Tam trafi 18-letni przekozak? Zero zdziwienia. "Zazdrości im niemal cały świat"

Tam trafi 18-letni przekozak? Zero zdziwienia. "Zazdrości im niemal cały świat"
IMAGO / pressfocus
Wojciech - Klimczyszyn
Wojciech KlimczyszynDzisiaj · 10:53
Jeśli jest w Europie klub, który nigdy nie waha się stawiać na młodych zawodników - a wręcz woli ich niż doświadczonych weteranów - to jest to Borussia Dortmund. Obecne lato tylko potwierdza tę regułę. Do kadry włączono już trzech nastolatków, a to bynajmniej nie koniec.
Od lat dopracowali do perfekcji sztukę, której zazdrości im niemal cały świat - stali się niedoścignionym wzorem inkubatora dla najzdolniejszych piłkarzy. Strategia BVB od dawna opiera się na prostym mechanizmie: wypatrzyć talent przed innymi, dać mu bezcenne minuty na najwyższym poziomie, sprzedać z wielokrotnym przebiciem i powtórzyć cały proces. Pytanie brzmi: czy model oparty na ciągłym handlu młodzieżą przynosi jakiekolwiek korzyści na boisku, czy służy jedynie do napędzania finansowej machiny?
Dalsza część tekstu pod wideo

Letni zaciąg nastolatków

Trwające okienko transferowe pokazuje, że w Westfalii nikt nie zamierza schodzić z obranej drogi. Przeciwnie - ruchy na rynku wskazują, że klub jeszcze bardziej zatracił się w zarzucaniu sieci na utalentowaną młodzież. Do drużyny dołączyło trzech zawodników i żaden z nich nie ukończył jeszcze dwudziestego roku życia.
Pierwszym z nich jest Joane Gadou, 19-letni obrońca, za którego Borussia zapłaciła Red Bullowi Salzburg blisko 20 milionów euro. To jeden z najciekawszych stoperów młodego pokolenia we Francji. Mierząc 195 cm wzrostu, łączy znakomite warunki fizyczne z doświadczeniem zebranym w szkółce PSG oraz podczas występów dla pierwszej drużyny w austriackiej ekstraklasie. Imponuje szybkością i umiejętnością wyprowadzania piłki - wielu ekspertów widzi w nim wręcz kalkę Ibrahimy Konaté.
Transfer Kaua Pratesa do Borussii Dortmund został oficjalnie potwierdzony w lutym 2026 roku, ale brazylijski obrońca mógł przenieść się do Niemiec dopiero tego lata, gdy osiągnął pełnoletność. Podstawowa kwota odstępnego dla Cruzeiro wyniosła około 7 mln euro, lecz wraz z bonusami może wzrosnąć do 12 mln. Jest zawodnikiem lewonożnym. Nominalnie występuje na pozycji lewego obrońcy, ale dzięki znakomitym warunkom fizycznym i uniwersalności potrafi grać również jako środkowy obrońca oraz lewy wahadłowy. Na koncie ma już występy w dorosłej ekipie Cruzeiro, a także triumf na ostatnich Mistrzostwach Świata U-17.
Ostatni z potwierdzonych nabytków to Justin Lerma. Podobnie jak w przypadku Pratesa, klub oficjalnie ogłosił jego zakontraktowanie dużo wcześniej - Borussia zagięła na nim parol już w maju 2024 roku, gdy Ekwadorczyk miał ledwie 16 lat. Jest wychowankiem akademii Independiente del Valle - tej samej, która ukształtowała m.in. Moisesa Caicedo czy Kendry'ego Paeza. W pierwszej drużynie zadebiutował w wieku zaledwie 15 lat. Nominalnie występuje jako ofensywny pomocnik, ale z powodzeniem radzi sobie również w roli środkowego pomocnika odpowiadającego za kreowanie gry lub na skrzydle.
Budowanie składu na nadchodzące rozgrywki wciąż trwa. Władze klubu planują kolejne wzmocnienia formacji ofensywnej i dążą do sprowadzenia jeszcze przynajmniej dwóch graczy. Głównym celem transferowym stał się Konstantinos Karetsas z Genk - w kwestii pozyskania 18-letniego reprezentanta Grecji rozmowy są już mocno zaawansowane. Utalentowany pomocnik, uważany za jedną z największych nadziei europejskiej piłki, może kosztować ponad 30 milionów euro.
Drugim nowym nabytkiem prawdopodobnie będzie Said El Mala - najstarszy z całego zestawienia, bo pod koniec sierpnia skończy 20 lat. Lewoskrzydłowy i reprezentant niemieckiej młodzieżówki ma za sobą świetny sezon w Koeln, gdzie zagrał we wszystkich ligowych meczach, strzelił 13 goli i zanotował pięć asyst.

