Szokujący problem Lecha Poznań. "Po prostu katastrofa"

Szokujący problem Lecha Poznań. "Po prostu katastrofa"
Pawel Jaskolka / pressfocus
Kacper - Klasiński
Kacper KlasińskiDzisiaj · 10:30
To może być najsłabszy sezon Lecha Poznań, jeśli chodzi o postawę na własnym stadionie, od ponad 20 lat. Mistrz Polski ma ogromny problem, który słono go kosztuje.
Lech Poznań aż trzy z czterech ligowych porażek w tym sezonie zaliczył na własnym terenie. Z 28 straconych punktów aż 17 rywale odebrali mu przy Bułgarskiej. Ci, którzy liczyli na zażegnanie problemów w spotkaniach domowych po przerwie zimowej, mogli rozczarować się już w pierwszym meczu. Powrót do Ekstraklasy przyniósł “Kolejorzowi” porażkę u siebie z Lechią Gdańsk.
Dalsza część tekstu pod wideo
- Tragedia. Nie wiem, co się stało, po prostu katastrofa - podsumował skrzydłowy Lecha, Leo Bengtsson.
- Nie jestem jakoś mocno zaskoczony tym, co się wydarzyło, ale spodziewałem się remisu. Podziwiałem entuzjazm osób, które widziały w Lechu głównego faworyta do mistrzostwa. Ja tego nie widzę. Ta drużyna wciąż ma te same problemy. (...) Lech jest na dziś drużyną zbyt rozchwianą, by myśleć o tytule - oceniał z kolei Dawid Dobrasz na kanale Meczyki.
I to samo mogą powiedzieć poznańscy kibice, których domowa forma frustruje podwójnie. Mistrz Polski zawodzi zwłaszcza na ich oczach. Taka postawa u siebie może być bardzo kosztowna.

Ten film już grali

Obecnie w naszej lidze nie ma żadnej drużyny “gotowej”, aby zostać mistrzem i wykorzystać brak regularności konkurencji. Aż prosi się, żeby w takich okolicznościach broniący mistrzostwa Lech Poznań pokazał siłę i sięgnął po drugi tytuł z rzędu. Tymczasem za półmetkiem sezonu plasuje się w połowie tabeli, choć trzeba oczywiście zaznaczyć, że z zaległym meczem. Z perspektywy kibiców można mówić o dużej frustracji, bo jedną z głównych bolączek “Kolejorza” stanowi forma na własnym stadionie.
Pokazał to boleśnie pierwszy mecz po zakończeniu przerwy zimowej. Lech gościł u siebie Lechię Gdańsk i rozczarował licznie zgromadzonych mimo trudnych warunków atmosferycznych fanów, czekających niecierpliwie, by ponownie zobaczyć zawodników mistrza kraju w stolicy Wielkopolski. To goście wygrali 3:1 i wywieźli komplet punktów. A w obozie Lecha królowała frustracja.
- To jeden z tych dni, kiedy trudno powiedzieć coś pozytywnego po meczu. Zaprezentowaliśmy się znacznie poniżej oczekiwań. Brakowało nam nawet podstawowych elementów w grze. Jeśli dochodzi do takiej sytuacji, jak dzisiaj, to nie da się myśleć o zwycięstwie - stwierdził trener Niels Frederiksen.
- Wszyscy jesteśmy rozczarowani, to nie jest to, czego oczekiwaliśmy. Po kilku tygodniach przerwy i pracy spodziewaliśmy się czegoś więcej, okropne uczucie - wtórował mu podopieczny, Patrik Walemark.
“Kolejorz” miał już w bieżącym sezonie Ekstraklasy podobne spotkania. Błędy i brak skuteczności, a w efekcie rozczarowujący rezultat u siebie. Ten film już grali. I to nieraz.

