Tego nikt by nie przewidział. Legenda objęła klub. Zaskakujący kierunek

Tego nikt by nie przewidział. Legenda objęła klub. Zaskakujący kierunek
LUKASZ LASKOWSKI / pressfocus
Adam - Kowalczyk
Adam KowalczykWczoraj · 21:00
Nie da się ukryć, że komunikat, jaki opublikowała przed tygodniem Cesena na swoim oficjalnym profilu, zaskoczył praktycznie wszystkich kibiców. Nowym trenerem drużyny z włoskiej Serie B został były piłkarz Arsenalu i Chelsea, Ashley Cole. Legendarny lewy obrońca już doprowadził swoich nowych podopiecznych do końca wstydliwej passy. Ale czy uda mu się wywalczyć wyczekiwany awans do elity?
Debiut mu nie wyszedł. Cesena prowadzona przez Ashleya Cole’a przegrała aż 0:3 z Mantovą na wyjeździe. To tylko potwierdza, jak wiele pracy przed 45-latkiem, bo jego nowy zespół jest obecnie w potężnym kryzysie formy. Na ostatnie 15 meczów przed przyjściem Anglika wygrał tylko trzy, a łącznie udało mu się zdobyć w nich zaledwie 13 na 45 możliwych punktów. Co ciekawe wystarczyło to, by na osiem kolejek przed końcem sezonu zmieścić się w strefie baraży o awans do Serie A. “Koniki Morskie” są na ten moment ósme w tabeli, a więc zajmują ostatnią pozycję premiowaną play-offami.
Dalsza część tekstu pod wideo
Cole póki co pomaga swojej nowej drużynie to korzystne położenie utrzymać. Bo o ile na start kadencji zebrał prawdziwe baty od średniaka drugiego poziomu rozgrywkowego, o tyle w tę sobotę jego podopieczni pokonali 3:1 piąte w tabeli Catanzaro. Nie dość więc, że Cesena wygrała pierwszy raz od prawie dwóch miesięcy, to jeszcze dokonała tego z silniejszym od siebie rywalem. Po 32 kolejkach wciąż jest ósma i ma cztery punkty przewagi nad dziewiątym Carrarese. Perspektywy na awans do Serie A są więc całkiem realne - szczególnie, że w trenerskim portfolio angielskiej legendy wcale nie wieje pustką.

Wielki piłkarz ze złotej generacji

Cofnijmy się najpierw w czasie i przypomnijmy sobie, z czego możemy Ashleya Cole’a pamiętać. Osiągnięć jako piłkarz bez dwóch zdań ma sporo - począwszy od 107 występów w reprezentacji Anglii, w której historii niewątpliwie zapisał się jako legenda. Wystąpił na trzech mundialach i na dwóch edycjach mistrzostw Europy. Był częścią angielskiego złotego pokolenia. Razem z nim w kadrze “Trzech Lwów” grali m.in. Wayne Rooney, David Beckham, Rio Ferdinand czy Michael Owen. Tę generację piłkarzy do dziś wielu uznaje za zmarnowaną, gdyż na żadnym z wielkich turniejów, w których wystąpiła, nie zaszła dalej niż ćwierćfinał. Najbliżej było w latach 2004 i 2006, jednak w obu przypadkach lepsza okazała się reprezentacja Portugalii, która za każdym razem skuteczniej egzekwowała rzuty karne.
Kariera klubowa 45-latka wcale nie była mniej bogata. Grał w dwóch największych klubach z Londynu - Chelsea i Arsenalu. Znacznie więcej udało mu się osiągnąć w barwach “The Blues”, z którymi wygrał Ligę Mistrzów, Ligę Europy, Premier League i cztery Puchary Anglii. W ekipie “Kanonierów” również nazbierał wiele trofeów, jednak tylko i wyłącznie w rozgrywkach krajowych. Prawdziwą rewelacją w jego wykonaniu był słynny sezon 2003/04, podczas którego Arsenal pod wodzą Arsene’a Wengera wygrał Premier League bez ani jednej porażki. Cole był wówczas jedną z kluczowych postaci ekipy “The Invincibles” - tworzył linię defensywy z Solem Campbellem, Kolo Toure i Laurenem, a swoimi podaniami niejednokrotnie obsługiwał Thierry’ego Henry’ego. Sam Wenger bardzo żałował odejścia Anglika do Chelsea, zdradzając po latach, że było ono efektem nieporozumienia.
- Ashley Cole? Wielki żal związany z moją karierą. Odszedł przez nieporozumienie między jego agentem a klubem. To też fantastyczny walczak. Przez dalszą część kariery pokazał, jak wielkim jest piłkarzem. Powinien zostać tutaj - wspominał swojego dawnego podopiecznego Francuz.
Kibice Chelsea w 2025 roku uznali Cole’a za najlepszego lewego obrońcę w 120-letniej historii klubu. Trudno się dziwić. Anglik przez osiem lat rozegrał w niebieskiej koszulce 338 meczów, a jego gra w defensywie stała na absolutnie rewelacyjnym poziomie. Nie brakowało mu jednak też zacięcia w ofensywie. Fani do dziś pamiętają 2010 rok i jego bramkę przeciwko Sunderlandowi, poprzedzoną prawdziwym majstersztykiem technicznym.

