Szokujące, co wyprawiała Argentyna! Te słowa Messiego mówią wszystko

Szokujące, co wyprawiała Argentyna! Te słowa Messiego mówią wszystko
IMAGO / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 07:00
“Argentyno, co ty robisz?” - mówił Dariusz Szpakowski, komentując legendarny już finał mundialu w 2022 roku. Tamte słowa były wyrazem uznania dla popisów “Albicelestes” przeciwko Francji. Teraz kibice mogli powtórzyć je, zastanawiając się, co mistrzowie świata wyprawiali w starciu z Republiką Zielonego Przylądka.
Miało być szybko, łatwo i przyjemnie. Żaden z trzech punktów argentyńskiego planu nie został wcielony w życie. Pozornie niegroźny rywal sprawił kolosalne kłopoty podopiecznym Lionela Scaloniego. To Republika Zielonego Przylądka zaprosiła rywali do tanga, grała odważnie, żywiołowo, pokazała, że na boisku prędzej umrze niż się podda. To był absolutny popis w wykonaniu podopiecznych selekcjonera Bubisty.
Dalsza część tekstu pod wideo
Piłkarze, którzy jeszcze przed kilkoma tygodniami byli anonimowi dla większości kibiców, napisali kawał historii. To niezwykłe, aby debiutant na mundialu potrafił urwać punkty Hiszpanii, wyprzedzić w grupie Urugwaj, a na dokładkę wytrzymać przez 105 minut wymianę ciosów z Argentyną. Kabowerdeńczycy odpadli w 1/16 finału, ale wygrali nasze serca. Za kilka miesięcy pewnie będziemy lepiej pamiętać show Vozinhi, Sidneya Cabrala czy Roberto Lopesa niż paru ekip, które zajdą dalej na turnieju. W piłce liczy się wynik, ale dla kibiców najważniejsze pozostają emocje. To one tworzą piękno tej dyscypliny.

Męczenie buły

Argentyna od początku sobotniego meczu prezentowała "futbol na nie". Grała ospale, wolno, zachowywała się tak, jakby zwycięstwo należało jej się z urzędu. W pierwszej połowie właściwie jedynym momentem przyspieszenia był piękny gol Leo Messiego. Po przerwie na nawodnienie mistrzowie świata zebrali w sobie siły, aby przeprowadzić jedną akcję, która zapewniła im prowadzenie. Po czym… wrócili do gry na zaciągniętym hamulcu ręcznym. Uznali, że jeden błysk geniusza wystarczy, a teraz można poczekać do fajrantu. Przeciwnicy wybili im z głowy takie pomysły.
Republika Zielonego Przylądka znakomicie wykorzystała wyraźnie słabszą dyspozycję rywali. “Albicelestes” grali na chodzonego, więc niżej notowany zespół przyspieszył i sprawił absolutną sensację. Deroy Duarte z Łudogorca Razgrad do końca kariery będzie wspominał ten jeden strzał, po którym piłka przeleciała między nogami Lisandro Martineza, obok stopy “Dibu” i wpadła do siatki. Tak pisze się historię. A przecież to nie była ostatnia tego typu sytuacja w tym spotkaniu.
- To absolutnie epickie, co Republika Zielonego Przylądka prezentuje na tle Hiszpanii, Urugwaju i teraz Argentyny. Vozinha i Bubista już zapisali się złotymi zgłoskami w historii mundiali - napisał na gorąco MisterChip.
W kolejnym fragmencie na pierwszy plan wysunął się Vozinha. Już w fazie grupowej świat zakochał się w 40-letnim bramkarzu, który zatrzymał Hiszpanię. Przy czym wtedy weteran obronił siedem strzałów, z których żaden nie był szczególnie groźny. Tak naprawdę okoliczności tamtego remisu nieco przysłoniły fakt, że golkiper nie został w pełni przetestowany. Mecz z Argentyną był zupełnie inny, tu już zaprezentował pełen wachlarz umiejętności, które ewidentnie skrywał przez długie dekady. Grał na pełnym luzie, w jednej akcji żonglował piłką, za chwilę bronił kąśliwe strzały Messiego czy Paredesa. W sumie wyjął osiem uderzeń mistrzów świata. Pokazał, że stary człowiek i może.

