Szokujący ruch trenera Hiszpanii. Sam się przyznał. "Wiem, że to niesprawiedliwe"

Szokujący ruch trenera Hiszpanii. Sam się przyznał. "Wiem, że to niesprawiedliwe"
SPP / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 07:00
Mieć takiego nosa jak Luis de la Fuente - oto marzenie każdego selekcjonera. Trener Hiszpanii potrafi zaskoczyć, podjąć nieoczywistą decyzję, czasami najlepsze karty trzyma na ostatnie rozdanie. Koniec końców prawie zawsze wychodzi na jego.
Ten film już widzieliśmy - mogli pomyśleć kibice, oglądając triumf Hiszpanii nad Belgią w ćwierćfinale mundialu. Podobnie jak we wcześniejszej rywalizacji z Portugalią, mistrzowie Europy mieli optyczną przewagę, ale przez długi czas nie potrafili jej udokumentować. Wysokie posiadanie piłki nie przekładało się na ogromną liczbę dogodnych sytuacji. W pewnym momencie pachniało dogrywką, wydawało się, że w podstawowym czasie gry już nie wydarzy się nic wielkiego. Po raz drugi z rzędu wszystko zmieniło się po wejściu Mikela Merino.
Dalsza część tekstu pod wideo
Posiadanie takiego zmiennika to skarb i niewiarygodny luksus. 30-latek zarówno w klubie, jak i reprezentacji akceptuje każdą rolę oraz funkcję na boisku. Niezależnie od tego, czy nominalnie gra jako pomocnik czy napastnik, zawsze jest dokładnie tam, gdzie powinien. Z Portugalią zapewnił awans sześć minut po wejściu z ławki, przeciwko Belgii wystarczyły mu tylko dwie. Strach pomyśleć, co przygotował na Francję.

Gwiazda na bocznym torze

Nim Merino pojawił się na boisku, Hiszpania żyła innym tematem związanym z obsadą linii pomocy. Luis de la Fuente podjął decyzję z jednej strony odważną, a z drugiej w pełni zrozumiałą, odsyłając Pedriego na ławkę. Spójrzmy prawdzie w oczy, gracz Barcelony na tę chwilę rozgrywa słaby turniej. Popełnia błędy, do których nie przyzwyczaił na Camp Nou, w wielu akcjach jest o co najmniej jedno tempo spóźniony. Tu poda nieprecyzyjnie, za chwilę nie doskoczy w pressingu, nie przerwie kontrym jedynie rozłoży ręce w geście bezradności. Fabian Ruiz dotychczas też nie rzucał na kolana swoją grą na mundialu, ale selekcjoner ewidentnie wiedział, co robi.
- Pedri nie grał dobrze w poprzednich meczach. Przyjechał na turniej i wyglądał, jakby był wyczerpany. Decyzja o posadzeniu go nie oznacza, że selekcjoner stracił w niego wiarę. Fabian po prostu zasłużył na miejsce w składzie, to kwestia merytokracji - podkreślił Tomas Roncero z dziennika AS. - Pedri nie przekonał przeciwko Portugalii. Był nieprecyzyjny, w jego zagraniach brakowało iskry, to był jeden z jego najgorszych występów za kadencji De la Fuente. Selekcjoner podjął teraz ryzykowną decyzję, ale wiemy, że jego ruchy zawsze się bronią - pisała Marca przed pierwszym gwizdkiem.
Fabian wszedł do składu i zrobił swoje. W pierwszej połowie z Belgami idealnie odnalazł się w polu karnym i dobił strzał Daniego Olmo, otwierając wynik. Generalnie pokazał się z bardzo solidnej strony, poza golem miał też kluczowe podanie przy uderzeniu Rodriego. Niezwykle imponować może bilans wychowanka Betisu, który przegrał tylko jeden z 48 meczów w kadrze. Był to ubiegłoroczny finał Ligi Narodów, w którym Portugalia pokonała Hiszpanię dopiero po karnych. W statystykach tamto spotkanie bywa zaliczane jako remis, zatem można nawet uznać, że jest niepokonany w reprezentacji. Prawdziwy talizman.

