Ta kadra nigdy przedtem nie była tak silna! Mourinho zachwycony. Sprawią sensację?

Japonia ponad 40 lat temu dała światu kultową mangę z kapitanem Tsubasą, ale potem jej najlepsi piłkarze prędzej kojarzyli się z kreatywnymi pomocnikami niż z efektownymi napastnikami. 27-letni Ayase Ueda, czyli król strzelców ligi holenderskiej, łamie ten schemat. Za moment rzucą się na niego giganci, a jego przykład pokazuje, jak bardzo urosła marka japońskich graczy. Ten mundial to kolejny krok naprzód.
Jose Mourinho powiedział wprost: to Japonia zrobiła na nim największe wrażenie w pierwszych meczach mistrzostw świata. Zawodnicy Hajime Moriyasu kręcą się jak na karuzeli. Po bardzo dobrym meczu z Holandią (2:2) roznieśli Tunezję (4:0). Imponują zwrotnością, planem i tym, że zawsze grają z wysoko podniesioną głową. Już na poprzednim mundialu ograli Niemców i Hiszpanów, co pokazuje, że nie ma w nich poczucia niższości. Aż 23 z 26 japońskich piłkarzy na co dzień gra w Europie. Wartość rynkowa ich kadry podwoiła się od ostatniego mundialu.
Zgodnie z planem
Japonia błyszczy talentem Kaishu Sano z Mainz. Takefuso Kubo bryluje w Realu Sociedad, a Hiroki Ito dwa lata temu trafił do Bayernu Monachium. Bundesliga szczególnie upodobała sobie ściąganie japońskich graczy, bo taki zawodnik nie kosztuje fortuny, a negocjacje są przejrzyste. Japończycy z góry podają cenę, więc rozmowy nie przeciągają się tygodniami. Brighton w 2021 roku zapłacił trzy miliony euro za Kaoru Mitomę, który z czasem wyrósł na jednego z najlepszych dryblerów w Premier League. Był moment, kiedy “Mewy” krzyczały ponad 70 mln funtów za swojego piłkarza - ten niestety ostatnio narzeka na urazy i na mundialu nie podbije swojej wartości.
Japonia na tym turnieju znowu przypomina światu, jak wielki postęp zrobiła w piłce. Kiedy w 1977 roku Yasuhiko Okudera jako pierwszy Japończyk leciał do Niemiec, w jego kraju nie istniała nawet profesjonalna liga. Okudera grał dla Furukawa Electric, czyli drużyny z nazwą korporacji. Przy wyjeździe usłyszał, że firma zachowa jego etat na wypadek, gdyby nie poszło mu w Europie. Okudera potem wygrał jednak mistrzostwo Niemiec z FC Koeln i zagrał w półfinale Pucharu Europy. Był egzotyczna ciekawostką jak wszyscy jego rodacy przez następne lata. Dopiero Hidetoshi Nakata na przełomie wieków przekierował uwagę na Japonię. Potem sam przyznawał, że w piłce zakochał się dzięki kreskówce o Kapitanie Tsubasie.
Wyprzedzony harmonogram
Yoichi Takahashi stworzył tę postać w 1981 roku. Była to prosta fabuła o chłopcu z Japonii, który marzy o tym, by zostać mistrzem świata. W tamtych czasach brzmiało to jak science fiction, bo przeciętny dzieciak z Tokio głównie interesował się baseballem. Dopiero w 1993 roku powstała profesjonalna J.League z Zico, Linekerem i Arsènem Wengerem w roli trenera. Kryzys ekonomiczny zmiótł jednak te ambitne cele, łącznie z planem stuletnim, który zakładał, że do 2092 roku Japonia stworzy sto profesjonalnych drużyn i będzie mistrzem świata. W tym momencie ten plan nie istnieje - kraj mocno wyprzedza harmonogram i prędzej mówi się o 2050, a niektórzy w przypływie emocji przebąkują nawet o 2030 roku.
Japonia od lat systematycznie buduje kulturę piłki. Jej podstawami są dyscyplina, powtarzalność i głębokie zakorzenienie w opanowaniu podstaw. Dzieci trenują 52 tygodnie w roku, a dookoła mnóstwo jest popularyzatorów sportu, takich jak Tom Byer. Amerykanin, który od 40 lat mieszka w Azji, stworzył cały ruch mówiący, by jak najszybciej oswajać dzieci z piłką. Takumi Minamino, zawodnik Monaco, zaczynał z ojcem już w wieku dwóch/trzech lat. Japończycy są dziś topową nacją, jeśli chodzi o technikę. Do wysokich umiejętności dokładają też elitarną mentalność. Wielu dyrektorów sportowych w Europie zwraca uwagę, że szybko się adaptują, chcą uczyć się języków obcych i rzadko narzekają. W ostatnich latach widzimy ogromny popyt na graczy z Azji, bo stanowią dobry stosunek jakości do ceny.
Nowy Tsubasa
Przez lata największą słabością Japonii był brak napastnika z instynktem zabójcy. Drużyna umiała tworzyć sytuacje, ale brakowało lidera w polu karnym. Kogoś, kto myśli o zespole, ale jeszcze bardziej myśli o golu. W japońskiej kulturze mocniej stawia się współpracę, co nie zawsze pomaga budować snajperów. To dlatego świeżością w reprezentacji jest Ayase Ueda. 27-latek w Feyenoordzie zdobył 26 bramek w lidze i aż o osiem trafień wyprzedził drugiego strzelca Eredivisie. Selekcjoner Moriyasu przed i w trakcie mundialu zmaga się z wieloma kontuzjami, ale duża podaż jakościowych graczy na razie nie daje mu tego odczuć. To nie jest zespół, który gra w niskim bloku i szuka kontr. W marcu potrafił narzucić swoje reguły przeciwko Anglii, którą pokonał na Wembley (1:0).
Japonia jeszcze do 1998 roku nie grała na żadnym mundialu. Potem z każdym turniejem wzbudzała coraz większy respekt, choć nigdy nie złamała granicy 1/8 finału. Teraz okoliczności wydają się idealne. To również sygnał dla całego świata, że Azja też może mieć zespół w czołówce - jak Maroko z Afryki na poprzednim mundialu, które dotarło do półfinału. Dotąd jedyny raz w strefie medalowej znaleźli się Koreańczycy w 2002 roku, choć był to awans mocno kontrowersyjny, ze skandalami sędziowskimi w tle. Obecna Japonia nie musi uciekać się do takich chwytów.
Karuzela ofert
Kiedy w 2010 roku pomocnik Shinji Kagawa budował markę japońskich graczy w Bundeslidze, był wolnym zawodnikiem, za którego nie trzeba było zapłacić sumy odstępnego. Zaraz potem Borussia Dortmund zarobiła na nim 16 mln euro. Podobnie powinno być za chwilę z Feyenoordem, który za Ayase Uedę w 2022 roku zapłacił nieco ponad milion. Na stole podobno już leżą oferty z Milanu czy Leeds, a dobry turniej sprawi, że posypią się kolejne. Japończycy grają w tym momencie o własną historię, o lepsze kontrakty i po to, by stopniowo przybliżać się do założonego celu. Młody Japończyk nie musi dziś szukać bohaterów w mandze, bo ma ich na boisku w realu, na wyciągnięcie pilota albo w rolkach na TikToku.