Człowiek od “brudnej roboty”

Po odejściu z “The Blues” Cole spędził jeszcze dwa sezony w AS Romie i trzy lata w LA Galaxy, a buty na kołek odwiesił w 2019 roku jako gracz Derby County. Następnie stwierdził, że to dobry moment, by rozpocząć karierę trenerską. Pierwsze kroki stawiał w miejscu oczywistym - młodzieżowych drużynach Chelsea. Dwa lata pracy wystarczyły, by dostał posadę asystenta selekcjonera reprezentacji Anglii U21. To właśnie w tej roli odnalazł się najlepiej, bo pełnił ją przez kolejne kilka lat.
45-latkowi udało się poniekąd złamać schemat. Cesena to dopiero pierwszy klub, w jakim otrzymał pracę trenera seniorskiej drużyny. Wcześniej aż przez siedem lat zbierał doświadczenie jako członek sztabu i prawa ręka głównego trenera. Jego portfolio samo w sobie stanowi zupełne przeciwieństwo tego, jak na rynek szkoleniowców wkraczała większość byłych angielskich piłkarzy z tego samego pokolenia. Rooney, Lampard, Gerrard - każdy z nich rzucał się na pracę w roli głównego opiekuna drużyny po maksymalnie roku doświadczenia w mniej wymagających rolach. U Cole’a mamy odwrotną sytuację - on z kolei uczył się na błędach innych. Za czasów pracy w Birmingham współpracował z Rooneyem, który został zwolniony z roli trenera zaledwie po kilku miesiącach. Nie chciał skakać od razu na głęboką wodę, co poniekąd pokazywało jego charakter. Cole-piłkarz był postrzegany jako “gość od brudnej roboty”, o którym najwięcej się nie mówi, jednak zawsze wykona swoją pracę dobrze lub bardzo dobrze. Z Cole’em-trenerem jest podobnie.
- Jego etyka pracy natychmiast udzieliła się zawodnikom. Dla graczy praca z kimś, kto wygrał tyle trofeów, a mimo to jest pokorny, pojawia się pierwszy na treningach i każdego dnia pracuje nad sobą, nakładając na siebie presję, była genialna. Ashley wysyłał drużynie jasny sygnał swoim zachowaniem - chwalił swojego dawnego kolegę z reprezentacji Frank Lampard, z którym Cole współpracował w Derby County, Evertonie i Chelsea.
Do sukcesów angielskiej kadry U21 Cole również dołożył cegiełkę. Wraz z Lee Carsleyem udało mu się zbudować zespół, który dwukrotnie sięgnął po mistrzostwo Europy. Poza tym Anglik pracował już w sztabach kilku klubów Premier League i Championship. Włoska Serie B była więc dość nieoczywistym wyborem, jeśli chodzi o faktyczne rozpoczęcie kariery na ławce trenerskiej.

Dlaczego Serie B?

Można się zastanawiać, co wspólnego ma Cesena z Cole’em, że ten właśnie tam postanowił rozpocząć kolejny etap swojej kariery. Najprostszy trop prowadzi do współwłaściciela klubu, Mike’a Melby’ego. Panowie znają się z czasów, gdy Ashley grał jeszcze dla LA Galaxy i bardzo możliwe, że to właśnie ta znajomość zaowocowała późniejszym kontraktem we Włoszech. Ciekawostką może być fakt, że jednym z obecnych podopiecznych Cole’a jest… syn Juergena Klinsmanna, Jonathan. 28-latek to podstawowy bramkarz i ważna postać w zespole, ale nie pierwsze znane nazwisko, które tam występuje - w dalekiej przeszłości biało-czarnych barw bronili m.in. Antonio Candreva, Adrian Mutu czy Vincenzo Iaquinta.
Sama Cesena to klub, który na powrót do Serie A czeka już ponad dekadę. “Koniki Morskie” po raz ostatni występowały w elicie podczas kampanii 2014/15, potem przez lata tułając się po niższych szczeblach. W 2018 roku władze klubu ogłosiły nawet bankructwo, co finalnie zakończyło się degradacją do Serie D i kosmetyczną zmianą nazwy (z AC Cesena na Cesena FC). Drużyna, już jako nowy podmiot, błyskawicznie awansowała na trzeci poziom, jednak utkwiła w nim na kilka sezonów, zanim udało jej się wrócić do Serie B. 2025/26 to drugi z rzędu sezon Ceseny na zapleczu elity - i drugi z rzędu, w którym jej celem jest do Serie A powrócić.
W poprzednim sezonie “Koniki Morskie” załapały się do baraży, jednak odpadły z nich już po pierwszej rundzie (0:1 z Catanzaro). Teraz otwiera się kolejna szansa - tym razem z legendarną postacią na ławce trenerskiej.
Adam - Kowalczyk
Adam KowalczykWczoraj · 21:00
Źródło: własne

Dyskusja

Przeczytaj również