawnie.
Barcelona dopiero rozpoczyna działania na rynku. Chociaż Gordon może grać na środku ataku, to raczej nie jest postrzegany jako docelowy następca Lewandowskiego. W hiszpańskich mediach, chociaż podkreślmy jeszcze raz, że ich wiarygodność może być kwestionowana, huczy od doniesień na temat chęci kupna Juliana Alvareza lub Joao Pedro. Zobaczymy, czy Barcelonie uda się przekonać Atletico albo Chelsea do sprzedaży gwiazdy. A może Deco tak naprawdę interesuje się zupełnie inną “dziewiątką”, której nazwisko jeszcze nie wypłynęło do prasy.
- Źródła w Barcelonie zapewniają, że transfer Gordona w żaden sposób nie wpływa na chęć pozyskania środkowego napastnika. Priorytetami klubu pozostają Alvarez i Pedro, Barcelona chce pozyskać snajpera o takim profilu. Włodarze widzą zaś w Gordonie wszechstronnego piłkarza, który może zagrać na obu skrzydłach i zapewnić niezbędną jakość z piłką, ale też na etapie obrony ze względu na swoją mobilność i chęci do gry w pressingu - opisał Pol Ballus z The Athletic. - Gordon bardzo podobał się Flickowi i dyrekcji sportowej. Oferuje drybling, bramki, szybkość, pracowitość. To operacja niezależna od numeru dziewięć. Barca chce topowego napastnika (Julian lub Pedro) i pracuje nad tym - wtórował Jose Alvarez z El Chiringuito.
Trudno oceniać transfery w momencie ich przeprowadzania. Barcelona na pewno sprowadza skrzydłowego, który stylem gry powinien spełnić wymagania Flicka. “Duma Katalonii” to zdecydowanie bardziej ofensywnie nastawiony zespół w porównaniu z Newcastle, zatem 25-latek otrzyma odpowiednią platformę do pokazania pełni umiejętności. Czas pokaże, czy Anglik zdoła spłacić grube miliony, które w niego zainwestowano.

Dyskusja

Przeczytaj również