Ale to już było…

Obecny model BVB nie narodził się wczoraj - to efekt ewolucji trwającej od ponad dwóch dekad. Symbolami młodzieńczego powiewu w Dortmundzie byli w przeszłości Tomas Rosicky czy zaledwie 16-letni Nuri Sahin, który bił rekordy jako najmłodszy debiutant w Bundeslidze. Prawdziwy przełom nastąpił jednak za ery Juergena Kloppa. To wtedy świat usłyszał o wychowankach i młodych talentach sprowadzanych za grosze: Mario Goetze wyrósł na “złote dziecko” niemieckiej piłki, zanim skusił go Bayern Monachium, a Robert Lewandowski przychodził z Lecha Poznań jako obiecujący napastnik, by po czterech latach odchodzić jako absolutny kat obrońców.
Z czasem Niemcy z Westfalii postanowili zrobić z tego zjawiska stały model biznesowy. Sprowadzenie Jude’a Bellinghama z Birmingham City w 2020 roku było majstersztykiem. Anglik trafił do Dortmundu jako nastolatek, dojrzał do roli lidera, a do Realu Madryt odchodził jako gracz absolutnie światowego formatu za kwotę przekraczającą 100 milionów euro. Podobny scenariusz przerabiano wcześniej przy sagach transferowych z Erlingiem Haalandem, Jadonem Sancho czy Ousmane’em Dembele..
Co zrobił zarząd Borussii, gdy mechanizm zadziałał po raz kolejny? Zastosował go niemal jeden do jednego, sięgając po… młodszego z braci Bellinghamów, Jobe’a, wokół którego już krążą skauci najbogatszych klubów. Najświeższy przykład? Karim Adeyemi, który po trzech latach występów dla “Die Borussen”, został sprzedany do Barcelony. W ten sposób BVB wysyła jasny sygnał młodym talentom: “Przyjdź do nas. Dostaniesz szansę, rozwiniesz się, a gdy zapuka gigant, nie będziemy stawać ci na drodze”.

Pieniądze czy sukcesy? A może jedno i drugie?

Spoglądając na sprawozdania finansowe Borussii, trudno nie czuć podziwu. Klub po kryzysie z początku wieku wyszedł na prostą, generuje gigantyczne przychody ze sprzedaży zawodników i jest wzorem stabilności finansowej w Bundeslidze. Jednak na samym handlu piłkarzami trofeów do gabloty się nie wstawia. I tu dochodzimy do sedna dylematu: czy taka polityka opłaca się Borussii sportowo?
Z jednej strony - “Die Schwarzgelben” utrzymują się w ścisłej czołówce Bundesligi i regularnie występują w Lidze Mistrzów (z pamiętnym finałem z 2024 roku). To pokazuje, że ten model pozwala utrzymać drużynę na wysokim poziomie w dłuższej perspektywie. Młoda krew daje dynamikę, a głód sukcesu nowych zawodników często rekompensuje brak doświadczenia. Borussii praktycznie nie dotyczy problem tzw. “sytych kotów”.
Z drugiej strony - stała rotacja uniemożliwia zbudowanie prawdziwej dynastii. Kiedy zespół zaczyna rozumieć się bez słów, a kluczowi zawodnicy osiągają swój szczyt, do klubu przychodzi oferta nie do odrzucenia. Borussia nieustannie restartuje swój projekt. Podczas gdy Bayer Leverkusen potrafił w ciągu kilku lat zbudować gotową, zgraną maszynę do wygrywania, a Bayern Monachium od dekad operuje na zupełnie innym poziomie finansowym i sportowym, BVB wiecznie znajduje się w fazie “przebudowy” i “obiecującego projektu”.
Kibice w Dortmundzie mogą podziwiać wspaniałe jednostki, ale rzadko mają okazję oglądać dojrzałą drużynę. Do statusu legendy urasta tam zawodnik, który na Signal Iduna Park spędzi zaledwie kilka sezonów. Trudno winić władze Borussii Dortmund za przyjęcie takiej strategii - w realiach współczesnego futbolu, zdominowanego przez kluby państwowe i finansowe eldorado Premier League, ich model jest po prostu ekonomicznie bezpieczny.
Jednak dopóki priorytetem pozostanie promowanie i sprzedaż kolejnych Bellinghamów, Sanchów, a w przyszłości pewnie i Lermów, dopóty Borussia pozostanie jedynie stacją przesiadkową do wielkości. Będzie klubem zachwycającym neutralnych widzów i komentatorów, ale pozostawiającym u własnych kibiców nieustanny niedosyt. W sporcie na najwyższym poziomie ostatecznie liczą się trofea, a nie dodatnie saldo na koncie bankowym.

Dyskusja

Przeczytaj również