Ta kadra sprawi sensację na mundialu? Wygrali 7:0, pokonali giganta. "Mają kim straszyć"

Start mundialu coraz bliżej, a co za tym idzie - my zbliżamy się powoli do mety naszego cyklu, w którym po kolei analizujemy każdą grupę nadchodzących mistrzostw i grające w niej reprezentacje. Kto jest faworytem do awansu z pierwszej lokaty? Dla kogo nie powinno zabraknąć miejsca w fazie pucharowej? Jaka drużyna, przynajmniej w teorii, może mieć problem ze zdobyciem punktu?
Już od ponad tygodnia, każdego dnia, aż do 10 czerwca, analizujemy i będziemy analizować jedną grupę. Następnie, 11 czerwca, w dzień startu turnieju, opublikujemy także ogólny ranking sił, wybierając najmocniejsze zespoły całych mistrzostw i faworytów do końcowego triumfu.
Dziś czas na grupę J, kolejną z przedstawicielami czterech różnych kontynentów. Zaczynamy od naszym zdaniem najsłabszego zespołu w tym gronie, kończymy na zdecydowanie najlepszym.
4. Jordania
Absolutny debiutant na mistrzostwach świata. Jordania przedarła się przez furtkę, jaką FIFA otworzyła znacznie szerzej, powiększając pulę uczestników mundialu do 48 drużyn. Choć nawet w takich okolicznościach mało kto dawał jej szansę na wywalczenie awansu, ona w eliminacjach zagrała na nosie kilku bardziej renomowanym rywalom. Najpierw wygrała grupę przed Arabią Saudyjską, a na następnym etapie dała się wyprzedzić tylko Korei Południowej, zostawiając za plecami m.in. Irak. Promocję na czempionat wywalczyła zatem dość szybko, nie musiała rywalizować potem w turniejach ostatniej szansy czy barażach interkontynentalnych. Wrażenie mogło robić choćby ugranie punktu podczas wyjazdowego starcia z dużo mocniejszą Koreą. Przez ostatnie kilka miesięcy Jordańczycy grali już towarzysko, spisując się naprawdę różnie. Nie byli w stanie zatrzymać Szwajcarii (1:4) czy Kolumbii (0:2), ale postawili się Nigerii (2:2) oraz Kostaryce (2:2). Dodajmy też, że Jordania to aktualny wicemistrz Azji z 2024 roku.
Za losy drużyny od niemal dwóch lat odpowiada Jamal Sellami. 55-letni selekcjoner rodem z Maroka póki co realizuje postawione przed nim cele, choć do dyspozycji ma kadrę złożoną głównie z piłkarzy grających na co dzień na kontynencie azjatyckim. Rodzynek z Europy to skrzydłowy, Mousa Tamari z francuskiego Rennes. Portal Transfermarkt wycenia go na 10 mln euro. Dla kadry zdobył 23 bramki w 76 meczach.
3. Algieria
Algieria wraca na mundial po 12 latach przerwy. Nie było jej w Rosji, nie było w Katarze, ale w 2014 roku na brazylijskich murawach radziła sobie bardzo dobrze. Wyszła wówczas z grupy kosztem Rosji i Korei Południowej, a potem narobiła sporego stracha późniejszym mistrzom - Niemcom - przegrywając z nimi w 1/8 finału dopiero po dogrywce. Ostatnie lata były jednak dla “Lisów Pustyni” dość ubogie w sukcesy. Ten największy święcili w 2019 roku, gdy wygrali Puchar Narodów Afryki. Potem na tej samej imprezie dwukrotnie odpadali w grupie, a raz na etapie ćwierćfinału. Dziś optymizmu dodaje im nie tylko pewne wygranie grupy eliminacyjnej, ale też ostatnia forma z meczów towarzyskich. W marcu zmiażdżyli Gwatemalę (7:0) i zatrzymali Urugwaj (0:0), a kilka dni temu sensacyjnie pokonali naszpikowaną gwiazdami Holandię (1:0).