Nos selekcjonera

- Wszyscy pomocnicy są gotowi do gry. Nie chodzi o to, że Pedri nie gra, ale o to, że stawiamy na Fabiana. Od dłuższego czasu mówimy, że mamy najlepszy środek pola na świecie. Nie tylko dzięki Rodriemu, Pedriemu i Olmo, ale też dzięki Fabianowi, Merino, Gaviemu i piłkarzom, których nie ma na turnieju - zaznaczył przed meczem z Belgią Javi Gonzalez, asystent De la Fuente.
W 55. minucie Pedri zmienił Fabiana i znów zawiódł. Utrzymał dość niski poziom z poprzednich spotkań, czym potwierdził, że w tym momencie po prostu nie zasługuje na miejsce w składzie. Warto przypomnieć, że skład bez wychowanka Las Palmas w kluczowej fazie wielkiego turnieju nie jest żadną nowością. Podczas EURO 2024 doznał kontuzji na początku ćwierćfinału z Niemcami, po czym właśnie tercet Rodri - Ruiz - Olmo pomógł zaprowadzić Hiszpanię do złota. De la Fuente zapewne ma nadzieję na powtórkę z rozrywki.
Na razie najlepszym pomocnikiem Hiszpanii na tym turnieju jest ten, który pojawia się dopiero w końcówkach. Dostaje ogony, ale jednocześnie potwierdza, że wystarczy mu kilka minut, aby skraść okładki i zostać bohaterem. Mikel Merino dokonuje cudów w fazie pucharowej, dźwigając na plecach właściwie cały naród. Najbardziej imponuje nawet nie sama skuteczność, ale łatwość w dochodzeniu do sytuacji. Mikel Oyarzabal, kiedy akurat nie ma swojego dnia, potrafi przez półtorej godziny błąkać się między stoperami, z czego nie wynika nic konkretnego. Tymczasem gracz Arsenalu pojawia się na murawie, szuka wolnej przestrzeni w polu karnym, dostaje piłkę i wykonuje wyrok. Nie ma selekcjonera, który nie chciałby takiego asa w swojej talii.
Po dwóch tak fantastycznych wejściach można by zastanowić się, czy wychowanek Realu Sociedad nie powinien przypadkiem wskoczyć do wyjściowej XI. Czuć jednak, że trener chce mieć go do dyspozycji w awaryjnych sytuacjach. Rodri, Fabian i Olmo to idealny zestaw do kontrolowania gry poprzez posiadanie piłki. Oni mają zadbać o to, aby Hiszpania nie przegrywała. Z kolei Merino jest od tego, aby przechylać szalę zwycięstwa.
- Wiem, że to niesprawiedliwe, że Mikel nie gra. Ale równie niesprawiedliwe byłoby, gdyby nie grał ktoś inny. Mogę wystawić tylko jedenastu piłkarzy, chociaż zasługuje na to znacznie więcej. Ale każdy rozumie swoją rolę, wszyscy wiedzą, kiedy mogą być najbardziej przydatni dla zespołu. Praca z taką grupą to przyjemność - podkreślił De la Fuente na antenie DAZN.

Egzamin dojrzałości

Hiszpania jest w półfinale, chociaż spokojnie można stwierdzić, że nie zachwyca na tych mistrzostwach. Po drużynie, która w naprawdę spektakularnym stylu wygrała poprzednie EURO, spodziewaliśmy się nieco więcej widowiskowości. Tymczasem “La Roja” wygląda tak, jakby próbowała odtworzyć zwycięską formułę z 2010 roku. Wtedy ekipa Vicente Del Bosque wygrała mundial w głównej mierze wyszarpanymi zwycięstwami 1:0. To nie był żaden walec, który miażdżył każdego, kto się akurat napatoczył. Prawdziwy walec czeka teraz na podopiecznych De la Fuente.
Francja podejdzie do nadchodzącego starcia jako faworyt, dla niektórych nawet murowany. Po ostatnich meczach naprawdę trudno nie zachwycać się postawą “Les Bleus”, którzy biją kolejnych rywali i patrzą czy równo puchnie. Oczywiście, że Hiszpania też ma swoje atuty, do których trzeba zaliczyć w miarę skuteczną defensywę. Jeden stracony gol w sześciu meczach to fantastyczny bilans, aczkolwiek Austria, Portugalia i Belgia w żadnym razie nie mogą równać się z ofensywą “Trójkolorowych”. A podkreślmy, że już przeciwko “Czerwonym Diabłom” Unai Simon czy Pau Cubarsi wyglądali chwiejnie, nerwowo, nie zawsze trzymali rękę na pulsie. W starciu z Lukaku, Doku i De Ketelaere jeszcze to przeszło. Przeciwko Mbappe, Dembele czy Olise każdy najmniejszy błąd może być równoznaczny z egzekucją.
- Jeśli Francja ma się kogoś obawiać, to nas. Bo to my wyeliminowaliśmy ich na poprzednim turnieju - powiedział Lamine Yamal.
Wypowiedź, której można było się spodziewać.18-latek to ten typ piłkarza, który nie boi się podgrzać atmosfery. Czekamy jednak na to, aż na MŚ zacznie częściej przemawiać na boisku. Na razie wyręczał go w tym Mikel Merino.

Dyskusja

Przeczytaj również