Gloria victis

Kiedy w 93. minucie Lisandro Martinez trafił na 2:1, można było pomyśleć: “To pograne”. Na zasadzie - underdog się wyszumiał, ale faworyt w końcu musiał zrobić swoje. Jednak podopieczni Bubisty pod żadnym pozorem nie zamierzali powiedzieć ostatniego słowa. Jeszcze w pierwszej połowie dogrywki doprowadzili do remisu i to po fantastycznej akcji zespołowej. Rozegranej od bramki, pełnej przytomnych podań i wreszcie zwieńczonej kosmicznym uderzeniem Sidneya Lopesa Cabrala. Najlepszym podsumowaniem tego trafienia była reakcja strzelca, który złapał się za głowę i w przypływie euforii prawie zrobił rundkę wokół całego stadionu.
Ostatni akcent w tym meczu należał do Argentyny i Cristiana Romero, który wykorzystał dogranie Messiego z rożnego. Republika Zielonego Przylądka przegrała 2:3, aczkolwiek trudno mówić w tym przypadku o porażce. Nie da się nie zachwycać nie tylko jej charakterem, uporem i niezłomnością. Przede wszystkim należy pochwalić czysty talent i chęci do w miarę możliwości ofensywnej gry. Oczywiście, że “Albicelestes” czy wcześniej Hiszpanie mieli więcej strzałów, okazji, wyższe posiadanie piłki etc. Ale kiedy zawodnicy Bubisty wyczuwali krew, potrafili kapitalnie wyjść spod pressingu, pograć na małej przestrzeni, wejść w drybling. W żadnym momencie nie bali się bardziej utytułowanych rywali, którzy na co dzień występują w Liverpoolu, Chelsea, Atletico czy innych grubych rybach. Przynależność klubowa, wartość na Transfermarkcie czy wysokość zarobków nie mają żadnego znaczenia, kiedy dwóch piłkarzy staje naprzeciw siebie i temu mniej rozpoznawalnemu zależy bardziej. Takie drużyny chce się oglądać, dla takich powstał mundial. Panowie Kabowerdeńczycy, dziękujemy.
Z kolei dla Argentyny był to nie tyle dzwonek, a alarm odpalony na cały regulator. Kandydaci do wygrania całego turnieju nie mogą grać na pół gwizdka w fazie pucharowej. To nie przystoi, to powód do wstydu i sygnał, że coś trzeba zmienić. Żaden rywal nie położy się przed mistrzami świata, a samo posiadanie w składzie Leo Messiego jeszcze niczego nie gwarantuje. Jeśli Alvarez, Lautaro, Fernandez i Mac Allister myślą, że wciąż są najlepsi na świecie, to są w błędzie. Udowodnili to w Katarze, ale teraz zupełnie nie przypominają samych siebie sprzed 3,5 roku. “Albicelestes” bez trudu przeszli przez fazę grupową i może to ich zgubiło. Nie byli przyzwyczajeni do tego, że rywal może odpowiedzieć, a jeden gol “La Pulgi” jeszcze niczego nie rozstrzyga. Mundial to nie jest miejsce, w którym możesz sobie pozwolić na włączenie trybu ekonomicznego. Jeśli chcesz oszczędzać siły przed następną fazą, to prosisz się o odpadnięcie.
- Początkowo najtrudniejsze było strzelenie pierwszego gola. Kiedy się udało, myśleliśmy, że to pomoże nam grać spokojniej, lepiej kontrolować sytuację, ale stało się coś odwrotnego. Za łatwo traciliśmy piłki, czasami cofaliśmy się głębiej i nie mogliśmy odpowiednio pressować. Rywale wykorzystali swoje atuty. Wiedzieliśmy, że to będzie trudny mecz, nie przez przypadek wcześniej zremisowali z Hiszpanią i Urugwajem. To faza pucharowa, tutaj nikt nie da ci niczego za darmo - podkreślił Messi na antenie DSports.

Kolekcjoner

Na koniec warto poświęć kilka słów Messiemu, bez którego Argentyna pewnie już pakowałaby walizki. Czasami może wydawać się, że pobił on już wszystkie rekordy świata. A potem przychodzi kolejny mecz, po którym znów przesuwa kolejne granice. Nie inaczej było tym razem. 39-latek wraz z pierwszym gwizdkiem sobotniego starcia przeszedł do historii, stając się pierwszym zawodnikiem, który wystąpił w 30 spotkaniach mistrzostw świata. Następnie trafił do siatki, czym ponownie ustanowił kilka wyczynów, od których może zakręcić się w głowie. Idźmy po kolei.
Messi został pierwszym piłkarzem z dorobkiem co najmniej 20 goli na mundialach. Ma na koncie najwięcej udziałów przy bramkach w fazie pucharowej (12 G/A), wyprzedzając Pele i Kyliana Mbappe (po 11 G/A). W dogrywce przebił Diego Maradonę w liczbie asyst (9) na turnieju. Nikt inny nie notował otwierających podań na sześciu różnych edycjach. Jako jedyny trafiał do siatki w ośmiu kolejnych meczach mistrzostw świata. Ostatni pusty przelot zaliczył z reprezentacją Polski w ostatniej kolejce fazy grupowej w Katarze. Przypomnijmy, że zmarnował wtedy rzut karny, przegrywając pojedynek z Wojciechem Szczęsnym. “Tek” najwyraźniej podrażnił bestię, która wyżywa się na kolejnych rywalach. A grono “ofiar” rośnie w porażającym tempie. Republika Zielonego Przylądka to 14. drużyna, z którą Leo zdobył bramkę na MŚ. Nikogo nie zdziwi, że to też jest rekord. Mało? Jedynie Messi trafiał w dosłownie każdej fazie mundiali - pierwszej, drugiej i trzeciej kolejce grupowej, 1/16 finału, 1/8 i tak aż do decydującego meczu włącznie. Tylko on strzelał co najmniej siedem goli na dwóch różnych turniejach tej rangi. Jest jeden zawodnik, który zdobywał bramki w pięciu z rzędu meczach fazy pucharowej MŚ. Nie musimy przypominać, jak się nazywa.
Messi pod względem indywidualnym zdaje się prezentować nawet lepiej niż podczas poprzedniego mundialu. Problem Argentyny polega na tym, że cała reszta drużyny gra wyraźnie gorzej niż w Katarze. Enzo Fernandez czy Alexis Mac Allister obniżyli loty, Thiago Almada potrafi przejść obok meczu, Julian Alvarez myślami jest gdzie indziej, następcy Angela Di Marii jak nie było, tak nie ma. Na Republikę Zielonego Przylądka ledwo, bo ledwo, ale wystarczyło. W kolejnych fazach turnieju to nie przejdzie.

Dyskusja

Przeczytaj również