Tarapaty najlepszego bramkarza świata! Szybki transfer albo ławka. Przeszarżował

Od dwóch lat chce zmienić barwy. Teraz musi to zrobić, aby nie utknąć na ławce. Emiliano Martinez w ciągu ostatnich czterech lat dwukrotnie był wybierany najlepszym bramkarzem świata. W tym okienku wpadł w tarapaty, bo upadł temat jego wymarzonego transferu z Aston Villi, a klub… ściągnął już nową “jedynkę”.
Niecałe dwa lata temu Emiliano Martinez po raz drugi w swojej karierze został wybrany najlepszym bramkarzem globu. Pomimo tego nie był w stanie doczekać się wymarzonego transferu do klubu ze ścisłej europejskiej czołówki. Teraz, na krótko po kolejnym udanym mundialu z reprezentacją Argentyny, stracił miejsce w podstawowym składzie Aston Villi. Jego przenosiny do Juventusu nie wypaliły, a klub z Birmingham ściągnął Ziona Suzukiego, aby postawić na niego między słupkami. Martinezowi już kilka razy zawróciły w głowie większe marki, ale przenosiny nie wypaliły nawet przy jego usilnych staraniach. Teraz, zamiast iść “w górę”, w wieku 33 lat znalazł się w nieciekawym położeniu.
Od wiecznego rezerwowego do najlepszego na świecie
Droga Emiliano Martineza na szczyt futbolu była błyskawiczna. Jeszcze w drugiej połowie sezonu 2019/20, na niedługo przed 28. urodzinami, miał w CV jedynie kilka wypożyczeń do niższych lig angielskich oraz do La Liga (tam akurat niespecjalnie udane), a także rolę rezerwowego w Arsenalu. Pechowe dla ówczesnego golkipera “Kanonierów”, Bernda Leno, wejście Neala Maupaya, okazało się jednak dla “Dibu” momentem przełomowym. Niemiec doznał urazu, a Argentyńczyk dokończył rozgrywki jako “jedynka”.
Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Przekonana jego postawą Aston Villa postanowiła wyłożyć kilkanaście milionów euro na 28-latka, który do tamtej pory zaliczył zaledwie 101 profesjonalnych występów - z tego jedynie 15 w Premier League. W Birmingham podtrzymał dobrą dyspozycję. Grał regularnie, został preferowanym wyborem między słupkami i zapracował na opinię czołowego golkipera ligi.
To otworzyło drzwi do debiutu w narodowych barwach i zabetonowania miejsca w bramce. Tym samym Martinez niewiele ponad dwa lata po starciu Leno z Maupayem i nieoczekiwanej szansie od losu, sięgnął z reprezentacją Argentyny po mistrzostwo świata na turnieju w Katarze, w finale zaliczając pamiętną interwencję po strzale Randala Kolo Muaniego w doliczonym czasie dogrywki, potem broniąc także strzał Kingsleya Comana w serii jedenastek. Postawa na mundialu zaowocowała nagrodą dla najlepszego bramkarza świata za 2022 rok.
W 2024 ponownie otrzymał to samo wyróżnienie i stał się jego pierwszym - oraz jedynym do tej pory - dwukrotnym laureatem (zaczęto je przyznawać w 2017 roku). Od dłuższego czasu stawiany jest w jednym szeregu z najlepszymi golkiperami na świecie. Wciąż jednak reprezentuje Aston Villę - klub spoza ścisłego topu. I ostatnio zaczęło mu to chyba trochę przeszkadzać.
W końcu zapragnął więcej
Już drugie lato z rzędu Martinez próbuje zmienić barwy klubowe. Wszystko zaczęło się pod koniec sezonu 2024/25. Wówczas to, niespełna rok po przedłużeniu umowy z Villą do 2029 roku, wiele wskazywało na rozstanie. Po ostatnim domowym meczu z Tottenhamem Argentyńczyk żegnał się z kibicami. Machał do nich, schodząc z boiska ze łzami w oczach.
Wyspiarskie media szybko podłapały temat i zaczęły spekulować o chęci zmiany barw bramkarza. Zainteresowanie jego usługami wyrażały m.in. Chelsea, Manchester United czy Atletico Madryt. Sam zawodnik w okresie między sezonami związał się też z nowym agentem - Jorge Mendesem. Wszystko układało się w logiczną całość, zwiastującą transfer.