Lech historycznie słaby u siebie

13 na 26 oczek. 50%. Tylko tyle dorobku punktowego zdobył na swoim terenie Lech Poznań w tym sezonie Ekstraklasy. Gorzej wyglądał pod tym względem zaledwie raz w ciągu ostatnich 12 lat - w rozgrywkach 2022/23. W tabeli meczów domowych “Lechici” plasują się na 15. lokacie, wyprzedzając zaledwie trzy zespoły. Znajdujące się za ich plecami Raków Częstochowa i Piast Gliwice zagrały jednak odpowiednio jeden i dwa mecze mniej. Jednocześnie drużyna z Poznania straciła u siebie najwięcej goli (ex aequo z Termalicą) i nie zachowała ani jednego czystego konta. W poprzednich rozgrywkach była w tych statystykach odpowiednio pierwszą i drugą siłą ligi.
Tabela domowa Ekstraklasa
Flashscore
Dolna połowa tabeli Ekstraklasy w meczach domowych, stan na 3.02.2026 r. godz. 10.00 | Źródło: Flashscore
Od momentu powrotu do Ekstraklasy w 2002 roku, Lech ani razu nie kończył na tak niskiej pozycji w tabeli “u siebie” (choć w rozgrywkach 2020/21 zajął 13. miejsce na 16 zespołów). Poza pierwszą dziesiątką finiszował w niej w tym czasie tylko trzy razy na 23 sezony. Od 2002 roku ani razu nie zdarzyło się mu też skończyć z ujemnym bilansem bramkowym w meczach domowych, a aktualnie jest na minusie. To statystyki zatrważające jak na zespół, który zazwyczaj u siebie radził sobie dobrze. Od 2010 roku aż dziesięciokrotnie plasował się na ligowym podium, jeśli chodzi o domowe spotkania.
Szczególnie uderza porównanie z mistrzowską kampanią 2024/25. Lech zaliczył wówczas u siebie tylko dwa potknięcia. Teraz, po 10 z 17 domowych kolejek, ma ich aż siedem.

Bolesny brak kontroli

Dlaczego Lech ma aż takie problemy w Poznaniu? W tym sezonie ligowym już siedmiokrotnie tracił przy Bułgarskiej gola jako pierwszy. Dopiero co minęliśmy półmetek rozgrywek, a zdarzyło się to już tyle razy, ile w dwóch poprzednich razem wziętych (2023/24: sześciokrotnie, 2024/25: raz). Łatwo też policzyć, że rywale otwierali wynik na terenie Lecha w aż 70% meczów Ekstraklasy (siedem na dziesięć).
“Kolejorz” ma w ostatnich miesiącach duże problemy z kontrolowaniem spotkań. Gdy nie trafia jako pierwszy u siebie, często widzimy podobny scenariusz. Nie może łatwo “ustawić” sobie rywala, zdominować go i przyszpilić. W efekcie mecze układają się podobnie do starcia z Lechią. To przeciwnik rozpoczyna strzelanie, a Lech, goniąc wynik, ma “pozorną kontrolę”. Niby więcej strzałów, niby więcej posiadania piłki, ale nie jest to spokojne granie, prowadzące do celu, a nerwówka w pogoni za satysfakcjonującym wynikiem. Wystarczy wówczas jeden błąd, by doprowadzić do katastrofy.
Taka postawa może zaskakiwać, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że “Kolejorz” w bieżącej edycji Ligi Konferencji radzi sobie u siebie naprawdę dobrze. Pewnie pokonał Rapid Wiedeń, Lozannę i zremisował z bundesligowym Mainz. Tymczasem w Ekstraklasie “pęka” na swojej ziemi.
Pogonie po stracie pierwszej bramki na własnym terenie nie dały mu zwycięstwa jeszcze ani razu, przynosząc łącznie cztery oczka na 28 możliwych. “Duma Wielkopolski” traci do przewodzącej w tabeli Wisły Płock siedem punktów przy jednym zaległym meczu.
Jednocześnie warto zwrócić uwagę, że Lech ostatni raz wygrał przy Bułgarskiej po stracie pierwszego gola w ligowym meczu jeszcze za kadencji Johna van der Broma, we wrześniu 2023 roku. Pokonał wówczas Stal Mielec 2:1. Od tamtej pory próbował wyjść z podobnej opresji u siebie 12-krotnie. Za każdym razem bez zwycięskiego comebacku. W poszukiwaniu drogi do obrony tytułu w Poznaniu łatwo mogą zdefiniować element do poprawy, ale nie jest to problem prosty do rozwiązania.
Frederiksen przed startem rundy wiosennej zapowiadał, cytowany przez Głos Wielkopolski:
- Nie mamy takich problemów, jak latem. Wtedy mieliśmy wiele kontuzji. Będziemy też silniejsi, bo nowi zawodnicy wkomponowali się w drużynę. Jestem więc dobrej myśli.
Tymczasem jego podopieczni przywitali kibiców, przypominając o swojej wielkiej bolączce. Bez jej rozwiązania Lechowi trudno będzie skutecznie walczyć o najwyższe cele. Nawet pomimo tego, że mistrzostwo i puchary w tym sezonie Ekstraklasy ewidentnie “parzą”.

Przeczytaj również