Kadrowo Algieria to oczywiście zdecydowanie wyższa półka niż opisana wcześniej Jordania. “Lisy Pustyni” mają w swoich szeregach wielu bardzo jakościowych graczy. Z jednej strony to doświadczeni Riyad Mahrez (Al-Ahli), Ramy Bensebaini (Borussia Dortmund) czy Nabil Bentaleb (Lille), z drugiej młodsi od nich o kilka, czasami nawet kilkanaście lat - Rayan Ait-Nouri (Manchester City), Ibrahim Maza (Bayer Leverkusen), Amine Gouri (Olympique Marsylia) czy Houssem Aouar (Al-Ittihad). Zdecydowanie jest kim straszyć. Żeby tego było mało, na ławce trenerskiej Algieria ma selekcjonera, który zaliczył już w tej roli kilka wielkich turniejów. To Vladimir Petković, niegdyś odpowiadający przez siedem lat za kadrę Szwajcarii.
2. Austria
Aż trudno w to uwierzyć, ale Austria powraca na mundial po 28 latach. Jeśli już meldowała się ostatnio na wielkich turniejach, były to tylko i wyłącznie mistrzostwa Europy. I trzeba przyznać, że tam Austriacy potrafili pokazać klasę. Na EURO 2020 dotarli do 1/8 finału, gdzie byli naprawdę blisko wyeliminowania Włochów, czyli późniejszych mistrzów. Potem na niemieckiej ziemi wygrali natomiast grupę, wyprzedzając Francję, Holandię i Polskę. Dopiero w fazie pucharowej, wtedy dość niespodziewanie, zatrzymała ich Turcja. Teraz niektórzy też widzą w 24. drużynie rankingu FIFA potencjalnego czarnego konia imprezy. W grupie eliminacyjnej Austria wyprzedziła Bośnię oraz Rumunię, a potem kilka razy zdążyła zaimponować w sparingach. W marcu i na początku czerwca wygrywała z trzema innymi uczestnikami mundialu - Ghaną (5:1), Koreą Południową (1:0) i Tunezją (1:0).
Kadra Austriaków to kwintesencja solidności. Nie ma tam może gwiazd wartych po 50 czy 100 mln euro, ale jest naprawdę wielu graczy ogranych w topowych ligach. Sporo mówi nawet przynależność klubowa. Można tam zobaczyć Bayern Monachium, Real Madryt, Tottenham, Borussię Dortmund czy RB Lipsk. Odnotować warto natomiast istotne osłabienie, bo odniesiona niedawno kontuzja wyklucza z gry Christophera Baumgartnera, jednego z kluczowych graczy reprezentacji Austrii. Prowadzący zespół już ponad cztery lata Ralf Rangnick będzie musiał znaleźć sposób na zastąpienie wycenianego na 40 mln euro pomocnika.
1. Argentyna
Aktualny mistrz świata i jeden z głównych faworytów do zdobycia złota także podczas nadchodzącego turnieju. Argentyna wciąż przeżywa swoją złotą erę. Już po zwycięskim czempionacie w Katarze zdążyła obronić tytuł podczas Copa America, a potem w cuglach wygrała eliminacje do mundialu, wyprzedzając drugi Ekwador o dziewięć punktów. Przez ostatnie kilka miesięcy rywalizuje już tylko w sparingach i wygrywa wszystkie jak leci, choć trzeba przyznać, że spotyka się głównie z nieszczególnie wymagającymi przeciwnikami pokroju Angoli, Portoryko, Mauretanii czy Hondurasu. Czy taka taktyka okaże się odpowiednia? Okaże się już niebawem. Na pewno jednak trzeba będzie rywalizować ze zdecydowanie mocniejszymi przeciwnikami.
Swój last dance na tym mundialu zaliczy zapewne zmierzający coraz większymi krokami do piłkarskiej mety Leo Messi. Cztery lata temu jako MVP turnieju poprowadził “Albicelestes” do złota. Teraz też może być ważnym ogniwem reprezentacji, choć wydaje się, że niekoniecznie musi już stanowić o jej sile. Pałeczkę, przynajmniej w teorii, powinni przejąć gracze młodsi od 38-latka. Być może zrobią to Julian Alvarez, Lautaro Martinez czy Enzo Fernandez, a może objawi się nowa gwiazda, choćby w postaci rewelacyjnego Nico Paza z Como. Wciąż prowadzący zespół Lionel Scaloni, architekt złotej drużyny sprzed czterech lat, na pewno ma już odpowiedni pomysł na wykorzystanie swoich najbardziej jakościowych ogniw.
TUTAJ znajdziesz wszystkie artykuły z cyklu, w którym oceniamy siłę poszczególnych uczestników MŚ 2026. Grupa po grupa, drużyna po drużynie.