Spekulacji w mediach było sporo, ale długo nie przekuwały się one w żadne konkrety. W przeddzień Deadline Day Martinez nie znalazł się jednak w kadrze meczowej na starcie z Crystal Palace. Wiele wskazywało na to, że może przejść do United, a prowadzący “The Villans” Unai Emery postanowił nie stawiać na zawodnika, któremu konkurenci zawrócili w głowie. Gdy przed spotkaniem pytano Hiszpana o sytuację Argentyńczyka i jego absencję, uciął dyskusję w kuriozalny sposób. Powtarzał w kółko nazwisko wystawionego w składzie bramkarza - Marco Bizota.
Villa oczekiwała kwoty przekraczającej 30 milionów funtów. Ostatecznie “Czerwone Diabły” wybrały tańszego i młodszego Senne Lammensa - uznanego ostatecznie za najlepszy transfer sezonu Premier League. Tym samym Argentyńczyk musiał obejść się smakiem i zostać na Villa Park, ale zachował się profesjonalnie. Wrócił do składu, prezentował niezłą dyspozycję (wg danych portalu FotMob był trzeci w lidze, jeśli chodzi o “wybronione” expected goals i pomógł zespołowi wygrać Ligę Europy. Po zakończeniu rozgrywek znów zaczął szukać “drogi do wyjścia”. Jak informował talkSPORT, skontaktował się z Juventusem, informując o chęci przenosin do Turynu. Nawet sam menedżer “Starej Damy”, Luciano Spalletti, mówił:
- Emi Martinez chce transferu tego lata, a my szukamy konkurencji na bramce.
Tym razem oczekiwania jego pracodawców były dużo mniejsze. Liczyli na kwotę w okolicach 10-12 milionów funtów. Temat raz upadł, potem wrócił i wydawało się, że dojdzie do finalizacji. Sprawy nie potoczyły się jednak po myśli doświadczonego bramkarza.
Chciał transferu, teraz go potrzebuje
W odpowiedzi na bardzo prawdopodobną sprzedaż Martineza, Aston Villa postanowiła pozyskać nowego, bardziej perspektywicznego golkipera. Postawiła na 24-letniego Ziona Suzukiego z Parmy. Japończyk miał trafić do PSG, ale transfer upadł. Anglicy wykorzystali sytuację i postanowili kupić jednego z najlepszych bramkarzy ostatniego sezonu Serie A za 30 milionów euro. Spora inwestycja pokazuje wiązane z nim duże nadzieje.
Suzuki miał przejąć rękawice po sprzedanym do Juve 33-latku. Problem w tym, że… Martinez ostatecznie nie wylądował w Turynie. Jego transfer, podobnie jak Japończyka do PSG, wysypał się na zaawansowanym etapie. “Bianconeri” ostatecznie wypożyczyli z opcją wykupu bramkarza Tottenhamu, Guglielmo Vicario, a także sposobią się do pozyskania Kamila Grabary. Tym samym, podobnie jak rok temu, Martinezowi znów uciekła szansa na przenosiny do jednej z wielkich futbolowych marek. Teraz jednak saga zakończona niepowodzeniem wpakowała go w tarapaty. Jak donosi bowiem portal The Athletic, Villa postanowiła, że to Suzuki będzie w nowym sezonie “jedynką” (mecz pierwszej kolejki w składzie zaczął jeszcze Bizot). W efekcie Argentyńczyk zamiast wymarzonego transferu do wielkiego klubu, musi pogodzić się z ławką w drużynie, której barw broni od sześciu lat.
W związku z tym sytuacja drastycznie się zmienia. Teraz transfer nie jest już dla “Dibu” szansą na spełnienie marzeń i osobistych ambicji. To konieczność, jeśli chce regularnie grać i utrzymać dobrą formę oraz reputację jednego z lepszych bramkarzy na świecie. Choć tej drugiej nie dostrzegają chyba najsilniejsze kluby globu, bo na razie albo się po niego nie zgłaszają, albo nie składają Villi satysfakcjonujących ofert.
Rynek w ostatnich latach trochę zweryfikował Emiego Martineza i jego wysoką samoocenę. Najbliższe tygodnie zapewne pokażą, jak rzeczywiście jest postrzegany na piłkarskim rynku, ale trudno znaleźć czołową ekipę, która szuka nowego golkipera. Tym razem nieudana próba sprowokowania transferu odbiła się Argentyńczykowi czkawką. Wpadł w tarapaty i teraz nie tyle chce, ile musi odejść z Villa Park. Chyba że kolejny raz udowodni swoją wartość i wygra rywalizację z Suzukim, na którego “The Villans” i Emery zamierzają postawić na poważnie.